W drodze do pałacu kandydatki witane są przez jeszcze większe tłumy niż w swoich prowincjach. Dziewczyny nie mogą się jednak z nimi przywitać ze względu na bezpieczeństwo.
Amisia musi siedzieć przy Celeste, co jest zapewne karą za grzechy. Queen Bitch nie może przeżyć, że imię Marlee pojawia się na wielu transparentach.
Rozpromieniona Marlee wyglądała przez okno, a ja nie dziwiłam się jej radości – na wielu transparentach widniało jej imię i trudno byłoby policzyć jej fanów.
Pojawiało się także imię Ashley, prawie tak często jak Celeste i znacznie częściej niż moje. Ashley, jako urodzona dama… z godnością przyjęła to… że nie jest główną faworytką, ale widziałam, że Celeste jest poirytowana.
– Jak myślisz, jak ona to zrobiła? – szepnęła mi do ucha, podczas kiedy Marlee i Ashley dzieliły się opowieściami o rodzinnych domach.
– Co takiego? – odparłam szeptem.
– Jak zdobyła taką popularność? Może kogoś przekupiła? – Jej zimne spojrzenie skoncentrowało się na Marlee, jakby szacowała w głowie jej wartość.
– To przecież Czwórka – odparłam z powątpiewaniem. – Nie miałaby pieniędzy… żeby kogokolwiek przekupić.
Celeste syknęła przez zęby:
– Dajże spokój, dziewczyna ma różne sposoby, żeby zapłacić za to… czego chce – oznajmiła i odsunęła się, żeby wyglądać przez okno.
Queen (Bee) Wannabe: 5
Amisia jest zniesmaczona insynuacjami Celsete, wszak Marlee wydaje się być chodzącą niewinnością. Przyganiał kocioł garnkowi. Ami co rusz posądza inne dziewczyny o rozwiązłość, bo mają mocny makijaż czy ciemne włosy (again, WTF?). A teraz jest wielce zdziwiona, że Celeste mogła dojść do podobnego wniosku. Ale przecież Celeste jest evil, a Ami to chodząca dobroć i sprawiedliwość.
Przy okazji panna Singer zdaje sobie wreszcie sprawę, że gry pałacowe to będzie rzeźnia. Wszystkie chwyty dozwolone. Szczególnie te poniżej pasa.
Grupa Amisi dociera wreszcie do pałacu, gdzie zostają natychmiast przechwycone przez personel. Czas na
Illea’s Next Trophy Wife
– Przepraszam za ten pośpiech, panienko, ale wasza grupa jest już spóźniona – wyjaśniła jedna z nich.
– Obawiam się, że to przeze mnie. Trochę się zagadałam na lotnisku.
– Rozmawiała pani z ludźmi? – zapytała druga z zaskoczeniem.
Wymieniły spojrzenia, których nie zrozumiałam, a potem zaczęły mi mówić, jakie pomieszczenia mijamy.
Dobre Mzimu: 3
Powiedziały, że po prawej znajduje się jadalnia, a po lewej Sala Wielka. Za szklanymi drzwiami zobaczyłam rozciągający się daleko ogród i chętnie bym się w nim zatrzymała, ale zanim w ogóle zdążyłam się zorientować, dokąd idziemy, zostałam wepchnięta do ogromnej sali, w której panował gorączkowy ruch.
Kiedy tłum trochę się rozstąpił, zobaczyłam szereg luster, przed którymi jacyś ludzie czesali dziewczęta i robili im manikiur. Na wieszakach czekały ubrania i co chwila ktoś wołał: „Mam tę farbę!” albo: „To ją będzie pogrubiać!”.
A więc dzisiaj odcinek z makeoverami.
– Jesteście wreszcie! – Kobieta, która do nas podeszła, wyraźnie wszystkim tu rządziła. – Nazywam się Silvia, rozmawiałyśmy przez telefon – wyjaśniła zamiast powitania i natychmiast przeszła do rzeczy. – Zacznijmy od początku. Musicie mieć zdjęcia sprzed przemiany, podejdźcie tutaj – rozkazała, wskazując fotel, stojący w rogu przed kotarą. – Nie przejmujcie się kamerami, robimy program specjalny o waszych przemianach, ponieważ kiedy z wami dzisiaj skończymy, każda dziewczyna w Illéi będzie chciała wyglądać tak, jak wy.
Silvia to taki miks Effie i Haymitcha. Będzie zajmowała się kandydatkami jako ich mentorka i taka pani od wszystkiego. Masz problem, zawołaj Silvię.
Nie, nie jesteśmy w Panem: 16
Przemiany trwają w najlepsze. Przyznam się od razu, że obejrzałam pierwszych 16 sezonów America’s Next Top Model (ot, taka guilty pleasure), więc tylko czekam na nieodzowny element każdego odcinka makeoverowego w ANTM, czyli napady histerii jednej lub kilku uczestniczek. A bo włosy za krótkie („I look like a boy”, po czym ryk i tupanie nóżką), a bo nie taki kolor, a bo chciała coś innego…
– Zabierzcie lady Celeste na stanowisko czwarte, lady Ashley na piąte… chyba dziesiątka jest już gotowa, posadźcie tam lady Marlee, a lady Americę na szóstce.
– No dobrze – oznajmił niski, ciemnowłosy mężczyzna, ciągnąc mnie do krzesła z namalowanym na
oparciu numerem 6. – Musimy omówić twój wizerunek.
– Mój wizerunek? – Czy nie miałam być po prostu sobą? Czy nie dlatego tu trafiłam?
O słodka naiwności, Amisia w ogóle nie zna się na zasadach obowiązujących w telewizji.
Przynajmniej w Illea’s Next Trophy Wife (dalej w tekście jako INTW) styliści pytają ją, jak chce wyglądać. Żadna Tyra Banks nie wpada i nie mówi, że Ami ma mieć blond jeża na głowie i koniec. Panna Singer wykorzystuje więc fakt posiadania wyboru, żeby znów udowodnić swój indywidualizm i nonkonformizm. Jaka jestem zdziwiona.
– Jak chciałabyś wyglądać? Dzięki tym rudym włosom możemy zrobić z ciebie pierwszorzędną uwodzicielkę, ale jeśli ci to nie odpowiada, poradzimy sobie inaczej – wyjaśnił rzeczowo.
– Nie chcę się zmieniać całkowicie, żeby dostosować się do jakiegoś faceta, którego nawet nie znam. – I którego nie lubię, dodałam w myślach.
– Ojej, czyli mamy tu indywidualistkę? – zaczął się rozpływać, jakbym była dzieckiem.
Mam nadzieję, że to miał być sarkazm, a Ami tego po prostu nie zrozumiała.
– Chyba wszystkie jesteśmy indywidualistkami?
Mężczyzna uśmiechnął się.
– Niech będzie, w takim razie nie będziemy zmieniać twojego wizerunku, tylko trochę go podkreślimy. Musimy cię wypolerować, ale ta niechęć do jakiejkolwiek sztuczności może się okazać twoim atutem. Trzymaj się tego, słońce. – Poklepał mnie po plecach i oddalił się, nasyłając na mnie grupkę kobiet.
Do ciężkiej cholery, Cass, daj se siana z takim przekazem. Co ta baba ma za priorytety? Bycie na każde zawołanie faceta – ok., przedpotopowe poglądy na temat tego, kto powinien przynosić hajs do domu – ok., ale nie daj bór, jak dziewczyna chce zmienić coś w swoim wyglądzie. Nie ma nic złego w chęci przerobienia sobie fryzury, nawet diametralnie, albo zafundowania sobie całkiem nowego makijażu.
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że miał na myśli całkiem dosłowne polerowanie. Jakaś kobieta wyszorowała moje ciało, ponieważ najwyraźniej uznano, że sama nie zrobię tego dostatecznie dobrze. Potem każdy odsłonięty kawałek mojej skóry został pokryty mleczkiem i olejkami, po których pachniałam wanilią. Wcierająca je dziewczyna twierdziła, że to jeden z ulubionych zapachów Maxona.
Kiedy skończono wygładzać i zmiękczać moją skórę, zajęto się paznokciami. Zostały przycięte i wypolerowane, a zrogowaciałe kawałeczki naskórka wokół nich zniknęły jak za dotknięciem różdżki. Powiedziałam, że wolałabym nie mieć robionego pedikiuru… ale kosmetyczki sprawiały wrażenie tak zawiedzionych, że zgodziłam się na polakierowanie paznokci u nóg. Jedna z nich wybrała ładny… naturalny odcień… więc nie wyglądało to najgorzej.
Zajmujące się mną manikiurzystki i pedikiurzystki poszły pracować nad następną dziewczyną, a ja siedziałam spokojnie na krześle, czekając na kolejną rundę upiększania.
A depilacji rodem z horroru nie było?
Od trzech godzin jestem w Centrum Odnowy, a jeszcze nie widziałam swojego stylisty.
Najwyraźniej nie zamierza mnie oglądać, póki Venia i inni członkowie ekipy przygotowawczej nie uporają się z oczywistymi niedociągnięciami. Zabiegi upiększające
obejmują nacieranie mojego ciała szorstką pianką, która usuwa nie tylko brud, lecz także co najmniej trzy warstwy skóry. Moje paznokcie mają teraz identyczny kształt, no i straciłam włosy na ciele. Wyrwano mi je z nóg, rąk, tułowia, spod pach, a także z części brwi. Teraz przypominam oskubanego ptaka, gotowego do pieczenia. Nie czuję się z tym dobrze. Skóra mnie boli i swędzi, czuję się bezbronna. Mam jednak w pamięci umowę z Haymitchem, więc nie protestuję ani słowem.
— Świetnie sobie radzisz — chwali mnie mężczyzna o imieniu Flavius. Potrząsa pomarańczowymi sprężynkami loków i rozsmarowuje sobie na ustach nową warstwę fioletowej szminki. — Sporo potrafimy wytrzymać, ale nie znosimy stękania. Nasmarujcie ją całą!
Venia i Octavia, pulchna kobieta o ciele pomalowanym na blady odcień groszkowej zieleni, nacierają mnie balsamem, który z początku piecze, ale chwilę później działa na podrażnioną skórę kojąco.
Igrzyska Śmierci
Nie, nie jesteśmy w Panem: 17
Obok mnie pojawiła się ekipa telewizyjna i zrobiła zbliżenie na moje dłonie.
– Nie ruszaj się – poleciła jakaś kobieta i przyjrzała mi się, mrużąc oczy. – Czy ty w ogóle masz pomalowane paznokcie?
– Nie.
Och, jaka jestem speshul – pomyślała z dziką satysfakcją Ami.
Kątem oka dostrzegłam nerwowe poruszenie po prawej stronie, więc odwróciłam się i zobaczyłam gapiącą się w przestrzeń dziewczynę, której noga podrygiwała nerwowo pod owijającą ją obszerną płachtą.
– Wszystko w porządku? – zapytałam.
Mój głos wyrwał ją z transu. Westchnęła.
– Chcą mnie ufarbować na blond, bo powiedzieli, że to będzie lepiej pasowało do mojej cery. Okropnie się denerwuję.
Ha, a nie mówiłam! Jeszcze brakuje potoku łez i interwencji któregoś z Jayów.
– Jesteś Sosie, prawda?
– Tak. – Teraz uśmiechnęła się szczerze. – A ty jesteś America? – Skinęłam głową. – Słyszałam, że przyjechałaś razem z tą całą Celeste. Ona jest okropna!
Przewróciłam oczami – od naszego przyjazdu co kilka minut wszyscy w sali musieli wysłuchiwać Celeste, wrzeszczącą na jakąś biedną pokojówkę, żeby coś przyniosła albo zeszła jej z oczu.
Queen (Bee) Wannabe: 6
– Wiesz co, wydaje mi się, że masz prześliczne włosy. – Mówiłam szczerze. Były nie za jasne i nie za ciemne, bardzo gęste.
– Dzięki.
– Jeśli nie chcesz zmieniać ich koloru, nie musisz.
Sosie uśmiechnęła się, ale widziałam, że nie jest do końca pewna, czy staram się jej pomóc, czy może obniżyć jej szanse.
Bardzo rozsądne obawy. W końcu one nie są tu, żeby zawierać przyjaźnie, tylko żeby zostać INTW.
Moje włosy zostały umyte, potraktowane odżywką, nawilżone i wyczesane. Były długie i równej długości – zwykle strzygła mnie mama, która nie potrafiła zrobić nic lepszego, ale teraz skrócono je o kilka centymetrów i wycieniowano. Podobało mi się to, bo dzięki temu bardzo interesująco odbijało się w nich światło. Niektóre dziewczęta miały robione coś, co nazywało się pasemkami, a inne, tak jak Sosie, całkowicie zmieniły kolor włosów. Jednak moja fryzjerka i ja zgodziłyśmy się całkowicie, że pod tym względem nie należy niczego ze mną robić.
Jasne, że nie trzeba, Amisia jest najpiękniejsza na świecie. Oczywiście dostajemy opis makijażu dziewcząt. Ami ma bardzo naturalny makeup - czyli dobrze, a pozostałe kandydatki umalowane są mocniej, szczególnie evil Celeste- czyli źle, źle, źle!!!
Czas na sukienkę. Jedną z bardzo wielu.
Ostatecznie założyłam kremową sukienkę, która opadała mi z ramion, układała się ładnie w talii i kończyła na wysokości kolan. Dziewczyna, która pomagała mi się ubrać, nazwała ją sukienką koktajlową i powiedziała, że kreacje wieczorowe czekają już w moim pokoju, a reszta z tu wiszących sukienek także zostanie tam zaniesiona. Przypięła mi srebrną broszkę z moim imieniem, a potem wybrała pantofle z obcasami, które nazywała „kaczuszkami” i odesłała do kąta, gdzie miało zostać zrobione zdjęcie „po przemianie”.
Nie zapomnij smizować. Dla tych, którzy nie oglądali ANTM, smize (czyt. smajz) to skrót od smile with your eyes. Umiejętność ta jest zdaniem Tyry Banks absolutnie niezbędna, aby zostać Tap Madl. Jestem przekonana, że INTW też musi umieć smizować. Tak na wszelki wypadek.
Ostatnim etapem jest oczywiście wywiad po przemianie. Kobieta, która go przeprowadza, pyta o to, co się w wyglądzie Amisi zmieniło (podcieniowane włosy, waniliowy balsam do ciała), jak czuje się w Eliminacjach (zaskoczona) i co myśli o pozostałych uczestniczkach (sympatyczne). Po tym jakże fascynującym wywiadzie Ami zostaje odesłana na kanapę, gdzie ma czekać, aż ktoś powie jej, co dalej.
– Marlee! Twoje włosy!
– Wiem, przedłużyli mi je. Myślisz, że Maxonowi się spodobają? – Sprawiała wrażenie autentycznie zaniepokojonej.
– Jasne, który facet oparłby się tak oszałamiającej blondynce? – odparłam z żartobliwym uśmiechem.
– Jesteś strasznie miła. Wszyscy ci ludzie na lotnisku byli tobą zachwyceni.
– Daj spokój, starałam się tylko potraktować ich życzliwie. Ty też się witałaś z fanami – przypomniałam.
– Tak, ale znacznie krócej niż ty.
Dobre Mzimu: 4
Opuściłam głowę, zawstydzona tym, że jestem chwalona za coś, co wydawało mi się całkowicie naturalną reakcją. Chwilę później przyjrzałam się dwóm siedzącym z nami dziewczynom. Nie miałam jeszcze okazji rozmawiać z Emmicą Brass i Samanthą Lowell, ale wiedziałam, kim są. Zaskoczyło mnie, że dziwnie na mnie patrzyły, ale zanim zdążyłam się zastanowić, dlaczego, podeszła do nas Silvia, ta sama kobieta, którą widziałam na początku.
Oho, czyżby panienki były zazdrosne, że nasza Diana 2.0 tak dobrze sobie poradziła z tłumem?
Silvia zabiera dziewczyny na małą wycieczkę po pałacu, a potem do ich pokoi.
Marlee klasnęła w ręce, a my wstałyśmy. Silvia powiedziała, że sala, w której odbywała się nasza przemiana, to tak zwana Komnata Dam. Zazwyczaj przebywa tu tylko królowa, jej pokojówki i kilka innych kobiet z rodziny królewskiej.
– Lepiej się przyzwyczajcie, będziecie tu spędzać dużo czasu. Po drodze tutaj mijałyście już Salę Wielką, w której zazwyczaj są urządzane przyjęcia i bankiety. Gdyby było was więcej, tam właśnie jadłybyście posiłki, ale w obecnych okolicznościach zazwyczaj używana jadalnia całkowicie wystarczy na wasze potrzeby. Zajrzyjmy tam na chwilkę.
Pokazano nam oddzielny stół, przy którym jadała posiłki rodzina królewska. My miałyśmy siedzieć przy długich stołach po bokach, a cały układ tworzył wydłużoną literę U. Miałyśmy już przydzielone miejsca, oznaczone eleganckimi kartami wizytowymi. Zauważyłam, że będę siedzieć pomiędzy Ashley a Tiną Lee, którą wcześniej widziałam w Komnacie Dam, a naprzeciwko mnie zajmie miejsce Kriss Ambers.
Wyszłyśmy z jadalni i zeszłyśmy piętro niżej, gdzie pokazano nam salę, w której odbywały się nagrania Stołecznego Biuletynu Illéi. Kiedy wróciłyśmy na górę… gwardzista pokazał nam korytarz, w którym mieściły się gabinety króla i Maxona. Nie wolno nam było tam wchodzić.
– Nie wolno wam także wchodzić na trzecie piętro, ponieważ tam się mieszczą prywatne apartamenty rodziny królewskiej. Nie będziemy tolerować absolutnie żadnego naruszania ich prywatności. Wasze pokoje są rozmieszczone na drugim piętrze, będziecie zajmować większość pokoi gościnnych, ale nie musicie się martwić. Gdyby ktoś odwiedzał pałac, znajdzie się jeszcze dla niego miejsce. Te drzwi tutaj prowadzą do ogrodu. – Stojący przy drzwiach gwardziści skinęli Silvii głowami. Zajęło mi chwilę, zanim się zorientowałam, że rzeźbiony portal po naszej prawej stronie był bocznymi drzwiami do Sali Wielkiej, co oznaczało, że Komnata Dam znajdowała się tuż za rogiem. Byłam z siebie dumna… że to zapamiętałam, ponieważ pałac przypominał mi rozległy labirynt.
– Pod żadnym pozorem nie wolno wam wychodzić na zewnątrz – ciągnęła Silvia. – Może się zdarzyć, że w dzień będziecie mogły pospacerować po ogrodach, ale zawsze po wcześniejszym uzyskaniu zgody. To jest po prostu kwestia bezpieczeństwa, robimy co w naszej mocy, ale rebelianci kilkakrotnie wdarli się już na teren pałacu.
Silvia nie przesadza, rebelianci wdzierający się do pałacu to chleb powszedni w Illei. Właściwie nie wiem, po co oni w ogóle mają gwardię pałacową. I raczej nie sądzę, żeby mieli jakiś wywiad, monitorujący ruchy buntowników. Uwierzcie mi, odwiedziny rebeliantów są bardzo częste, ale zawsze są ogromnym zaskoczeniem. Komedia po prostu.
No i oczywiście kwestia wychodzenia do ogrodu… Chyba nie muszę mówić, że Amisia wybierze się tam bez pozwolenia, prawda?
Skręciłyśmy za róg i weszłyśmy ogromnymi schodami na drugie piętro. Dywan pod moimi stopami był tak gruby, że miałam wrażenie, jakbym z każdym krokiem się w nim zapadała. Wysokie okna wpuszczały do środka światło i powietrze pachnące słońcem i kwiatami. Na ścianach wisiały ogromne obrazy przedstawiające dawnych królów oraz niektórych przywódców Stanów Zjednoczonych i Kanady. Przynajmniej tak się domyślałam, ponieważ nie nosili koron.
Obywatele Illei nie wiedzą zbyt wiele o swojej historii. Dlaczego? Niebawem się dowiecie, chociaż uważam, że nie jest trudno domyślić się odpowiedzi na to pytanie. Na pewno już wiecie, o co chodzi.
Silvia tłumaczy dziewczętom, co je jeszcze czeka tego dnia. Oznajmia też, że od jutra zacznie się prawdziwa jatka.
– Wasze rzeczy zostały już zaniesione do pokojów. Jeśli nie odpowiada wam wystrój wnętrza, powiedzcie o tym swoim pokojówkom. Każda z was będzie miała trzy pokojówki, które także już na was czekają. Pomogą się wam rozpakować i ubrać odpowiednio na obiad. Przed obiadem spotkacie się jeszcze w Komnacie Dam na pokazie wydania specjalnego Stołecznego Biuletynu Illéi. Od przyszłego tygodnia będziecie w nim występować na żywo. Dzisiaj obejrzycie fragmenty relacji z waszego wyjazdu z domów i przybycia tutaj, podobno są naprawdę niezwykłe. Powinnyście wiedzieć, że książę Maxon jeszcze niczego nie widział, zobaczy to, co wszyscy obywatele Illéi, a jutro zostaniecie mu oficjalnie przedstawione. Zjecie wszystkie razem kolację i będzie miały okazję się poznać, a od jutra rozpoczyna się gra.
Ach, pokojówki. Trzy dziewczyny, które wykażą absolutnie ślepe uwielbienie i pieskie oddanie Amisi i to od samego początku. Ofkors.
Kiedy tylko nasza przewodniczka zniknęła, otworzyłam drzwi i zostałam powitana pełnym zachwytu westchnieniem trójki dziewcząt.
A co tam, od razu dam:
Dobre Mzimu: 5
Jedna z nich szyła coś w kącie, a dwie pozostałe sprzątały nieskazitelnie czysty pokój. Podbiegły natychmiast i przedstawiły się jako Lucy, Anne i Mary, ale niemal natychmiast zapomniałam, która jest która. Musiałam naprawdę nalegać, żeby zgodziły się zostawić mnie samą. Nie chciałam być dla nich niegrzeczna, ponieważ zależało im tylko na tym, by jak najlepiej mi usługiwać, ale potrzebowałam chwili dla siebie.
Czyż Amisia nie jest cudowna? Nie móc nawet zapamiętać trzech imion dziewcząt, które będą na jej każde zawołanie przez cały czas trwania Eliminacji. America wyprasza pokojówki i stara się odprężyć, ale jej to nie wychodzi.
W kącie czekały na mnie skrzypce, podobnie jak gitara i wspaniałe pianino, ale nie mogłam się zmusić, żeby obejrzeć instrumenty. Zapięty plecak stał w nogach łóżka, ale jego rozpakowanie było także ponad moje siły. Wiedziałam, że specjalnie dla mnie przygotowano rzeczy w szafach i łazience, ale nie miałam ochoty się rozglądać.
Ami angstuje więc, leżąc w łóżku sztywna jak kłoda, aż nie wracają jej pokojówki, żeby przygotować ją na oglądanie Biuletynu i resztę dnia.
Komnata Dam zmieniła się całkowicie od poprzedniego razu. Zniknęły lustra i wieszaki, we wnętrzu królowały niskie stoliki i krzesła, a także sofy, które sprawiały wrażenie niezwykle wygodnych. Marlee wskazała gestem głowy jedną z nich, więc usiadłyśmy tam razem.
Kiedy wszystkie zajęłyśmy miejsca, włączono telewizor i mogłyśmy obejrzeć Biuletyn. Komunikaty były takie jak zawsze – sprawy budżetowe, relacje z frontu i informacja o kolejnym ataku rebeliantów na wschodzie – ale ostatnie pół godziny zajął poświęcony nam materiał, komentowany przez Gavrila.
Na pewno te komunikaty zajmowały 1/1000 czasu poświęconego przyjazdowi panienek dla księcia.
– A oto panna Celeste Newsome żegna się z licznymi wielbicielami w Clermont. Ta urocza dama potrzebowała ponad godziny… by uwolnić się od swoich fanów.
Zobaczyłam, że Celeste uśmiecha się z zadowoleniem, oglądając siebie na ekranie. Siedziała obok Bariel Pratt, która miała idealnie proste, niemal białe włosy, sięgające jej do pasa. Trudno to wyrazić delikatniej: miała też olbrzymie piersi, wylewające się z sukienki bez rękawów i niedające się zignorować.
Jak ona śmie mieć duże piersi! Szmata.
Bariel była prześliczna, ale miała bardzo sztampową urodę… w stylu podobnym do Celeste.
- Nie to co ja, America Singer, o urodzie nieprzeciętnej, acz delikatnej jak pierwsze tchnienie wiosny.
– Pozostałe kandydatki ze Środkowego Wschodu były równie popularne. Pełne spokoju i elegancji zachowanie Ashley Brouillette zdradza od razu prawdziwą damę. Kiedy żegnała się z wielbicielami, jej godność połączona z uroczą skromnością niezwykle przypominały maniery obecnej królowej. Z kolei Marlee Tames z Kent była dzisiaj pełna entuzjazmu, śpiewając hymn narodowy razem z żegnającą ją orkiestrą. – Na ekranie pojawiły się ujęcia Marelee, śmiejącej się i ściskającej na pożegnanie znajomych. – Jest ona już faworytką kilku osób, z którymi dziś rozmawialiśmy.
Marlee ścisnęła moją rękę. To zadecydowało: wiedziałam, że będę jej kibicować.
Rzeczywiście, Amisia i Marlee zostaną psiapsiółkami. I dobrze, bo polubiłam Marlee, więc cieszę się, że będzie pojawiać się dzięki temu częściej. Chociaż jedna bohaterka, w którą nie chcę rzucić czymś ciężkim (no, może potrząsnąć nią i pokrzyczeć, żeby nie robiła głupot, ale to dopiero znacznie później).
Czas na relację z podróży Amisi. Oczywiście jest powalająca.
– Wśród towarzyszek podróży panny Tames znalazła się America Singer, jedna z trzech Piątek, które zostały zaproszone do udziału w Eliminacjach. – Na ekranie wyglądałam lepiej, niż się wtedy czułam. Pamiętałam tylko, że rozglądałam się po tłumie, ale w relacji sprawiałam wrażenie dojrzałej i pełnej ciepła. Ujęcie pokazujące mnie ściskającą na pożegnanie ojca było wzruszająco piękne.
To jednak okazało się niczym przy materiale z lotniska.
– Wiemy jednak, że podczas Eliminacji klasy nie mają znaczenia i najwyraźniej lady America powinna być poważnie brana pod uwagę. Po wylądowaniu w Angeles, panna Singer stała się na lotnisku ulubienicą tłumów, pozując do zdjęć, rozdając autografy i rozmawiając bezpośrednio z zebranymi. Panna America Singer nie boi się brudzić sobie rąk i wiele osób uważa, że właśnie takie cechy powinna posiadać nasza następna księżniczka.
Dobre Mzimu: 6
Niemal wszystkie dziewczęta patrzyły na mnie tak samo, jak wcześniej Emmica i Samantha. Nagle zrozumiałam, o co im chodzi: moje intencje były bez znaczenia, one nie wiedziały, że ja nie chcę tu być. W ich oczach stanowiłam zagrożenie i widziałam wyraźnie, że chciałyby się mnie pozbyć.
Och, ach, jestem wielkim zagrożeniem, to straszne. Cóż, dlaczego inne kandydatki miałyby myśleć, że Amisia nie chce być w pałacu? Póki co pokazała, że umie wkupić się w łaski ludu, co jest ważnym elementem Eliminacji. Maksio powinien przynajmniej brać pod uwagę ulubienice tłumu jako poważniejsze kandydatki na władczynię tego właśnie ludu. Ami nie powinna być zszokowana, że pozostałe uczestniczki widzą w niej godną rywalkę.
Rozdział 10
Podczas obiadu starałam się nie podnosić głowy. W Komnacie Dam potrafiłam być odważna, ponieważ miałam przy sobie Marlee, która uważała, że na lotnisku po prostu starałam się być grzeczna. Tutaj, wepchnięta między dziewczyny, od których wyczuwałam promieniującą nienawiść, byłam przerażona. Kiedy raz spojrzałam na Kriss Ambers, zobaczyłam, że złowrogo obraca w ręku widelec. Nawet prawdziwa dama Ashley wydęła wargi i nie odezwała się do mnie.
Amisia, niewinna owieczka, jest niemożebnie zdziwiona rywalizacją w konkursie o koronę całego królestwa. No coś podobnego. Ami czuje się osaczona i zupełnie nie rozumie, dlaczego pozostałe dziewczyny jej nie lubią. Jak widać wlizodupstwo nie popłaca, szok po prostu. No ale albo się gra pod publiczkę, żeby mieć dobre statystyki popularności, albo stara się zjednać pozostałe dziewczyny i jej jakoś cichaczem wykosić. Aby robić jedno i drugie, trzeba mieć trochę finezji, więc Ami nie ma szans. A że Singerówna nie ma również wystarczająco dużo sprytu na drugą opcję, więc pozostaje jej rola biednej śpiewaczki z ludu, z którą można się identyfikować. Wiem, wiem, że Ami nie chce grać w eliminacyjną grę, ale i tak przypadkowo to robi.
Amisia stara się nie zwracać na siebie zbyt dużej uwagi pozostałych uczestniczek, więc siedzi cicho z dziobem w talerzu i rozmyśla nad wspaniałością podanego steku i lodów.
Musiałyśmy zaczekać w jadalni… aż wszystkie zjemy, a potem polecono nam surowo, żebyśmy od razu położyły się spać.
– Rano macie się spotkać z księciem Maxonem i powinnyście wyglądać jak najlepiej – pouczyła nas Silvia. – On przecież zostanie mężem jednej z was.
Nie no, co ty, Siliva, żartujesz. Szkoda, że nie dajemy już punktów za zbędność. Zawsze mnie wkurzało w ANTM to powtarzanie zasad i nagród przy każdej eliminacji uczestniczki. Byle Silvia nie robiła tego samego w INTW.
Stukanie obcasów o schody tym razem było cichsze, a ja nie mogłam się doczekać, aż uwolnię się od tych pantofli i sukni. W plecaku miałam jedną zmianę ubrania zabranego z domu i zastanawiałam się, czy pozwolą mi je kiedykolwiek założyć, żebym chociaż przez chwilkę poczuła się sobą.
Z tego, co mówił chudy evil urzędnik, to nie ma szans, bo to zabronione. Pamiętasz jeszcze, Ami?
– Wszystko w porządku? – zapytała.
– Tak, tylko podczas obiadu niektóre dziewczyny dziwnie na mnie patrzyły. – Miałam nadzieję, że to nie zabrzmi, jakbym narzekała.
– Denerwują się, bo wszyscy tak bardzo cię polubili. – Marlee machnęła ręką.
– Ale ty też jesteś popularna, widziałam te wszystkie transparenty. Dlaczego dla ciebie nie były niemiłe?
– Nie miałaś do tej pory okazji przebywać w większej grupie dziewczyn, prawda? – Marlee uśmiechnęła się przebiegle, jakbym powinna rozumieć, co się działo wokół mnie.
I tu właśnie wychodzi brak koleżanek czy choćby tylko znajomych Amisi. Dziewczyna jest zagubiona w większej liczbie panien, nie wie, jak z nimi postępować. Marlee tłumaczy Amisi, że pozostałe dziewczyny wcale nie były dla niej miłe, tylko starały się atakować ją subtelnie, co chwila wbijając jakieś szpile. Sposobem Marlee na radzenie sobie z takimi psychicznymi gierkami jest kompletne zlewanie pozostałych panienek. Dziewczyna sugeruje też, że Amisia powinna robić to samo. Ami i Marlee życzą sobie szczęścia na następny dzień, kiedy to wreszcie poznają Maksia, po czym rozchodzą się do swoich pokoi.
Trzy wierne pokojówki Amisi przystępują od razu do pracy, przygotowując dziewczynę do spania. Przy okazji zadają jej różne, grzecznościowe pytania. Ami jest, rzecz jasna, zniecierpliwiona i najchętniej wyprosiłaby pokojówki, ale jakoś udaje jej się przetrwać wieczorne czynności. Och, jaka ona dzielna, tyle musi znosić.
– Naprawdę byłoby mi łatwiej się odprężyć, gdybym została sama – dodałam na końcu ostatniej odpowiedzi z nadzieją, że zrozumieją aluzję.
Czyli, innymi słowy, wypad stąd, bo mnie wkurzacie, robiąc to, co do was należy. Pokojówki są oczywiście zawiedzione i pewnie dotknięte takim traktowaniem, więc Ami stara się im wytłumaczyć, że jest przyzwyczajona do bycia sama i ma już dość po całym dniu wśród ludzi. Także nothing personal, ale jednak bye. Główna pokojówka, Anne, spokojnie tłumaczy, że one od tego są, żeby być na każde pierdnięcie Ami, dlatego tak nad nią skaczą, to ich najważniejszy obowiązek. Amisia się jednak nie poddaje, szczególnie że ma nad pokojówkami władzę, więc może je po prostu wyrzucić.
– Naprawdę to doceniam i od jutra na pewno będziecie mi absolutnie niezbędne, ale teraz chciałabym się po prostu zrelaksować. Jeśli naprawdę chcecie mi pomóc, to najlepiej mi zrobi, jak pobędę sama. Poza tym, jeśli będziecie wypoczęte, to rano wszystko będzie wyglądać znacznie lepiej, prawda?
Popatrzyły na siebie.
– Tak przypuszczam – ustąpiła Anne.
– Jedna z nas powinna tu czuwać, kiedy pani będzie spała. Na wypadek, gdyby pani czegoś potrzebowała. – Lucy wyglądała na zdenerwowaną, jakby bała się podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Chwilami zaczynała lekko drżeć, co było zapewne zewnętrzną oznaką nieśmiałości.
– Jeśli będę czegoś potrzebować, zadzwonię. Wszystko będzie dobrze. Poza tym nie byłabym w stanie zasnąć, gdyby ktoś mnie obserwował.
Znowu popatrzyły na siebie, wciąż lekko sceptyczne. Wiedziałam, że mogę to zakończyć, ale nie miałam ochoty uciekać się do tej metody.
– Macie wykonywać wszystkie moje polecenia, tak?
Z nadzieją pokiwały głowami.
– W takim razie życzę sobie, żebyście teraz poszły spać i przyszły rano, żeby pomóc mi się przygotować. Proszę.
Anne uśmiechnęła się i widziałam, że zaczyna mnie rozumieć.
– Oczywiście, lady Singer. Pojawimy się z samego rana.
Singerówna wreszcie zostaje sama. Czas na atak histerii i angstu, przygotujcie się.
Ami rozpakowuje swoje rzeczy, zdjęcia rodziny, błyskotki, opaski do włosów, książki i słoik z ostatnią jednocentówką od Ośrodka. Ami patrzy na pamiątkę po swoim epickim romansie z kryształowymi łzami w oczach, po czym stawia słoik na stoliku przy łóżku i kładzie się spać.
Jak to możliwe, że straciłam tak wiele w tak krótkim czasie? Wydawałoby się, że rozstanie z rodziną… zamieszkanie w obcym miejscu i rozłąka z ukochanym powinny być wydarzeniami rozłożonymi na lata, a nie na jeden dzień.
Matko i córko, czy my naprawdę musimy się wiecznie powtarzać? Niczego żeś durna istoto, nie straciła! Masz duże szanse na powrót do rodziny. Może nawet Ośrodkowi się z tęsknoty odwidzi i jak przyjedziesz, to jakoś do siebie wrócicie.
Zastanawiałam się, co takiego chciał mi przekazać przed moim odjazdem. Domyślałam się tylko, że trudno mu było powiedzieć to na głos. Czy chodziło o tamtą dziewczynę?
Patrzyłam na słoiczek.
Może chciał powiedzieć, że jest mu przykro? Tamtego wieczora naprawdę mu nagadałam, więc może właśnie o to chodziło.
A może chciał powiedzieć, że potrafił o mnie zapomnieć? Dziękuję za dobre chęci, ale sama to zauważyłam bez cienia wątpliwości.
Może nie potrafił zapomnieć i nadal mnie kochał?
Jesteś główną bohaterką opka, to chyba oczywiste.
Jednakże nadzieja nie dawała mi spokoju, a wraz z nią przyszła fala tęsknoty za domem… pragnienia, by May wślizgnęła mi się do łóżka, tak jak to czasem robiła. Potem ogarnął mnie strach, że inne kandydatki chcą się mnie pozbyć, że będą się starały mnie pognębić. Potem doszły jeszcze nerwy wywołane świadomością, że dopóki tu jestem, cały naród będzie mnie oglądał w telewizji, a także przerażenie, że ktoś spróbuje mnie zabić tylko po to, żeby dowieść swojej politycznej racji. Wszystko to spadło na mnie zbyt szybko, by skołowana wrażeniami dnia głowa mogła sobie z tym poradzić.
Nadchodzi wspomniany przeze mnie atak angstu. Amisia zaczyna ryczeć i dostaje jakiegoś panicznego kociokwiku. Dziewczyna wychodzi na balkon w nadziei, że świeże powietrze ją uspokoi, nic to jednak nie daje. Ami wybiega więc z pokoju i kieruje się do ogrodu. Tego samego ogrodu, do którego nie wolno jej wchodzić bez pozwolenia. Oczywiście gwardziści każą jej natychmiast wracać do pokoju. Żołnierze pozostają głusi na prośby, że Amisia musi wyjść, bo nie może oddychać.
Aż tu nagle!
– Puśćcie ją! – rozległ się nowy głos, młody… ale pełen stanowczości. Moja głowa na wpół odwróciła się, a na wpół opadła w jego kierunku. Koło nas stał książę Maxon. Wyglądał trochę dziwnie pod kątem, pod jakim na niego patrzyłam, ale rozpoznałam jego włosy i sztywno wyprostowaną sylwetkę.
– Zasłabła, wasza wysokość. Chciała wyjść na zewnątrz. – Wyjaśnił nerwowo pierwszy gwardzista. Miałby niewyobrażalne kłopoty, gdyby przez niego coś mi się stało, ponieważ byłam teraz majątkiem państwowym.
– Otwórzcie drzwi.
– Ale… Wasza wysokość…
– Otwórzcie drzwi i wypuśćcie ją natychmiast.
– Tak jest, wasza wysokość. – Pierwszy gwardzista wyciągnął klucz, żeby wykonać polecenie. Nadal z dziwacznie przekrzywioną głową usłyszałam szczęk
kluczy, a potem chrobot jednego z nich w zamku. Książę przyglądał mi się ostrożnie, kiedy spróbowałam stanąć samodzielnie, ale gdy owionął mnie cudowny zapach świeżego powietrza, natychmiast znalazłam potrzebną motywację. Wyrwałam się gwardziście i jak pijana wybiegłam do ogrodu.
I tak Amisia zostaje uratowana przez księcia (dosłownie) na białym koniu (niedosłownie, konia na razie brak).
Trochę się zataczałam, ale nie obchodziło mnie, że poruszam się kompletnie bez wdzięku. Chciałam tylko znaleźć się na dworze. Rozkoszowałam się ciepłym wiatrem muskającym moją skórę i trawą pod stopami. Okazało się, że nawet natura przybrała tutaj imponujące rozmiary. Zamierzałam dojść aż do drzew, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa, więc opadłam na ziemię koło niewielkiej kamiennej ławki, brudząc ziemią moją elegancką zieloną koszulę nocną i kładąc głowę na rękach, które oparłam na ławce.
Moje ciało nie miało już siły na szlochanie, więc łzy tylko spływały mi po twarzy, ale nawet to kosztowało mnie mnóstwo wysiłku. Jak ja się tu znalazłam? Jak mogłam dopuścić, żeby to się stało? Co teraz ze mną będzie? Czy kiedykolwiek odzyskam choćby okruchy dawnego życia? Nie wiedziałam i w tym momencie czułam się całkowicie bezsilna.
Umiłowanie do dramatyzmu ponad wszystko. Rozumiem, że Ami może czuć się nieswojo w nowych warunkach, a poza tym tęskni za domem. Ok. Tylko że ona nakręca się do niewyobrażalnych rozmiarów w sytuacji, która naprawdę nie jest końcem świata, ma wręcz bardzo dużo plusów. Już to zresztą obie mówiłyśmy. Ataków paniki to można dostać na dzień przed wyjściem na arenę Igrzysk, ale tutaj? No cóż, przynajmniej mamy pretekst do spotkania księcia sam na sam i to przed wszystkimi innymi kandydatkami. Strategiczna histeria może się opłacić.
Książę Maksio znajduje Ami przewieszoną przez ławkę. Stara się być uprzejmy, ale Amisia wykazuje brak instynktu samozachowawczego. Wyłazi z niej bitchyzm i gimbaza, które wylewa na boru ducha winnego Maksia.
– Wszystko w porządku, moja miła? – zapytał.
– Nie jestem twoją miłą! – podniosłam głowę, żeby rzucić mu złe spojrzenie. Trudno było nie zauważyć niechęci w moich oczach i głosie.
– Co takiego zrobiłem, żeby cię urazić? Czy nie dałem ci właśnie tego, czego chciałaś? – sprawiał wrażenie autentycznie zdziwionego moją odpowiedzią. Zapewne podejrzewał, że będziemy go wielbić i dziękować gwiazdom za samo jego istnienie.
Spojrzałam na niego wyzywająco, chociaż obawiam się, że ten efekt osłabiały mokre od łez policzki.
Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 2
Amiś, słonko, wiem, że nie masz za dużo oleju w głowie, ale to jest przyszły król Illei, facet, od którego zależy również przyszły los twój i twojej rodziny. Może by tak odrobinę ogłady? Mogłabyś się tak na nim nie wyżywać, to nie jego wina, że się tu znalazłaś.
Maxon jest zszokowany zachowaniem Ameriki. Nie dziwię się. W końcu to jasne, że założył, iż udział w Eliminacjach jest dla dziewczyny spełnieniem marzeń. Skąd ma chłop wiedzieć o amisiowym angście? Maksio zachowuje spokój, widać nauczono go zasad dobrego wychowania.
– Wybacz, moja miła, ale czy zamierzasz jeszcze płakać? – zapytał, najwyraźniej bardzo zakłopotany taką perspektywą.
– Nie nazywaj mnie tak! Nie jestem ci ani odrobinę bardziej miła niż trzydzieści cztery inne obce dziewczyny, które trzymasz w tej klatce.
Ale przecież ciebie to nie obchodzi. I tak nie masz zamiaru za niego wychodzić. A ponadto pozostałe dziewczyny raczej nie widzą pałacu jako klatki.
Podszedł bliżej, ale nie sprawiał wrażenia w najmniejszym stopniu dotkniętego moją bezpośredniością. Wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał, a jego twarz nabrała bardzo interesującego wyrazu.
Jak na chłopaka poruszał się z wdziękiem i sprawiał wrażenie niezwykle opanowanego, kiedy krążył wokół mnie. Moja odwaga zaczęła się ulatniać, zastępowana zakłopotaniem. On był ubrany w nieskazitelny garnitur, a ja kuliłam się na ziemi prawie goła. Jeśli nawet jego status nie onieśmielałby mnie dostatecznie, zrobiłoby to jego zachowanie. Najwyraźniej miał ogromne doświadczenie w kontaktach ze zrozpaczonymi ludźmi, ponieważ odparł mi z niezachwianym spokojem:
– To niesprawiedliwe oskarżenie. Wszystkie jesteście
miłe memu sercu, muszę tylko przekonać się, która z was będzie mi najmilsza.
– Czy ty właśnie powiedziałeś „memu sercu”?
Parsknął cichym śmiechem.
– Obawiam się, że tak. Wybacz, to efekt uboczny mojej edukacji.
Powiem szczerze, że mi też na nerwy działał zwrot „moja miła”, „memu sercu” już mnie tak nie razi. Cass sili się chyba na jakiś staroświecki styl wypowiedzi, żeby było bardziej dworsko. Cóż, lepsze to niż gdyby księciunio mówił YOLO i ziom.
Amisi wkurw jeszcze nie przeszedł, więc dalej jeździ na Maksiu jak na łysej kobyle niepomna ewentualnych konsekwencji.
– To absurdalne.
– Słucham? – zdziwił się.
– To absurdalne! – krzyknęłam, odzyskując odwagę.
– Co takiego?
– Ten cały konkurs, to wszystko! Czy ty nigdy nie byłeś w nikim zakochany? Czy tak właśnie chcesz sobie wybrać żonę? Naprawdę jesteś aż tak płytki? – Usiadłam wygodniej, a Maxon zajął miejsce na ławce, żebym nie musiała wykręcać głowy. Byłam zbyt poruszona, by mu podziękować.
Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 3
Dalej, dalej, powyzywaj go jeszcze trochę, na pewno ci to pomoże. Tzn. w normalnym świecie książę dawno już by się mógł wpienić i wyrzucić ją na zbity pysk lub gorzej – wysłać pod pręgierz lub coś w tym stylu. Ale to w końcu typowy opkoland, a jak wiadomo epickie opkowe miłości muszą zacząć się od przedszkolnych wyzywanek i dąsów.
– Rozumiem, że tak to może wyglądać, że to wszystko wydaje się tylko tandetną rozrywką. Ale w rzeczywistości jestem stale pilnowany i rzadko mam okazję spotykać się z kobietami. Obracam się zwykle pośród córek dyplomatów, z którymi nie mam praktycznie żadnych tematów do rozmowy… Zakładając, że w ogóle mówimy w tym samym języku.
To się naucz obcych języków, baranie, albo niech one nauczą się angielskiego. Na pewno taka córka dyplomaty nadawałaby się lepiej na przyszłą królową niż jakaś Piątka, która cię właśnie opierdzieliła jak jakiegoś małego chłopca. I co to znaczy, że nie masz tematów do rozmowy z pannami na twoim poziomie? Już widzę, jakie będziesz fascynujące rozmowy prowadził z durną Amisią albo pustą (w założeniu ałtorki) Celeste.
– W takich okolicznościach nie miałem okazji się zakochać. A ty?
– Ja tak – odparłam wprost i natychmiast zapragnęłam cofnąć te słowa. To była moja prywatna sprawa, a jemu nic do tego.
Yyy… to już nawet nie chodzi o prywatność Amisi, ale Maksio mógłby dojść do nieciekawych wniosków odnośnie chociażby cnoty Ami. Na szczęście Maksio nie jest podejrzliwy. Dobry, acz naiwny i do tego popychadło, ale i tak Amisia mogła gorzej trafić z tym jej charakterkiem i bucerą.
– W takim razie miałaś prawdziwe szczęście. – W jego głosie zabrzmiała zazdrość.
Wyobraźcie to sobie tylko: jedyna rzecz, jakiej mi zazdrościł książę Illéi, była tą rzeczą, o której pragnęłam zapomnieć tak bardzo… że przyjechałam tutaj.
Poezja po prostu.
– Moja matka i ojciec pobrali się w ten sposób i są bardzo szczęśliwi, więc ja także mam nadzieję znaleźć szczęście. Kobietę, którą pokochają wszyscy mieszkańcy Illéi, która będzie moją towarzyszką i wraz ze mną będzie podejmować przywódców innych państw, ale także zaprzyjaźni się z moimi przyjaciółmi i stanie się moją powierniczką. Jestem już gotów, by znaleźć sobie żonę.
Czy mi się wydaje, czy bohaterowie Cass mówią w sposób tak prosty, że aż miejscami za bardzo? Brzmi to nieciekawie, szczególnie w polaczeniu z tą quasi staroświecką mową.
Zaskoczyło mnie coś w jego głosie: nie było w nim ani cienia sarkazmu. To, co dla mnie wydawało się czymś niewiele lepszym od programu rozrywkowego w telewizji, dla niego było jedyną szansą na szczęście.
A tam, bzdura. Wcale nie jedyną, tylko ałtorka uparła się, że musi być konkurs, to będzie konkurs.
Amisi jest żal Maxona, więc złość z niej opada odrobinę.
– Naprawdę czujesz się tu jak w klatce? – W jego oczach malowało się współczucie.
– Tak… – odparłam cicho i szybko dodałam: – wasza wysokość.
Roześmiał się.
– Sam nieraz się tak czułem, ale musisz chyba
przyznać, że to niezwykle piękna klatka.
– Z twojego punktu widzenia. Wsadź do swojej pięknej klatki jeszcze trzydziestu czterech mężczyzn, którzy walczą o to samo, a wtedy zobaczymy, czy ci się to spodoba.
Uniósł brwi.
– Naprawdę kłócicie się o mnie? Nie rozumiecie, że to ja mam dokonać wyboru? – Roześmiał się znowu.
A co ma piernik do wiatraka? Na co on liczy, na sielankę? Przy takiej stawce? Pewnie, że będą tarcia, a to, że to on wybiera, a nie one, nie ma tu żadnego znaczenia. Co za naiwniak.
– No dobrze, byłam niesprawiedliwa. Dziewczyny walczą o dwie różne rzeczy. Części z nich chodzi o ciebie, a części o koronę. Poza tym wszystkie uważają, że wiedzą już, co należy zrobić i powiedzieć, żeby twój wybór stał się oczywisty.
– A tak, mężczyzna lub korona. Obawiam się, że nie każdy umie dostrzec różnicę. – Maxon potrząsnął głową.
– W takim razie życzę szczęścia.
Po mojej sarkastycznej uwadze nastąpiła chwila ciszy. Obserwowałam go kątem oka, czekając, aż się odezwie. Wpatrywał się w nieokreślony punkt w trawie z namysłem na twarzy. Najwyraźniej ta myśl nie dawała mu spokoju. Odetchnął głęboko i spojrzał znowu na mnie.
– A o co ty walczysz?
– Szczerze mówiąc, ja jestem tu przypadkiem.
– Przypadkiem?
– Tak, mniej więcej. To długa historia, ale trafiłam tutaj przypadkowo i nie chcę o nic walczyć. Zamierzam cieszyć się pysznym jedzeniem, dopóki mnie nie wyrzucisz.
Szczerość Amisi bawi Maxona. Książę przyznaje, że dobra wyżerka może być niezłą motywacją dla Piątki.
Wstał z ławki, a potem przykucnął koło mnie. Znajdował się za blisko, trudno mi było zachować jasność myśli. Może byłam nim odrobinę zafascynowana albo nadal byłam roztrzęsiona po tym całym płaczu, ale tak czy inaczej byłam zbyt zaszokowana, żeby zaprotestować, kiedy wziął mnie za rękę.
– Jeśli to cię uszczęśliwi, powiem służbie, że lubisz przebywać w ogrodzie. Dzięki temu będziesz mogła tu przychodzić w nocy niezatrzymywana przez gwardzistów. Wolałbym jednak, żeby któryś z nich zawsze był w pobliżu.
I tak rozpoczyna się tradycja specjalnego traktowania Amisi oraz dostawania przez nią wszystkiego, czego zechce. Cóż, jak Mary Sue, to Mary Sue. Nie żeby dobroć Maksia powstrzymała bucerę Ameriki, o nie.
Chciałam tego, ponieważ jakakolwiek odrobina wolności była cudowną perspektywą, zależało mi jednak, by Maxon dokładnie zrozumiał, co czuję.
– Nie chcę… nie chcę niczego od ciebie przyjmować. – Wyrwałam dłoń z jego luźnego uścisku.
Sprawiał wrażenie zaskoczonego i zranionego.
– Jak sobie życzysz.
Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 4
Nie mam słów na tę babę. Obrażanie się na poziomie przedszkolaka i to na faceta, który na razie jest dla niej miły, a wręcz wspaniałomyślny, choć nie ma ku temu powodu.
Maksio zostawia Ami samą z jej dziecinnym angstem i gwardzistą do ochrony. Na odchodnym książę prosi, żeby Amisia trzymała gębę na kłódkę, bo oficjalnie mają się spotkać dopiero następnego dnia. America oczywiście się zgadza, Maksio odchodzi, koniec rozdziału.
Poznaliśmy wreszcie drugiego truloffa. Poczciwina z niego, choć jego późniejsze podejście do wyboru małżonki będzie mnie odrobinę wpieniać, ale i tak po tych wszystkich psychopatycznych przemocowcach serwowanych nam przez Stefcię Maxon to miła odmiana. Amisia zaś wznosi się na wyżyny gimbazowej bucery. Nie martwcie się, będzie gorzej. Póki co trzymajcie się i do zobaczenia za tydzień!
Statystyka:
Dobre Mzimu: 6
Jak mała Kiera wyobraża sobie...: 27
Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 4
Nie, nie jesteśmy w Panem: 17
Queen (Bee) Wannabe: 6
Beige