niedziela, 28 maja 2017

"Faworytka" - Wstęp i Część I A





Wstęp

W przypadku historii Marlee należy podkreślić, że całą wieczność zajęło mi wymyślenie tytułu. Poszukiwałam czegoś, co w jednym słowie zawarłoby najwspanialszą przyjaciółkę, która była optymistką, zakochała się – i którą naprawdę uwielbiałam! Zajęło mi to bardzo dużo czasu. Gdy w końcu zdecydowałam się na Faworytkę, ten tytuł wydał mi się idealny. Była ulubienicą społeczeństwa i Ameriki, a jeśli chodzi o czytelniczki, była postacią, o której większość z was chciała się dowiedzieć czegoś jeszcze.

No tak, ja bardzo chciałam wiedzieć, jak można być tak lekkomyślnym, żeby nie powiedzieć durnym. A w sumie ją nawet lubiłam.

Cieszę się, że mogłam opowiedzieć jej historię, ponieważ było to dla mnie, jako pisarki, niezwykłą okazją. Mam teraz w należących do tego cyklu książkach scenę, która sprawiała mi ból przy pisaniu, pokazaną z trzech różnych punktów widzenia. Mogłam też napisać to opowiadanie w odrobinę inny sposób, co także było bardzo ciekawym doświadczeniem twórczym. Na swój sposób był to też powiew świeżości. Historia miłości Ameriki jest najeżona tyloma wyborami, które utrudniały jej rozwój. Historia miłości Marlee jest prosta i urocza, uzasadnia też coś, czego nie wiedziałam o niej, dopóki nie zaczęłam pisać Następczyni: gdy Marlee podejmie decyzję, NIE NALEŻY wchodzić jej w drogę.

Nie bardzo rozumiem, co jest takiego uroczego w historii Marlee, wątpię, aby ta nowelka mnie jakoś oświeciła. I wybacz, Kiera, ale możesz opowiadać o doświadczeniach twórczych i powiewach świeżości, ile wlezie, ale ja cię już znam i nie kupuję tego bełkotu. Nie dostaniemy niczego rewolucyjnego.

Część I


Opowiadanie zaczyna się od momentu, w których nasza bohaterka ląduje w celi po jakże żenującym wybryku, jakim było mizianie po pijaku a.k.a. zdrada stanu.


Zwinęłam się odrobinę ciaśniej tą wierzchnią warstwą materiału sukienki, jaką miałam do dyspozycji. Carter milczał, i to właśnie ta cisza, a nie nieogrzewana cela, sprawiała, że ogarnęły mnie dreszcze. Słuchanie jego jęków, gdy gwardziści katowali go do nieprzytomności, było okropne, ale przynajmniej wtedy wiedziałam, że jeszcze oddycha. Zadrżałam i przyciągnęłam kolana do piersi. Kolejna łza spłynęła mi po policzku, a ja byłam za nią wdzięczna, bo odrobinę ogrzała moją skórę. Wiedzieliśmy. Wiedzieliśmy, że to się może tak skończyć, a mimo to się spotykaliśmy. Jak moglibyśmy przestać?

Normalnie!!! Czy naprawdę chuć aż tak przysłania mózgownicę, że kompletnie kasuje instynkt samozachowawczy? Sama Marlee przyznaje, że wiedzieli, co ich czeka, gdyby zostali odkryci in flagranti. I mieli to w rzyci. Nie ogarniam. To nie jest romĄtyczne, naprawdę.


Zastanawiałam się, w jaki sposób umrzemy. Szubienica? Kula? Coś bardziej wyszukanego i bolesnego? Zaczęłam mieć nadzieję, że milczenie oznacza, że Carter już nie żyje. Albo że przynajmniej umrze jako pierwszy. Wolałam, żeby moim ostatnim wspomnieniem była jego śmierć, wolałam to, niż cierpieć świadomość, że jego ostatnim wspomnieniem będzie moja. Nawet teraz, samotna w celi, pragnęłam tylko ulżyć mu w bólu.

I po co wam to było? Dla jakiegoś macanka po kątach? Można to było rozegrać inaczej. Marlee mogła zrezygnować z rywalizacji albo dać się wywalić. Jest teraz Trójką, Carter jako gwardzista to Dwójka, mogą się przecież „niespodziewanie zakochać” po zakończeniu Eliminacji i w te pędy lecieć do ołtarza. Tylko to trzeba myśleć, a nie odwalać jakieś romeojulizmy.


Ktoś poruszył się na korytarzu, a moje serce zaczęło bić mocniej. Czy to już? Czy to koniec? Szybko zamknęłam oczy i postarałam się powstrzymać łzy. Jak to się mogło stać? Jak z lubianej przez wszystkich uczestniczki Eliminacji stałam się zdrajczynią, oczekującą na wykonanie kary?

Też chciałabym wiedzieć.

Och, Carterze… Carterze, co my zrobiliśmy?

Te twoje lamenty, ptysiu, są cokolwiek poniewczasie. Włożyła łapę w ogień, a teraz jest wielce zdziwiona, że się poparzyła.

Czas na flashback. Marlee wspomina, jak doszło do jej spotkania z Carterem.

Nie uważałam siebie za osobę próżną, ale mimo to niemal codziennie po śniadaniu odczuwałam potrzebę, by wrócić do pokoju i poprawić makijaż przed pójściem do Komnaty Dam. Wiedziałam, że to niemądre – Maxon zobaczy mnie dopiero wieczorem, a wtedy i tak będę musiała wcześniej się przebrać i na nowo umalować. Zresztą i tak wszystko, co robiłam, nie wywierało większego efektu. Maxon był grzeczny i życzliwy, ale nie wydawało się, by łączyła mnie z nim taka więź, jaką dzielił z niektórymi z dziewcząt. Czy to ze mną było coś nie tak? Chociaż byłam zachwycona pobytem w pałacu, przez cały czasu czułam, że pozostałe dziewczęta – a przynajmniej część z nich – wiedzą coś, czego ja nie wiem. Zanim zostałam wybrana do Eliminacji, uważałam, że jestem dowcipna, śliczna i inteligentna, ale teraz znajdowałam się w grupie dziewcząt, których jedynym celem było zrobienie dobrego wrażenia na jednym konkretnym chłopcu. 

I cię to zdziwiło? Błagam, przecież wiedziałaś, w co się pakujesz, wysyłając zgłoszenie. Zrobienie dobrego wrażenia na Maksiu to wasze naczelne zadanie od samego początku.

Marlee żałuje, że nie uganiała się nigdy za chłopakami, tylko siedziała w książkach, bo przez to nie ma pojęcia, co robić, żeby przyciągnąć do siebie Maksia.


Nie. Wystarczy tylko, że nadal będę się starać. Nauczyłam się całego materiału z prowadzonych przez Silvię lekcji historii w tym tygodniu. Część nawet zapisałam, żeby mieć pod ręką notatki, gdybym o czymś zapomniała. Chciałam, żeby Maxon uważał mnie za inteligentną i wykształconą. Chciałam także, żeby uważał mnie za piękną i dlatego te powroty do pokoju wydawały mi się konieczne. Czy królowa Amberly także postępowała w ten sposób?

Och, moja droga, żebyś tylko wiedziała, co odwalała Ameba podczas własnych Eliminacji…

Wydawało się, że ona przez cały czas wygląda olśniewająco, nie starając się o to zupełnie. Zatrzymałam się na schodach, by spojrzeć na moje pantofle. Obcas jednego z nich zaczepiał lekko o dywan, ale nie zauważyłam niczego niepokojącego, więc poszłam dalej, żeby jak najszybciej znaleźć się w Komnacie Dam. Schodząc na parter, odrzuciłam włosy na plecy i znowu skoncentrowałam się na tym, czy jest jeszcze coś, co powinnam zrobić. Naprawdę chciałam wygrać. Nie spędzałam z Maxonem zbyt wiele czasu, ale wydawał się życzliwy, zabawny i…
– Aaach! – Obcas zaczepił o krawędź stopnia, a ja poleciałam z łoskotem na marmurową posadzkę. – Au! – jęknęłam.
– Lady! – Podniosłam głowę i zobaczyłam biegnącego do mnie gwardzistę. – Wszystko w porządku?

I tak właśnie na scenie pojawil się Carter Woodwork, gwardzista tak zajebisty, że Marlee postanowiła zaryzykować życie dla jego zapewne super umięśnionej klaty.

Dziewczyna obiła sobie jedynie biodro, ale gwardzista nalega, żeby zaprowadzić ją do skrzydła szpitalnego. Woodwork bierze Marlee na ręce i zanosi do lekarza.


– Naprawdę nie ma takiej potrzeby! – zaprotestowałam.
– Na wszelki wypadek. – Ruszył przed siebie, więc nie mogłam zeskoczyć na ziemię. – Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę, ale mam przyjemność z lady Marlee?
– Tak, to ja.
Wciąż się uśmiechał, a ja mimo woli odwzajemniłam ten uśmiech.
– Staram się, jak mogę, żeby was wszystkie zapamiętać. Naprawdę wydaje mi się, że na szkoleniu słabo sobie radziłem i nie mam pojęcia, jakim cudem trafiłem do pałacu, ale chciałbym, żeby nikt nie żałował tej decyzji. Dlatego staram się przynajmniej zapamiętać, kto jest kim. W ten sposób jeśli ktoś czegoś potrzebuje, wiem przynajmniej, o kim mowa.

Stary, jakimś cudem trafiłeś do pałacu, nie umiejąc czytać i jak to się, u licha, stało, że jeszcze nikt jakoś tego nie rozkminił? Może zacząłbyś więc od nauki tej właśnie umiejętności?

 


Podobał mi się sposób jego mówienia, jakby opowiadał mi historię, chociaż tylko relacjonował fakty o sobie. Jego twarz była ożywiona, a głos pogodny.
– Cóż, i tak wykracza pan daleko poza swoje obowiązki – pochwaliłam go. – Proszę nie być dla siebie tak surowym. Jestem pewna, że był pan doskonałym rekrutem, skoro pana tu przydzielono. Dowódcy musieli dostrzec w panu ogromny potencjał.
– Jest pani dla mnie zbyt życzliwa. Może mi pani przypomnieć, skąd pani pochodzi?
– Z Kentu.
– O, ja jestem z Allens.
– Naprawdę? – Allens było położone na wschód od Kentu, tuż ponad Karoliną. Można powiedzieć, że byliśmy sąsiadami.
Skinął głową, nie przerywając marszu.
– Tak, pierwszy raz opuściłem swoją prowincję. No dobrze, drugi, jeśli liczyć szkolenie.

I na tym szkoleniu nie trzeba było w ogóle czytać? Naprawdę nie rozumiem, jak on się uchował.


Marlee i Carter prowadzą small talk w drodze do skrzydła szpitalnego.

Nie wiedziałam, dlaczego tyle się uśmiecham. Może dlatego, że ta rozmowa płynęła tak naturalnie, chociaż zawsze było mi trudno rozmawiać z chłopcami? To prawda, że brakowało mi praktyki, ale miło było pomyśleć, że być może nie musiałam wkładać w to aż tyle wysiłku, ile mi się wydawało. Zwolnił kroku, gdy zbliżyliśmy się do skrzydła szpitalnego.

Pielęgniarka od razu zajmuje się Marlee, a Carter zbiera się do wyjścia. Wcześniej jednak puszcza do Marlee oko, co jest super profesjonalne na jego stanowisku. Marlee jest wniebowzięta.

Wracamy do chwili obecnej. W lochu pojawia się Maksio. Najpierw odwiedza Cartera. Okazuje się, że ten jednak przeżył katowanie. Marlee nie słyszy o czym rozmawiają, ale fakt, że Carter w ogóle może mówić, jest dla niej pocieszeniem. Następnie książę wchodzi do celi Marlee.

Maxon spojrzał na mnie i westchnął ze zgrozy.
– Boże, co oni z tobą zrobili? – Podszedł do mnie i rozpiął płaszcz, który miał na sobie.
– Maxonie, tak mi przykro – jęknęłam.
Zsunął płaszcz i owinął mnie nim.
– Czy to gwardziści podarli ci suknię? Zrobili ci coś?
– Nie chciałam cię zdradzić. Nie chciałam cię zranić.

Ale to zrobiłaś. A nie musiałaś. Ciesz się, że Maksio to taki miły pierdoła i nawet teraz się o ciebie troszczy.


Położył mi dłonie na policzkach.
– Marlee, posłuchaj mnie. Czy gwardziści cię uderzyli?
Potrząsnęłam głową.
– Jeden z nich zerwał mi skrzydła od kostiumu, gdy wepchnął mnie do celi, ale nie zrobili nic więcej.
Odetchnął z wyraźną ulgą. Musiał być naprawdę dobrym człowiekiem, skoro nadal się troszczył o mnie, chociaż dowiedział się o Carterze.
– Tak mi przykro – szepnęłam raz jeszcze.
Maxon opuścił ręce na moje ramiona.
– Sam dopiero zaczynam rozumieć, do jakiego stopnia nie da się walczyć z uczuciem. Na pewno o nic cię nie obwiniam.

A powinieneś. Nie o zakochanie się w Carterze, na to nie miała wpływu, ale na jej późniejsze zachowanie i za to, jak idiotycznie dała się złapać.

Popatrzyłam w jego życzliwe oczy.
– Staraliśmy się powstrzymywać, naprawdę. Ale kocham go. Wyszłabym za niego choćby jutro… gdyby nie to, że oboje umrzemy. – Pochyliłam głowę i zaczęłam gwałtownie szlochać. Chciałam zachować się jak prawdziwa dama i z godnością przyjąć karę, ale miałam poczucie, że to jest niesprawiedliwe: odebrano mi wszystko, zanim jeszcze w ogóle zaczęło do mnie należeć.

I mogłaś za niego wyjść, gdybyś opracowała porządny plan, do cholery! Sorry, brzmię jak zdarta płyta, ale tak bardzo stężona głupota mnie dobija. Jeżu, jak ja mam dosyć tego pieprzonego Cassolandu!!!

Maxon łagodnie pogładził mnie po plecach.
– Nie umrzecie.
Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem.
– Jak to?
– Nie zostaliście skazani na śmierć.
Odetchnęłam z ulgą i uściskałam go.
– Dziękuję! Dziękuję z całego serca! Nie zasługujemy na to!
– Przestań! Zaczekaj! – nalegał, przytrzymując mnie za ramiona.
Cofnęłam się, zawstydzona tym, że na dodatek złamałam teraz zasady protokołu.
– Nie zostaliście skazani na śmierć – powtórzył. – Ale zostaniecie ukarani. – Popatrzył w ziemię i potrząsnął głową. – Przykro mi, Marlee, ale oboje zostaniecie rano publicznie wychłostani.

Cóż, w porównaniu ze stryczkiem to i tak pikuś. Całuj Maksia po wypolerowanych butach.

Wyraźnie nie potrafił spojrzeć mi w oczy. Gdybym nie wiedziała, że to niemożliwe, pomyślałabym, że zna ból, jaki nas czeka.

Subtelne, doprawdy.

Maksiu tłumaczy, że nagranie wyciekło do mediów, bo wszyscy w pałacu to kretyni i z niczym sobie nie radzą, więc żeby zachować pozory panowania nad tym całym burdelem, muszą ukarać zdrajców. Clarkson jest w tej kwestii nieprzejednany, dlatego dostaną 15 batów. Maksiowi jest przykro, ale zrobił, co mógł. Marlee jest niezmiernie wdzięczna.

– Zostaniecie zdegradowani do Ósemek – powiedział. – Wszyscy będą na to patrzeć.
– Ale ja i Carter będziemy mogli zostać razem, prawda?
Skinął głową.
– O co więcej mogłabym prosić? Dla czegoś takiego wytrzymam chłostę. Przyjęłabym ją za niego, gdyby to było możliwe.
Maxon uśmiechnął się ze smutkiem.
– Carter dosłownie przed chwilą zaproponował, że weźmie twoją za ciebie.
Także się uśmiechnęłam, gdy kolejne łzy – łzy szczęścia – napłynęły mi do oczu.
– Nie dziwi mnie to.
Maxon znowu potrząsnął głową.
– Wydawało mi się, że zaczynam rozumieć, co to znaczy być zakochanym, a potem widzę was dwoje, błagających, by oszczędzić to drugie, i zastanawiam się, czy w ogóle cokolwiek zrozumiałem.

Cóż, romans twój i Amisi jest co nieco kartonowy, więc nie dziwię się, że masz wątpliwości.

Marlee uspokają Maksia, że wszystko będzie dobrze, tylko musi dać Amisi trochę czasu.

– Boję się.
Maxon objął mnie.
– Szybko będzie po wszystkim. Przygotowania będą najgorsze, ale postaraj się myśleć o czymś innym podczas ogłaszania wyroku. Postaram się dostarczyć wam najlepsze lekarstwa, te przeznaczone dla mnie, żebyście jak najszybciej wyzdrowieli. – Zaczęłam płakać, jednocześnie przerażona, wdzięczna i targana tysiącem innych uczuć. – Na razie spróbuj się zdrzemnąć. Powiedziałem także Carterowi, żeby wypoczął. To pomoże. – Skinęłam głową opartą o jego ramię, a Maxon uściskał mnie mocno.
– Co mówił? Jak się czuje?
– Został pobity, ale na razie wszystko z nim w porządku. Chciał, żeby ci powtórzyć, że cię kocha i żebyś zrobiła to, o co proszę.
Westchnęłam, pocieszona tymi słowami.
– Do końca życia będę twoją dłużniczką.
Maxon nie odpowiedział, po prostu przytulał mnie, dopóki się nie uspokoiłam. Na koniec pocałował mnie w czoło i odwrócił się, żeby wyjść.
– Żegnaj – szepnęłam.
Uśmiechnął się do mnie i zastukał dwa razy w drzwi, a strażnik wypuścił go z celi. Wróciłam na swoje miejsce pod ścianą i podwinęłam pod siebie nogi, przykrywając się płaszczem Maxona jak prowizorycznym kocem. Pozwoliłam sobie wrócić w świat wspomnień…

Marlee wspomina swoje drugie spotkanie z Woodworkiem. Właśnie odpoczywa  w swoim pokoju, podczas gdy jedna z jej pokojówek robi jej masaż. Dziewczyna jest wykończona po słynnym nagraniu Biuletynu, przed którym Celeste podarła Amisi sukienkę. Marlee cały czas nie czuje się dobrze w rywalizacji, martwi się, czy nie popełnia błędów, ale oczywiście wspomina też o Amisi, której mimo wszystko idzie cudownie, because of course.


Gdy rozległo się pukanie do drzwi, miałam nadzieję, że to Maxon, chociaż wiedziałam, że nie mam na co liczyć. Może to Ami i będziemy mogły napić się herbaty na balkonie albo pospacerować po ogrodzie. Ale gdy Nina otworzyła drzwi, w korytarzu stał poznany wcześniej gwardzista. Zajrzał do środka ponad jej ramieniem, nie przejmując się protokołem.
– Lady Marlee, przyszedłem zobaczyć, jak się pani czuje! – Wydawał się tak uszczęśliwiony moim widokiem, że musiałam się roześmiać.

Następny, który średnio się przejmuje protokołem i ma gdzieś, że pewne zachowania, mimo iż może i są niewinne, ale mogą tak nie zostać odebrane.

– Zapraszam. – Wstałam od toaletki i podeszłam do drzwi. – Proszę siadać. Może pokojówki podadzą nam herbatę?
Potrząsnął głową.
– Nie chciałbym pani zajmować czasu. Chciałem się tylko upewnić, że po tamtym upadku nie chodzi pani o kulach.

Stary, przesadzasz, ona się tylko przewróciła, a nie zleciała z 50 schodów. Wiem, że strasznie ci się lasia podoba, ale spokojnie.

Myślałam, że trzyma ręce z tyłu, żeby zachować profesjonalną postawę, ale okazało się, że po prostu chował za sobą bukiecik kwiatów, który podał mi zamaszystym gestem.
– Ojej! – podniosłam kwiaty do twarzy. – Dziękuję panu!
– To drobiazg. Przyjaźnię się z jednym z ogrodników i dostałem je od niego.

Może od razu zacznij pisać listy miłosne, albo lepiej, śpiewać jej pod oknem piosenki, a co tam, i tak jesteś subtelny jak radziecki czołg. Marlee i jej nowy adorator, który się absolutnie z tym nie kryje, flirtują przez jakiś czas w najlepsze.

Miałam przeczucie, że on nie ma ochoty wychodzić… i uświadomiłam sobie, że ja także tego nie chcę. Jego uśmiech był pełen ciepła, a ja już bardzo dawno nie czułam się tak swobodnie, jak przy nim. Niestety przypomniał sobie, że byłoby dziwne, gdyby pozostawał dłużej w moim pokoju, i skłonił się szybko.

Niemożliwe?!

– Sądzę, że powinienem już iść. Mam jutro długą wartę.

Poza tym nie chciałbym być posądzony od uwodzenie własności księcia, czyli zdradę stanu… oh, wait!

Westchnęłam.
– W pewnym sensie ja też.
Gwardzista uśmiechnął się.
– Mam nadzieję, że poczuje się pani lepiej i że będę miał okazję panią widywać.
– Jestem tego pewna. I dziękuję za pomoc dzisiaj, gwardzisto… – popatrzyłam na jego odznakę – Woodwork.
– Nie ma za co, lady Marlee. – Skłonił się znowu i wyszedł na korytarz.
Shea zamknęła za nim drzwi.
– Prawdziwy dżentelmen, skoro przyszedł tu, żeby sprawdzić, jak się panienka czuje –skomentowała.
– To prawda – zawtórowała jej Jada. – Ci gwardziści bywają bardzo różni, ale mam wrażenie, że w tym poborze trafili się wyjątkowo sympatyczni.
– Na pewno jest doskonałym gwardzistą – powiedziałam. – Powinnam wspomnieć o nim księciu Maxonowi. Może gwardzista Woodwork zostanie wynagrodzony za swoją życzliwość.

Yyy… no radziłabym tej nadgorliwości Woodworka nie rozgłaszać tak na wszelki wypadek.


Chociaż nie byłam zmęczona, położyłam się do łóżka. Nadejście nocy oznaczało, że z trzech pokojówek w pokoju zostawała tylko jedna i byłam na tyle sama, na ile to było możliwe. Nina weszła z niebieskim wazonem, który prześlicznie pasował do żółtych kwiatów.
– Postaw je tutaj, proszę – powiedziałam, a ona ustawiła bukiet tuż przy moim łóżku.
Popatrzyłam na kwiaty z leciutkim uśmiechem. Chociaż sama przed chwilą to zaproponowałam, wiedziałam, że nigdy nie powiem księciu o gwardziście Woodworku. Nie byłam pewna dlaczego, ale chciałam zatrzymać wiedzę o nim dla siebie.

A powinnaś wiedzieć doskonale, jak bardzo opowiadanie o słodkim i przystojnym gwardziście, który przyniósł ci kwiaty, może w twojej sytuacji okazać się zgubne. Pomyśl o tym, misiu, dam ci chwilę. No dobra, baaardzo długą chwilę. 







I to tyle na dziś. Za tydzień część I B. Będziemy świadkami wykonywania kary na Marlee i Carterze. Do zobaczenia!