niedziela, 7 czerwca 2015

Rozdziały XXI i XXII


Rozdział 21


Następnego dnia królowa wraz z Silvią spotykają się z kandydatkami, by omówić przebieg obu imprez.

Otrzymałyście niezwykle trudne zadanie i mogłyście ponieść całkowitą porażkę. Chciałabym jednak z przyjemnością zawiadomić, że oba zespoły poradziły sobie bardzo dobrze. – Silvia popatrzyła na nas z aprobatą.

Rany koguta, w Cassolandzie wszyscy mają jaja ze stali. Biorąc pod uwagę, że wyrażenie „całkowita porażka” odnosi się tu raczej do stosunków dyplomatycznych niż do wyboru właściwego koloru baloników do przystrojenia sali można by pomyśleć, że Silvia będzie podchodzić do całej sprawy nieco poważniej niż przedszkolanka podziwiająca dokonania swoich podopiecznych w dziedzinie tworzenia łańcuchów z bibuły.

Szczerze mówiąc, jeden zespół poradził sobie trochę lepiej,

No ba.

ale wszystkie powinnyście być dumne ze swoich dokonań. Otrzymaliśmy od naszych długoletnich przyjaciół z Federacji Niemieckiej listy z podziękowaniami za życzliwe przyjęcie – oznajmiła Silvia, patrząc na Celeste, Natalie i Elise. – Było trochę drobnych potknięć i nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek z nas dobrze się bawił podczas tak wytwornej uroczystości, ale goszczące u nas damy były w pełni usatysfakcjonowane.

Eee...no to w końcu podobało im się, czy nie? Bo coś tu tak jakby się wyklucza. No, chyba że Silvia (a raczej autorka) uważa, że dobra imprezka na szczeblu państwowym to taka, na której zagraniczny hrabia wciela się w rolę pijanego wujka Janusza i opowiada świńskie dowcipy pomiędzy kolejnymi setkami wódki. Cass, zmartwię cię, ale podczas oficjalnych odwiedzin jednej głowy państwa u drugiej tańczenie do przebojów disco polo naprawdę nie jest wyznacznikiem udanej zabawy.

Jak mała Kiera wyobraża sobie...: 63

Jeśli natomiast chodzi o was – Silvia odwróciła się do mnie i Kriss – damy z Włoch były zachwycone i oczarowane wystrojem sali oraz jedzeniem, pragnęły także szczególnie pochwalić podane wino, więc należą się wam brawa. Nie byłabym zdziwiona, gdyby Illea po tym przyjęciu zyskała nowego potężnego sojusznika. Należą się wam najwyższe pochwały.

- Jutro z samego rana nadamy wam tytuły szlacheckie.

I znów: skoro od fajności przyjęcia zależą stosunki dyplomatyczne, to na miejscu królewskiej pary poważnie bym się zastanowiła, czy chcę obarczać tym ciężarem dwie całkowicie nieobeznane z tematem nastolatki, zwłaszcza, że zdaniem opinii publicznej jedna z nich kompletnie nie nadaje się na księżniczkę.

Użyj mózgu, Luke: 66

Ami i Kriss się cieszą, Silvia oznajmia, że musi przygotować raport dla króla, aż tu wtem! Do sali wpada pokojówka i zaczyna nerwowo szeptać coś do ucha królowej.

Ależ oczywiście, mogą – powiedziała królowa, wstając i podchodząc do drzwi.
Pokojówka pospiesznie otworzyła je, wpuszczając króla i Maxona. Wiedziałam, że mężczyźni mogą wchodzić do tej sali tylko za zgodą królowej, ale zabawne było zobaczyć to w praktyce.

Wiecie co? Nie byłabym w najmniejszym stopniu zdziwiona, gdyby okazało się, że król (a zwłaszcza Maksio) skrupulatnie przestrzega tej zasady nawet w obliczu kolejnego ataku rebeliantów tudzież katastrofy naturalnej. Jakby się nad tym zastanowić, to Komnata Dam mogłaby by być najlepszym ze schronów:

- Wicek, co tak stoisz jak słup soli, wyważ drzwi!
- Kiedy nie wypada... w środku same baby.

Ewentualnie:

- Puk, puk!
- Kto tam?
- Pani królowo, to my, rebelianci!
- Przykro mi, dzisiaj nie mam ochoty oglądać żadnego mężczyzny.
- Aha. To ja z kolegą wpadnę w przyszłą środę.

Miłe panie, przepraszamy za to najście, ale mamy coś pilnego do zakomunikowania – oznajmił król.
Obawiam się, że wojna w Nowej Azji przybrała niepokojący obrót – powiedział stanowczym głosem Maxon. – Sytuacja jest tak trudna, że wraz z ojcem udajemy się natychmiast na miejsce, by stawić czoło zagrożeniu.

...po jaką cholerę?

Cass, czy ty naprawdę sądzisz, że Obama lata razem z amerykańskimi żołnierzami na Bliski Wschód i chowa się z nimi po okopach? I proszę mi nie mówić, że polecieli po prostu negocjować z tamtejszymi przywódcami, bowiem nawet najbardziej zawzięte dyskusje z przeciwnikiem trudno określić mianem „stawienia czoła zagrożeniu”. Nie, oni autentycznie lecą w sam środek oka cyklonu. Oni, to znaczy obecna głowa państwa...

Jak mała Kiera wyobraża sobie...: 64
Użyj mózgu, Luke: 67

...oraz jedyny następca tronu.

Jak mała Kiera wyobraża sobie...: 65
Użyj mózgu, Luke: 68

Naprawdę – po gwizdek Clarkson zabiera ze sobą Maxona? Po pierwsze, jeśli ktoś postanowi zadźgać ich na terenie wroga, to w Illei zapanuje chaos związany z brakiem oczywistego kandydata na króla. Po drugie, umówmy się – Maksiu jest głupi jak stołowa noga i naprawdę nie będzie w stanie w niczym tatusiowi pomóc; szczerze mówiąc, istnieje spora szansa, że jego brak doświadczenia i wiedzy jedynie pogorszy sytuację. Rozumiem konieczność wrzucania dziecka na głęboką wodę – ale na litość, proszę króla, nie zaczynamy od oceanu, jeśli progenitura ma problemy z poradzeniem sobie w kałuży!

Co się stało? – zapytała królowa, przyciskając dłoń do piersi.

Mam nadzieję, że drugą przycisnęła do czoła, jednocześnie malowniczo opadając na szezlong.

Clarkson po cichu dzieli się z żoną szczegółami, a Maxon podchodzi do kandydatek. Pożegnanie z Natalie jest krótkie i rzeczowe, natomiast Celeste:

(…) rzuciła się Maxonowi na szyję i wybuchnęła najgłośniejszym udawanym płaczem, jaki kiedykolwiek słyszałam.

Queen (Bee) Wannabe: 48

Kiedy Maxon wyplątał się z ramion Celeste, ucałowała go szybko w usta, a on pospiesznie – i tak grzecznie, jak tylko mógł – otarł wargi, kiedy tylko się odwrócił.

Bardzo grzeczne, nie powiem. Maxon? Ta dziewczyna jest kandydatką na twoją ŻONĘ. Nieważne, jak wielką karykaturą jednostki ludzkiej jest Celeste – sądzisz, że było jej miło? I skąd w ogóle to nagłe obrzydzenie? Ci, którzy znają treść „Elity” wiedzą, co się wkrótce wydarzy; reszcie przypominam, że Maksiu nie miał w tamtym tomie żadnego problemu z obcałowywaniem niemal kompletnie mu obcej Olivii. Więc skąd taka zmiana frontu? Ach tak, zapomniałam, Celeste to przecież:

Queen (Bee) Wannabe: 49

Elise i Kriss stały na tyle blisko mnie, że słyszałam, co do nich mówił.
Zadzwoń do nich i poproś, żeby nam pomogli – powiedział do Elise. Niemal zapomniałam, że głównym powodem jej pozostawania w Eliminacjach były kontakty rodzinne w Nowej Azji. Zastanawiałam się, czy nagła zmiana sytuacji na froncie nie będzie jej kosztowała utraty miejsca w pałacu.

Cóż, jakkolwiek ze strategicznego punktu widzenia to wcale niegłupi ruch, trzeba pamiętać, że każdy kij ma dwa końce; jeszcze się nam Elise obrazi po wyrzuceniu z gry i zadzwoni z płaczem do wujka mandaryna...

W tym momencie nagle uświadomiłam sobie, że nie mam pojęcia, co straciłaby Illea, gdybyśmy przegrali tę wojnę.

...wiecie co? To genialne pytanie.

Cass, dlaczego w ogóle Illea walczy z Nową Azją?

Pytam poważnie. Z tego, co wiemy, Illea wisi Chinom kasę. To wszystko. Dawne USA ma długi...w związku z czym wdało się w zbrojny konflikt z Chinami (zainicjowany zresztą przez tych drugich), którym rzecz jasna bardziej opłaca się wydawać forsę na zbrojenia, niż starać się legalnymi środkami wyegzekwować forsę od dłużnika. Nawet, jeśli ich podbiją...co wtedy? Spróbują po raz kolejny podporządkować sobie tak olbrzymi teren (powodzenia)? O co tu w ogóle chodzi?

Jak mała Kiera wyobraża sobie...: 66

Jeśli tylko uzyskam dostęp do telefonu, porozmawiam z rodzicami – obiecała Elise.

Primo: Skoro jedna rozmowa z rodzicami jest w stanie WPŁYNĄĆ NA LOSY WOJNY, to dziwię się, że Clarkson nie zaaranżował ślubu tych dwojga już pierwszego dnia Eliminacji. Naprawdę, Cass, gdyby wojna z Nową Azją była TAK poważna, nikt nie zawracałby sobie rzyci durnym reality show; król i jego doradcy od małego wbijaliby Maxonowi do głowy, że musi znaleźć sobie partnerkę wśród dziewcząt mogących zagwarantować Illei pokój poprzez małżeństwo. Jaki jest sens zmuszania księżniczek do wychodzenia za obcokrajowców w czasach pokoju (a jeśli myślicie, że to tylko takie prawo na papierze – poczekajcie do „Następczyni”), jeśli znacznie bardziej opłacałoby się siłą wysyłać przed ołtarz którąkolwiek płeć w okresie niepokoju?

Jak mała Kiera wyobraża sobie...: 67

Secundo: Czyżby Silvii skończyły się impulsy? Bo widzisz, Elise...znalezienie telefonu w pałacu nie jest specjalnie skomplikowane.

Użyj mózgu, Luke: 69

Maxon skinął głową, pocałował ją w rękę i podszedł do Kriss.
Natychmiast splotła dłonie z jego palcami.
Czy to będzie niebezpieczne? – zapytała cicho, a jej głos lekko zadrżał.
Nie wiem. Kiedy ostatni raz odwiedzaliśmy Nową Azję, sytuacja nie była do tego stopnia napięta. Tym razem trudno cokolwiek przewidzieć. – Jego głos był tak czuły, jakby ta rozmowa odbywała się na osobności.

A nie mówiłam? Albo wszyscy mieszkańcy pałacu to banda histeryków i dostają kociokwiku na samą myśl o negocjacjach (co w sumie nie jest nawet takie głupie, biorąc pod uwagę, że będzie tam obecny Maksiu), albo też Clarkson upodobał sobie postać Sędziego:

Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie. Ja z synowcem na czele i? - jakoś to będzie !”

Uważaj na siebie – wyszeptała Kriss. Po jej policzku spłynęła łza.
Oczywiście, moja miła. – Maxon zasalutował jej żartobliwie, co sprawiło, że się uśmiechnęła. Pocałował Kriss w policzek i pochylił się do jej ucha. – Zajmij się, proszę, moją matką. Jest bardzo zmartwiona.
Odsunął się, żeby spojrzeć Kriss w oczy, a kiedy skinęła głową, puścił jej rękę. W tym momencie zadrżała, a dłonie Maxona także drgnęły, jakby chciał ją objąć, ale odsunął się i podszedł do mnie. Nawet gdyby jego słowa w zeszłym tygodniu mi nie wystarczyły, miałam teraz fizyczny dowód łączącej ich więzi.
Widziałam wyraźnie, że jest czuła i prawdziwa. Jeden rzut oka na Kriss, ukrywającą twarz w dłoniach, wystarczył, żeby mi powiedzieć, jak bardzo jej zależy na Maxonie. Chyba że była naprawdę niezwykle utalentowaną aktorką.

* wzdycha ciężko *

Spróbowałam porównać, czy Maxon patrzy na mnie tak samo jak na Kriss. Czy może jest jakaś różnica? Czy w jego spojrzeniu było mniej ciepła?
Postaraj się nie wpakować w żadne kłopoty pod moją nieobecność, dobrze? – poprosił żartobliwie.
Przy Kriss nie próbował żartować. Czy to coś znaczyło?

Tak, to znaczy, że jesteś Mary Sue, która samą obecnością wlewa otuchę w otaczające ją dusze. To, albo Maxon uznał, że po tym wszystkim w kontaktach z tobą jest w stanie już tylko wybierać między śmiechem a szlochem.

Uniosłam prawą rękę.
Obiecuję, że będę się starała zachowywać wzorowo.
Maxon roześmiał się.
Świetnie, to mam o jedno zmartwienie mniej.
A co z nami? Powinnyśmy się martwić?
Maxon potrząsnął głową.
Prawdopodobnie uda nam się załagodzić konflikt. Ojciec potrafi być naprawdę dobrym dyplomatą i…

- … i zapewne tradycyjnie zaknebluje mi usta przed wejściem na salę obrad, więc jest szansa, że uda mi się niczego nie spartolić.

Czasem zachowujesz się jak ostatni idiota – powiedziałam, a Maxon zmarszczył brwi. – Chodzi mi o ciebie. Czy powinnyśmy się martwić o ciebie?
Popatrzył na mnie poważnie, co tylko podsyciło moje obawy.
Podczas lotu w obie strony. Jeśli już bezpiecznie wylądujemy… – Maxon przełknął ślinę, a ja zobaczyłam, że naprawdę się boi.

Wiecie co? Przypomniał mi się taki skecz o hiszpańskiej rodzinie królewskiej, która po katastrofie w Smoleńsku zapoznaje się z nowo powstałym protokołem dotyczącym bezpieczeństwa głów państwa w sytuacji kryzysowej...

Ami, zanim wyjadę…
Popatrzyłam na niego, czując, że łzy napływają mi do oczu.
Chcę, żebyś wiedziała, że wszystko…

-... to pic na wodę, fotomontaż. Stary twierdzi, że po jego trupie wezmę udział w jakichkolwiek międzynarodowych negocjacjach, więc standardowo wysyła mnie na ten czas do babci na wieś.

Maxonie – warknął król. Maxon uniósł głowę, czekając na polecenie. – Musimy już iść.
Maxon skinął głową.
Do widzenia, Ami – powiedział cicho i podniósł moją dłoń do ust. Kiedy to zrobił, zauważył bransoletkę, którą sobie zrobiłam, przyjrzał się jej, wyraźnie zaskoczony, a potem ucałował mnie czule w rękę.

Cóż, wylatują za godzinę, w tak krótkim czasie nie zdąży się postawić szubienicy; ale co się odwlecze...

Użyj mózgu, Luke: 70

Pozostałe dziewczęta nie odrywały wzroku od wychodzących króla i Maxona, ale ja patrzyłam na królową. Miałam wrażenie, że całe jej ciało nagle osłabło. Ile razy jej mąż i jedyne dziecko będą narażać się na niebezpieczeństwo, zanim ją to całkowicie załamie?

Narażają się, dodajmy, wyłącznie na własne życzenie. W sumie królowa mogłaby lecieć z nimi i ułatwić robotę potencjalnym zamachowcom; jak już pozbywać się wrogiej monarchii, to na całego.

Jak mała Kiera wyobraża sobie...: 68
Użyj mózgu, Luke: 71

Kiedy tylko zamknęły się za nimi drzwi, królowa Amberly zamrugała oczami, odetchnęła głęboko i wyprostowała się.
Wybaczcie, dziewczęta, ale te nagłe nowiny wymagają ode mnie zajęcia się wieloma sprawami. Myślę, że najlepiej będzie, jeśli wrócę do swoich apartamentów, żeby spokojnie popracować. – Walczyła z całej siły o zachowanie spokoju.

Jak to „popracować”? Czyżby tym razem miała wpaść w odwiedziny delegacja z Papui-Nowej Gwinei? W takim razie prędziutko do roboty, droga Amberly, wszak kieliszki same się nie wybiorą!

Wiedziałam, że jest silna. Wychowywała się w biednym mieście i w biednej prowincji, pracowała w fabryce aż do dnia, gdy wybrano ją do Eliminacji.

Cass, mam pytanie: czytasz czasem własne dzieła przed wypluciem kolejnej aberracji?

Amisia wraca do swojej sypialni i rozmyśla:

Cały czas zastanawiałam się nad Kriss. Dlaczego ona i Maxon tak nagle się do siebie zbliżyli? Nie tak dawno temu planował wspólną przyszłość ze mną. Nie mógł być nią tak bardzo zainteresowany, kiedy mówił mi coś takiego. Coś musiało się wydarzyć później.

Ja na przykład mam taką nieśmiałą teorię, że mógł się zmęczyć twoim nieustannym PMSem i poszukać sobie partnerki, która nie zmienia zdania co godzinę.

Dzień minął szybko. Po kolacji, kiedy pokojówki w ciszy szykowały mnie do snu, jedno zdanie oderwało mnie od mojego odbicia w lustrze.
Wie panienka, kogo tu zastałyśmy dzisiaj rano? – zapytała Anne, delikatnie szczotkując moje włosy.
Kogo?
Gwardzistę Legera.

Oho, syn Stirlitza strikes again.

Użyj mózgu, Luke: 72

Zamarłam na ułamek sekundy.
Naprawdę? – zapytałam. Nie odrywałam wzroku od mojego odbicia, kiedy opowiadały dalej.
Tak – potwierdziła Lucy. – Powiedział, że musi zrobić inspekcję pokoju z powodu bezpieczeństwa. – Sprawiała wrażenie lekko tym zaskoczonej.

- Szczerze mówiąc – ciągnęła dalej – Nie bardzo rozumiem, jak na bezpieczeństwo panienki ma wpłynąć macanie jakiegoś słoika z pieniążkiem. No, ale mnie tu nie płacą za myślenie, skoro to ma panienkę bronić przed rebeliantami, to proszę bardzo.

Ale to było dziwne – dodała Anne, także zdziwionym tonem. – Był w cywilnym ubraniu, nie w mundurze. Nie powinien zajmować się takimi rzeczami, kiedy nie jest na służbie.

To już oficjalne: Aspen w głębi duszy liczy na schwytanie i małą sesję sado-maso z aparatem bezpieczeństwa.

Użyj mózgu, Luke: 73

Oczywista wszystkie pokojówki komplementują Legera: jego spostrzegawczość (Lucy), profesjonalność (Mary) i abs (znów Lucy).

Innego dnia, w innej chwili mogłoby być przyjemnie poplotkować o gwardzistach, ale nie dzisiaj. Potrafiłam myśleć tylko o tym, że gdzieś w pokoju jest wiadomość od Aspena. Chciałam spojrzeć przez ramię na mój słoik, ale nie odważyłam się.

Widzę, że tajny sposób komunikacji nadal działa bez zarzutu.

Użyj mózgu, Luke: 74

Miałam wrażenie, że minęła cała wieczność, zanim zostawiły mnie samą. Zmusiłam się do cierpliwości i odczekałam jeszcze kilka minut, żeby mieć pewność, że nie wrócą. W końcu podbiegłam do łóżka i podniosłam słoik – tak jak się spodziewałam, czekał w nim skrawek papieru.

Maxon wyjechał. To wszystko zmienia.”

Nie bądź znów takim optymistą; Maksiu może i nie grzeszy rozumem, ale jest szansa, że pod czujnym okiem ojca wróci do domu w jednym kawałku.



Rozdział 22

Jesteś? – wyszeptałam zgodnie z instrukcjami, jakie Aspen zostawił mi poprzedniego dnia. Ostrożnie weszłam do pokoju oświetlonego tylko słabym blaskiem zmierzchu, wpadającym przez cienkie firanki. Tyle światła wystarczyło, żeby zobaczyć ożywioną twarz Aspena.

W razie gdybyście umierali z ciekawości co do treści niniejszego rozdziału, z góry informuję: nasze bystre inaczej gołąbeczki po raz kolejny spotkały się w pałacowym zakamarku w celu dalszego kuszenia losu.

Użyj mózgu, Luke: 75

Już nawet nie chce mi się szukać odpowiedniego gifu. Americo, może daj sobie spokój z tą konspiracją i najzwyczajniej w świecie poproś Maxona, by zamiast apartamentów księżniczki naszykował ci raczej tajemną kryjówkę na wzór tej zamieszkanej przez Woodworków.

Cieszę się, że już po wszystkim. Trudno ci się było tu dostać? – zapytał żartobliwie. Zachichotałam.
Wiesz co, Aspenie, naprawdę jesteś aż za dobry do tej roboty. Jego pomysł tym razem był tak prosty, że aż zabawny. Królowa mniej sztywno przestrzegała pałacowej etykiety, a może po prostu miała teraz za dużo na głowie. Pozwoliła nam wybierać, czy chcemy jeść obiad w swoim pokoju, czy w ogólnej jadalni. Moje pokojówki przebrały mnie do obiadu, ale zamiast zejść na dół, poszłam do dawnego pokoju Bariel. To było aż za proste.

Faktycznie, mucha nie siada. No, chyba że królowa/któraś z kandydatek będzie musiała pilnie z tobą porozmawiać i wyśle zaproszenie do twojej sypialni, na co zdumione pokojówki odpowiedzą, że przecież właśnie zeszłaś na śniadanie obiad.

Użyj mózgu, Luke: 76

A tak swoją ścieżką... mam rozumieć, że puste pokoje w liczbie trzydziestu po prostu służą za przechowalnie kurzu? Rozumiem, że owe sypialnie są odgórnie przeznaczone dla dziewcząt z Eliminacji (wszak były używane w tym celu co najmniej od czasów poprzedniego konkursu), ale czy w przeciągu tych dwudziestu z górą lat, w czasie których dojrzewają kolejne pokolenia nikt ich nie wykorzystuje w jakikolwiek praktyczny sposób?

Aspen z uśmiechem przyjął ten komplement i posadził mnie w kącie pokoju na stosie przygotowanych poduszek.
Wygodnie ci?
Skinęłam głową. Spodziewałam się, że także usiądzie, ale nie zrobił tego. Przesunął dużą kanapę, która zasłoniła widok od strony drzwi, a potem przyciągnął stolik, którego blat znalazł się tuż nad moją głową.

Aspen, idziesz na łatwiznę. Profesjonalista zbudowałby bazę z koca.

Prawie jak w domu, co? – Usiadł za mną tak, że znalazłam się między jego nogami. Ta pozycja była tak znajoma, a przestrzeń, w jakiej siedzieliśmy, tak ciasna, że rzeczywiście przypominało to trochę nasz stary domek na drzewie. To było zupełnie tak, jakby Aspen odtworzył
coś, co – jak mi się wydawało – przepadło na zawsze.

Osiołkowi w żłoby dano: 40

Bla, bla, bla, Leger i Amisia miziają się, bla, bla, bla, America wyznaje byłemu chłopakowi, że jest kompletnie zagubiona (co za niespodzianka):

Osiołkowi w żłoby dano: 41

Cass, miej litość, do końca książki zostało dziewięć rozdziałów. Czy coś się wreszcie może zacząć dziać?

Czy twoje uczucia względem mnie często się zmieniają?
Nie! – odparłam, przysuwając się do niego. – Jeśli już, ty jesteś jedynym stałym punktem. Wiem, że nawet gdyby wszystko inne stanęło na głowie, ty nadal tu będziesz, dokładnie w tym samym miejscu. Wszystko się robi tak zwariowane, że moja miłość do ciebie bywa spychana gdzieś na margines, ale ja wiem, że nadal tam jest. Czy mówię z sensem?

Nie, ale mimo to rozumiem generalną intencję twojej wypowiedzi. Można by ją uprościć w następujący sposób: „Podoba mi się wizja korony i bzykania z Maxonem, ale jakby co, to pamiętaj, że masz psi obowiązek spędzić resztę życia jako opcja awaryjna”.

Osiołkowi w żłoby dano: 42

Tak. Wiem, że moja obecność sprawia, że wszystko jest jeszcze bardziej skomplikowane. Cieszę się jednak, że nie wypadłem tak całkiem z rozgrywki.

Nie, żeby Aspenowi nie odpowiadał taki scenariusz.

Kochanek z kartonu: 26

Nie zapomniałam o nas – zapewniłam.

Ludzka pani,

Dobre Mzimu: 25

Czasem mam wrażenie, że Maxon i ja bierzemy udział we własnej wersji Eliminacji.

Kochanek z kartonu: 27
Osiołkowi w żłoby dano: 43

Zostaliśmy tylko on i ja, jeden z nas w końcu cię zdobędzie, a ja nie mogę zdecydować, który z nas ma gorzej.

Podpowiem ci: ten, który koniec końców będzie musiał spędzić resztę życia, użerając się z Amisią.

Maxon nie wie o tej rywalizacji, więc może się aż tak bardzo nie starać.
Z drugiej strony ja muszę się ukrywać, więc nie mogę ci dawać tyle, co on. Jakby na to nie spojrzeć, to nie jest uczciwa walka.
Nie powinieneś na to patrzeć w taki sposób.
Nie wiem, jak inaczej miałbym na to patrzeć, Mer.

Kochanek z kartonu: 28

Polać mu. Jak myślicie, jak zareaguje Ami na tą nieprzyjemną konfrontację z rzeczywistością?

Westchnęłam.
Zmieńmy temat.

A jakże. Jeszcze by biedaczka musiała przyznać sama przed sobą, że traktuje rzekomo ukochanych mężczyzn jak osobistych niewolników.

Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 16

Zgoda. I tak nie lubię o nim rozmawiać.

...Leger, zmiłuj się, dopiero co pochwaliłam twoje nieśmiało wyglądające zza krzaczka, mikroskopijne jaja.

Kochanek z kartonu: 29

America i Aspen przerzucają się na temat służby pałacowej; dziewczyna chce wiedzieć, czy jej eks lubi swoją pracę.

Uwielbiam to, Mer. Myślałem, że będę nienawidzić każdej minuty w armii, ale jest świetnie. – Ugryzł kromkę chleba i mówił dalej. – To znaczy, są oczywiste korzyści, na przykład to, że jestem zawsze najedzony. Chcą, żebyśmy byli wielcy i silni, więc karmią nas jak najlepiej. Są też zastrzyki – przypomniał sobie. – Ale to nie takie okropne. Poza tym dostaję żołd. Zapewniają mi wszystko, czego potrzebuję do życia, a oprócz tego dostaję pieniądze.

Nie no, wszystko fajnie, ale ja osobiście nieco martwiłabym się faktem, że wstrzykują mi jakąś substancję niewiadomego pochodzenia i celu...

Umilkł na moment, bawiąc się plasterkiem pomarańczy.
Wiesz sama, jak wspaniale jest wysyłać pieniądze rodzinie.

- Zwłaszcza, jeśli do tej pory przepuszczało się zarobki na prywatne koncerty na drzewie, skazując matkę i rodzeństwo na chodzenie zimą w dziurawych butach. 
 
Aspen dodaje jeszcze, że podoba mu się dyscyplina i ogólna atmosfera w pracy. Amisia przypomina mu jednak, że jeszcze niedawno żalił się na niesprawiedliwe rządy w Illei i pyta, jakim cudem nie przeszkadza mu służba na rzecz owego wadliwego systemu. Leger udziela dosyć pokrętnej odpowiedzi, z której wynika, że wierzy w pracę u podstaw i ma nadzieję, że z czasem sytuacja się poprawi; on osobiście zamierza po prostu robić to, co kocha najlepiej, jak potrafi:

I może to zabrzmi głupio, ale to jest mój kraj. Rozumiem, że źle działa, co nie znaczy, że anarchiści mogą sobie przyjść i tak po prostu go zabrać. Mimo wszystko jest mój. Czy to brzmi dziwacznie?

Eee, Aspen... owi anarchiści SĄ częścią twojego kraju. Poza tym, chłopie, zdecyduj się na jedną wersję wydarzeń: albo Illea jest cacy i przymykamy oko na drobne niedogodności w rodzaju niesprawiedliwości społecznych, albo chcemy zmieniać rzeczywistość i zauważamy, że buntownicy mają trochę racji, protestując przeciwko monarchii i kastom (a przynajmniej buntownicy z Północy, którzy w przeciwieństwie do Południowców nie mają zwyczaju bawić się wnętrznościami pałacowej służby).

Nawet jeśli się z nim nie zgadzałam, dzięki temu łatwiej mi było zrozumieć wiele spraw. Ale w tym przypadku podzielałam jego zdanie. W gruncie rzeczy dzięki niemu dostrzegłam to, co prawdopodobnie od początku kryło się w moim sercu.
To nie brzmi dziwacznie. To brzmi zupełnie rozsądnie.
A czy rozwiązało choć część twoich wątpliwości?
Pomogło.
Opowiesz mi o nich?
Uśmiechnęłam się.
Na razie nie.
Aspen był inteligentny i pewnie już się wszystkiego domyślał. Jego pełne zadumy spojrzenie podpowiadało mi, że tak właśnie było.

Cóż, jeden zero dla pana, panie Leger; ja na ten przykład nie mam pojęcia, co powyższa dyskusja mogła zmienić w życiu naszej heroiny.

Odwrócił głowę, przesuwając dłonią po mojej ręce, a potem bawiąc się bransoletką.

Cass, nie pozwolisz nam o tym zapomnieć, prawda?

Użyj mózgu, Luke: 77

Wpakowaliśmy się w bagno, prawda?
Okropne.

Dodajmy, że wyłącznie na własne życzenie.

Czasem mam wrażenie, że jesteśmy zasupłani tak, że nie da się tego rozplątać.
Skinęłam głową.
To prawda. Ogromna część mnie jest przywiązana do ciebie, bez ciebie czuję się zagubiona.

Osiołkowi w żłoby dano: 44

Aspen przyciągnął mnie bliżej, pogładził mnie po skroniach i po policzku.
W takim razie musimy pozostać zaplątani.

I jeszcze jeden, i jeszcze raz...

Kochanek z kartonu: 30

Nasze misiaczki całują się przez dwa akapity,

Użyj mózgu, Luke: 78

po czym Aspen odprowadza Amisię pod drzwi, choć:

a) nie ma żadnego powodu, dla którego gwardzista miałby eskortować kandydatkę do sypialni po skończeniu przez nią posiłku (dodajmy, że nawet pokojówki Ameriki zaczynają kwestionować sens jego częstych wizyt w sypialni ich pani) i

b) ten klejnocik:

Obdarzył mnie długim pocałunkiem, po którym zakręciło mi się w głowie.

Użyj mózgu, Luke: 79

Postaram się niedługo przesłać ci kolejną wiadomość – obiecał.
Będę czekała.

Użyj mózgu, Luke:80

Oparłam się o niego i przytuliłam na dłuższą chwilę, a potem wyszłam, żeby nie ściągać na nas zagrożenia.


Użyj mózgu, Luke: 81

Pokojówki szykują Ami do snu, a ta rozmyśla:

Dawniej miałam wrażenie, że Eliminacje sprowadzają się do prostego wyboru: Maxon czy Aspen.

My też, skarbie, my też.

Osiołkowi w żłoby dano: 45

Potem, tak jakby to mogło ułatwić mojemu sercu znalezienie odpowiedzi, pojawiło się więcej pytań. Czy byłam teraz Piątką, czy Trójką?

Trójką.

Czy kiedy to się skończy, będę Dwójką czy Jedynką? Czy spędzę resztę życia jako żona żołnierza,
czy króla? Czy wtopię się po cichu w tło, co zawsze mi odpowiadało, czy też zmuszę się, by stanąć w świetle reflektorów, których zawsze się obawiałam? Czy będę szczęśliwa w każdym z tych przypadków? Czy będę potrafiła nie znienawidzić dziewczyny, z którą ożeni się Maxon, jeśli wybiorę Aspena? Czy będę potrafiła nie znienawidzić dziewczyny, którą wybierze Aspen, jeśli zostanę z Maxonem?

* wie, ale nie powie *

Kiedy położyłam się do łóżka i zgasiłam światło, napomniałam się po raz kolejny, że jestem tutaj na skutek mojej własnej decyzji. Aspen mógł mnie o to prosić, a matka mogła mnie do tego popychać, ale nikt nie zmusił mnie, żebym wypełniła formularze do Eliminacji. Cokolwiek mnie czekało, musiałam stawić temu czoło. Nie miałam wyboru.



I to już wszystko na dziś. A za tydzień: rozmowa od serca Amisi z Kriss (na wiadomy temat) oraz to, co Maryboo lubi najbardziej: kolejny fragment z pamiętniczka Grzesia. Zostańcie z nami!


Statystyka:

Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr: 16
Dobre Mzimu: 25
Jak mała Kiera wyobraża sobie...: 68
Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 16
Kochanek z kartonu: 30
Konkurencja dla Kajusza: 8
Nie, nie jesteśmy w Panem: 24
Osiołkowi w żłoby dano: 45
Queen (Bee) Wannabe: 49
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem: 7
Twierdza Monty Pythona: 12
Użyj mózgu, Luke: 81


Maryboo

37 komentarzy:

  1. "Primo: Skoro jedna rozmowa z rodzicami jest w stanie WPŁYNĄĆ NA LOSY WOJNY, to dziwię się, że Clarkson nie zaaranżował ślubu tych dwojga już pierwszego dnia Eliminacji." Jaki w ogóle wpływ na wynik Eliminacji ma Clarkson? Bo jeśli jakiś ma, to dlaczego toczy wojnę z Ami za pośrednictwem mediów i nie skorzysta z najprostszego rozwiązania, czyli wywalenia jej? Pretekstów jest mnóstwo jeśli miałyby okazać się pomocne.
    "* wzdycha ciężko *" - Co z tamtym fragmentem było nie tak?
    „Maxon wyjechał. To wszystko zmienia.” - Bo jak ryzykować życie, to dla stwierdzenia oczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ""* wzdycha ciężko *" - Co z tamtym fragmentem było nie tak?" - To chyba podsumowanie jakże odkrywczych i wcale-nie-czytaliśmy-tego-już-pierdyliard-razy przemyśleń Amisi na temat relacji Maksia z pozostałymi kandydatkami, szczególnie Kriss.
      Co do wpływu Clarksona na eliminacje - oficjalnie to on chyba wpływu nie ma żadnego, nie może sam wyrzucić kandydatki, to musi zrobić Maksio (bądź królem - nie miej żadnej władzy). Ale z drugiej strony, jak było widać na przykładzie Marlee, jak się Clarkson zaprze, to syna do wszystkiego zmusi. A co do mediów - jak dla mnie cwaniak stara się po prostu sprawić, żeby Ami odeszła z własnej woli, co w sumie prawie mu się udało (i rozpoczęło lawinę dylematów "czy nadaję się do tej roboty" - dziękujemy, wasza wysokość, na pewno ci tego nie zapomnimy).

      Usuń
    2. Aha, chyba, że.
      No ale po co tak się bawić? Widzi, że to dla syna najgorsza możliwość. Widzi, że syn ma dokładnie odwrotne zdanie, a najbardziej korzystną pod względem politycznym opcję ignoruje. Już sam epizod z lasem by wystarczył, żeby się pożegnać przy odrobinie dobrej/złej woli "kto wie, co ją lączy z buntownikami, skoro przeżyła tak bliskie spotkanie, Max, ciesz się, że tylko tak się to kończy, znaj moje dobre serce" ;) I po problemie, zwłaszcza, że Ami ma "złą prasę", więc wielkiego narodowego "focha" pewnie by nie było - skoro nie było na Marlee.

      Usuń
    3. Szczerze mówiąc, gdybym była podłym, zUym Clarksonem, po incydencie w lesie Maksio w ogóle nie zobaczyłby Ami na oczy. "Przykro mi, synu, było już za późno, gwardziści znaleźli jej zwłoki." I nawet nie musiałby Ami naprawdę zabijać - ona jest tak rozgarnięta, że wystarczyłoby wywieźć ją gdzieś daleko, na pewno nie znalazłaby drogi do domu.
      No ale, Kiera sobie umyśliła inaczej, to tak jest...

      Usuń
    4. Na pewno by nie znalazła, skoro jej sposób radzenia sobie polega tym, żeby siedzieć na tyłku i czekać. Piekna wizja :)

      Usuń
    5. może coś by ją zeżarło, tak to byłoby piękne....

      rose29

      Usuń
  2. Borze Szumiący... Przy całej mojej sympatii dla Maxsona, jest on po prostu kretynem. Jedna z kandydatek dopiero co została publicznie skatowana za spotykanie się z gwardzistą. Teraz u drugiej zauważa bransoletkę z guzikiem z munduru. Co robi? Ano, kurde, nic -,- Co za... Jedynym logicznym wyjaśnieniem braku reakcji byłoby, według mnie, założenie, że Ami dostała guzik od Marlee, a nawet to jest baaardzo naciągana teoria. Maksio naprawdę nie jest mistrzem jeśli chodzi o myślenie. Dobrze, że przynajmniej umie być uroczy - nie na wiele mu się, to przyda w rządzeniu państwem, ale jeśli znajdzie sobie dobrych doradców, którzy odwalą za niego cała robotę, będzie mógł zostać ładną i lubianą twarzą na znaczek. Zawsze coś.
    A mizianie Amisi i Ośrodka staje się powoli męczące. Nie żeby od początku nie irytowało, ale, do cholery, ile można ciągnąć ten wątek? Niech ktoś Aspena odstrzeli przy najbliższych odwiedzinach rebeliantów, błagam... (Taaa, chciałoby się...)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja się po czepiam. Ale w słusznej sprawie! Zauważyłam pewną nieścisłość w punktacji o tu w tym miejscu :

    "Użyj mózgu, Luke: 75
    Już nawet nie chce mi się szukać odpowiedniego gifu.
    (...)
    Użyj mózgu, Luke: 75
    A tak swoją ścieżką... mam rozumieć, że puste pokoje w liczbie trzydziestu"

    czy nie powinno być 76 punktów?


    No dobrze to tyle z czepiania, źle się czuję z tym czepianiem bo bez waszych analiz nie dałabym rady tej książce. To czysta nie filtrowana głupota. Cass jest dorosła, tak? Ona naprawdę nie ma 10 lat? A może napisało to jakieś dziecko a Cass się podpisała? Dramat.

    Sądzę, że Clarkson zabierając Maksia ze sobą ma nadzieję, że stanie mu się coś nieodwracalnie złego. W sumie to mi żal króla spłodził takiego kretyna. Hmm to chyba źle jeśli twoją ulubiona postacią jest ten najźlejszy ze wszystkich złych. Clarkson jest naprawdę głupi ale w porównaniu z całą resztą błyszczy intelektem.

    rose29

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Hmm to chyba źle jeśli twoją ulubiona postacią jest ten najźlejszy ze wszystkich złych." To nie jest źle... ale może nie powinnam się wypowiadać, bo dla mnie to normalne ;)

      Usuń
    2. * wzdycha ciężko * Dlaczego, no dlaczego ja przynajmniej raz na tom muszę coś schrzanić z punktami? Rose, dziękuję, poprawione.

      Maryboo

      Usuń
    3. ależ droga Maryboo nie przejmuj się :)

      Kahairel, u mnie się miłość do tych złych postaci zaczęła już w dzieciństwie gdy oglądałam Tabulugę. (Zawsze miałam nadzieję, że ten bałwan jednak go zamrozi) ale ktoś ostatnio uświadomił, że to nie jest normalne... i tak tego pomyślałam, że może ma rację. ale wolę wierzyć tobie :)

      rose29

      Usuń
    4. Bo źli są zwykle ciekawsi i lepiej skonstruowani od tych dobrych, zwykle wręcz papierowo bez skazy. ;p Dlatego łatwiej ich lubić, przynajmniej ja tak mam.

      Pomijam to, że kibicowałam Sauronowi, by dostał pierścień bo mnie Frodo i Sam irytowali, a poza tym - to był pierścień biednego Sauronka. ;(

      Adria

      Usuń
    5. No patrzcie, a mnie praktycznie zawsze ci źli nudzą niemiłosiernie, jedynym czarnym charakterem którego lubię jest Once-ler z "Loraxa" (wszystkie wersje, ale tę z 2012 szczególnie). Może to jakieś spaczenie po "Touhou", gdzie jest tylko kilka naprawdę złych postaci (przy czym jedna to drzewo).
      D.

      Usuń
    6. Zgaduję, że złym się nie poświęca tyle czasu, co protagonistom, i przez to wydają się bardziej interesujący. Ale mogą mieć(choć nie muszą) tak samo jak protagoniści swoje tropy i schematy(skrzywdzony przez rodziców, mroczna przeszłość, niezrozumiany przez świat, mściciel, szaleniec, dobry-który-zszedł-na-złą-drogę, ratuję-ten-świat, czyste-zło itp. itd.) Co nie zmienia faktu, że z popularnymi tropami, czy bez, da się stworzyć ciekawych antagonistów (Vilian z Watchmenów, anyone?)

      Usuń
    7. Podbijam tylko za wspomnienie Watchmenów! Anyway, ta tabelka: http://i.imgur.com/sbCjXD8.jpg
      całkiem nieźle pokazuje "klasyfikację" złych. Nie mówię, że jest bezbłędna, ale wprowadza całkiem niezły podział. Bo w gruncie rzeczy, jak pisałam już chyba pod poprzednim rozdziałem analizy, dobra klisza nie jest zła, jeśli ją odpowiednio - i wcale nie musi to być powtarzalnie! - rozwinąć, więc łatwiej ich po motywach klasyfikować moim zdaniem. Zwłaszcza, że, jakby nie patrzeć, wspomniany tu antagonista z Watchmenów też w cudzych rękach mógłby wyjść na postać schematyczną, nawet przy identycznym celu i motywacji.

      Usuń
    8. "dobra klisza nie jest zła, jeśli ją odpowiednio - i wcale nie musi to być powtarzalnie! - rozwinąć" This.
      O Watchmenach wiem tylko tyle, że są, więc nie rozwinę, ale z tym poświęcaniem czasu też może być coś na rzeczy. NIGDY nie zdarzyło mi się polubić postaci pierwszoplanowej. Nawet, khem, w moich własnych dziełkach, co jest już swego rodzaju osiągnięciem.

      Usuń
    9. @Kahairel - Wolha Redna z serii Olgi Gromyko?

      Carly

      Usuń
    10. Nie znam niestety...
      Btw: czy jeszcze ktoś uważa sympatię dla villainów za spoilerogenną? Bo ja ilekroć kogoś polubię, to WIEM, że zginie. I to jest... smutne...

      Usuń
    11. W takim wypadku polecam "Zawód: Wiedźma" i resztę serii. Wolha jest twarda, uparta, ma cięty język, ale w niektórych sytuacjach wychodzi z niej również odrobina uczuciowości i sentymentalizmu, ma trudną przeszłość, ale nie użala się nad sobą, a to wszystko podane w wiarygodny, zaprawiony humorem sposób. Zresztą, Olga ma to do siebie, że potrafi stworzyć plejadę pierwszo- i drugoplanowych postaci, które można pokochać (vide Wolha, Len, Orsana, Rolar, Wal, Szelena, Weres, Alk i wiele innych), co w niej uwielbiam. Ale od razu mówię, że nie jest to literatura wysokich lotów, aczkolwiek jest autentycznie zabawna, świat przyjazny czytelnikowi i nieskomplikowany, a styl plastyczny, konkretny i pobudzający wyobraźnię.
      No, dobra, już kończę. W każdym razie szczerze polecam, z wzbudzającą czytelniczą sympatię Wolhą podróż zawsze jest ciekawsza. ;)

      Hm, w sumie jakby się zastanowić, w 90% fabuł villaini kończą śmiercią, więc ogólnie bycie villainem wydaje się być spoilerogenne. No, chyba że jest się villainem u Martina, wtedy istnieje szansa na przeżycie, nawet kosztem tych dobrych (chociaż z drugiej strony konstrukcje villainów u Martina są godne podziwu, aczkolwiek trudno im kibicować i faktycznie ich lubić... przynajmniej w większości).

      Carly

      Usuń
    12. Kobieta? Jeszcze mniejsze szanse, kobiece postaci w ogóle rzadko mi się podobają ;) Ale może kiedyś stestuję, jak się już uporam z długą kolejką tytułów.
      Tylko, że to działa na zasadzie: lubię go (zanim jeszcze wiem, jaką rolę odegra) -> okaże się villainem (okazuje się) i zginie. I zwykle ginie. Jeśli nie, to się nawraca na siłę, nie wiem co gorsze ;) Jak trafiłam na wyjatek, to chodziłam rozrechotana jak wariatka ;)
      Trochę się boję przyznać, ale Martina tylko Piaseczniki byłam w stanie przeczytać. Jeśli chodzi o Pieśń to odpadłam po pierwszym tomie.

      Usuń
    13. Toć ja mam to samo ;). Jestem osobą niezwykle krytyczną wobec głównych bohaterów, więc wiem, o czym mówisz. Co więcej: nie tylko wolę w powieściach męskie postaci (zwłaszcza jeśli przeważają nad kobietami - kobiety, proszę, nie bijcie), ale i zwykle z większym wahaniem sięgam po powieści napisane przez kobiety - no nie wiem, jest jakaś różnica, której nie potrafię nazwać, pomiędzy pisarstwem kobiecym a męskim (nie to, że na gorsze dla kobiet, po prostu to męskie bardziej do mnie trafia, według mojego dotychczasowego czytelniczego doświadczenia). Olga Gromyko jest absolutnym wyjątkiem w obu tych kwestiach, plus, tylko jej powieści były w stanie rozśmieszyć mnie do tego stopnia, że naprawdę musiałam przerywać czytanie, żeby dojść do siebie - i nie był to śmiech przez łzy bólu jak nad, powiedzmy, tymi fragmentami prozy Kasi Michalak, które zdołałam przełknąć. W ogóle wydaje mi się, że Wolha jest taką autentyczną twardą i charakterną babką, potrafiącą zamknąć komuś usta cięta autentyczną ripostą, którą chciałyby być wszystkie aŁtoreczkowe twardzielki, z tym, że... no, poza tym są Mary Sue, a aŁtorki bardzo często nie umieją pisać.
      Patrząc z tej perspektywy na villainów, to też mi się nieraz zdarzało, ale przywykłam. Odnoszę wrażenie, że to taka trochę strategia niektórych pisarzy (czasem również i tych niewprawnych) - macie tutaj X, zobaczcie, jaki on jest fajny, tulaśny, wyjątkowy. Widzicie? Widzicie, jaki jest kochany? Czy już go uwielbiacie? Czy już nie wyobrażacie sobie tej powieści bez niego? BAM, MOTHAFUCKAS!!! I co Wy na to? Niech podniosą ręce Ci, którzy nie spodziewali się, że będzie villainem! I wiecie co? Wiecie co? ON ZGINIE!!! Bo jest ZŁY! Mwhahahaha, jestem geniuszem zła!!!!!!!!!!!!!!1111

      Dla mnie akurat "Pieśń..." była niezwykle zajmująca - dynamiczna i nieprzegadana, dialogi mistrzowskie i naprawdę inteligentne, a postaci naturalne, wiarygodne i żadna z nich nie jest bez skazy. Ale to tylko moje zdanie.

      Carly

      Usuń
    14. Ha! Mam to samo. Z książkami kobiet znaczy się :) I mam wrażenie (może mylne), że u kobiet częściej leadem jest kobieta, co tylko potęguje to unikanie. Po "literaturę kobiecą" w ogóle nie sięgam, Michalak znam tylko z analiz (i półek w empiku)... Więc momentami, jak mam napisać coś słodko-romantycznego, to cierpię ;) Ale jeśli chodzi o zabawę przy czytaniu to zdecydowanie Pratchett. Ewentualnie Felix Palma.
      "fajny, tulaśny, wyjątkowy" - na to się nie łapię, bo najbardziej kibicuję zimnym zdrajcom wbijającym noże w plecy, których za tulaśnych raczej nikt nie uzna nawet kiedy się maskują... no dobra, noże nie są konieczne, przede wszystkim muszą myśleć - wyjątkowo sprawnie i mózgiem, a nie sercem ani innymi częściami ciała ;) Ewentualnie, jeśli takowych brak, to osobnikom o lekko pokręconej psychice.
      U mnie na pewno dużą rolę grało to, że miałam bardzo wysokie oczekiwania, a wtedy robię się bardzo marudna... W każdym razie mi nie przypadła do gustu, z serialem wytrzymałam dłużej.

      Usuń
    15. Dziewczyny, koniecznie obczajcie Brzezińską - imo obok Dukaja najlepsza polska pisarka fantastyki (znaczy, Dukaj jest pisarzem. Ale wiecie, o co mi chodzi). Przy czym jeśli chodzi o główne bohaterki, to Opowieści z Wilżyńskiej Doliny (tym bardziej, że je da się jeszcze kupić), bo z sagą o Twardokęsku jest problem z kupnem i tam poza Twardokęskiem główni bohaterowie trochę kuleją (za to saga rekompensuje to wieloma innymi zaletami), natomiast Wody Głębokie jak Niebo są, cóż, specyficzne.
      Ale pamiętam, że też miałam podobnie z postaciami głównymi, a potem, jakoś w liceum, po prostu mi się zmieniło, nie wiem czemu (może zaczęłam sobie lepiej dobierać lektury). Natomiast z postaciami kobiecymi rzeczywiście jest problem, ale z tego powodu, że imo po prostu jest ich mniej fajnych ogółem w popkulturze i trzeba się bardziej wysilić, żeby napisać sensowną.

      Usuń
    16. W zasadzie jak tak się teraz zaczęłam zastanawiać nad literaturą pióra kobiecego i kobiecymi bohaterkami, to dotarło do mnie, że przecież w czołówce moich ukochanych książek jest "Duma i uprzedzenie", a Lizzie, mimo swoich wad, jest przekonująca i wzbudza sympatię (no, przynajmniej moją).

      Carly

      Usuń
    17. Jeszcze Kres jest dobry. Ale tu już dużo zależy od tego na jaką książkę się trafi. No i Grzędowicz i PLO.

      Usuń
    18. Grzędowicz według mnie pisze ze zbytnią manierą i denerwuje bardziej niż bawi. Ogólnie bardzo nisko cenię naszych rodzimych, współczesnych pisarzy. Zagranicznych współczesnych pisarzy zresztą też. Wolę starsze książki, z jakiegoś powodu wydają się bardziej realne niż te dzisiejsze :)

      Usuń
    19. Jeśli mowa o polskiej fantastyce kobiecej, to ja bardzo lubię książki Anny Kańtoch. Stworzyła bardzo ciekawego bohatera, Domenica Jordana, który jest nie tylko inteligentny i dociekliwy, ale przy tym dość wyniosły i chłodny. Lubię takie postacie. Do tego książki Kańtoch to tona klimatu.

      Usuń
  4. Oni mają podświadomą ochotę na jakieś publiczne rozrywki z sobą w roli głównej?
    Bo nie widzę innego powodu tego igrania z ogniem.Pokojówki mogą donieść albo powiedzieć prawdę podczas przesłuchania-że gwardzista taki a taki wchodził do pokoju, że panna się wymknęła itd.
    Politykę zagraniczną trzeba umieć opisać.Jedyne, co ta pani umie -przeciętnie- opisać, to para nastolatków migdaląca się w konspiracji. Wyjazd księcia jest tylko pretekstem do spotkania z Ośrodkiem.
    Wicek, co tak stoisz jak słup soli, wyważ drzwi!
    - Kiedy nie wypada... w środku same baby.- DOBRE!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech... Gdyby w Illei poliandria była legalna, ta książka zapewne skończyłaby się po jednym tomie. A tak musimy się użerać z tymi rozterkami Ami...
    Z każdym rozdziałem coraz bardziej nie znoszę Ameriki. Jest tak nieznośnie samolubna, kapryśna i tępa. Podziwiam Was, że wciąż dajecie temu radę.

    OdpowiedzUsuń
  6. A propos zUego, paskudnego Clarksona, co to nie daje się synkowi bawić walizką z kodami nuklearnymi - będziecie może analizować "Królową"? Przebrnęłam przez ów tekst z wypiekami zażenowania na twarzy i drzemiący w nim potencjał na analizę nie daje mi spokoju ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ręką na sercu: nie mam pojęcia. Zamierzamy przeanalizować trylogię + "Następczynię" (oraz zapewne piątą część, kiedy już ukaże się na rynku), ale nie wiemy, czy zabierzemy się też za nowelki. Ale spokojnie - nawet, jeśli nasze analizy nie obejmą "Królowej", to i tak poświęcę temu dziełu osobną notkę. Zasługuje na to.

      Usuń
  7. ... czy ktoś oprócz mnie wyobrażał sobie 'stawiającego czoła niebezpieczeństwu' Maxona / Clarksona jako Hugo Chaveza odgrażającego się, że sam w myśliwcu będzie walczył przeciw (bodajże) USA?

    OdpowiedzUsuń
  8. "Maxon wyjechał. To wszystko zmienia" - Czy tylko ja czekałam na następne zdanie brzmiące "Teraz możemy się bzykać bez problemu"?
    Całą Elitę (i zresztą w Jedynej też jak na razie) bawiło mnie i bawi dalej, jak Maksiu patrzy na tę amisiową bransoletkę i... No i właśnie nic. Zero zainteresowania, zdumienia, pytań. Ja mam wrażenie, że pominęłam jakiś wątek, w którym ona mu wcisnęła chociażby najgłupsze kłamstwo.
    Pominę, jak bardzo nudna jest America ze swoimi rozterkami... Na Bora Szumiącego, drugą książkę ciągle to samo D: I coś, co mnie uderzyło - pożegnanie z Kriss jest dużo czulsze, ona widać, że poważnie się zmartwiła o Maxona, a America? Zaraz poleciała miziać się z Ośrodkiem. Ona naprawdę jeszcze jest zdziwiona, że Maksio ma jej dość?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ^THIS
      Dlatego aż żal Maksia, mimo że debil. No po prostu chłopa żal...

      Usuń
  9. Co to za skecz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nigdzie nie mogę znaleźć, możliwe, że go usunięto.

      Maryboo

      Usuń
  10. "Miłe panie, "

    Czy tylko mnie wkurza nadużywanie tego zwrotu? Miłe panie i miłe panie, zupełnie jakby nie można było odezwać się inaczej. :/

    OdpowiedzUsuń