niedziela, 8 listopada 2015

Rozdziały XIX i XX


Rozdział 19

Nadchodzi dzień ceremonii Osądzenia, Amisia zakłada przepiękną biało-złotą sukienkę. Jeśli uważacie, że druga część zdania jest raczej zbyteczna, to w pełni się z Wami zgadzam, ale na tym etapie powinniście już wiedzieć, jakie są priorytety Cass. Aha, zaoszczędziłam kilka cennych sekund Waszego życia pomijając akapit traktujący ze szczegółami o kroju owej kiecki. Nie ma za co.

Pokojówki zapewniają Ami, że wszystko pójdzie jak po maśle:

Proszę się nie martwić, panienko, doskonale sobie panienka poradzi. A my będziemy oglądać wszystko ra​zem z po​zo​stałymi po​kojówka​mi.

To w sumie pocieszające, że Czarna Dziura Fabularna ma na wyposażeniu telewizor, coby służba Ameriki nie nudziła się podczas przymusowego exodusu z jej sypialni.

Pojawia się Aspen, który ma za zadanie zaprowadzić Singerównę na uroczystość.

Co u cie​bie? – za​py​tałam nie​zo​bo​wiązująco.
Nie mogę uwie​rzyć, że za​mie​rzasz to zro​bić – od​parł na​tych​miast.
Przełknęłam ślinę, czując, że zno​wu ogar​nia mnie zde​ner​wo​wa​nie.
Nie mam wy​bo​ru.
Za​wsze masz wybór, Mer.

W zasadzie chłop ma rację; wybór między plutonem egzekucyjnym i własnym życiem nadal pozostaje wyborem.

Wiesz przecież, że mi się to nie podoba. Ale ostatecznie chodzi tylko o jednego człowieka. W dodatku win​ne​go.
Tak samo jak sympatycy rebeliantów, których król zdegradował do niższej klasy. Tak samo jak Marlee i Car​ter. – Nie mu​siałam na nie​go pa​trzeć, żeby wie​dzieć, jak bar​dzo jest znie​sma​czo​ny.
Tam​ta sy​tu​acja była inna – mruknęłam, cho​ciaż to nie za​brzmiało prze​ko​nująco.
Aspen za​trzy​mał się gwałtow​nie i zmu​sił mnie, żebym na nie​go spoj​rzała.
W jego przy​pad​ku za​wsze jest tak samo.

Zgadzam się. W przypadku Clarksona zawsze chodzi o to samo: desperacką próbę utrzymania resztek kontroli w państwie, które do ewidentnej zguby wiedzie jego progenitura wespół w zespół z pewną rudowłosą kandydatką na małżonkę. No, czasem jeszcze o bycie tanią kopią Grzesia. Ale nie oceniajcie go zbyt surowo, kochani – to nie wina króla, że autorka od czasu do czasu postanawia odebrać mu status jedynej rozsądnej postaci w tym uniwersum i zrobić z niego czarny charakter dla ubogich...

… jak to, niestety, będzie miało miejsce w tym rozdziale.

Konkurencja dla Kajusza: 35

Czy to w ogóle są złodzie​je? – za​py​tałam ci​cho, kie​dy po​szliśmy da​lej.
Tak, ale nie zrobili nic, czym zasłużyliby na te lata w więzieniu, na które dzisiaj zostaną skazani.

* wzdycha ciężko * Wiem, Aspen, wiem. Uwierz, że ów fakt boli mnie jeszcze dotkliwiej, niż ciebie.

- (...)To będzie bar​dzo ja​sna wia​do​mość dla ich przy​ja​ciół.
Nie ro​zu​miem?
To są ludzie, którzy mu przeszkadzają, Mer.

Nie no, widzieliście okrutnika? Karze kogoś tylko dlatego, że go nie lubi! Paskudny Clarkson, ciekawe, co za niskie pobudki nim...

Zwolennicy rebeliantów,

...Tak. Leger właśnie oburzył się, że Clarkson śmie organizować proces – kończący się, że tak tylko przypomnę, więzieniem, a nie stryczkiem – dla osób popierających buntowników. No wiecie – buntownicy. Nie tylko Miecio i Henio, ale także Południowcy, którzy od kilku tygodni radośnie mordują niewinnych Illeańczyków. Co za potwór.

Konkurencja dla Kajusza: 36

osoby, które mówią za dużo o tym, jakim on jest tyranem.

Cóż, w takim układzie Clarkson musiał faktycznie zaleźć im za skórę (czyżby nagły skok cen cytrusów?), albowiem przeciętny zjadacz chleba w Illei wie o swoim królu tyle, że:

  • Jest najwyższym władcą kraju, ma żonę i jedynego syna, przyszłego następcę tronu.
  • Oraz doradców, którzy pomagają mu stanowić nowe prawa.
  • Zajmuje się stosunkami dyplomatycznymi z innymi państwami, kwestiami gospodarczymi (budowa dróg) i socjalnymi (program żywieniowy dla niższych kast zaproponowany przez Maxona).
  • Organizuje dla jedynaka reality show pod tytułem „Kto poślubi mego (królewskiego) syna”.
  • Jedne kandydatki na synowe lubi bardziej, inne mniej.
  • Użera się z buntownikami.
  • Organizuje bale halloweenowe, maskowe i pro-konspiracyjne.
  • Od czasu do czasu musi kogoś ukarać za złamanie reguł, ale można go przekonać, by zamienił karę śmierci na coś łagodniejszego (vide casus Woodworków).

Konia z rzędem temu, kto na podstawie powyższych elementów będzie w stanie dowieść domniemanych despotycznych ciągot Clarksona. Wybacz, Cass, ale jeśli chciałaś wzorem Collins pokazać, jak to członkowie niższych kast są gnębieni przez tyrana, który utrzymuje nierówności społeczne, by mieć w garści tłuszczę, to może... no wiesz... dane gnębienie powinno przybrać nieco mroczniejszą formę, niż brak cytryny do herbaty.

Konkurencja dla Kajusza: 37
Nie, nie jesteśmy w Panem: 29

Ta ceremonia będzie transmitowana na cały kraj. Chcą zastraszyć ludzi, którzy to zobaczą i ostrzegą in​nych, co się dzie​je z oso​ba​mi, próbującymi występować prze​ciw​ko królowi.

Biorą udział w przedstawieniu będącym dziwaczną hybrydą „Illea's Next Trophy Wife” i „Anny Marii Wesołowskiej”? Autorko, wypasiona ceremonia, podczas której licealistki w ślicznych kieckach klepią wyuczoną formułkę NAPRAWDĘ nie będzie wyglądać przerażająco, choćby Clarkson w imię stworzenia właściwej atmosfery miał przywołać ducha samego Grzesia Underwooda.

Jak mała Kiera wyobraża sobie...: 79

(...) nie osądzaj mnie. Jeśli on nie waha się przed posyłaniem swoich wrogów do więzienia bez żad​ne​go po​wo​du, to jak myślisz, co zro​bi ze mną? I tak mnie nie​na​wi​dzi!

Ja jednakże będę się upierać, że wspieranie rebeliantów to całkiem dobry powód. Nie, żeby akurat taki zarzut miał być im postawiony przed kamerami (ostrzegałam, ten rozdział obejmuje zdecydowanie słabszy dzień naszego ulubionego władcy).

Amisia każe Aspenowi się odczepić i robić swoje, ten zraniony dzieli się z nią zawoalowanym wyrzutem, że stała się równie okrutna i fałszywa, co reszta dworu. Singerówna dołącza do reszty kandydatek (ponieważ Was lubię, wycinam fragment o sukniach po raz drugi; przecież i tak doskonale wiecie, że Celeste ma dekolt do pępka). Ponieważ żadna z nich ewidentnie nie ma ochoty na udział w tej farsie, America ma propozycję:

W ta​kim ra​zie nie róbmy tego – za​pro​po​no​wałam.
Nie róbmy? – zdzi​wiła się Kriss. – Ami, to tra​dy​cja. Mu​si​my.
Wca​le nie mu​si​my. Nie, jeśli wszyst​kie zde​cy​du​je​my się sprze​ci​wić.
I co miałybyśmy zro​bić? Odmówić wejścia tam? – za​py​tała Ce​le​ste.
To jest jakaś możliwość – przy​znałam.
Chcesz, żebyśmy tam sie​działy i nic nie zro​biły? – Głos Eli​se był pełen obu​rze​nia.
Nie prze​myślałam tego.

- Bo ja rzadko kiedy myślę, alem za to chyża w dziele. A zresztą, niby co takiego może się nam stać po tym, jak na oczach tysięcy sprzeciwimy się królewskiemu rozkazowi?

Słuchajcie, ja naprawdę doceniam to, że Amisia ma serce po właściwej stronie... ale dlaczego ta istota tak strasznie nie lubi przewidywać konsekwencji swoich czynów?

Użyj mózgu, Luke: 162

To podstęp – oznaj​miła oskarżyciel​sko Eli​se.
Jak to? Ja​kim cu​dem doszła do ta​kie​go wnio​sku?
Ona będzie ostatnia. Jeśli my nic nie zrobimy, a ona postąpi zgodnie z ceremoniałem, to ona wyda się posłuszna, a my wyj​dzie​my na idiot​ki. – Eli​se potrząsała gałęzią, mówiąc te słowa.
Ami? – Kriss po​pa​trzyła na mnie z roz​cza​ro​wa​niem w oczach.
Nie, przy​sięgam, że nie miałam ta​kie​go za​mia​ru!

...Na wszystko, co święte – gdzie były te ameby, kiedy America rzuciła się w obronie Marlee albo pokazała całemu narodowi pewien różowy pamiętniczek? Wiele można zarzucić Singerównie, ale na pewno nie oportunizm.

Użyj mózgu, Luke: 163

Kłótnię przerywa wtargniecie Silvii, która ustala, w jakiej kolejności wystąpią dziewczęta (Elise, Celeste, Kriss, Ami), po czym wpuszcza je do Sali Wielkiej, gdzie obecna jest już rodzina królewska, prasa i nienazwani goście. Każda z kandydatek składa u stóp króla symboliczną gałązkę oliwną, po czym zajmuje przeznaczone dla niej miejsce.
Clarkson rozpoczyna ceremonię przemówieniem:

Panie i panowie, mieszkańcy Illéi, dzisiaj cztery piękne finalistki Eliminacji wystąpią przed nami, by zaprezentować swoje posłuszeństwo wobec prawa. Nasze wielkie prawo jest tym, co trzyma naród w całości, fun​da​men​tem po​ko​ju, którym cie​szy​my się od tak daw​na.
Po​ko​ju?” – pomyślałam. „Czy on so​bie żar​tu​je?”

Bardzo dobre pytanie. Cass, WTF? Istnieje subtelna różnica między totalitarną propagandą sukcesu a robieniem z siebie kompletnego idioty – zwłaszcza, że król nie tak dawno temu OSOBIŚCIE APELOWAŁ DO OBYWATELI, ABY MIELI SIĘ NA BACZNOŚCI PRZED ŻĄDNYMI KRWI REBELIANTAMI.

Dyktatura à la Snow – robisz to źle.

Jak mała Kiera wyobraża sobie...: 80
Konkurencja dla Kajusza: 38
Nie, nie jesteśmy w Panem: 30

Jedna z tych młodych dam niebawem stanie przed wami już nie jako zwykła obywatelka, lecz jako księżniczka. Jej zadaniem jako członkini rodziny królewskiej będzie przestrzeganie tego, co słuszne, nie dla własnej ko​rzyści, lecz dla was wszyst​kich.
„…a co to ma wspólne​go z tym, co właśnie ro​bi​my?”

Niewiele, ale to dlatego, że Cass nie ma pojęcia, jak przekonująco odmalować portret Clarksona – Voldemorta Illei.

Król każe jeszcze nagrodzić oklaskami dzielne kandydatki, po czym na salę zostaje wezwany pierwszy oskarżony, niejaki Jacob Digger.

Powoli, bez wątpienia zawstydzony całym tym spektaklem, Jacob wszedł do Sali Wielkiej.

Słowo daję, już lubię tego gościa.

Na rękach miał kajdanki, wzdrygał się w błyskach fleszów i niezgrabnie podszedł, żeby skłonić się przed Elise.
(…)
Jacobie, jakie przestępstwo popełniłeś? – zapytała. Doskonale panowała nad głosem, brzmiała znacznie le​piej niż za​zwy​czaj.
Kra​dzież, o pani – od​parł po​kor​nie.
A jaki wy​rok otrzy​małeś?
Dwa​naście lat więzie​nia, o pani.
(…)
Powiedziano nam, że będziemy mieć do czynienia z drobnymi złodziejami. Jeśli to prawda, ten mężczyzna powinien zostać wychłostany na rynku swojego miasta, a jeśli by trafił do więzienia, to najwyżej na dwa lub trzy lata. In​ny​mi słowy, Ja​cob po​twier​dził wszyst​kie moje obawy.
Dyskretnie popatrzyłam na króla, który nie ukrywał głębokiej satysfakcji. Kimkolwiek był ten mężczyzna, nie był tyl​ko złodzie​jem. Król cie​szył się z jego klęski.

Jak już kilkakrotnie uprzedzałam na przestrzeni tej analizy, Cass uparła się, iż ów rozdział wyznaczy swoisty szczyt zUa Clarksona i całkowicie obnaży jego zepsutą naturę. Niestety, w obliczu takiej polityki IQ jego wysokości spadło mniej więcej o połowę.

Cass? Czy w Illei nie ma jakichkolwiek regulacji prawnych, które określałyby, jaką karę ponosi się za dane przestępstwo?

Żeby nie było, to pytanie retoryczne; doskonale wiemy, że są, oraz że są powszechnie znane, bowiem nawet nasza Mary Sue (która, mimo życiowych trudności w rodzaju braku telewizora plazmowego w domu, nigdy nie musiała kraść, aby zapewnić utrzymanie sobie i rodzinie) jest świadoma, że Jacob powinien siedzieć góra dwa lata. Więc... na jakiej podstawie wlepiono mu dekadę więcej? Można by pomyśleć, że chodzi o wspomniane przez Aspena kontakty z buntownikami (co, jakby nie patrzeć, jest znacznie poważniejszą przewiną), tyle że ten argument NIGDY się nie pojawia. Jacob dostał dwanaście lat... bo tak. Żadnego uzasadnienia czy umotywowania wyroku – nie podobasz się królowi, masz przerypane.

Autorko? Mroczna dyktatura nie działa w ten sposób.

Nie ma znaczenia, że Clarkson dzierży w rękach niepodzielną władzę – najważniejszym zadaniem tyrana jest sprawiać wrażenie, że jego decyzje są powodowane wyższą koniecznością, a wszystkie okrucieństwa i niesprawiedliwości to jedynie (ach, jakże raniąca jego wrażliwe serce) uzasadniona reakcja na anarchistyczne działania wrogów systemu. Na litość, wiedział o tym nawet nasz Grześ!

Tymczasem w przypadku Clarksona mamy do czynienia z karykaturą czarnego charakteru, złowieszczo chichoczącą pod nosem i publicznie podskakującą z ekscytacji, że nielubiani koledzy z piaskownicy spędzą kilkanaście najbliższych lat w mamrze. Naprawdę, jedyne, czego mu brakuje w tej scenie by dopełnić efektu groteski, to olbrzymiego transparentu z napisem: „Ooo! Mogę wszystko!”

No i jeszcze jedno – reakcja tłuszczy. Można by się spodziewać, że tego rodzaju odstępstwo od normy wywoła jakąś reakcję; tymczasem jedyne, co otrzymujemy, to...

Eli​se wstała i po​deszła do Ja​co​ba, kładąc rękę na jego ra​mie​niu. Aż do tej chwi​li w ogóle na nią nie pa​trzył.
Odejdź, wier​ny pod​da​ny, i spłać swój dług wo​bec króla. – Jej głos zadźwięczał w ci​szy pa​nującej w sali.
Jacob skinął głową.
(...)
Ja​cob wstał i wy​szedł z sali, a zgro​ma​dze​ni bili bra​wo.

...zachowanie, które każe mi wierzyć, iż Illeańczycy mają już tak wyprane mózgi, że mało co ich rusza (co w sumie wyjaśniałoby zuchwalstwo Clarksona oraz dziwną radość panującą podczas katowania Marlee i Cartera).

Na koniec – jedna zła i jedna dobra wiadomość. Złą podam Wam już teraz: to jeszcze nie jest dzisiejszy Szczyt Głupoty w wykonaniu ojca Maksa.

Jak mała Kiera wyobraża sobie...: 81
Konkurencja dla Kajusza: 39
Użyj mózgu, Luke: 164

Celeste i Kriss, podobnie jak Elise, postępują zgodnie z narzuconym im scenariuszem i wysyłają kolejnych więźniów za kratki; wreszcie przychodzi czas na Americę.

Adam był starszy, chyba w wieku mojego taty, i miał jakieś problemy z nogą. Nie przewrócił się, ale tak długo trwało, zanim stanął przede mną, że cała sytuacja stała się dla mnie jeszcze bardziej nieprzyjemna. Chciałam mieć to już za sobą. Kie​dy Adam przykląkł przede mną, skon​cen​tro​wałam się na tym, co miałam po​wie​dzieć.
Ada​mie, ja​kie przestępstwo popełniłeś? – za​py​tałam.
Kra​dzież, o pani.
A jaki wy​rok otrzy​małeś?
Adam odchrząknął.
Dożywo​cie – wy​krztu​sił.
W sali roz​legły się szep​ty, jak​by zgro​ma​dze​ni nie byli pew​ni, czy do​brze usłysze​li. Cho​ciaż nie chciałam wy​cho​dzić poza wy​zna​czoną dla mnie kwe​stię, także mu​siałam się upew​nić.
Możesz powtórzyć?
Dożywo​cie, o pani. – W głosie Ada​ma było słychać, że jest bli​ski łez.
(…)
Kiedy miałam zwrócić się z powrotem do Adama, niechcący spojrzałam na króla, który szybko poprawił się na swo​im miej​scu. Pa​trzyłam, jak za​kry​wa dłonią usta, żeby ukryć uśmiech.
Zro​bił to spe​cjal​nie.
Prawdopodobnie podejrzewał, że będę nienawidzieć tego zadania w Eliminacjach, i zaplanował to tak, żebym okazała nieposłuszeństwo. Ale nawet gdybym się teraz podporządkowała, na jaką osobę bym wyszła, wysyłając kogoś na za​wsze do więzie​nia? Prze​stałabym być ko​cha​na przez społeczeństwo.

Nie, nie przestałabyś. Społeczeństwo illeańskie, jak mieliśmy już okazję się przekonać, z jakiegoś powodu bardzo lubi udział we wszelakich egzekucjach; szepty szeptami, ale jestem pewna, że oklaski byłyby jak trza.

Ale ja nie o tym.

* bierze głęboki wdech*

Clarkson? Wiem, ze to nie twoja wina. Wiem, że jesteś uzależniony od woli autorki. Ale mimo wszystko...



Wybacz, muszę to powiedzieć: jesteś idiotą.

Kochani, to był najgłupszy możliwy ruch ze strony Clarksona. Doprawdy, trzeba mieć talent, aby w tak spektakularny sposób pogrzebać szansę na pozbycie się ze sceny nielubianej dziewuchy – i to przy pełnym poparciu społeczeństwa.

A wystarczyło tylko nałożyć na Adama karę wystarczająco wysoką, by Amisia miała moralniaka, ale przy tym na tyle „przeciętną” by nie odstawał zbytnio od reszty skazanych – powiedzmy dwadzieścia lat. Rezultat?

  • opcja a) (America odmawia); król ma pełne prawo pozbyć się jej z pałacu (a może i przykładnie ukarać) z powodu niewywiązania się ze swoich obowiązków. A biorąc pod uwagę, iż owym obowiązkiem było wtrącenie do lochu przestępcy... co stoi na przeszkodzie, by oskarżyć Ami o wspieranie królewskich wrogów i podburzanie ludu?
  • opcja b) (America robi, co należy); król może z łatwością ustawić ją do pionu w przypadku wszystkich ewentualnych przyszłych wyskoków, przypominając jej, że skoro nie miała moralnych oporów przed wykonaniem jednego rozkazu, to powinna z równą sumiennością dostosowywać się do wszystkich pozostałych. Mało tego; Amisia traci medialny status „tej odważnej” (co do tej pory było jej jedyną kartą przetargową) i znacznie zmniejsza swoje szanse na wygraną (tak, ja wiem, że wszystko zależy od Maksia, ale Maksio z jakiegoś powodu bardzo liczy się z wynikami ankiet).

Ale nie. Zamiast tego zły, mroczny, okrutny Clarkson skazał Adasia na dożywocie, tym samym pokazując nie tylko swój brak obiektywizmu, ale w dodatku odsłaniając wszystkie karty i dając społeczeństwu dowód na to, iż uważa Amisię za przeszkodę na tyle istotną, że aż wymagającą specjalnego traktowania.

Naprawdę, wielkie brawa.

Konkurencja dla Kajusza: 40
Użyj mózgu, Luke: 165

No, ale jest i wspomniana przeze mnie wcześniej dobra wiadomość; po tym chwilowym zaćmieniu Clarkson odzyska rozsądek już w następnym rozdziale. Bądźmy wdzięczni za małe uśmiechy losu.

Adamie – powiedziałam cicho. Popatrzył na mnie, a łzy wyraźnie cisnęły mu się do oczy. Zauważyłam na​tych​miast, że wszyst​kie szep​ty w sali umilkły.
Co ta​kie​go ukradłeś?
Ze​bra​ni próbo​wa​li nas usłyszeć, ale to było nie​możliwe. Adam przełknął ślinę i spoj​rzał prze​lot​nie na króla.
Ja​kieś ubra​nia dla mo​ich córe​czek.

I znów: Clarkson, musiałeś wybrać akurat przestępcę o krystalicznie czystych motywach? Czy to nie mógł być, bo ja wiem, handlarz narkotyków tudzież alfons sprawujący pieczę nad nieletnimi prostytutkami, coby America miała prawdziwy orzech do zgryzienia?

Konkurencja dla Kajusza: 41
Użyj mózgu, Luke: 166

Ale to nie o to cho​dzi, praw​da? – spy​tałam szyb​ko.
Ge​stem tak drob​nym, że nie​mal nie​do​strze​gal​nym, Adam skinął głową.

Nie, tak naprawdę chodzi o to, że duch Grzesia przestał już się sprawdzać w roli naczelnego antagonisty, wobec czego Cass musiała obsadzić w tej niewdzięcznej roli kogoś innego.

America, nieboga, nie wie, co robić; sprzeciwić się królewskiej woli – straszno, nie sprzeciwić – jakoś głupio.

I jak ją nagle nie oświeci!

Wstań – po​wie​działam. Adam po​pa​trzył na mnie ze zdu​mie​niem w oczach. – Proszę – dodałam i wzięłam go za jedną ze sku​tych rąk, żeby pociągnąć go za sobą.
Adam podszedł razem ze mną do podestu, na którym siedziała rodzina królewska. Kiedy zbliżyliśmy się do schodów, odwróciłam się do nie​go i wes​tchnęłam. Zdjęłam najpierw jeden prześliczny kolczyk, który dostałam od Maxona, a potem drugi. Włożyłam je w dłonie Adama, a on stał kompletnie oszołomiony, gdy dołączyła do nich piękna bransoleta. A później – ponieważ jeśli rzeczywiście zamierzałam to zrobić, chciałam dać wszystko – sięgnęłam do szyi i odpięłam wisiorek ze słowikiem, prezent od mojego taty. Kiedy tylko włożyłam go w dłoń Adama, zamknęłam jego palce na tych skar​bach, a po​tem od​sunęłam się na bok, tak że stanął na wprost króla Clark​so​na. Wska​załam tro​ny na po​dium.
Odejdź, wier​ny pod​da​ny, i spłać swój dług wo​bec króla. 
 
Ach, to nasze Bwana Kubwa; nie dość, że kreatywne, to w dodatku hojne – oddała nawet swoją cenną broszkę swój cenny naszyjnik, który tyle dla niej znaczy!

Dobre Mzimu: 36
Nie, nie jesteśmy w Panem: 31

W sali rozległy się westchnienia i szepty, ale zignorowałam je. Widziałam tylko skwaszoną minę króla.

Biorąc pod uwagę, że evil!Clarkson zapewne zrobiłby coś bardzo mrocznego w rodzaju wywołania burzy z piorunami za oknem, chcę wierzyć, że to już z powrotem nasza stara, dobra wersja króla, który owym skwaszeniem wyraża swoje zażenowanie spowodowane koniecznością udziału w tym cyrku.

Adam ofiarowuje Clarksonowi biżuterię, ten chcąc nie chcąc przyjmuje ową ekscentryczną formę spłaty długu.

Zebrani zaczęli wiwatować, ale kiedy się obejrzałam, na twarzach pozostałych dziewcząt malowały się mieszane uczucia.

Być może podobnie jak ja zastanawiają się, dlaczego ci ludzie z równie wielką radością witają akty miłosierdzia, co przemocy.

Adam szybko zszedł z podium, być może w obawie, że król zmieni zdanie. Miałam nadzieję, że nagrywało to tak wiele kamer i tak wielu dziennikarzy napisze o tym artykuły, że ktoś postanowi zbadać ciąg dalszy i sprawdzi, czy Adam wrócił do domu. Kiedy znalazł się koło mnie, próbował mnie uściskać, chociaż przeszkadzały mu w tym kajdanki. Płakał, błogosławił mnie i wyszedł z sali, wyglądając jak najszczęśliwszy człowiek na świecie.

Dobre Mzimu: 37



Rozdział 20


Jak można się łatwo domyślić, wystąpienie Amisi nie spotyka się ze życzliwym przyjęciem ze strony Silvii, która ze złością wyprowadza dziewczyny ze szponów rozentuzjazmowanego tłumu i zamyka w małym pokoju. Co ciekawe, nie-Effie nie jest jedyną osobą, którą poniosły nerwy:

Czy ty za​wsze mu​sisz być w cen​trum uwa​gi? – warknęła Eli​se.
Nie zro​biłam ni​cze​go poza tym, do cze​go próbowałam was namówić. To ty mi nie wie​rzyłaś!
Zachowujesz się jak jakaś święta. To byli przestępcy. Robiłyśmy to samo, co każdy sędzia, tyle tylko, że w pięknych suk​niach.

Wybacz, Elise, ale nie. Sędzia bada argumenty za i przeciw i wydaje stosowny wyrok. Wy natomiast klepałyście wyuczoną formułkę, niczym pierwszoklasiści na akademii z okazji Dnia Matki.

Amisia całkiem rozsądnie tłumaczy, że nie mogła wtrącić człowieka na resztę życia za kratki wyłącznie dlatego, że w desperacji starał się zdobyć ciepłe ubrania dla swoich dzieci; co ciekawe, Kriss popiera jej stanowisko. Elise jojczy, że Singerówna jako zwykła obywatelka ma obowiązek słuchać ważniejszych od siebie i przestrzegać ustalonych przez nich zasad, na co Ami rzuca gniewnie, że najwyraźniej owe zasady są do rzyci.

Drzwi otworzyły się gwałtownie i do środka wtargnął król Clarkson, podczas gdy królowa Amberly i Maxon cze​ka​li na ko​ry​ta​rzu. Król złapał mnie moc​no za ramię – na szczęście to zdro​we – i pociągnął mnie za sobą.
Dokąd mnie za​bie​ra​cie? – za​py​tałam, a strach spra​wił, że mój od​dech stał się krótki i ury​wa​ny. Nie od​po​wie​dział.

Proszę, powiedzcie, że na szafot, proszę, powiedzcie, że na szafot....

...A niech to, nic z tego. Królewska rodzina po prostu zamyka się z Americą w kolejnym saloniku.

Przysięgałeś! – zagrzmiał [król]. – Powiedziałeś, że masz ją pod kontrolą. Najpierw ten wyskok podczas „Biu​le​ty​nu”, po​tem mało nie dałeś się zabić na da​chu, a te​raz to? To się musi dzi​siaj skończyć, Ma​xo​nie.

* z rozmarzonym uśmiechem * A nie mówiłam, że ten nagły atak zidiocenia był wyłącznie krótkim momentem słabości? I w dodatku Clarkson dopiero się rozgrzewa!

Maksiu tłumaczy tatce, że tak naprawdę powinien być zadowolony; skoro ludzie klaszczą, to znaczy, że lubią Amisię, a skoro ją lubią, to znaczy, że mogą się z nią utożsamiać. Odpowiedź władcy?

Pozwoliłem jej zostać, ponieważ uratowała ci życie. To ty jesteś dla mnie najcenniejszy, nie ona. Jeśli stracimy ciebie, stracimy wszystko. I nie mam na myśli tylko twojej śmierci. Jeśli nie poświęcisz się swojemu zadaniu, jeśli nie będziesz mieć jasnej wizji, wszystko się rozsypie.
(…)
Jesteś coraz bardziej ogłupiany – oznajmił oskarżycielsko król. – Zmieniasz się po trochu każdego dnia. Te dziewczęta, a ta najbar​dziej ze wszyst​kich, są bezużytecz​ne.

Clarkson?


 
Dlaczego, ach dlaczego Cass musiała stworzyć „Królową”? I pomyśleć, że gdyby nie ta nowelka, w rankingu moich ulubionych postaci przegoniłbyś Jeba i Brygadę N!

Król odwrócił się zno​wu do Ma​xo​na.
Mam dla cie​bie pro​po​zycję.
Nie je​stem za​in​te​re​so​wa​ny – od​parł na​tych​miast Ma​xon.

- W porządku – wzruszył ramionami Clarkson. - Mając na względzie twoje uczucia, chciałem ci zaproponować, abyśmy zamienili karę śmierci wobec tej tu na dożywotnie zamknięcie w klasztorze na pustkowiu. No, ale skoro nie chcesz...

Te dziewczęta to prawdziwa katastrofa. Nawet koneksje rodzinne tej Azjatki na nic mi się nie przydały. Dwójkę obchodzi tylko sława, a ta ostatnia, no dobrze, nie jest całkiem beznadziejna, ale moim zdaniem nie jest też dość dobra. A ta – powiedział, wskazując na mnie – nawet jeśli przedstawia sobą jakąś wartość, to kompletnie nie ma znaczenia w porównaniu z jej niezdolnością do zapanowania nad sobą. Wszystko idzie zupełnie nie tak.

Wiecie co? Chyba jednak zrobię sobie koszulkę z napisem 'Team Clarkson'. Trudno, najwyżej za jakiś czas przerobię ją na szmatę do podłogi.

Jaki jest jednak pomysł króla?

Odwołajmy to. Pozbądźmy się wszyst​kich dziewcząt.
Ma​xon otwo​rzył usta, żeby za​pro​te​sto​wać, ale król uniósł rękę.
Nie mówię, że masz pozostać kawalerem. Mówię tylko, że nadal mamy do dyspozycji zgłoszenia wszystkich chętnych dziewcząt z całego kraju. Czy nie byłoby miłe, gdybyś mógł osobiście wybrać, które z nich przyjadą do pałacu? Może znaj​dziesz jakąś po​dobną do córki króla Fran​cji. Pamiętasz, jak bar​dzo ci się po​do​bała?

No i sami powiedzcie – jak tu nie lubić Clarksona, a przynajmniej nie być pod wrażeniem jego rozumowania?
Przecież z której strony by nie spojrzeć, facet ma absolutną rację. Żadna z kandydatek (może z wyjątkiem Kriss) nie nadaje się na królową, a rozwiązanie tego cyrku niosłoby ze sobą dodatkową korzyść w postaci związania rąk buntownikom z Południa. Co więcej, nie można nawet oskarżyć króla o nieliczenie się z uczuciami syna, bo skoro Maks nadal się nie zdeklarował, to dla osób trzecich musi wyglądać to tak, jakby nie był pewny, jakiego dokonać wyboru, ergo – nie pałał do żadnej z dziewcząt naprawdę silnym uczuciem.

Cass, jeśli stworzony przez ciebie antagonista nie dość, że wykazuje się wyższym ilorazem inteligencji niż wszyscy inni bohaterowie razem wzięci, ale w dodatku podejmując decyzję bierze pod uwagę dobro swojego dziecka, to wiedz, że gdzieś popełniłaś błąd.

Opuściłam spoj​rze​nie. Ma​xon nig​dy mi nie wspo​mniał o żad​nej Fran​cuz​ce. Czułam się tak, jak​by ktoś wziął dłuto i odłupał kawałek mo​je​go ser​ca.

Och, biedactwo. Przypomnieć waćpannie o pewnym gwardziście?

Oj​cze, nie mógłbym tego zro​bić.
Ależ oczywiście, że byś mógł. Jesteś księciem. I wydaje mi się, że mieliśmy tu już dość wyskoków, by uznać, że ta par​tia nie spełnia na​szych ocze​ki​wań. Tym ra​zem mógłbyś mieć praw​dzi​wy wybór.
Zno​wu pod​niosłam głowę. Ma​xon nie od​ry​wał wzro​ku od podłogi i wi​działam, że się waha.
To mogłoby nawet na jakiś czas uspokoić rebeliantów. Pomyśl o tym! – dodał król. – Jeśli odeślemy te dziewczęta do domów, odczekamy kilka miesięcy, jakbyśmy zrezygnowali z Eliminacji, a potem sprowadzimy tu nową grupę uro​czych, wy​kształco​nych i miłych dziew​czyn… to by mogło wie​le zmie​nić.

Clarkson, proszę, przestań, ja naprawdę nie powinnam ci kibicować.

Ma​xon próbował coś po​wie​dzieć, ale tyl​ko za​mknął usta.
Tak czy inaczej powinieneś sobie zadać pytanie, czy to – król znowu wskazał na mnie – jest ktoś, z kim naprawdę mógłbyś spędzić resztę życia. Melodramatyczna, samolubna, chciwa na pieniądze i mówiąc całkiem szcze​rze, bar​dzo po​spo​li​ta. Po​patrz na nią, synu.

Doradźcie mi: czy ta koszulka powinna być różowa (jak na fankę przystało), czy raczej purpurowa, jako symbol mojego uwielbienia dla króla?

Oczy Ma​xo​na na mo​ment spo​tkały się z mo​imi, za​nim mu​siałam się odwrócić, żeby uniknąć upo​ko​rze​nia.
Dam ci kil​ka dni na za​sta​no​wie​nie. Te​raz muszę się zająć dzien​ni​ka​rza​mi. Am​ber​ly.
Zo​sta​wi​li nas sa​mych, kom​plet​nie onie​miałych. Po krótkiej chwi​li Ma​xon pod​szedł, żeby pomóc mi wstać.
Dziękuję.
Ma​xon tyl​ko skinął głową.
Chy​ba po​wi​nie​nem iść z nimi. Bez wątpie​nia będą także py​ta​nia do mnie.
To była bar​dzo szczo​dra ofer​ta – sko​men​to​wałam.
Chy​ba naj​bar​dziej wiel​ko​dusz​na, jaką kie​dy​kol​wiek od nie​go usłyszałem.
Nie chciałam wiedzieć, czy naprawdę to rozważa. Nie miałam już nic do dodania, więc wyminęłam go i wróciłam bocz​ny​mi scho​da​mi do mo​je​go po​ko​ju z na​dzieją, że uda mi się uciec od wszyst​kie​go, co czułam.

No dobrze. A teraz na poważnie.

Jak wszyscy wiecie, od czasów „Elity” niespecjalnie lubię Maxona. Ale szczerze mówiąc, jego słynne wyznanie wygenerowało jakieś 80% niechęci, jaką do niego odczuwam.

Pozostałe dwadzieścia leży w powyższym akapicie.

Pomińmy na chwilę fakt, że Clarkson ma absolutną rację; zgodnie z założeniami Cassolandu jest czarnym charakterem, a więc wszystko, co mówi, powinno być odbierane przez czytelników jako czysta złośliwość. Król właśnie obraził Americę – rzekomą wielką miłość księcia – nazywając ją niezbyt ładną egoistką łasą na pieniądze. Jak na te słowa zareagował Maksiu?

Nie zareagował w ogóle.

To – ów kompletny brak gotowości do bronienia ukochanej osoby przed atakiem (choćby i werbalnym) – jest tym, co ostatecznie skreśla Maxona w moich oczach. Nie wymagam od niego rozdzierania szat i wyzywania ojca na pojedynek (skoro zbiera od starego baty za byle przewinienie, strach pomyśleć, co by się stało, gdyby zmuszeni byli walczyć ze sobą na serio), ale choćby krótkie „Nie mów o niej w ten sposób” byłoby dowodem na to, że mimo swego strachu i poddańczego stosunku wobec papy Maksiu ceni kandydatkę na żonę na tyle, żeby nie dopuścić do upokarzania jej w ten sposób.

No, chyba że owa cisza była tak naprawdę milczącą zgodą – ale w takim razie muszę zapytać: Maxon, jeśli uważasz, że ojciec ma choć trochę racji, to dlaczego w ogóle trzymasz Singerównę w pałacu?

Kochanek z kartonu: 36

Amisia wraca do pokoju (zgadnijcie, gdzie są pokojówki...) i rozmyśla:

Zrobiłam dzisiaj słuszną rzecz, prawda? Wierzyłam w sprawiedliwość, ale Osądzenie nie było sprawiedliwością. Mimo to cały czas zastanawiałam się, czy udało mi się cokolwiek osiągnąć. Jeśli ten mężczyzna był z jakichś powodów wrogiem króla, w co musiałam wierzyć, z pewnością zostanie ukarany w jakiś inny sposób. Czy to wszystko było na nic?

Fantastyczna uwaga. Tak, Americo – jeśli Clarkson faktycznie jest takim potworem, za jakiego go uważasz, to twoje dzisiejsze zachowanie z pewnością mogło go sprowokować do podjęcia bardziej radykalnych kroków.

A chociaż wydawało się to całkowicie niepoważne, biorąc pod uwagę cały przebieg Osądzenia, nie potrafiłam prze​stać myśleć o tej fran​cu​skiej księżnicz​ce. Dla​cze​go Ma​xon o niej nie wspo​mi​nał? Czy często tu bywała?

Nie przejmuj się, Amisiu; jedyną rolą Francuzki w tej serii jest pokazanie, o ile jesteś od niej lepsza (Cass, jak się w swoim czasie przekonamy, generalnie ma jakiś problem z francuską rodziną królewską; biorąc pod uwagę, że inną osobą, z którą ma problem jest Clarkson, możecie zapewne z łatwością domyślić się, jakie uczucia żywię do la famille royale de France).

Do sypialni Ami wpraszają się pozostałe kandydatki i rozsiadają się na łóżku naszej heroiny. Dziewczyny martwią się o Amisię, ale ta zapewnia je, że król ograniczył swój atak wściekłości do kilku ostrych słów i groźby pozbycia się jej z pałacu. Elise przeprasza Singerównę za wcześniejszy wybuch i tłumaczy, że to wina stresu; mimo że stara się ze wszystkich sił, czuje, że nie jest dla Maxona tak ważna jak pozostałe dziewczęta.

To nieprawda – sprzeciwiła się Kriss. – W tym momencie wszystkie jesteśmy ważne dla Maxona. Inaczej by nas tu nie było.
On się boi zawęzić wybór do finałowej trójki – od​pa​ro​wała Eli​se. – Wte​dy będzie mu​siał wy​bie​rać, zda​je się, w ciągu czte​rech dni. Za​trzy​mu​je mnie, żeby nie po​dej​mo​wać tej de​cy​zji.

...Cóż, niespodziewana wiadomość jest niespodziewana.

Ale wiecie co? Ta informacja stawia Maxona – o ile to w ogóle możliwe – w jeszcze gorszym świetle, niż dotychczas. Buntownicy z Południa radośnie wyrzynają w pień setki obywateli dziennie... a ta mameja nie dość, że nie decyduje się w try miga skończyć konkursu, to nawet nie odsyła przedstawicielki żadnej z kast (co, przypominam, mogłoby uratować mnóstwo potencjalnych żyć) bo... nie chce mu się jeszcze podejmować ostatecznej decyzji. Albowiem, nieprawdaż, to dosyć trudne, a Maksiu bardzo nie lubi wszystkiego, co może prowadzić do choćby najdrobniejszego psychicznego dyskomfortu.

Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 30

Dziewczęta licytują się między sobą, która z nich jest owym „kołem ratunkowym”:

Żadna z nas nie jest Am​ber​ly, praw​da?
Za bar​dzo lubię szo​ko​wać lu​dzi – przy​znała Ce​le​ste.
A ja wolałabym się scho​wać niż robić połowę tych rze​czy, które ona musi robić. – Eli​se opuściła głowę.
Ja je​stem zbyt po​ryw​cza – wzru​szyłam ra​mio​na​mi, przy​znając się do mo​jej głównej wady.
A ja nig​dy nie będę miała jej pew​ności sie​bie – wes​tchnęła Kriss.

Kochane, uwierzcie mi na słowo; przy wszystkich swoich licznych zaletach Amberly NAPRAWDĘ nie powinna być stawiana nastolatkom za wzór.

Ale, ale! Celeste przerywa owo pity party szokującym wyznaniem:

Ale chyba wszystkie się zgodzimy, że każda z was będzie lepszym wy​bo​rem ode mnie.
(...)
Właściwie już rozmawiałam o tym z Ami i niedawno załatwiłam też sprawę z pokojówkami, ale nie miałam jeszcze okazji, żeby was dwie prze​pro​sić.
Kriss i Eli​se po​pa​trzyły na sie​bie prze​lot​nie, a po​tem zno​wu odwróciły się do Ce​le​ste.
Kriss, zepsułam ci przyjęcie urodzinowe – powiedziała szybko. – Tylko ty jedna miałaś okazję obchodzić uro​dzi​ny w pałacu, a ja ode​brałam ci tę chwilę. Bar​dzo prze​pra​szam.

Jakkolwiek uważam, że to bardzo miłe i budujące, gdy człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę ze swoich przywar i pracować nad swym charakterem, muszę spytać: skąd, u licha, ta nagła zmiana w zachowaniu Celeste?

Pytam serio. Ja wiem, syndrom Brata Kandydatki Samo Dobro, światło wewnętrzne Mary Sue rozjaśniające drogę błądzącym i tak dalej, ale na litość – nawet Kyle musiał zostać ocalony przed egzekucją/wygnaniem przez Wagabundę, żeby zacząć traktować przyzwoicie naszego kosmicznego tasiemca. Celeste natomiast przeczytała artykuł traktujący o dupie Maryni, który najwyraźniej zdołał przestawić jej psychikę o 180 stopni; nie dość, że nie walczy już aktywnie o koronę i uwielbia nasze Mzimu (co akurat było do przewidzenia), to jeszcze w dodatku jest słodka niczym miód dla całego otoczenia i aktywnie stara się uzyskać wybaczenie dawnych – nazwijmy to – ofiar. I znów - wszystko pięknie, tylko... może by tak jakieś drobne psychologiczne uzasadnienie tej kompletnej zmiany osobowości? Cokolwiek?

Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr: 38

Kriss wzru​szyła ra​mio​na​mi.
Ostatecznie wszystko dobrze się skończyło. Dzięki tobie miałam okazję do długiej rozmowy z Maxonem. Już daw​no ci to wy​ba​czyłam.
Ce​le​ste na​prawdę wyglądała, jak​by miała się rozpłakać, ale zmu​siła zaciśnięte war​gi do uśmie​chu.
To bardzo wspaniałomyślne, biorąc pod uwagę, że ja nie do końca potrafię to sobie wybaczyć. – Ostrożnie otarła rzęsy.

...Okej, teraz to zaczynam podejrzewać, że Celeste zwyczajnie się zgrywa (spoiler alert: nic z tego). Dziewczyno, na litość, zniszczyłaś jej jedną z pięciu tysięcy kiecek, a nie wymordowałaś pół rodziny!

Wtedy czułam się okropnie, ale teraz naprawdę nie ma o czym mówić. Nic się nie stało. Przynajmniej to nie było tak, jak z Anną.
Ce​le​ste ze wsty​dem przewróciła ocza​mi.
Nawet mi nie przypominaj. Czasem zastanawiam się, jak daleko by zaszła, gdybym nie… – Potrząsnęła głową i popatrzyła na Elise. – Nie wiem, czy zdołasz mi wybaczyć to wszystko, co ci zrobiłam. Nawet te rzeczy, kie​dy nie wie​działaś, że to byłam ja.
Za​wsze do​brze wy​cho​wa​na Eli​se nie wy​buchnęła tak, jak za​pew​ne ja bym to zro​biła na jej miej​scu.
– Masz na myśli szkło w mo​ich pan​to​flach, pocięte suk​nie w sza​fie i utle​niacz w szam​po​nie?

Celeste, a nie wkładałaś im przypadkiem w nocy ręki do miski z ciepłą wodą? Słowo daję, czuję się, jakbym czytała wyznania wyjątkowo niedojrzałych przedszkolaków.

Nig​dy się nie od​zy​wałaś, pra​wie nic nie robiłaś. Uznałam, że je​steś najłatwiej​szym ce​lem i byłam zdu​mio​na, że się nie załamałaś.
Nigdy nie przyniosłabym wstydu mojej rodzinie, wycofując się – oznajmiła Elise.


Powinni być dumni z tego wszystkiego, co znosiłaś. Gdyby moi rodzice mieli pojęcie, jak nisko upadłam… Nie wiem, co by powiedzieli. Gdyby wiedzieli o tym rodzice Maxona, na pewno już by mnie stąd wyrzucili. Nie na​daję się do tej roli – po​wie​działa Ce​le​ste, z tru​dem zdo​by​wając się na to wy​zna​nie.
Po​chy​liłam się i położyłam ręce na jej dłoniach.
Myślę, że ta od​mia​na te​raz po​ka​zu​je, że tak nie jest, Ce​le​ste.

Ta odmiana pokazuje co najwyżej, że Celeste podwędziła duetowi Kyle&Jared ich ulubione psychotropy.

Celeste jeszcze raz przeprasza Elise; ta przez chwilę droczy się z nią twierdząc, że mogłaby o wszystkim donieść Maxonowi (ma wszak dwoje świadków), ale ostatecznie wybacza Celeste jej nieuczciwe zagrania, albowiem chce się zachować „uczciwie”. Nie do końca łapię jej tok rozumowania – wszak donos o złamaniu regulaminu jest jak najbardziej fair w kontekście eliminacyjnych gier – ale dziewczyny są pod wrażeniem tej decyzji.

Rany – odezwała się Kriss, chcąc zmienić temat. – Naprawdę nie zamierzałabym na ciebie skarżyć, Celeste, ale… nie pomyślałam o tym, że miałabym tak postąpić z powodów honorowych. – Odwróciła się do Elise, mając na myśli jej słowa.
Zawsze o tym myślę – przyznała się Elise. – Muszę się trzymać tak dobrze, jak mogę, szczególnie, że jeśli nie wy​gram, przy​niosę wstyd mo​jej ro​dzi​nie.

No to teraz w innej wersji językowej:




Jak mogą uznać, że to twoja wina, skoro to Maxon dokonuje wyboru? – zapytała Kriss, poprawiając się i sia​dając wy​god​niej. – Dla​cze​go to miałoby spra​wić, że przy​nie​siesz im wstyd?
Eli​se odwróciła się do nas i wyjaśniła w końcu, co ją dręczy.
Z powodu aranżowanych małżeństw. Najlepsze dziewczęta dostają najlepszych mężczyzn i na odwrót. Maxon jest szczytem doskonałości. Jeśli przegram, to znaczy, że nie byłam dostatecznie dobra. Moja rodzina nie będzie myślała, że za tym wyborem stoją uczucia, chociaż ja wiem, że on będzie się nimi kierował. Popatrzą na to logicznie. Moje urodzenie, uzdolnienia… zostałam wychowana tak, żeby zasługiwać na najlepszego męża, więc jeśli go nie do​stanę, to kto mnie weźmie?

Nie mam pojęcia, jak w dzisiejszej Azji wygląda kwestia aranżowania małżeństw, ale jedno mogę Wam powiedzieć z całym przekonaniem; znalazłam w odmętach internetu wiele komentarzy krytykujących takie, a nie inne przedstawienie postaci Elise – rodem z piosenki w zalinkowanym przeze mnie filmiku (jeden z nich pojawił się wręcz na oficjalnym Tumblrze Cass). I w sumie ciężko się dziwić – ta postać to jeden wielki chodzący stereotyp, do dopełnienia obrazu brakuje jej tylko charakterystycznego kapelusza (no wiecie, jak w Chinach) tudzież kimona (no wiecie, jak w Japonii); ciężko powiedzieć, która opcja bardziej odpowiada kulturze panującej stworzonej przez Cass Nowej Azji.

Jak mała Kiera wyobraża sobie...: 82

Kriss przekonuje Elise, że jako kandydatka Eliminacji tak czy siak będzie miała do wyboru, do koloru potencjalnych narzeczonych; atmosfera się oczyszcza, dziewczyny zaczynają gawędzić o głupotkach.

Celeste nawet wyglądała inaczej, kiedy pozbyła się już ciążących jej na sercu tajemnic. Została wychowana jako specyficzny rodzaj piękności. Jej uroda zależała od maskowania pewnych rzeczy, wykorzystywania oświetlenia i bezustannego dążenia do perfekcji. Ale inny rodzaj piękna brał się z pokory i uczciwości, a teraz właśnie takim pięknem promieniała.

Wybaczcie, ja jednak zostanę przy wersji z psychotropami.

Piżama party przerywa nagłe przybycie Maxona; z racji braku pokojówek (te siedzą już tam, gdzie trzeba), książę tym razem wygania z sypialni wszystkie panny niebędące Americą.

Celeste podeszła do Maxona tak pewna sie​bie, jak za​wsze, i szepnęła mu coś do ucha. Kie​dy skończyła, uśmiechnął się.
Mam na​dzieję, że to nie będzie po​trzeb​ne.
To do​brze. – Wyszła, za​my​kając za sobą drzwi, a ja wstałam i przy​go​to​wałam się na to, co ma nastąpić.
O co jej cho​dziło? – za​py​tałam, ru​chem głowy wska​zując drzwi.
O, Celeste chciała mi tylko jasno powiedzieć, że jeśli cię skrzywdzę, to będę przez nią płakać – wyjaśnił Ma​xon z uśmie​chem.

...Wiecie co? To musiała być specyficzna odmiana towaru, najprawdopodobniej ta sama, którą Brat Samo Dobro zażył tuż przed przywiezieniem do jaskini opętanej przez pasożyta narzeczonej.

Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr: 39

Amisia pyta Maksia, czy zamierza pójść za radą ojczulka:

Nie. Przez moment to była kusząca myśl, ale nie chcę zaczynać wszystkiego od nowa. Lubię moje niedoskonałe dziewczęta. – Wzruszył ramionami z zadowoloną miną. – Poza tym ojciec nie wie o Auguście ani o tym, jakie cele mają rebelianci z Północy, ani o niczym podobnym. Jego rozwiązania, takie jak wycofanie się te​raz, za​działałyby tyl​ko na krótką metę.

- Za to moje, polegające na uzbrajaniu buntowników na koszt królewskiego skarbca z pewnością będą miały skutek długofalowy, pytanie tylko, jakiego rodzaju.

Użyj mózgu, Luke: 167

Odetchnęłam z ulgą. Miałam nadzieję, że Maxonowi zależy na mnie dostatecznie, żeby nie pozwolił mnie odesłać, ale po tej roz​mo​wie z dziewczętami nie chciałam także, żeby je to spo​tkało.

Dlaczego, na litość?! Doskonale wiesz, że Elise i Celeste wcale nie kochają Maxona (a skoro rzekomo tak strasznie ci na nim zależy i wiesz, że szuka on prawdziwej miłości, to powinnaś mieć na względzie i jego szczęście), a co ważniejsze – ich odejście z pewnością przyczyniłoby się do zwiększenia bezpieczeństwa w kraju, choćby i tylko w obrębie jednej – dwóch grup społecznych!

Użyj mózgu, Luke: 168

Poza tym – dodał, nadal za​do​wo​lo​ny z sie​bie – po​win​naś była zo​ba​czyć dzien​ni​ka​rzy.
Dla​cze​go? Co się stało? – do​py​ty​wałam się, pod​chodząc bliżej.
Po raz kolejny zrobiłaś na nich wrażenie. Wydaje mi się, że nawet ja nie rozumiem w tej chwili nastrojów, panujących w kraju.

Pomogę ci: ludzie są trochę zdenerwowani, bo w każdej chwili może ich napaść szaleniec - antymonarchista z siekierą.

On [Clarkson] rządzi krajem w taki sam sposób, jak rządzi mną. Uważa, że nikt poza nim nie jest zdolny do podejmowania właściwych decyzji, więc wymusza swój punkt widzenia na innych.

Biorąc pod uwagę, że jedyni możliwi „inni” to ty, w zupełności zgadzam się z królem.

Prze​rażasz go, ale nie może cię wy​rzu​cić. Je​steś uwiel​bia​na, Ami.
 
Naiwność Maksia naprawdę mnie rozbraja. Oj, niebożę, żebyś się nie zdziwił, jeśli podczas kolejnego ataku na pałac Ami „przypadkowo” znajdzie się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie...

Uwiel​bia​na?
Ma​xon skinął głową.
A… ja podzielam to zdanie. Dlatego niezależnie od tego, co on powie lub zrobi, nie trać wiary. Nic nie jest jesz​cze skończo​ne.

CIEKAWE, Z CZYJEJ WINY.

Wszystko cacy, ale Amisię dręczą pewne wątpliwości; zgaduj – zgadula, czego dotyczą.

Wiem, że to za​brzmi głupio… Ale kim jest córka króla Fran​cji?

Księżniczką Francji.




Ma na imię Daphne. Przed rozpoczęciem Eliminacji była jedyną dziewczyną, jaką miałem okazję lepiej po​znać.
I?
Roześmiał się bezgłośnie.
I nieco później odkryłem, że jej uczucia do mnie są trochę głębsze od zwykłej przyjaźni. Ale nie od​wza​jem​niałem tych uczuć. Nie mógłbym.
Czy było z nią coś nie tak, czy…

Tak, popełniła śmiertelny grzech niebycia naczelną Marysujką serii. Swoją ścieżką, „Książę” to druga po „Królowej” nowelka, której omówienia na tym blogu nie mogę się doczekać, między innymi z powodu tego wątku.

Maxon zapewnia Amisię, że Daphne po prostu nie była „tą jedyną”, a jego ojciec wspomniał o niej wyłącznie po to, by zdenerwować Singerównę.

Widzę, że to robisz, Ami. Porównujesz siebie do mojej matki, do reszty Elity, do wersji siebie, jaką swoim zdaniem powinnaś być, a teraz próbujesz się porównywać do osoby, o której istnieniu nie wiedziałaś jeszcze kil​ka go​dzin temu.
To była prawda. Już zaczęłam się zastanawiać, czy jest ładniejsza ode mnie, mądrzejsza ode mnie, i czy wy​ma​wia imię Ma​xo​na z prze​sad​nie za​lot​nym ak​cen​tem.

Wredna Daphne, jak śmie posiadać zalotny francuski akcent!

Ami – po​wie​dział Ma​xon, biorąc moją twarz w dłonie.
Gdy​by ona miała zna​cze​nie, po​wie​działbym ci o niej. Tak jak ty byś mi po​wie​działa coś ta​kie​go.



Och, ty naiwny biedaku.

Żołądek mi się zacisnął. Nie byłam całkowicie szczera z Maxonem. Ale kiedy wpatrywał się tak głęboko w moje oczy, łatwo mi było nie myśleć o tym. Mogłabym zapomnieć o wszystkim, co nas otaczało, kiedy patrzył na mnie w taki sposób. I to właśnie zrobiłam.
Wpadłam w ramiona Maxona, przytulając się mocno do niego. Nie było miejsca na świecie, w którym pragnęłabym się zn​leźć bardziej.



I to już wszystko na dziś. A za tydzień: kolejny zatarg na linii Clarkson - Amisia i wizyta w pokoju Maxona.
Zostańcie z nami!


Statystyka:

Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr: 39
Dobre Mzimu: 37
Jak mała Kiera wyobraża sobie...: 82
Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 30
Kochanek z kartonu: 36
Konkurencja dla Kajusza: 41
Nie, nie jesteśmy w Panem: 31
Osiołkowi w żłoby dano: 52
Queen (Bee) Wannabe: 69
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem: 9
Twierdza Monty Pythona: 18
Użyj mózgu, Luke: 168


Maryboo

20 komentarzy:

  1. Clarkson to moja trzecia ulubiona postać w tym uniwersum, zaraz po Mieciu i Heniu.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Aha, zaoszczędziłam kilka cennych sekund Waszego życia pomijając akapit traktujący ze szczegółami o kroju owej kiecki. Nie ma za co."
    Maryboo, błogosławionaś tyś...

    Wiecie co, mam teorię, dlaczego tłum cieszy się jak głupi, niezależnie od tego, co się dzieje. Im po prostu zapłacono za klaskanie i wiwaty, ale jako że dla Clarksona pracuje taka kadra a nie inna, podczas zatrudniania zapomniano wspomnieć, kiedy nie powinni klaskać, więc oklaskują wszystko jak leci.

    Też nie wiem, jak to jest we współczesnej Azji, ale Elise jakoś mi nie działa na nerwy. Bycie chodzącym stereotypem to okropny los, tak jak zostanie naczelnym samobieżnym penisem serii czy coś, ale Cass mogła użyć tych jeszcze mniej sympatycznych niż ten o nieprzynoszeniu wstydu rodzinie. Szczerze mówiąc, taki tekst mogłaby puścić osoba z każdego zakątku świata, przynajmniej według mnie, o ile została wychowana w odpowiedni sposób. Jedyne, co mnie smuci to to, że to właściwie JEDYNA cecha Elise i to tutaj zaczynają się problemy.

    Poza tym, dlaczego król po prostu nie wcieli swojego jako tako rozsądnego pomysłu w życie i nie powysyła tych panien do domu? Na cholerę mu zgoda Maksia, skoro w ten sposób nikomu nie robi krzywdy, a w dodatku ratuje ludzkie życia?

    Przemiana Celeste jest tak nieprawdopodobna, że rzeczywiście jedynym wyjaśnieniem są te psychotropy. Albo pasożyt. Albo coś ją opętało. Ale podejrzewam, że Ami musiała mieć jakąś "kumpelę" pod ręką, skoro Marlee już nie ma. Taka wielka przyjaźń, są tak blisko siebie, a spotkały się ze dwa razy tak swoją drogą... No cóż, Cass ma inne priorytety.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiecie co, będę chyba już zawsze lubić tę serię za inspirację "jak pisać idiotki z wyższych sfer" :)
    Koszulka różowa z purpurowym napisem. Albo na odwrót :D
    Anyway, przy okazji kiecek - poczytajcie sobie "Klejnot i wachlarz". Tym ciekawsze wrażenia, że autor dobry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy przez "Purpurowy" rozumiecie "Fioletowy"?
      W każdym bądź razie Królewski kolor ze złotym napisem.
      A bycie z "wyższych sfer" nie powinno oznaczać bycia idiotką.

      Usuń
    2. Wiem, że nie oznacza, ale moje panienki właśnie takie miały być: z dobrymi intencjami i ambicjami, ale głupiutkie i kompletnie nie nadające się do sprawowania władzy w jakimkolwiek zakresie - a złośliwy autor oczywiście w takiej sytuacji je stawiał. Tymczasowo, bo szkoda kraju i obywateli :)

      Usuń
  4. W dzisiejszej Azji (mam na myśli obszar Chiny, Korea, Japonia) wygląda to tak, że coraz częściej kobiety wybierają karierę zamiast małżeństwa i to one, jeśli już zdecydują się na związek, wybierają sobie partnera, który nie jest nieudacznikiem i nie zarabia mniej od nich. W sytuacji książkowej to by się może nie do końca sprawdziło ze względu na kasty i na to, że w sumie Elise nie ma innych ambicji poza byciem czyjąś żoną.
    Druga sprawa wygląda tak, że często w Azji kobiety nie decydują się na związki bo nie mają złudzeń, że będzie jak w hollywoodzkim filmie, z "i żyli długo i szczęśliwie", więc nie chcą tracić na to czasu - stąd też popularność klubów dla pań. W świecie Cass jednak można to wszystko zignorować, bo Elise od początku nie ma nadziei odnaleźć w pałacu miłość.
    Słyszy się też wiele o niewiarygodnych operacjach plastycznych, na przykład w Korei, które produkują tysiące identycznych ślicznotek - w innym wypadku te kobiety podobno nie miałyby szans na znalezienie partnera czy dobrej pracy, bo oczekiwania są bardzo wysokie - już nie wspomnę o edukacji. Mój wniosek z tego jest taki, że coraz częściej liczy się wkład własny i własne chęci i to ludzie sami stają się wybredni, bez mieszania w to aranżowanych małżeństw (co nie znaczy, że ich nie ma - w tym wypadku nadal często niezwykle ważna jest opinia rodziców i można spotkać się z silnym oporem/naporem, z którym wielu młodych nadal się liczy).

    Goma

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż, dzięki wam jestem w Team Clarkson <3

    A ta książka jest tak zła, że moje opowiadania z podstawówki miały więcej głębi.
    A pisałam wtedy bohater przez "ch"

    OdpowiedzUsuń
  6. Co będziecie analizować po Jedynej? Od razu Następczynię, czy najpierw te nowelki? Nie mogę zdecydować, na co czekam z większą niecierpliwością :D
    MiMi

    OdpowiedzUsuń
  7. A jak dla mnie to najlepsze od dawna rozdziały. Po pierwsze panienki robią przez chwilę coś co nie jest wzdychaniem do Maxona. Po drugie jest przynajmniej minimum konfliktu nie opartego o trójkąciki/wielokąciki miłosne (Amisia i Ośrodek). I finally, Clarkson ma w końcu dłuższą kwestię, gdzie może promieniować zajebistością (W jednym zdaniu zrobił Ami lepszą charakterystykę niż Cass/narrator przez poprzednie dwa tomy). Słowem: gdyby Cass trzymała taki poziom przez całość książki, nie byłby to może aż taki gniot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krótko podsumowując: ta seria potrzebuje więcej Clarksona. I na pewno NIE potrzebuje "Królowej".

      Usuń
  8. najważniejszym zadaniem tyrana jest sprawiać wrażenie, że jego decyzje są powodowane wyższą koniecznością, a wszystkie okrucieństwa i niesprawiedliwości to jedynie uzasadniona reakcja na anarchistyczne działania wrogów systemu.

    Zgadzam się na 120 %.

    le choćby krótkie „Nie mów o niej w ten sposób” byłoby dowodem na to, że mimo swego strachu i poddańczego stosunku wobec papy Maksiu ceni kandydatkę na żonę na tyle, żeby nie dopuścić do upokarzania jej w ten sposób.

    I z tym też.Miętki ten Maxiu, normalne nastolatki są odważniejsze niż on.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiecie co, tutaj Maxon trochę przypomina mi pewnego pana młodego. Na larpie nasza grupa (sześć potworów+trójka mrocznych elfów, w tym kapłanka) zgubiła się, zobaczyliśmy jakiś dom weselny i uznaliśmy, że możemy wbić się na wesele i zrobić weselnikom niespodziankę. Po odegraniu zabicia weselników bezpieczną bronią kapłanka podeszła do panny młodej i odegrała złożenie krwawej ofiary.
    Pan młody nawet nie drgnął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee... Jeśli na serio to zrobiliście, to powiem, że "karny jeżyk potrzebny od zaraz +500"...
      A pan młody faktycznie dziwny.

      Usuń
  10. Elise tak bardzo jest stylizowana na Mulan z tym konfliktem "nie mogę zawieść rodziny", że tylko czekałam, aż po odrzuceniu przez Maxona pójdzie do ogrodu i zacznie nucić "smutno mi, narzeczoną dziś nie potrafię być!". Co jest... Żałosne. Serio, dało się z niej zrobić ciekawą postać, ale ta biedaczka to chodzący stereotyp... A szkoda, fajnie byłoby przeczytać konflikt dziewczyny, która z jednej strony ma wymagania rodziny, z drugiej zaś własny charakter i plany.
    Maxon zaś... Cóż, mam do niego cień sympatii, ale zgadzam się, że pozwalanie na obrażanie swojej "ukochanej" jest żałosne i wredne, zwyczajnie wredne. Chyba bym zabiła swojego faceta, gdyby jego ojciec mnie tak obraził, a on by nawet słowa nie powiedział!
    Z drugiej strony jednak czy znajdzie się tu ktoś, kto jest mi w stanie z czystym sumieniem powiedzieć, że Clarkson nie miał racji? WSZYSTKO co powiedział o Americe było prawdą, dokładnie każde słowo. Tylko jeśli Maxon się z tym zgadza (jego milczenie to sugeruje) to dlaczego ciągle chce Ami?
    . . . Tyle logicznych pytań, a zero odpowiedzi xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może on po prostu nie myśli tą częścią ciała, która do tego służy. Ale z drugiej strony gdyby tak było już by Ami przeleciał - miział się wszak z Celeste. Jedynym wyjaśnieniem są jakieś mocno masochistyczne skłonności naszego ulubionego księcia.

      Clarkson jest wspaniały. Jeszcze nie czytałam Królowej i dopóki tego nie zrobię, mam zamiar kibicować królowi :)

      rose29

      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam wyjaśnienie wszystkiego co tu się stało,proste i logiczne.America parę rozdziałów temu poprosiła swoją książęcą amebę by załatwił jej prawdziwego zbrodniarza, bo ona nie chce skazywać nikogo za byle co.Maxon pogadał z królem,a ten wzruszył ramionami i wyznaczył jej seryjnego mordercę skazanego na dożywocie,niech ma.
    Przynajmniej może stwierdzi,że ciężar obowiązków królowej jest nie dla niej,gdy zmierzy się z taką sytuacją.

    Wampira Illei,mordercę 40 osób, złapano w istocie na drobnej kradzieży,która doprowadziła do przeszukania jego domu w poszukiwaniu kradzionych dóbr i odkrycia licznych morderstw.Sprawca twardo,do ostatka szedł w zapartę twierdząc,że kradnie tylko ubranka dla swoich biednych dzieci,ale dowody były niepodważalne a wyrok zgodny z prawem.Na osądzeniu psychopata skłamał, jak to miał w zwyczaju.Amisia miała możliwość zapytania króla o jego rzeczywistą winę,ale nie zrobiła tego, ponieważ zamiast uczyć się procedury Osądzenia myślała,czy włożyć kieckę czarno niebieską czy biało złotą. W rezultacie na Osądzeniu łyknęła kłamstwo jak tłusta gęś paszę. Wykupiła, ku szokowi zgromadzonych na zewnątrz mordercę( który oczywiście został zatrzymany zaraz za bramami pałacu,nie sądzicie chyba,że Clarkson pozwala kryminalistom biegać po ulicy).

    Clarkson oczywiście nie uśmiechał się złośliwie do Amisi, uśmiechał się do kamer, ta egocentryczka wszystko bierze do siebie....mam wrażenie,ze ta interpretacja ma więcej sensu, niż to,co się naprawdę stało. Czytamy punkt widzenia bohaterki.Nie zapominajmy-ona jest głupia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobre wyjaśnienie. Za dobre, jak na Cass. Ona by na to nie wpadła. ;)

      Usuń