sobota, 10 stycznia 2015

Rozdziały XI i XII

Ponieważ mój komputer jest ostatnimi czasy bardzo marudny, na wszelki wypadek dodaję nową notkę nieco wcześniej. Enjoy!


Rozdział 11

W poprzednim odcinku: America złamała łącznie mniej więcej pięćdziesiąt zasad dobrego wychowania, reguł obowiązujących podczas Eliminacji oraz dworskiej etykiety jako takiej i jak to zwykle bywa w przypadku głównych bohaterek opek, nie poniosła absolutnie żadnych konsekwencji swojego niedojrzałego zachowania.

Nastaje nowy dzień, Amisię budzi odgłos krzątających się cichutko po sypialni pokojówek.

Dużo czasu zabrało mi uspokojenie się po tych wszystkich emocjach, a jeszcze więcej – opanowanie nerwów, kiedy uświadomiłam sobie, co dokładnie ta rozmowa w ogrodzie oznaczała dla mnie. Jeśli będę miała okazję, przeproszę Maxona. To cud, że pozwolił mi się posunąć tak daleko.

Nie, poważnie?

Ami jęczy, że nie chce wstawać z łóżka, co wywołuje uśmiechy na twarzach pokojówek:

Prawdopodobnie to z nimi najprędzej mogłam się zaprzyjaźnić w pałacu. Zastanawiałam się, czy zostaną moimi powierniczkami, czy też szkolenie i protokół sprawią, że nie będzie im wolno nawet napić się ze mną herbaty. Urodziłam się jako Piątka, ale teraz chodziłam w glorii Trójki, a one jako pokojówki musiały być Szóstkami. To mi nie przeszkadzało, lubiłam przebywać w towarzystwie Szóstek.

Ludzka pani. Ale na wszelki wypadek noś coś dezynfekcji dłoni, jeszcze złapiesz jakieś zarazki od tego pospólstwa.

Dobre Mzimu: 7

Pokojówki zauważają brudne plamy na odzieży Ami, ale zgodnie z wpojoną im dyskrecją o nic nie pytają i w ciszy szykują dziewczynie kąpiel.

Nie byłam przyzwyczajona do chodzenia nago przy innych – nawet przy mamie czy May – ale najwyraźniej nie miałam wyboru. Te dziewczyny miały ubierać mnie tak długo, jak długo tu będę, więc musiałam to wytrzymać aż do wyjazdu.

Szczerze mówiąc, też tego do końca nie łapię. Rozumiem, że Americe może być ciężko samej zapiąć wieczorową suknię, ale chyba jest w stanie założyć bieliznę nie robiąc sobie przy tym krzywdy?

America zastanawia się, czy dziewczęta zostały zatrudnione specjalnie na Eliminacje, czy też na czas konkursu zostały zwolnione z dotychczasowych robót, ale ponieważ nie chce być wścibska zatrzymuje te pytania dla siebie.

Po kąpieli Anne wysuszyła mi włosy i związała je wstążkami, które przywiozłam z domu.

...cóż, miło było cię poznać; miejmy nadzieję, iż Maxon wzorem prowadzących teleturniejów ma przygotowane zestawy upominkowe dla przegranych.

Naprawdę, jak głupia jest ta dziewczyna? Zasady Eliminacji nie są skomplikowane i zmieściłyby się na pojedynczej kartce A4, do tego czasu powinna była je spamiętać. Americo, słoneczko: NIE MASZ PRAWA NOSIĆ NICZEGO, CO NIE JEST WŁASNOŚCIĄ PAŁACU. Kropka. Zgadzam się, że to dosyć dziwny przepis, ale takie są reguły gry. I na wypadek, gdybyście byli ciekawi: nie, to nie jest kolejny pokaz nonkonformizmu ze strony naszej heroiny, Cass autentycznie zapomniała, co napisała kilka stron wcześniej. Wygląda na to, że Meyer to niejedyna aŁtoreczka cierpiąca na galopującą sklerozę.

Mogłam przebierać w przygotowanej biżuterii, ale poprosiłam o moje pudełko, w którym miałam malutki wisiorek ze słowikiem. Dostałam go od taty, a ponieważ był ze srebra, pasował do broszki z moim imieniem.

* wzdycha ciężko * No, nieważne; tak czy inaczej, zapamiętajcie ten wisiorek. Nie, on nie będzie miał żadnego większego znaczenia dla dalszej fabuły, ale pamięć o tym bibelocie przyda nam się w (nie tak znów bardzo) odległej przyszłości.

A tak swoją drogą...ta biżuteria przedstawiająca ptaka...

Nie, nie jesteśmy w Panem: 18

Jeszcze tylko leTki makijaż i można schodzić na śniadanie.

Byłam pierwsza, więc usiadłam na niedużej sofie, żeby zaczekać na resztę. W końcu zaczęły się pojedynczo schodzić pozostałe kandydatki, a ja szybko zauważyłam wspólną cechę: wszystkie wyglądały olśniewająco. Miały włosy splecione w skomplikowane warkocze lub pozwijane w pukle i odgarnięte z twarzy, starannie zrobiony makijaż i nienagannie wygładzone sukienki.
Ja na ten pierwszy dzień wybrałam chyba najskromniejszą ze swoich sukienek. Wszystkie dziewczyny poza mną były obwieszone biżuterią.
(…)
Wszystkie poza mną wyglądały jak Jedynki. Ja wyglądałam jak Piątka w ładnej sukience.

Zgodnie z trendem zapoczątkowanym przez Beige, czas na gif z ANTM!



Tak, Cass, właśnie to dajesz nam do zrozumienia w tym cytacie. I nie, głodne kawałki w stylu:

Szybkie spojrzenie upewniło mnie, że idąc obok Marlee i Tiny wyglądam całkowicie przeciętnie.

kompletnie mnie nie przekonują, jeśli zaraz po nich wyskakujesz z takim oto zdaniem:

Przynajmniej nadal przypominałam siebie, a to stanowiło niewielką pociechę.

Innymi słowy, nasza świeża jak rosa o poranku Mary Sue wygląda skromnie, ale och! jakże naturalnie, podczas gdy pozostałe pustaki musiały obwiesić się błyskotkami i zaszpachlować całą twarz, żeby zrobić jako-takie wrażenie. Rozpłakałabym się ze wzruszenia, ale poświęciłam wszystkie moje kryształowe łzy na opłakiwanie głodu panującego w rodzinie Singerów.

Dziewczyny wchodzą do Sali Wielkiej, gdzie czekają na nie stoliki i znajdująca się na owych stolikach zastawa stołowa, nigdzie za to nie widać śniadanka. Coś mi mówi że będziemy odgrywać scenę nauki etykiety z Pretty Woman.

Panny rozsiadają się według własnego widzimisię, więc Ami ląduje koło Marlee i Ashley. Mimo że w rogu sali znajdują się kamery (Wielki Brat czuwa!), nasza bohaterka postanawia zacząć nieobowiązującą pogawędkę z drugą z towarzyszek; ponieważ są prawdziwymi kobietami, miast o głupotach w rodzaju ulubionych książek czy filmów decydują się na dyskusję na temat pałacowej biżuterii. Czy jest w tej książce jakaś – jakakolwiek – postać z macicą, której zainteresowania wykraczają poza ciuchy, ozdóbki i facetów? Fanka gier komputerowych? Mistrzyni origami? Ktokolwiek?

Do sali wkracza Silvia:

Witam ponownie, moje panie. Mam nadzieję, że ta pierwsza noc w pałacu była dla was okazją do dobrego wypoczynku, ponieważ teraz musicie się brać do pracy.

Spoiler na przyszłość: pomijając sporadyczne lekcje dotyczące historii kraju oraz polityki królestwa (oraz dwa pocieszne wyzwania w dalszych tomach), uczestniczki nie będą miały ŻADNYCH obowiązków. W takim Top Model trzeba przynajmniej ładnie ustawić się do zdjęcia i od czasu do czasu wziąć udział w jakiejś śmiesznej grze; Eliminacje zaś polegają zasadniczo na tym, że kandydatki pierdzą w stołek czekając, aż Maxon zaszczyci je swoją obecnością.

Dzisiaj zacznę was uczyć odpowiedniego zachowania i protokołu, którego kolejne tajniki będziecie poznawać przez cały pobyt tutaj.

Patrz wyżej.

Chciałam was przy tym poinformować, że o wszelkich uchybieniach z waszej strony będę powiadamiać rodzinę królewską.

* podnosi w górę dwa palce * Pszepani, a America ma swój wisiorek i wstążeczki!

Wiem, że to surowe wymagania, ale to nie zabawa. Któraś z was zostanie nową księżniczką Illéi, weźmie na siebie ogromne zobowiązania.

Nie, żeby zdawały sobie z tego sprawę. Naprawdę, na przestrzeni tej serii ze świecą szukać niewiasty, która rozumiałaby, że bycie żoną Maxona to nie tylko możliwość dożywotniego ubierania się w jedwabie, ale i całkiem realne obowiązki.

Zrobimy z was damy od podstaw, a teraz zaczniecie waszą pierwszą lekcję. Maniery przy stole są niezwykle ważne, więc zanim będziecie mogły jeść posiłki w obecności rodziny królewskiej, musicie się nauczyć zasad etykiety.

Ha! Trafiłam z tą Pretty Woman!

Podczas szkolenia Amisia dowiaduje się wielu ważnych i przydatnych rzeczy (po ciastka sięgamy szczypcami, nie łapą, w jadalni należy rozmawiać przyciszonym głosem, serwetka idzie na kolana), aż tu nagle:

Dwaj gwardziści odsunęli się, przepuszczając księcia Maxona.
Dzień dobry, miłe panie – przywitał się.

Przybycie Maxona wywołuje histerię wśród zebranych dam:

Patrzyłam nie na Maxona, ale na Ashley, której pierś falowała szybko. Patrzyła na niego tak, że zrobiło mi się głupio, że ją obserwuję.

Nie no, Ashley, poczekaj przynajmniej, aż wrócisz do pokoju...

Wasza wysokość. – Silvia dygnęła głęboko.
Witaj, Silvio. Jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym się przedstawić tym młodym damom.
Oczywiście, proszę bardzo, wasza wysokość. – Ponowne dygnięcie.
Książę Maxon rozejrzał się po sali, zauważył mnie i uśmiechnął się, kiedy nasze oczy spotkały się na moment. Nie spodziewałam się tego. Myślałam, że prawdopodobnie zdążył już zmienić zdanie w kwestii tego, jak powinien mnie traktować, i że zostanę wezwana na środek, a następnie skarcona za swoje zachowanie.

Co byłoby słusznym i zrozumiałym postępowaniem, w związku z czym z pewnością nie doczekamy się niczego w owym stylu.

Ale może nie był na mnie zły… może uznał, że jestem zabawna. Na pewno okropnie się tu nudził.

Doprawdy nie wiem, co może być zabawnego w pannie, która życzliwemu i nadzwyczaj cierpliwemu gospodarzowi odwdzięcza się pokazem bucery. No, chyba że Maxon zamierza pokazywać Ami zagranicznym delegatom jako rzadki i cenny okaz stereotypowego gimbusa.

Miłe panie, jeśli pozwolicie, będę was kolejno zapraszał na krótką rozmowę. Jestem pewien, że nie możecie się doczekać śniadania, podobnie jak ja, więc postaram się nie zająć wam zbyt wiele czasu. Wybaczcie mi, jeśli pomylę wasze imiona, jest was naprawdę wiele.
Rozległy się przyciszone śmiechy, a książę Maxon podszedł szybko do dziewczyny siedzącej w pierwszym rzędzie najdalej z prawej strony i zaprosił ją na kanapę.
Rozmawiali przez kilka minut, a potem oboje się podnieśli. Książę się skłonił, dziewczyna dygnęła, wróciła do stolika i powiedziała coś do swojej sąsiadki, a potem cały rytuał się powtórzył. Te rozmowy trwały króciutko i były prowadzone przyciszonymi głosami. Maxon próbował poznać choćby pobieżnie każdą dziewczynę w niespełna pięć minut.

Serio, Maxon? Toć nawet w Big Brotherze był osobny Pokój Zwierzeń. Zamierzasz przeprowadzać rozmowę kwalifikacyjną tuż pod nosem innych kandydatek? I tak, mam poważny problem z takim sposobem traktowania tych dziewczyn – pod koniec rozdziału przekonacie się, dlaczego.

Ciekawe, o co on pyta – odwróciła się do nas Marlee.
Może chce wiedzieć, których aktorów uważasz za najprzystojniejszych. Ułóż sobie w głowie odpowiednią listę – odparłam szeptem, a Marlee i Ashley stłumiły śmiech.

Cóż, Americo, miejmy nadzieję, że masz rację, bo obawiam się, iż każda z was niechybnie poległaby na pytaniu dotyczącym czegoś bardziej skomplikowanego, jak wymienienie ulubionego pisarza czy skomentowanie ostatnich wydarzeń ze sfery polityki.

W końcu przychodzi czas i na Amisię.

Mam przyjemność z Americą? – zapytał z uśmiechem.
Owszem. Wydaje mi się, że już słyszałam, jak się nazywasz, ale czy mógłbyś mi się przypomnieć? – Nie byłam pewna, czy zaczynanie od żartu to dobry pomysł, ale Maxon roześmiał się i gestem zaprosił mnie, żebym usiadła.

Wiecie co? Ta dziewucha NAPRAWDĘ ma niesamowite szczęście, że Maxon to człowiek raczej pozytywnie nastawiony do świata i bliźnich. Biorąc pod uwagę, jaki cyrk odstawiła poprzedniej nocy można by pomyśleć, iż przynajmniej teraz nie będzie kozaczyć.

Maxon i Ami przez chwilę się droczą, on nazywa ją swoją miłą, ona się sprzeciwia, ale przynajmniej robi to z uśmiechem, a nie okrzykiem dzikiej furii.

-Naprawdę przepraszam, że byłam taka niemiła. Kiedy starałam się zasnąć, uświadomiłam sobie, że chociaż dla mnie cała ta sytuacja jest dziwna, ty nie jesteś niczemu winien. Nie ty jesteś powodem, dla którego zostałam w to wciągnięta, a te całe Eliminacje to nawet nie był twój pomysł. Kiedy byłam w opłakanym stanie, zachowałeś się wobec mnie bardzo uprzejmie, a ja, no cóż, potraktowałam cię okropnie. Mogłeś mnie stąd wyrzucić jeszcze zeszłej nocy, ale nie zrobiłeś tego. Dziękuję.

Delektujcie się tym momentem – to jedna z ostatnich chwil w serii, kiedy America uzna za słuszne (szczerze) przeprosić kogoś za swoje zachowanie.

Książę rozpływa się pod wpływem przeprosin Ami i zadaje jej poważne pytanie:

Americo, do tej pory byłaś ze mną bardzo szczera. Podziwiam cię za to z całego serca i chciałbym cię poprosić, żebyś odpowiedziała mi na jedno pytanie.
(...)
Powiedziałaś, że jesteś tu przypadkiem, więc zakładam, że nie chciałaś się tu znaleźć. Czy istnieje szansa, że możesz żywić do mnie jakieś… romantyczne uczucia?

Uff...Maxon, wiem, ze nie jesteś specem w sprawach damsko-męskich, ale to naprawdę tak nie działa. Pytanie w sumie słuszne, bo chłopak musi wiedzieć, na czym stoi, ale America nie jest wróżką aby przewidzieć, co będzie czuła do księcia za tydzień, miesiąc czy rok.

Wasza wysokość jest bardzo miły, atrakcyjny i troskliwy. – Uśmiechnął się, słysząc to, ale ja dodałam zniżonym głosem: – Jednak z bardzo poważnych przyczyn wydaje mi się to niemożliwe.

- Aha. No cóż, przynajmniej mamy jasność sytuacji. George! Idź do pokoju lady Ameriki i powiedz pokojówkom, żeby spakowały jej rzeczy, po południu wraca do domu.


...Chcielibyście, co?

Czy zechciałabyś powiedzieć coś więcej? – Doskonale panował nad wyrazem twarzy, ale usłyszałam rozczarowanie w jego głosie, spowodowane tak błyskawiczną odmową. Przypuszczam, że nie był do tego przyzwyczajony.

Ja sądzę raczej, iż biedaczek właśnie zachodzi w głowę, po jaką cholerę w takim razie w ogóle tu przyjechałaś (nie, Maxon nie ma pojęcia, iż ktoś mógłby się zgłosić z powodów czysto materialnych. Nie żartuję. Sami się w swoim czasie przekonacie).

Obawiam się, że moje serce należy do kogoś innego. – Poczułam, że oczy mi wilgotnieją.

- Należy jak, ekhm, głęboko? Bo widzisz, ja mam prawo ściąć cię za rozpustę.

To jest naprawdę niesamowite; ta dziewczyna to istny anty poradnik jak należy zachowywać się w stosunku do człowieka, który ma władzę decydować zarówno o twoich dochodach, jak i życiu.

Proszę, tylko nie płacz! – W głosie Maxona pojawił się autentyczny niepokój. – Nigdy nie wiem, jak powinienem się zachować, kiedy kobieta płacze!

Jeśli to America, masz pełne prawo postąpić zgodnie z nauką Superniani i zostawić ją samej sobie, póki się nie uspokoi.

To sprawiło, że się roześmiałam, zapominając na razie o łzach. Na jego twarzy odmalowała się wyraźna ulga.
Chcesz, żebym od razu pozwolił ci wrócić do ukochanego? – zapytał. Wyraźnie zabolało go, że wolę kogoś innego, ale zamiast gniewu postanowił okazać mi współczucie. To sprawiło, że mu zaufałam.

Jak to dobrze, że znasz Maxona na tyle by wiedzieć, iż nie jest typem w rodzaju Henryka Ósmego, który potrafił zgrywać przyjaciela tylko po to, by za chwilę wysłać kogoś na szubienicę!

Kochani, ja wiem, iż blogaskowy nastrój tej książki sprawia, że łatwo przeoczyć ów fakt, ale America żyje w świecie, w którym za samo podejrzenie seksu pozamałżeńskiego trafia się za kratki, a obdarowywanie czułościami kogokolwiek poza księciem przez kandydatkę Eliminacji karane jest śmiercią. Co zatem robi nasza ponadprzeciętnie inteligentna heroina? Zamiast skłamać, że okrutna i ambitna rodzina zmusiła ją do udziału w konkursie z miejsca wypala, iż ma już swojego tru loffa.




Problem polega na tym, że ja… nie chcę wracać do domu.
Naprawdę? – Przeczesał palcami włosy, a ja nie mogłam się nie roześmiać, widząc, jak bardzo jest zagubiony.
Mogę być całkiem szczera?
Skinął głową.
Powinnam tu zostać, moja rodzina tego potrzebuje. Nawet jeśli zatrzymasz mnie tu na tydzień, to będzie dla nich prawdziwe błogosławieństwo.
Chodzi ci o to, że potrzebujecie pieniędzy?
Tak. – Wstyd mi się było do tego przyznawać, bo to brzmiało, jakbym chciała go wykorzystać.

...Nie dość, że ma tru loffa, to jeszcze przyznaje wprost, że zamierza naciągać pałac, póki starczy sił. Naprawdę, teraz Maxon powinien wywalić ją już choćby tylko po to, by zachować twarz oraz przysłowiowe jaja.

Poza tym są tam… pewne osoby – spojrzałam na niego – których nie chcę na razie oglądać na oczy.
Maxon skinął głową, ale nie odpowiedział.

Być może zastanawia się, ile nieślubnych dzieci czeka w domu na powrót swojej (teraz już nadzianej dzięki uprzejmości organizatorów Eliminacji) mamusi.

Zawahałam się, ale uznałam, że mimo wszystko najgorsze, co może mnie czekać, to odesłanie do domu



więc mówiłam dalej:
Jeśli pozwolisz mi zostać, choćby na krótko, mogę zawrzeć z tobą umowę – zaproponowałam.
Uniósł brwi.
Umowę?

- Bitch, are you for real? - spytał Maxon, kręcąc z niedowierzaniem głową. - Będziesz miała szczęście, jeśli nie każę cię powiesić.

Jeśli pozwolisz mi zostać… – wiedziałam, że to zabrzmi głupio. – No dobrze, spójrz na siebie. Jesteś księciem, jesteś po całych dniach zajęty rządzeniem krajem i tak dalej, a teraz jeszcze masz znaleźć czas, żeby spośród trzydziestu pięciu… no dobrze, trzydziestu czterech dziewczyn wybrać jedną. To sporo roboty, nie uważasz?
Skinął głową i widziałam, że autentycznie przytłacza go ta perspektywa.

Cóż, jak pokażą kolejne rozdziały (i tomy), Maxonowi tak bardzo leży na sercu szybkie znalezienie odpowiedniej wybranki, że momentami w ogóle zapomina, iż po pałacu nieustannie i niecierpliwe kręcą się kandydatki na żony.

Nie byłoby ci wygodniej, gdybyś miał jakąś wtyczkę? Kogoś, kto by ci pomagał? No wiesz, przyjaciela?
Przyjaciela? – powtórzył.
Tak. Pozwól mi zostać, a ja ci pomogę. Będę twoim przyjacielem. – Uśmiechnął się, słysząc te słowa.

Chcę wierzyć, iż jest to uśmiech pełen nietajonej pogardy, który każdy poza Americą bez problemu rozszyfrowałby jako: „Jesteś albo przeraźliwie głupia, albo niesamowicie bezczelna, a najprawdopodobniej i jedno, i drugie”.

Nie musisz sobie zawracać mną głowy, wiesz już, że nic do ciebie nie czuję,

Podkreśl to jeszcze z dziesięć razy na wypadek, gdyby do tej pory nie załapał, iż zabrałaś miejsce jakieś dziewczynie, która autentycznie mogłaby chcieć zostać jego żoną.

ale możesz rozmawiać ze mną, kiedy tylko zechcesz, a ja będę się starała ci pomóc. Powiedziałeś zeszłego wieczoru, że szukasz powierniczki, więc dopóki nie znajdziesz kogoś na dobre, ja mogę być taką osobą. Jeśli tylko zechcesz.

Ja tam nie chciałbym przyjaciela, który zaczął naszą znajomość od obwiniania mnie o własne kiepskie decyzje, ale może to tylko ja.

Na jego twarzy malowały się czułość, ale i ostrożność.
Rozmawiałem już niemal ze wszystkimi dziewczętami w tej sali i przyznam, że nie spotkałem żadnej, która lepiej nadawałaby się na przyjaciółkę. Z przyjemnością pozwolę ci zostać.

...Maxon, widać, iż nie miałeś w życiu wielu przyjaciół. I wiesz co? Idź do kąta i stań tam razem z Aspenem, bo zaczynasz wzbudzać we mnie podobne uczucia, co pan „jak-śmiesz-karmić-samca-alfa”. Zostawienie Amisi samo w sobie jest głupotą, ale w obliczu tego, co za chwilę odwalisz to wręcz galopujący idiotyzm.

Myślisz, że będę mógł się do ciebie zwracać „moja miła”? – zapytał Maxon.
Nie ma mowy – odparłam szeptem.
Mimo wszystko będę próbował. Nie poddaję się łatwo. – Wierzyłam w to, choć irytowało mnie, że tak się przy tym upiera.
Do wszystkich tak mówiłeś? – zapytałam, skinieniem głowy wskazując resztę sali.
Tak, i każdej się to podobało.
Właśnie dlatego mnie się nie podoba – oznajmiłam i wstałam.

Jeszcze tupnij nóżką, bo nie daj Boże zostawisz po sobie na koniec zbyt pozytywne wrażenie.

America dyga i wraca na miejsce, Maxon przepytuje ostatnie z kandydatek, po czym wychodzi na środek i oznajmia, iż na sali zostaną te z dziewczyn, które wcześniej poprosił o poczekanie; pozostałe mogą udać się na śniadanie. Jak widać, Ami nie znajduje się w grupie wybranek.

Amisia i reszta wchodzą do jadalni, gdzie zastają parę królewską; nie są pewne, czy w tej sytuacji wolno im zasiąść do posiłku bez pozwolenia.

Silvia weszła do sali po dwóch sekundach i natychmiast zorientowała się w sytuacji.
Drogie panie – odezwała się – obawiam się, że nie zdążyłyśmy tego omówić. Kiedy wchodzicie do pomieszczenia, w którym przebywają król i królowa, lub jeśli któreś z nich wejdzie do pomieszczenia, w którym się znajdujecie, powinnyście dygnąć. Dopiero kiedy zwrócą się do was, możecie wstać i zająć swoje miejsce.

Ja tam się nie znam, ale to raczej dosyć ważna zasada. Czy dziewczyny nie powinny zostać o tym poinformowane na samym początku szkolenia?
Panienki dygają, królowa oficjalnie je wita i zapewnia, że bardzo cieszy ją, iż w pałacu pojawiło się tyle potencjalnych synowych; następnie nadchodzi czas posiłku.

Król Clarkson odmówił krótką modlitwę

No, wreszcie coś dotyczącego świata przedstawionego! Do kogo konkretnie się modli? W jakim obrządku? Biorąc pod uwagę historię Illei, co najmniej trzy opcje są równie prawdopodobne...

i mogłyśmy zacząć jeść.

...aha.

Jak mała Kiera wyobraża sobie...: 28

Po chwili do biesiadujących dołącza książę:

Nie wstawajcie, miłe panie! Nie przeszkadzajcie sobie!

- Dziewczynki, wstajemy, ale szybciutko! - wykrzyknęła Silvia. - Co mówimy, kiedy do sali wchodzi ktoś z rodziny królewskiej?!
- Dzieeeń-doo-bryy, książę Maxonie!

Ashley nie przyszła, podobnie jak żadna z pozostałych dziewcząt. Rozglądałam się zaskoczona, licząc, ile miejsc jest pustych. Osiem – osiem kandydatek było nieobecnych.
Siedząca naprzeciwko mnie Kriss odpowiedziała na niezadane przeze mnie pytanie.
Już nie wrócą – oznajmiła.
Nie wrócą? A, nie wrócą…
Nie potrafiłam sobie wyobrazić, co takiego mogły zrobić w niecałe pięć minut, by wywołać niezadowolenie Maxona, ale nagle poczułam się wdzięczna losowi, że zdecydowałam się na szczerość.
Tak oto zostało nas dwadzieścia siedem.

...No i już wiecie, o co mi chodziło.

Osiem. Maxon wyrzucił osiem dziewczyn...po pięciu minutach rozmowy. Miałam w życiu spotkania z HR-owcami, które trwały dłużej, a chodziło wyłącznie o pracę, nie małżeństwo.

„Ależ Maryboo! On nie ma wyjścia! Musi jakoś ograniczyć liczbę dziewczyn!”

To będzie spory spoiler, ale raczej niezbędny do zrozumienia mojego czepialstwa: pomijając jeden, jedyny moment w trylogii, kiedy to Maxon znacząco uszczupli ilość kandydatek, ten typ przez większość czasu nie będzie robił NIC, by znaleźć swoją wymarzoną partnerkę. Pomijając zdarzające się od czasu do pory randki z przypadkowymi dziewczętami, Maxon spędzi następne tygodnie (jeśli nie miesiące; ja osobiście czytając te książki miałam wrażenie, że dziewczyny siedzą tam już wieki) albo zajmując się sprawami królestwa (to mu się chwali), albo uganiając się za Amisią (a to nie) i ewidentnie nie mając problemu z przeciąganiem Eliminacji w nieskończoność. Tymczasem odrzucił osiem dziewcząt po krótkiej chwili spędzonej razem.

W pierwszym dniu pobytu, kiedy mogły być zrozumiale zestresowane całą sytuacją.

Zmuszając je do pierwszej rozmowy z potencjalnym małżonkiem na oczach trzydziestu czterech innych kandydatek.

Po rozmowie tak krótkiej, że zdążył w tym czasie zadać góra dwa pytania – i podejrzewam, iż nie dotyczyły one tematów światopoglądowych lub etycznych.

I nie, proszę mi nie mówić, iż najzwyczajniej w świecie nie poczuł tzw. chemii; aby zdecydować w tak krótkim czasie, iż ktoś ewidentnie nam nie pasuje, trzeba nadawać na naprawdę odmiennych falach. Zrozumiałabym, gdyby tak było w przypadku dwóch, może trzech kandydatek...ale osiem?

No i w końcu: do domu pojechało osiem dziewcząt. Być może były zbyt sztywne; może przeraźliwie nieśmiałe; może brzydkie (i zanim zaczniecie pisać pełne oburzenia komentarze: tak, to kanon). Zauważyliście, kto NIE został odesłany precz mimo swojej bucery i kompletnego pustogłowia?

Taaak.

Cóż, Maxon, widzę, iż masz naprawdę świetny gust. Mam szczerą nadzieję, iż dosięgnie cię karma i gdzieś pośród tych biedaczek pakujących teraz swoje walizki znajduje się twoja prawdziwa druga połówka.




Rozdział 12

Byłam trochę zaskoczona tak nagłym wyeliminowaniem części kandydatek, ale Maxon nie sprawiał wrażenia szczególnie poruszonego.

Maxon, nie prowokuj mnie. Swoją drogą, America po raz kolejny prezentuje tu taką uroczą prostolinijność graniczącą z kompletną naiwnością – ta dziewczyna chyba naprawdę nie ma pojęcia, że umiejętności aktorskie to coś, co przyszłemu władcy kraju i jego potencjalnej małżonce może uratować skórę w kryzysowej sytuacji.

Ami stwierdza, że czas zabrać się za pałaszowanie śniadania i ochoczo wgryza się w jajka na bekonie i naleśniki.

Pamiętając o szczypcach, wzięłam sobie ciastko z truskawkami z koszyka na środku stołu, a przy okazji rozejrzałam się po sali, żeby zobaczyć, jak ten posiłek smakuje innym Piątkom. Dopiero w tym momencie zauważyłam, że byłam już jedyną Piątką.

No cóż, moja droga, takie jest prawo Imperatywu Opkowego – musisz być najskromniejsza i najbiedniejsza (oraz najpiękniejsza) wśród panien zaproszonych do pałacu, żeby przekonująco odegrać tę niezbyt udaną wariację na temat Kopciuszka.

Nie byłam pewna, czy Maxon o tym wiedział – wydawało się, że ledwie pamięta nasze imiona – ale wydało się też dziwne, że obie zostały odesłane. Czy gdybym, wchodząc do tamtej sali, była dla Maxona kolejną obcą osobą, także zostałabym wyrzucona?

Nie, ponieważ jesteś wyjątkowo atrakcyjnym lachonem. I znów, zanim zarzucicie mi prostactwo – to kanon. Cass, podobnie jak Meyer, powinna sobie darować opowiadanie historii z perspektywy tru loffów dla ich własnego dobra.

Ami wgryza się w ciasteczko...aż tu nagle jak nie zostanie wywołana do tablicy przez przyszłego władcę Illei!

Najgorsze było to, że zostałam wywołana kompletnie nieoczekiwanie i miałam usta pełne jedzenia. Zasłoniłam je ręką i postarałam się przełknąć tak szybko, jak to było możliwe. Mogło mi to zabrać najwyżej kilka sekund, ale ponieważ wszyscy patrzyli na mnie, miałam wrażenie, że trwa to całą wieczność. Walcząc z ciastkiem, zauważyłam zadowoloną minę Celeste, która zapewne uznała mnie za łatwą zdobycz.

Queen (Bee) Wannabe: 7

Maxon chce się dowiedzieć, jak Amisi smakuje pałacowe żarcie. Dlaczego nie mógł poczekać z tym pytaniem do zakończenia posiłku i zamiast tego zdecydował się zrobić przedstawienie, kiedy reszta obecnych na sali zajęta jest konsumpcją, wie tylko on sam. Ami grzecznie odpowiada że jedzonko jest tak przepyszne, iż jej siostra z pewnością rozpłakałaby się z radości mogąc skosztować czegoś tak dobrego jak wspomniane wyżej ciastka.

Maxon przełknął kęs jedzenia i odchylił się na krześle.
Naprawdę myślisz, że by się rozpłakała? – Wydawał się niezwykle ubawiony takim pomysłem. Rzeczywiście dziwnie reagował na płaczące kobiety.
Zastanowiłam się nad tym.
Tak, naprawdę. Zwykle bardzo otwarcie wyraża swoje emocje.
A założyłabyś się o to? – zapytał szybko. Zauważyłam, że dziewczyny patrzyły na nas na zmianę, jakby oglądały mecz tenisa.

Dziewczyny jak dziewczyny – mnie zastanawia raczej, co o tym dziwnym dialogu myśli sobie królewska para. „Na dowolne bóstwo wyznawane w naszym państwie, to biedaczysko jest tak śmiertelnie znudzone, że dla odrobiny rozrywki gotów jest wdać się w dyskusję o dupie Maryni w samym środku śniadania! Może powinniśmy załatwić mu lekcje tenisa?”.

America oznajmia, iż chętnie przyjęłaby zakład, ale nie ma przy sobie drobnych. Maxon proponuje, by założyli się o coś innego niż pieniądze.

Nie byłam Jedynką, ale żyłam teraz jak jedna z nich. Miałam więcej jedzenia niż byłam w stanie zjeść, i najwygodniejsze łóżko, jakie potrafiłam sobie wyobrazić. Byłam obsługiwana tak, że nie musiałam nawet kiwnąć palcem – niezależnie od tego, czy mi się to podobało. Gdybym czegoś potrzebowała, wystarczyłoby o to poprosić.

Americo, dam ci pewną wskazówkę: mogłabyś poprosić o coś dla INNYCH, skoro najwyraźniej masz obecnie wszystko, czego dusza zapragnie. Przyznałaś przed chwilą, że May uwielbia słodycze – dlaczego nie poprosić Maxona, by w przypadku przegranej codziennie przez dwa tygodnie wysyłał do waszego domu jakiś przysmak?

Ale nie, panna Singer ma znacznie bardziej oryginalny pomysł. Jeśli wygra, przez tydzień będzie mogła chodzić w spodniach.

...Wow.

Żeby jeszcze cisnęły ją wszystkie suknie, a w pałacu siedziała już od dziesięciu lat...ale nie. Jest tu dopiero jeden dzień, nie zdążyła nawet dobrze obejrzeć zawartości szafy – i już musi pokazywać rodzinie królewskiej metaforyczny środkowy palec, oznajmiając „w nosie mam wasze zwyczaje, będę się ubierać po swojemu”.

Rozległy się uprzejme i przyciszone śmiechy. Nawet król i królowa sprawiali wrażenie rozbawionych moim pomysłem. Podobało mi się to, jak królowa patrzyła na mnie, jakbym przestała się jej wydawać kimś z obcego kraju.

Tak, wiemy; wśród pustych, wymalowanych lal ty jedna masz w nosie konwenanse i cenisz sobie bratanie się z ludem poprzez skromny, niewyzywający ubiór.

Dobre Mzimu: 8

Maxon zgadza się i oznajmia, że jeśli May jednak się nie rozpłacze, Amisia będzie musiała się z nim jutro przespacerować po ogrodzie.

Nie wydawało mi się to niczym szczególnym, ale przypomniało mi się, jak Maxon mówił wczoraj, że jest stale pilnowany.
Może nie wiedział, jak poprosić kogoś o spotkanie, może w ten sposób starał się oswoić ten kompletnie obcy dla niego koncept.

Wiecie co? To w sumie całkiem fajna idea – Maxon sam przyznał przecież, że nie ma doświadczenia z kobietami, można by zatem założyć, iż nie wiedział jak powinno się proponować randkę i uciekł się do fortelu. Tyle tylko, że książę wielokrotnie na przestrzeni tej serii udowodni, iż w rzeczywistości nie ma żadnego problemu z nawiązywaniem kontaktów z płcią przeciwną, co po raz kolejny każe mi się zastanawiać po co cały ten dziwaczny występ z dyskusją wciśniętą pomiędzy jajka na twardo i poranną kawę.

Wokół mnie rozległ się pomruk niezadowolenia. Uświadomiłam sobie, że jeśli przegram, będę pierwszą dziewczyną, która oficjalnie spotka się sam na sam z księciem. Po części miałam ochotę wynegocjować coś innego, ale jeśli zdecydowałam się mu pomagać – a to właśnie obiecywałam – nie mogłam tak zbyć jego pierwszej próby umówienia się na randkę.

Facet prosi ją o najprostszą rzecz na świecie – zakładając, że Amisia chce się otrzymać w grze przynajmniej przez kilka tygodni, teoretycznie tak czy inaczej musiałaby się z nim w końcu spotkać sam na sam, przynajmniej jako „przyjaciółka” - a ta miągwa I TAK znajduje powód do narzekań...

Maxon każe jednemu z lokajów przygotować trzy pudełka ciastek i oznajmić doręczycielowi, żeby poczekał w domu Singerów póki May nie spróbuje jednego z nich. Następnie pozwala Amisi napisać liścik do rodziny i w napadzie szczodrości stwierdza, że właściwie wszystkie dziewczyny mogą skrobnąć coś do swoich bliskich, a ich listy zostaną dostarczone w ciągu 24 godzin. Jeżeli teraz zastanawiacie się, dlaczego nikt w tym kraju (pomimo istnienia telewizorów, gwiazd filmowych i relacji na żywo z Eliminacji) nie jest w posiadaniu laptopa czy komórki – cóż, poczekajcie tylko, aż dotrzemy do „Elity”.

Zgodnie z poleceniem, po śniadaniu America tworzy niewarty dłuższego komentarza list w którym streszcza wydarzenia ostatnich kilkunastu godzin (pomijając, rzecz jasna, niewygodne szczegóły w rodzaju nocnego ataku furii) i podstępnie dopisuje w postscriptum uwagę dla siostry: 'May, czy te ciastka nie są tak pyszne, że aż chce się płakać?' - Americo, wstydź się, nie wolno oszukiwać – po czym oddaje go doręczycielowi.

Mężczyzna powraca wieczorem z listami zwrotnymi i wiadomością, że May, choć przeszczęśliwa, nie zalała się łzami; to oznacza, iż Ami ma się spotkać z Maxonem następnego dnia o piątej po południu.

Nie byłam szczególnie zmartwiona przegraną, chociaż naprawdę cieszyłabym się z pary spodni. Skoro nie mogłam ich mieć, przynajmniej pozostawały mi listy.
(…)
Gdybym tylko mogła wysyłać i dostawać od nich listy codziennie… Nie było to niemożliwe, ale na pewno drogo by kosztowało.

Eee...Czy w Illei nie znają instytucji poczty?

Ami zabiera się do czytania wypocin bliskich; tata jest z niej dumny i dał jedno pudełko Aspenowi, który robi za sekretarkę Singerów i pilnuje, żeby nie mieli burdelu w papierach (to info każe się zastanawiać naszej bohaterce, czy Aspen podzieli się słodkościami z nową ukochaną i czy jest zazdrosny o specjalne traktowanie Amisi przez księcia):

Złożyłam list i przesunęłam palcem po jego podpisie na odwrotnej stronie. Nigdy wcześniej nie zwróciłam uwagi, jak zabawnie zapisuje swoje imię.

Subtelny i z rzyci wzięty foreshadowing jest subtelny i z rzyci wzięty, Cass.

Idziemy dalej: Gerad chce, żeby Ami przysłała więcej jedzenia, mama jest dumna z jej sukcesów na polu matrymonialnym i każe jej dalej robić to, co robi (co prowokuje Amisię do wyjątkowo jak na nią trzeźwego komentarza, że dalsze wydzieranie się na Maxona chyba jednak nie pomoże jej w Eliminacjach), natomiast May cierpi na biegunkę słowną i jak każdą kobietę w tej serii interesują ją przede wszystkim nowe ciuchy Ami i to, czy Maxon jest równie przystojny na żywo, co w telewizji.

Zrozumiale uszczęśliwiona wiadomościami z domu Singerówna kładzie się spać; tu następuje przeskok czasowy, w wyniku którego lądujemy w momencie oficjalnego rozpoczęcia randki. Dowiadujemy się, że America jest ubrana w błękitną suknię, książę zaś ma na sobie garnitur; wyruszają (Ami pod ramię ze swym partnerem) w stronę ogrodów, przekomarzając się na temat tego, czy Maksowi jest smutno z powodu przegranej Ami i o co powinni założyć się następnym razem. Książę chce wiedzieć, jaka jest rodzina Amisi, więc ta pokrótce streszcza mu wszystko to, co wiemy z poprzednich rozdziałów; dziewczyna dopytuje się w zamian, jacy są rodzice Maxona poza kamerami, jednak nie dane jest nam usłyszeć odpowiedzi na to pytanie, bowiem docieramy do królewskich ogrodów.

* wzdycha ciężko * O nie. To jest TA scena. Kochani, Żenadomierze w dłoń; później napiszecie mi, jaki jest ostateczny wynik.

Gwardziści przepuścili nas z dwuznacznymi uśmiechami, a tuż koło nich czekała ekipa telewizyjna. Można się było domyślić, że będą chcieli sfilmować pierwszą randkę księcia. Kiedy Maxon potrząsnął głową, natychmiast wycofali się do środka, chociaż usłyszałam, jak ktoś rzucił stłumionym przekleństwem. Nieszczególnie zależało mi na towarzystwie kamer, ale wydało mi się dziwne, że zostali tak odprawieni.

...A ci tu skąd? Illea TV oddelegowała na stałe połowę ludzi, aby nieustannie koczowali w pałacu z nadzieją, iż akurat trafi się jakiś sensacyjny materiał, czy też ktoś z służby został przekupiony i dał cynk mediom, że dziś o siedemnastej w ogrodzie odbędzie się rendez-vous przyszłego władcy z jedną z kandydatek? Ja wiem, że dziewczyny były nagrywane przy śniadaniu, ale to było poprzedniego poranka! No, chyba, że ekipa telewizyjna w Illei działa tak jak ta w „13 posterunku” - zjawia się zawsze wtedy, gdy dzieje się coś ciekawego.

Amisia i Maxon oddalają się w głąb ogrodu...i wtedy dostajemy TO.

Szliśmy przed siebie, oddalając się od pałacu i uciekając z zasięgu słuchu gwardzistów.
Co we mnie jest takiego, że trudno sobie z tym poradzić?
Zawahałam się, ale odpowiedziałam szczerze:
Twój charakter, twoje intencje. Nie mam pojęcia, czego mam się spodziewać po tej przechadzce.
Aha. – Zatrzymał się i odwrócił do mnie. Staliśmy bardzo blisko siebie, a chociaż letnie powietrze było ciepłe, przeszedł mnie zimny dreszcz. – Myślę, że zauważyłaś już, że staram się mówić wprost, o co mi chodzi. Powiem ci dokładnie, czego od ciebie oczekuję.
Zrobił krok w moją stronę.
Wstrzymałam oddech: właśnie znalazłam się w sytuacji, której się obawiałam. Żadnych gwardzistów, żadnych kamer, nikogo, kto by go powstrzymał przed zrobieniem tego, na co miałby ochotę.
To był odruch bezwarunkowy, naprawdę. Kopnęłam jego wysokość bardzo mocno w udo.






No po prostu poezja.

Słuchajcie, ja rozumiem, że dziewczyna mogła się poczuć nieswojo, zwłaszcza po przemowie Złego Urzędnika o nieodmawianiu księciu niczego i wiem, że Maxon dosyć nieszczęśliwe dobrał słowa...ale serio?

Fakty są, jak następuje: Maksio nie zrobił NIC zdrożnego. Oczywiście, lepiej nie dopuścić do ewentualnej napaści, niż się przed nią bronić, ale...co właściwie America zamierzała osiągnąć poprzez ten gest? Gdyby Maxon naprawdę podstępnie nastawał na jej cnotę, tego rodzaju zachowanie mogłoby się na niej zemścić w bardzo krótkim czasie; nie dość, że odrzuciła jego zaloty, to jeszcze zrobiła to w sposób, który z pewnością zranił jego męską dumę. Facet trzyma ją pod kluczem i ma prawo decydować o jej losie; jeśli pod płaszczykiem uprzejmości kryje się podstępny i rozpustny łotr, to Amisia właściwie podpisała na siebie wyrok. I jeszcze jedno: Americo, zostałaś poinstruowana przed wyjazdem, że nie wolno ci niczego odmawiać księciu; podpisałaś umowę. Kto wie, jaka kara może cię czekać za tego rodzaju wyskok? Pół biedy, gdyby złość dworu skupiła się na tobie – skąd wiesz, czy Maxon lub król w ramach zemsty nie każą wychłostać twojego braciszka lub nie wyślą rodziców za kratki na resztę ich dni? Wszak w Illei władza może wszystko, a jak wiemy z opowieści Aspena, można zostać wysmaganym biczem za daleko mniejsze przewinienia! 

Jeżeli natomiast Maxon nie miał zamiaru się na nią rzucić (podpowiedź: nie miał), to fakty są takie, że właśnie bez powodu zaatakowała swojego przyszłego pana i władcę.

No dobrze – spyta ktoś – co w taki razie miała zrobić nasza nieszczęsna, niewinna jak owieczka heroina, skoro drżała ze strachu przed napaścią? Powiem wam, co.

Uciec.

Maxon nie złapał jej za ramiona, nie miała za sobą muru, absolutnie nic nie ograniczało jej swobody ruchów. Dlaczego się po prostu nie oddalić? Zawsze mogła skłamać, że niezwykle zainteresował ją jeden z kwiatków po drugiej stronie ogrodu. To dało by jej kilka dodatkowych sekund, by spojrzeć trzeźwym okiem na całą sytuację i ocenić, czy poniosła ją wyobraźnia, czy też należy narobić rabanu i gnać co tchu w stronę pałacu.

Ale nie. Lepiej z całej siły kopnąć faceta w klejnoty (albowiem, jak się przekonacie w przyszłym tygodniu, nie było to bynajmniej udo), prawda, Americo?

Faceta, od którego zależy życie twoje i twojej rodziny.

Faceta, który do tej pory zachowywał się nienagannie i ani razu nie dał ci do zrozumienia, że chciałby tak dalece posunąć waszą znajomość.

Faceta, który póki co nie zrobił nic, co zasługiwałoby na tak silną reakcję.

Brawa dla tej pani!

Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 5

Maxon wrzasnął i zwinął się w pół, przyciskając dłońmi bolące miejsce, podczas gdy ja się szybko cofnęłam.
Za co to było?
Jeśli spróbujesz mnie choćby dotknąć palcem, będzie jeszcze gorzej! – zapowiedziałam.
Co takiego?
Powiedziałam, że jeśli…
Nie, ty wariatko, słyszałem cię za pierwszym razem – skrzywił się Maxon. – Chcę tylko wiedzieć, o co ci chodzi?
Poczułam, że ogarnia mnie fala gorąca. Wyciągnęłam najgorsze możliwe wnioski i przygotowałam się na walkę z czymś, co najwyraźniej nie miało nastąpić.

Co ty nie powiesz. A tak swoją drogą, widzę, że dzielnie kontynuujesz swą walkę o Nagrodę Darwina: nie dość, że kopiesz jego wysokość w przyrodzenie, to jeszcze zapowiadasz mu, że za chwilę oberwie gorzej.

Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 6


Przybiegli gwardziści, zwabieni tym zamieszaniem. Maxon odprawił ich, nie podnosząc się z niewygodnej, zgiętej pozycji.

I to wszystko? Znaczy, ja wiem, że Maxon ma tu ostatnie słowo, ale nie chcieli się przynajmniej upewnić, czy wszystko z nim w porządku?

Czego twoim zdaniem chciałem? – zapytał.
Pochyliłam głowę i zarumieniłam się.
Ami, czego twoim zdaniem chciałem? – sprawiał wrażenie naprawdę poruszonego. Więcej niż poruszonego, naprawdę dotkniętego. Najwyraźniej domyślił się, do jakich wniosków wcześniej doszłam, i nie spodobało mu się to w najmniejszym stopniu.

Cóż, nie mogę go winić. Facet od początku puszcza płazem twoje fochy tylko po to, by w ostatecznym rozrachunku oberwać od ciebie w mocno wrażliwą część ciała. Święty by się zdenerwował.

- Tu, na widoku?

Nie, Max, to akurat nie jest argument; jako władca mógłbyś równie dobrze i w jadalni podczas kolacji i nikt poza starymi nie miałby prawa powiedzieć ci złego słowa.

Myślałaś… na litość boską, jestem przecież dżentelmenem!
Ruszył przed siebie, ale odwrócił się jeszcze.
Dlaczego w ogóle zaproponowałaś mi pomoc, skoro masz o mnie takie zdanie?

O, już lepiej.

Nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy, nie wiedziałam, jak mu powiedzieć, że kazano mi się spodziewać rozpustnika,

Swoją drogą, po jaką cholerę Zły Urzędnik w ogóle ją tak nastraszył, skoro ewidentnie widać, ze Maxon nie ma najmniejszej ochoty wybierać sobie przyszłej żony za pomocą ars amandi?

że ten cień i oddalenie od pałacu sprawiły, że poczułam się dziwnie, że do tej pory bywałam sam na sam tylko z jednym chłopakiem i zwykle tym właśnie się zajmowaliśmy.

W kontekście tego zdania uwagi o tym, jak rozpustnie prezentują się pozostałe kandydatki wypadają wręcz cudownie komicznie.

Zjesz dzisiaj obiad w swoim pokoju. Jutro rano się nad tym zastanowię.

Maxon, zmiłuj się, nad czym tu myśleć? Ta dziewucha jest opryskliwa, traktuje cię jak popychadło i przed chwilą wyraźnie dała do zrozumienia, że uważa cię za podstępnego gwałciciela. Odeślij ją w pizdu i oszczędź nam mąk czytania reszty tego okropieństwa, bardzo cię proszę.

Karny jeżyk potrzebny od zaraz:7

Przybita Ami wraca do pokoju, gdzie – ku radości jej pokojówek – czeka na nią prezent. Amisia otwiera paczkę i znajduje w środku trzy pary spodni oraz liścik:

Poprosiłaś o coś tak prostego, że nie mam serca ci odmówić. Prosiłbym, żebyś przez wzgląd na mnie nosiła je tylko w soboty. Dziękuję, że dotrzymujesz mi towarzystwa.
Twój przyjaciel,
Maxon



I to już wszystko na dziś. A za tydzień: dowiemy się, jaki los spotka Americę w związku z atakiem na księcia Illei, doświadczymy pierwszej wizyty rebeliantów i przekonamy się, że bycie koronowaną głową to nie tylko masa obowiązków, ale i nierzadko życie na krawędzi.

Zostańcie z nami!


Statystyka:

Dobre Mzimu: 8
Jak mała Kiera wyobraża sobie...: 28
Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 7
Nie, nie jesteśmy w Panem: 18
Queen (Bee) Wannabe: 7


Maryboo

35 komentarzy:

  1. "Rozpłakałabym się ze wzruszenia, ale poświęciłam wszystkie moje kryształowe łzy na opłakiwanie głodu panującego w rodzinie Singerów."
    <3 <3 <3

    Wow, America przeprosiła Maksia. Ludzka pani. ;p ja wiem, że "Dobre Mzimu" to kategoria dla ludu, ale może tak jednak dodatkowy punkcik... ;p no przecież Maksiu to też nikt w porównaniu z nim i wyświadcza mu łaskę.^^

    "okrutna i ambitna rodzina"
    poczciwy papcio Singer niczym Tywin Lannister sprzedaje córkę na królewski dwór ;ppp

    ...
    Ami proponuje Maksiowi, że będzie jego wtyczką. Chryste. Na to bym nie wpadła, więc plus dziesięć za rzadki w opkach element suspensu.

    Co, już po ośmiu kandydatkach? Kurde, przedśniadankowy wywiad to najwyraźniej odpowiednik walki o sprzęt na arenie Igrzysk. xD A Maksio ma u mnie wielkiego minusa za taką akcję. Zwłaszcza za niewyrzucenie Ami na zbity pysk.

    Uwielbiam spodnie i przez jakieś 363 dni w roku ja ubieram (nie te same! ;p), ale jednak wolałabym parę tygodni w królewskich sukniach. Jestem pustakiem. :D

    Ale... yy.. bo ona go kopnęła... tak po prostu? ;/ Boże, co za kretynka. Ale - oczywiście - to zapewne ma dowodzić jej cnoty i nonkonformizmu. Kij z tym, że jacyś smutni panowie w tyrolskich kapelutkach mogą za to zabrać jej ojca na przesłuchanie, z którego nie wróci. ;/ Szkoda, że nie doprawiła jeszcze Maksiowi z liścia. ;/ Czy to w ogóle nie jest zdrada, nastawanie na cielesność księcia krwi i nie powinna za to zawisnąć??? (przy okazji brawa dla gwardzistów - mogłaby biednego Maksia zabić nawet ;/)

    Ten twór jest idiotyczny i przeokropny. Może nie gorszy od "Intruza", ale jednak... Tak czy inaczej, podziwiam, że macie siłę to analizować.

    Adria

    OdpowiedzUsuń
  2. Z rozdziału na rozdział to jest coraz głupsze. Przyznaję, z początku byłam odrobinę sceptyczna, bo zapowiadało się na infantylne biziu-miziu, ale takiego stężenia idiotyzmu u autorki, takiej opkowatości, tego całego szajsu... No nie zdzierżę, idę poprzytulać kota.
    SERIO? Walnąć księcia w jaja przy strażnikach i przeżyć? Co to jest? Ponyland?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój kot nie lubi się przytulać. I co mam teraz zrobić?

      Usuń
  3. Chryste... On ją powinien powiesić... Chyba, ze to lubi. Jestem zdania, że nasz Maksio to masochista to jedyne sensowne wyjaśnienie jego zachowania

    rose29

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za cudowną niespodziankę o świcie! Idealna do porannej kawy. A teraz do lektury marsz!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wynik na moim Żenadomierzu przekroczył moje najśmielsze oczekiwania...

    Do tej pory nie komentowałam Waszych analiz (odkryłam je dopiero w zeszłym roku), ale wiedzcie, że wielbię Was i wszystkie Wasze analizy, od "Brzasku" po obecnie analizowane dzieUo. Naprawdę, zastanawia mnie, jakim cudem to coś w ogóle ukazało się drukiem. Cass musi mieć jakichś bogatych znajomych w wydawnictwie albo coś. Toż to esencja rasowego opka.

    Wielbię Was na klęczkach i czekam na ciąg dalszy szaleństw panny Ami ^^

    Zet

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja, nieświadoma, czekałam do dzisiaj i z nadzieją rano wpadłam na bloga: "Niby wcześnie, ale może...?" Dzięki!
    America jest oposem. Mówię wam. Tylko fuka i warczy, pieni się i dziamgocze, a do tego broni swojej przestrzeni jak jakiś wściekły zwierz. Bez zastanowienia, kop w klejnoty i tyle. Co z tego, że gwardziści, co z tego, że ogród jest narażony na ataki, więc słysząc wrzask księcia strażnicy mogli zadziałać odruchowo i ukatrupić tę dziołchę, biorąc ją za rebeliantkę, czy coś. Co z tego, prawda.
    A Maksiu... czy on w razie ataku buntowników, poćwiartowany jak Czarny Rycerz z Monthy Pythona, robiłby napastnikom wyrzuty i nie wiem, stwierdził, bez nogi i ręki, że nie zaprosi ich na herbatę, i żeby zastanowili się nad swoim zachowaniem?
    Sorry, ta książka pada mi na musk.
    ~FruitPonchiSamurai

    OdpowiedzUsuń
  7. Biorąc pod uwagę, że rebelianci są stałym elementem wystroju pałacowego - dlaczego strażnicy odruchowy nie zdekapitowali przyczyny wrzasku księcia? No i to takie głupie - wiesz, aktualnie jestem zakochana w facecie, który mnie rzucił i ma inną, dlatego tu i teraz deklaruje, że po wsze czasy nie będę w stanie spojrzeć na innego mężczyznę.

    Dlaczego Maksio jej nie wyrzucił? Dlaczego jej bucera nie mogła rozwinąć się trochę później? Gdyby najpierw Maksio miał szansę ją polubić, to nawet zrozumiałabym, że dużo wybacza komuś, kto budzi w nim serdeczne uczucia, ale tak na dzień dobry?

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiecie, z czym mi się kojarzy America? Z takim stereotypowym obrazem feministki. Feministka - kobieta nie przejmująca się wyglądem, gardząca kobiecymi ciuchami, nosząca spodnie i właśnie kopiąca fecetów w jaja. Jeśli pani Cass tym sposobem chciała zniechęcić czytelników do feminizmu to jej się udało, bo Ami jest jak do tej pory jedną z bardziej niesympatycznych książkowych postaci, z którymi miałam styczność ostatnio.

    A tak w ogóle to Wasze analizy są cudowne. Komentuję pierwszy raz, ale na wakacjach przeczytałam wszystko i dziwię się, jakim cudem te książki ukazały się drukiem. Albo może inaczej - jakim cudem to stało się bestsellerami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cass chyba po prostu chciała stworzyć silna bohaterkę. Taką co to zna swoją wartość, nie da sobie w kaszę dmuchać i posiada ten magiczny rodzaj niewymuszonego uroku, dzięki któremu oszałamia bez makijażu i drogich ciuchów. :) Na pewno wzorowała się na Katniss.

      Usuń
    2. Feminizm propaguje też to, że kobieta może mieć "męskie" zainteresowania i dalej być kobieca. Że kobiety to ciekawe, inteligentne osoby o wolnej woli i niezależnej od mężczyzny psychice.

      Ta książka to raczej jakiś antyprzykład. Te laski nie mają charakteru, ich jedynym celem jest walka o zostanie żoną księcia - ba, jaka walka... psychicznie te panie to czternastolatki, zapatrzone w mężczyznę swojego życia. Na domiar złego ich zainteresowania kręcą się wokół "typowych kobiecych hobby". Aktorzy, makijaż, sukienki, mężczyźni. Żenada. Nawet klasa z której pochodzi Ameryka jest stworzona tylko po to, żeby heroina nie musiała sobie brudzić rąk.

      Nie, żeby męskie postacie były dobrze napisane, pod paroma względami są nawet bardziej papierowe niż kobiece. Po prostu autorka raczej nie próbowała stworzyć feministycznej, silnej postaci. Nie ma opcji. Nie ma absolutnie,
      ...
      Em... prawda?

      Usuń
    3. A ja tam myślę, że jednak próbowała taką bohaterkę stworzyć. Wszystko to, co my widzimy jako brak dobrego wychowania i zwykłą butę, Cass prawdopodobnie uznaje za coś oryginalnego i świadczącego o sile jej bohaterki. No bo przecież jest taka odważna, nie boi się pyskować księciu i fokle och.

      Usuń
    4. A czemu nie? Może na zasadzie kontrastu - naturalnie piękna i silna Ami-feministka na tle głupich i pustych lal? ;)
      Jak dla mnie to raczej kreacja jak z opowiadania bardzo niedojrzałej dziewczynki, która uważa, że pyskata i chamska dziewucha to przykład do naśladowania.
      Chociaż skoro już padł ciekawy temat feministek to pragnę zauważyć, że zrównoważony pogląd pt. "kobieta może mieć "męskie" zainteresowania i dalej być kobieca" to rzadkość. Przynajmniej ja nie spotkałam się z nim zbyt często. Większość feministek jakie miałam okazję poznać prezentowały postawę podobną do Ami czyli: "kobieta nie przejmująca się wyglądem, gardząca kobiecymi ciuchami, nosząca spodnie i właśnie kopiąca fecetów w jaja". Może to po prostu wina tego, że takie osoby mogą do woli zasłaniać swoje koszmarne charaktery ideologią i z tego korzystają?

      Usuń
    5. Chyba miałem szczęście w życiu, bo wszystkie moje znajome feministki są zawsze ultrazadbane, pomalowane, ogolone (sorry, nie mogłem się powstrzymać :D), chodzą w sukienkach i butach na obcasie.

      Nie będę chyba więc dobrym partnerem do tej rozmowy.

      Usuń
  9. W końcu rebelianci! Nie mogę się już doczekać ;)
    Analiza cudowna, ale nie mam sił napisać cokolwiek więcej, bo jeszcze nie pozbierałam się w podłogi po dzisiejszych gifach i UDZIE. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że tą ksionszke napisało nastoletnie dziewczę, a Cass z litości postanowiła wydać je i opatrzyć swoim nazwiskiem. Inaczej nie da się tego wyjaśnić.
    Astoria.!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, jak się swojego czasu przekonacie, Cass ma w sobie więcej ze stereotypowej nastolatki niż chyba jakakolwiek rzeczywista nastolatka...

      Maryboo

      Usuń
  10. Amerika grożąca Maxonowi i stawiająca mu wymagania to hit tego odcinka. Dlaczego książę miałby znosić takie zachowanie? Dlaczego nie parsknął śmiechem? Zawsze mnie zastanawia, dlaczego tru lofów kręcą laski z takimi okropnymi charakterami.

    "Jeśli to America, masz pełne prawo postąpić zgodnie z nauką Superniani i zostawić ją samej sobie, póki się nie uspokoi."
    Rozwaliłaś mnie tym, właśnie oglądałam brytyjską Supernianię! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety, nie dane mi było sprawdzić wyniku na moim Żenadomierzu, gdyż biedne urządzonko eksplodowało. Serio, pani Cass? Ta scena jest tak durna, że aż brak mi słów. Chyba w końcu wezmę i przeczytam całą tę serię, przy czytaniu jednym ciągiem może te wszystkie durnoty będzie łatwiej znieść.

    Najbardziej, oprócz kretynizmu Amisi (a może i bardziej od niego), denerwuje mnie tutejsze przedstawienie kobiet jako totalnych pustaków. Na litość dowolnego bóstwa wyznawanego w Panem - tfu!, Illei, toż nawet Belcia Łabędzik próbowała udawać, że ma jakieś zainteresowania poza facetem...

    Gwathgor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gwathgor, przy czytaniu jednym ciągiem wszystkie moje Żenadomierze się zawiesiły :(
      Ale już za tydzień Rebelianci, love love, mój chyba ulubiony motyw tej serii ;)
      LLyann

      Usuń
  12. Z góry przepraszam za język użyty za moment, ale mam wrażenie, że w tych całych sukienkach i śniadankach i aktorach i idiotycznym społeczeństwem klasowym zgubiłem bardzo istotną informację:

    Serio, czy Ameryka jest w stanie zaoferować księciu cokolwiek oprócz wiecznego focha, czy jej atutem jest to, że jest do jasnej cholery tylko i wyłącznie DOBRĄ DUPĄ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To drugie. I tak, "Książę" pokazuje dosyć wyraźnie, że to właśnie ten czynnik przeważył szalę, jeśli chodzi o pozostawienie Amisi w grze po niesławnym Big Brotherze w jadalni. Inna sprawa, iż pozostałe kandydatki także nie grzeszą przesadną inteligencją czy też innymi godnymi podziwu przymiotami ducha.

      Maryboo

      Usuń
  13. Myślałam, że padnę ze śmiechu. :D
    A już scenka skopania księcia w czułym miejscu... brak słów. Czy to dzieło nie jest parodią blogasków? Bo wierzyć się nie chce by to było tak na poważnie.
    Ale w scenie kiedy Maxio mówi do Ami per "ty wariatko" naprawdę się zakochałam. Chwała księciu, w którym objawił się przebłysk zdrowego rozsądku! Zaczynam mu szczerze współczuć, że będzie musiał użerać się z Ami. Ba, współczuję każdemu facetowi, który będzie miał nieszczęście być z Ami. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że to było takie blogaskowe "jesteś taka szalona :P :* :*** xd"...

      Usuń
  14. Uwielbiam Cass! Zaczęłam właśnie "Królową", i już pierwsze cztery rozdziały dostarczyły mi niezłego lolkontentu :-)
    O ile "Strażnik" i "Książę" są do bólu nudni, to "Królowa" jest cudownie analizable .
    Aha, w tej wersji królowa Amberly jest Czwórką i pracowała na plantacji kawy. Kij tam z fabryką, przecież aŁtorka nie będzie sobie zaprzątać głowy tym, co napisała w poprzednich tomach :-)
    Llyann

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A propos królowej, uwielbiam kreatywność ałtorki w wymyślaniu imion. Amberley kojarzy mi się wyłącznie z tą brytyjską wiochą, która często pojawia się w rankingach typu 10 najpiękniejszych angielskich wsi (nawet tak nazwałam miejscowość w swoim opku...).

      Usuń
  15. Hej, ma ktoś gdzieś link do polskiego - może być nieoficjalne - tłumaczenia tych nowelek z serii? Sesja, nie mogę się przemęczać oryginałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukaj hodowlanego gryzonia DD_TranslateTeam.
      Na marzec zapowiadają Faworytę ;-) Tym razem z punktu widzenia Marlee. YEAH!
      Llyann

      Usuń
    2. Dzięki.
      Serio mają to zamiar przetłumaczyć jako "Faworyta"? o_O

      Usuń
    3. Nie, Faworyta to efekt mojej głupawki ;-)
      Ale z całą mocą odmawiam nazywania tego opeńka inaczej.
      Llyann

      Usuń
  16. ja zwróciłam uwagę na jeszcze inną rzecz - z każdą z kandydatek Maxon rozmawiał ok. 5 minut, co przy 35 kandydatkach daje prawie 3 godziny... jedli to śniadanie chyba o 11 w takim razie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, to zabawne, że jego wysokość Calrkson i jego żona czekali aż Maxon nagada się z panienkami...

      rose29

      Usuń
  17. Całe dzieło co prawda beznadziejne, ale muszę przyznać, że gdy Ami kopnęła Maksia zaczęłam się śmiać. Było w tym coś tak uroczo głupiego, że nie mogłam się powstrzymać.
    K.

    OdpowiedzUsuń
  18. Rozdział XII rozbawił mnie do łez. Reakcja Amisi... Boże xDDDD Rozumiem, że się mogła przestraszyć, ale zabawne jest to, że ona, która jak sama stwierdza (!) doskonale wie, kiedy facet się do niej dobiera (ASPEN!!!!!) nie potrafi ocenić sytuacji xD?! Ech Cass... Jaką ty nam wszystkim zapewniasz rozrywkę! XD

    OdpowiedzUsuń
  19. "America złamała łącznie mniej więcej pięćdziesiąt zasad dobrego wychowania, reguł obowiązujących podczas Eliminacji oraz dworskiej etykiety jako takiej i jak to zwykle bywa w przypadku głównych bohaterek opek, nie poniosła absolutnie żadnych konsekwencji swojego niedojrzałego zachowania."

    To chyba inspiracja Harrym Potterem. Tam też Gryfoni wyczyniali różne brewerie, łamali regulamin, a na koniec dostawali punkty, żeby ich Dom wygrał (niezasłużenie). Przestrzeganie zasad jest dla frajerów, uczy Rowling - dla frajerów jak np. Ravenclaw czy Hufflepuff (bo że Slytherin jest zawsze czysty, chyba nikt nie wierzy;). Po prostu niektórzy są fajniejsi i nie muszą przestrzegać zasad (Gryffindor, a widocznie też Amisia).

    "Czy jest w tej książce jakaś – jakakolwiek – postać z macicą, której zainteresowania wykraczają poza ciuchy, ozdóbki i facetów? Fanka gier komputerowych? Mistrzyni origami? Ktokolwiek?"

    Ale czemu Was to razi? Przecież popieracie udział Ami w tej całej szopce, zwanej Eliminacjami, promujących wszakże nie zainteresowania i wiedzę, tylko wygląd. Nie można czepiać się, że America nie chce brać udziału w pokazie piękności, a zaraz potem zżymać się, że jej koleżanki myślą tylko o makijażu i ciuchach. Przecież o takie właśnie kandydatki chodzi w tym konkursie, a nie o potencjalne wynalazczynie silnika antygrawitacyjnego czy noblistki z dziedziny literatury. Nie udawajcie, że nie zdajecie sobie z tego sprawy.

    America coraz bardziej działa mi na nerwy. Już dawno powinna wylecieć z konkursu albo trafić do więzienia. A jeszcze bardziej denerwuje mnie beztroska ałtorki. Ma za nic własny kanon, zapomina o wielu rzeczach, sama sobie przeczy. Nie znoszę tego.


    - tey

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Przecież o takie właśnie kandydatki chodzi w tym konkursie, a nie o potencjalne wynalazczynie silnika antygrawitacyjnego czy noblistki z dziedziny literatury. Nie udawajcie, że nie zdajecie sobie z tego sprawy."

      Zasadniczo to w Eliminacjach chodzi o wyłonienie przyszłej księżniczki/królowej, a ta, zdaje się, powinna posiadać coś poza przejmującą pustką między uszami. To, że priorytety Maksia/Clarksona/tłuszczy wyglądają, jak wyglądają, to inna para kaloszy.

      A lubienie ciuchów i makijażu nie wyklucza wszak posiadania hobby.

      Maryboo

      Usuń