niedziela, 24 kwietnia 2016

Rozdziały XIX i XX

Rozdział 19


I will never fucking escape.

To jest jakieś błędne koło. Analizy przypominają mi o pracy (Iladian), a praca o analizach. Farmacja i kiepskie książki stają się powoli nierozłączne. Strach się bać. Czas więc na następną farmaceutyczno-illeańską anegdotę. Przychodzę sobie pewnego pięknego dnia grzecznie do pracy, spoglądam na nowy towar, który przyjechał do apteki i znajduję to:



Okazuje się, że król Ikei ma pewne  problemy natury osobistej… Cóż, kraj mu się wali, Maksio zestresowany jest, w sumie nie ma co się dziwić.  Nie będę psuła tego dżołka. Ci, którzy nie wiedzą, o co chodzi, powinni wyguglać substancję czynną tego leku – sildenafil.

No i jak się tu nie załamać? Te książki łażą za mną wszędzie.  Czy kiedykolwiek uwolnię się od tej durnej serii? Niedługo zacznie mi się śnić po nocach. 

Czas na randkę Iladian z Jackiem. Chłopak nie jest niestety zbyt gramotny.

Gdy po obiedzie podeszłam do jego pokoju, Jack czekał na mnie pod drzwiami. To było trochę dziwne, ale doszłam do wniosku, że zjadają go nerwy.
– Dobry wieczór – powiedziałam, zbliżając się. 
– Wasza wysokość – skłonił się przede mną. 
– Możesz mnie nazywać Eadlyn. 
Uśmiechnął się.
– Doskonale. Eadlyn.
Zapadła chwila niezręcznej ciszy – czekałam, aż poda mi ramię, ale on stał tylko w miejscu, z wymuszonym uśmiechem, ale z ożywionym spojrzeniem. W końcu poddałam się. Uznałam, że się niczego nie domyśli, więc wskazałam schody.
– Tędy. 
– Super. – Ruszył przede mną, chociaż nie znał drogi. 
– Nie, Jack. Musimy tu skręcić. – Powtórzyłam te słowa chyba trzy czy cztery razy po drodze, a on ani razu nie przeprosił. Po prostu szedł tam, gdzie mówiłam, zupełnie jakby od początku miał taki zamiar. Starałam się z całych sił mu wybaczyć. Miałam już kilku chłopców wytypowanych do wyeliminowania i nie potrzebowałam powodów, by dopisać do tej listy Jacka. 

Ale dlaczego nie? Im więcej hołoty do odstrzału, tym lepiej. I tak nie kojarzymy nikogo poza Henrim, Hale’m, Kile’m i Erikiem. No, ewentualnie Badenem. Przynajmniej ja tylko ich kojarzę.  


Pałac miał cztery piętra wysokości, ale także kilka poziomów podziemnych. Nagrania Biuletynu odbywały się na poziomie minus pierwszym, gdzie znajdowały się również magazyny i sala kinowa. Kwatery personelu i gwardzistów były rozlokowane na poziomach minus pierwszym i minus drugim, ale nie przylegały do skrzydła kinowego. Jeszcze głębiej znajdował się ogromny schron i jeśli dobrze pamiętałam, byłam w nim dwa razy w życiu: raz podczas próbnego alarmu, gdy miałam trzy lata, a drugi raz niedługo później, gdy zaatakowała nas ostatnia grupa rebeliantów.
Dziwnie było o tym myśleć: rebelianci zniknęli, ale teraz mieliśmy do czynienia z innymi grupkami ludzi walczących z monarchią. Czasem omal nie zaczynałam żałować, że rebelianci już nie istnieją, bo przynajmniej dało się ich określić jednym słowem. Wtedy przynajmniej wiedzieliśmy dokładnie, kto jest naszym przeciwnikiem.

Rozumiem cię, Edziu, mi też brakuje Henia i Miecia!



– Mam nadzieję, że lubisz filmy? 
– Bardzo – odparł z entuzjazmem Jack. 
– To dobrze. Ja także, ale nie zawsze mam czas schodzić do sali kinowej. Mamy tutaj kilka nowości, chociaż wybór jest ograniczony. Jest jednak szansa, że znajdziemy coś dobrego. 
– To świetnie. – To było dziwne, jak zręcznie stąpał po cienkiej linii dzielącej złe wychowanie i kindersztubę. Zastanawiałam się, czy może po prostu nie wie, jak wiele błędów popełnia.
Lokaj przygotował już dla nas popcorn, a ja za pomocą pilota zaczęłam przeglądać propozycje.
– Może W oku patrzącego? – zaproponowałam. Króciutki opis, podobnie jak plakat towarzyszący filmowi, sugerował romans i dramat. 
– Brzmi dobrze. Czy to film akcji? 
– Chyba nie. Mamy jeszcze Czarne brylanty. – Plakat był ciemny i ponury, z sylwetką mężczyzny z przypasanym pistoletem. Nie obejrzałabym czegoś takiego z własnego wyboru. 
– Dobra! To brzmi świetnie. 
– Są jeszcze inne rzeczy do wyboru – powiedziałam, chcąc powrócić do menu. 
– Ale ja chciałbym właśnie to obejrzeć. Nie będzie na pewno takie straszne, a nawet gdyby było, możesz się do mnie przytulić. 

Randka nie idzie za dobrze. Jack to buc, co powinno teoretycznie spodobać się Edzi, gdyż mógłby być dzięki temu jej bratnią duszą. Jednakże bucowatość Jacka i bucera Edzi nie są zbyt kompatybilne.


Skrzywiłam się i zaczęłam się zastanawiać, czy nie dać Jackowi drugiej szansy. Siedzenia na sali kinowej były szerokie i bardzo miękkie, więc jedynym sposobem, w jaki mogłabym się do kogoś przytulić, byłoby wciśnięcie się z nim na jeden fotel, a nie ma mowy, żebym to zrobiła. Poza tym wolałabym mieć traumę na całe życie, niż przyznać, że się czegoś boję. 
Z drugiej strony, nie dlatego nie miałam ochoty na ten film. Po prostu nie wydawał mi się wart oglądania. Westchnęłam, czując się odrobinę zdominowana, ale znowu – miałam wrażenie, że on nie wie, jak niestosownie się zachowuje. Darowałam sobie dalsze protesty, postanowiłam powiedzieć tacie, że wszyscy chłopcy potrzebują dodatkowych lekcji etykiety, i włączyłam film.

Jaka szkoda, a mógł być z tego taki piękny bucoromans. Szlag by to trafił.


Opowiem w skrócie: ojciec Głównego Bohatera został zabity przez Złego Faceta. Główny Bohater poświęcił życie tropieniu Złego Faceta, ale ten kilka razy w ostatniej chwili zdołał mu uciec. Główny Bohater spędza noc z Superblondynką. Superblondynka znika. Główny Bohater zabija Złego Faceta, a Superblondynka znowu się pojawia. A, i jeszcze różne rzeczy wybuchają.

Czyli całkiem porządny, choć sztampowy film akcji. Na pewno był bardziej interesujący od całej tfurczości pani Cass razem wziętej.

Jack jest zachwycony, Edzia wcale.



Gdy przewinęły się napisy końcowe, użyłam pilota, by zapalić światło.
– I co o tym myślisz? – zapytał z oczami lśniącymi ekscytacją. 
– Niezłe, ale bez wątpienia widziałam już lepsze. 
Film najwyraźniej spowodował u niego nadzwyczajny przypływ energii.
– Ale te efekty były niesamowite! 
– Zgoda, ale fabuła była nudna. Przymrużył oczy.
– Mnie się podobała. 
– Niech będzie. 
– Czy to cię złości? Skrzywiłam się lekko. 
– Nie. To tylko znaczy, że masz zły gust. 

Bułkę przez bibułkę: 46

Ba, jeżeli komuś podoba się coś innego niż Edzi, to oznacza kompletny brak gustu. Right, got it. 

Co ciekawe, okazuje się, że Jacka to rajcuje.


Roześmiał się w sposób, który był raczej złowieszczy niż przyjazny.
– Uwielbiam, kiedy to robisz. 
– Co takiego? – Wstałam i odstawiłam miskę z popcornem na ladę, żeby służba ją potem zabrała. 
– Przez cały wieczór czekałem, aż zaczniesz się tak zachowywać. 
– Przepraszam? 
– Miałem nadzieję, że zrobisz się wściekła albo złośliwa. – On także przyniósł swoją miskę. – Pamiętasz, jak wycięłaś kandydatów następnego dnia po paradzie? To było świetne. Znaczy, nie chciałem wracać do domu, ale nie byłbym zdruzgotany, gdybyś na mnie nakrzyczała. 
Patrzyłam na niego zaskoczona. 
– Jack, czy ty wiesz, że dotąd praktycznie nie rozmawialiśmy, a podczas naszej pierwszej rozmowy wyjawiasz, że kręci cię, gdy się złoszczę? Nie zdajesz sobie sprawy, że może wyciągasz zbyt daleko idące wnioski? 
Uśmiechnął się niezrażony. – Pomyślałem, że docenisz moją szczerość. Mam przeczucie, że łatwo cię wyprowadzić z równowagi, i chcę, żebyś wiedziała, że mnie to nie przeszkadza. Więcej, nawet mi się podoba. 

Cóż, różne fetysze ludzie mają. Niestety, tych upodobań Edzia też nie dzieli  z Jackiem, co mnie dziwi. Wreszcie znalazła kolesia, którego jej biczyzm nie dość, że nie odstrasza, to wręcz podnieca. Toż to ewenement, którego ta wredna dziewucha powinna łapać się jak tonący brzytwy. 

Iladian chce zakończyć koszmarną randkę, jednak Jack ma inny pomysł. 


Jack sięgnął do mojej ręki, ale szybko ją cofnęłam. 
– Mylisz się. To koniec tej randki. Dobranoc. 
Podszedł szybko i znowu złapał mnie za rękę. Nie chciałam przyznać, że się boję, ale tak było – czułam lodowate nitki strachu pulsujące mi w żyłach. Był ode mnie większy i wyraźnie bawił go mój opór.
– Nie uciekaj – odezwał się ciszej, jedwabistym głosem. 
– Chcę ci tylko powiedzieć, że moim zdaniem dobrze bym do ciebie pasował, doskonale byśmy się rozumieli. – Przesunął palcami po moim policzku i podbródku. Jego oddech przyspieszył, a ja wiedziałam, że nie mogę tracić czasu. Musiałam się stąd natychmiast wydostać. Zmrużyłam oczy. 
– A ja chcę ci tylko powiedzieć, że jeśli nie zabierzesz ręki, będziesz martwy, zanim znajdziesz kogoś, kto do ciebie pasuje. 

Na miejscu tego półgłówka potraktowałabym te groźby śmiertelnie poważnie. Ale jak wiadomo bucera tego kalibru idzie w parze z niesamowitą wręcz głupotą. 


– Ekstra – uśmiechnął się. Najwyraźniej uważał, że ja także się dobrze bawię. – To świetna zabawa. 
– Puść. Mnie. 
Cofnął rękę, ale nadal widziałam w jego oczach dzikie podniecenie.
– To było super. Powtórzmy to jeszcze.

Ja wiem, że nie powinnam oczekiwać po kandydatach więcej niż jednej komórki mózgowej, ale, borze wszechlistny, to jest level „ultimate kamikaze”. Nawet pomijając, jak wspaniałomyślny i wybaczający charakter ma Iladian, takie zachowanie w stosunku do przyszłej królowej w głowie się nie mieści. 

Użyj mózgu, Luke: 20

Czy Jack może pogorszyć swoją sytuację? Ależ oczywiście. Edzia jest, co zupełnie zrozumiałe, wstrząśnięta. Co na to niedoszły gwałciciel?


Pobiegłam do schodów, modląc się, żeby mnie nie ścigał. Od tej sekundy na absolutnie każdej randce będą mi towarzyszyć kamery.
Bez tchu wypadłam na parter, gdzie zauważyłam dwóch gwardzistów. Podbiegłam prosto do nich.
– Wasza wysokość! – zaniepokoił się pierwszy, gdy osunęłam mu się w ramiona. 
– Zabierzcie go stąd! – zażądałam, wskazując schody. – Jacka! Zabierzcie go z mojego domu! 
Gwardziści zostawili mnie i pobiegli, by go zatrzymać, a ja skuliłam się na podłodze jak skamieniała. – Eadlyn? 
Tuż za mną pojawił się Ahren, więc krzyknęłam i rzuciłam mu się w objęcia.
– Co się stało? Coś ci jest? 
– To Jack – wyjąkałam. – Złapał mnie za ramię. Dotknął mnie. – Potrząsnęłam głową, zastanawiając się, jak wszystko mogło potoczyć się tak szybko, chociaż teraz rozumiałam już, że to wcale nie było niespodziewane. 
Jack patrzył na mnie z oddali, nie zbliżał się i grał na czas. Nawet teraz jego ruchy były powolne, obserwował moją narastającą frustrację, nie zużywając własnych rezerw energii, bawiąc się budowaniem napięcia, aż do chwili eksplozji. 
– Mówił dziwne rzeczy i to, jak na mnie patrzył… Ahrenie, nigdy się tak nie bałam. 
Odwróciliśmy się, słysząc szamotaninę na schodach. Dwaj gwardziści szarpali się z Jackiem i prowadzili go na górę. Gdy tylko mnie zauważył,wydał złowrogi warkot.
– Podobało ci się to! – upierał się – Przecież sama tego chciałaś! 

Użyj mózgu, Luke: 21

Szczerze nie znoszę Edzi, ale nie obraziłabym się, gdyby kazała go za to powiesić. Za jaja.

Ahren ma inny pomysł,


Ahren złapał mnie za rękę i pociągnął do Jacka, chociaż instynkt nakazywał mi ucieczkę w przeciwnym kierunku. Ustawił mnie tuż przed nim. 
– Znokautuj go, Eadlyn – polecił mój brat. Popatrzyłam na niego, myśląc, że żartuje, ale wściekłość w jego oczach przekonała mnie, że mówi serio. 
Kusiło mnie to. Nie mogłam reagować, gdy ludzie wykrzykiwali obelgi pod moim adresem albo krytykowali moje ubranie. Nie mogłam cofnąć się do dnia parady i powiedzieć wszystkim tym demonstrantom, jak głupio się zachowują. Ale teraz, wyjątkowo, mogłam wziąć odwet na kimś, kto naprawdę mi się naraził. 
Może zrobiłabym to, gdyby nie złośliwy uśmiech Jacka. Wyglądał tak, jakby miał nadzieję, że to zrobię, a on będzie mógł potem wspominać w marzeniach, jak go spoliczkowałam. W jego głowie seks mieszał się z przemocą i gdybym pozwoliła sobie wobec niego na jedną z tych dwóch rzeczy, znaczyłoby to, że pozwalam mu i na drugą. 
– Nie mogę – szepnęłam. 
Jack udał, że się dąsa.
– Na pewno, słoneczko? Ja nie mam nic…

Jackowi przydałaby się porządna domina. Nie chce mi się wierzyć, że gdyby Maksio zrobił porządny background check uczestników, to skłonności Jacka nie wyszłyby  na jaw wcześniej. Dzięki temu można było uniknąć tej napaści. Ale po co prześwietlać kandydatów na męża córki i przyszłej królowej, na pewno nic złego się nie stanie. Oh wait.

Użyj mózgu, Luke: 22


Ahrenowi puszczają nerwy i elegancko przydzwania Jackowi w ryj. Niestety, parafrazując skecz kabaretu Hrabi „Jacka teraz boli twarz, a wiecie, jak mnie boli ręka?”

Edzia zabiera brata do skrzydła szpitalnego, by opatrzono mu dłoń, a gwardzistom każe nieprzytomnego Jacka wsadzić natychmiast do samolotu. 

Siedziałam na łóżku Ahrena, razem ze mną był Kaden. Ahren zginał zabandażowane palce, które były paskudnie stłuczone.
– Czy to boli? – zapytał Kaden, bardziej przejęty niż zdenerwowany. 
– Troszeczkę, ale w każdej chwili zrobiłbym to znowu. Uśmiechnęłam się z ogromną wdzięcznością do mojego brata bliźniaka.
– Gdybym ja tam był – zaczął Kaden – wyzwałbym go na pojedynek. 
Zachichotałam, a Ahren sięgnął nade mną, by potarmosić włosy brata. 
– Przykro mi, kolego, ale to się stało za szybko, żebym o tym pomyślał. 
Kaden potrząsnął głową. – Wszystkie lata lekcji szermierki poszły na marne. 
– I tak zawsze byłeś w tym lepszy ode mnie – przypomniał Ahren, a tymczasem do pokoju bez pukania wszedł Osten z telefonem przy uchu. 
– Gdybyś tylko więcej trenował! – zganił go Kaden. 

Kaden jest awesome. Team Kaden <3!!!

Osten usiadł na łóżku, nie przerywając rozmowy. 
– Tak. Tak. Dobra, chwilę. – Zasłonił słuchawkę i popatrzył na mnie. – Eady, skąd w ogóle był ten cały Jack? Spróbowałam sobie przypomnieć jego zgłoszenie. 
– Chyba z Palomy. 
– Na pewno z Palomy. – Kaden skinął głową. 
– Super. – Osten znowu odezwał się do słuchawki: – Słyszałeś? Będę w kontakcie. 
Rozłączył się i schował telefon do kieszeni, a my patrzyliśmy na niego szeroko otwartymi oczami. 
Roześmiałam się. 
– Zwykle staram się ciebie powstrzymać przed tym, co zamierzasz zrobić, ale tym razem nie będę o nic pytać. – Myślę, że tak będzie najlepiej. 
Popatrzyłam na moich braci, tak bardzo opiekuńczych, inteligentnych i psotnych. Wiele razy nienawidziłam ich za to, że nie są ode mnie starsi, że zmuszają mnie do przyjęcia roli, której nigdy nie chciałam. Dzisiaj, może po raz pierwszy, kochałam ich właśnie za to, jacy są. Kaden odwracał moją uwagę od tego, co się stało, Ahren mnie bronił, a Osten… cóż, zamierzał mi pomóc na własny sposób.

Jeżeli w zamierzeniu Cass to wyznanie miało być wzruszające, to zupełnie nie wyszło. Wychodzi na to, że dotąd Edzia autentycznie nienawidziła braci i to tylko dlatego, że zrządzeniem losu nie urodzili się przed nią. Wartościowych ludzi zobaczyła w nich dopiero, gdy przysłużyli jej się i zrobili się jej chwilowo potrzebni. Przerażające. 

Do wesołej gromadki dołączają Amisia i Maksio. 


Tata przełknął ślinę i popatrzył na nas wszystkich.
– Eadlyn, jest mi naprawdę okropnie przykro. Nie mam pojęcia, jak on mógł się prześlizgnąć przez kontrolę. Myślałem, że zgłoszenia są weryfikowane i nie miałem pojęcia… 

Ahahahahahahahahaha!!! Weryfikowane, nie no, Maksiu, ale z ciebie naiwniak!

Użyj mózgu, Luke: 23

Edzia i jej rodzice wspólnie podejmują kilka decyzji. Odtąd wszystkie randki muszą odbywać się w obecności gwardzisty i/lub kamer. Co do Jacka, nie zostaną mu postawione żadne formalne zarzuty, ale całe zajście nie będzie ukrywane ku przestrodze i by chłopaka zdyskredytować. 
Maksio prosi jeszcze tylko Edzię, by w razie następnej nieudanej randki upewniła się mimo wszystko, czy kandydat nie zejdzie przypadkiem z tego łez padołu i będzie przytomny, zanim zostanie wykopany z pałacu.


Maksio i Amisia wychodzą. Rodzeństwo zostaje i gada do późna w nocy.


Rozdział 20


Gdy  następnego  dnia  siedzieliśmy  przy  śniadaniu, przyłapałam się na tym, że patrzę na chłopców i szukam jakichś oznak, czy któryś z nich jeszcze może być taki jak Jack. Cały czas myślałam, że gdybym w pierwszych dniach poświęcała im więcej uwagi, zauważyłabym, że z jego zachowaniem jest coś nie tak.

Cóż, od samego początku wiedziała, że to buc straszny. Oczywiście nie musiała od razu ekstrapolować z tego jego preferencji w łóżku, ale rzeczywiście, gdyby nie gardziła tak  całym plebsem i obserwowała kandydatów uważniej, może wcześniej by coś jej podpadło.

Iladian stwierdza, że jeden Jack nie zniechęci jej do reszty uczestników. Trzeba brać byka za rogi. Czas więc na „1 z 10” rodem z Ikei. 


– Dzisiaj urządzimy quiz dotyczący różnych spraw związanych z Illéą. Tematy będą obejmować historię, stosunki międzynarodowe oraz politykę wewnętrzną. Jeśli odpowiecie prawidłowo, jedna z pokojówek – wyjaśniłam, wskazując pokojówki czekające z boku – podejdzie i da wam złoty plus. Jeśli się pomylicie, dostaniecie czarny znak X. 
Chłopcy spojrzeli na koszyki ze znakami i roześmiali się z napięcia i niepokoju. 
– Nie martwcie się, to tylko zabawa. Jednakże wykorzystam między innymi te informacje, gdy będę podejmować następną decyzję o eliminacji. Jeśli odpowiecie nieprawidłowo na większość pytań, to nie znaczy, że jesteście automatycznie skreśleni… ale będę was obserwować – zażartowałam, wskazując ich palcem. – Pierwsze pytanie – oznajmiłam. – Bardzo ważne! Kiedy są moje urodziny? 

No ba, priorytety są cały czas na miejscu! Cóż by to była za zabawa, gdyby nie kręciła się wokół naszej drogiej najpotężniejszej. 


Rozległy się śmiechy, a chłopcy pochylili głowy, zapisując odpowiedzi i podglądając, co piszą inni. 
– No dobrze, podnieście kartki – rozkazałam i teatralnie westchnęłam na widok rozbieżności w datach. 
Kile oczywiście wiedział, że to 16 kwietnia, i nie był jedyny, ale tylko kilku umiało podać także rok. 





Anno, tak mi przykro, że dzielisz z Edzią dzień urodzin. Co za straszny zbieg okoliczności.

Drodzy Czytelnicy, osłodźmy ten okropny fakt mojej drogiej przyjaciółce, która tak się nam przysłużyła, nadając Edzi piękną ksywę Iladian. Biedaczka nie wiedziała, co za wiadomość ją czeka. Złóżmy jej więc wszyscy spóźnione, ale szczere życzenia urodzinowe.

Jeszcze raz życzę Ci wszystkiego najlepszego, Aniu!!!


– Wiecie co, pójdę wam na rękę i zaliczę wszystkie odpowiedzi, które wskazują kwiecień. 
– Hurra! – zawołał entuzjastycznie Fox, a Lodge i Calvin siedzący z tyłu przybili piątkę. Pokojówki weszły na scenę, a chłopcy, którzy dostali X, narzekali komicznie, ale wzięli znaczki bez urazy. 
– Oto pytanie, na które można udzielić bardzo różnych odpowiedzi. Kogo uważacie za największego sprzymierzeńca Illéi? 
Niektórzy prawidłowo odgadli, że chodzi o Francję, Włochy i Nową Azję, natomiast Henri uniósł napis „Norwegoszwecja” z kilkoma wykrzyknikami. 

Wygląda na to, że wszystkie inne kraje zapadły się do wody jak Atlantyda. Właściwie czytamy w książce tylko o tych kilku. Cóż, skoro inni nie są sprzymierzeńcami Ikei, to po co o nich wspominać. Amirite?

Jak mała Kiera wyobraża sobie…: 10

Następnie padają pytania o Augusta Ikeę i czwartą wojnę światową. Większość chłopców wypadła nienajgorzej. Najlepiej poradzili sobie Hale, Ean i nieznany mi bliżej statysta Raoul. Oczywiście najgorzej wypadł Henri, ale Edzia mu to wybaczy, bo wie, że jako cudzoziemiec ma prawo pewnych rzeczy nie wiedzieć. 


– Zanim pójdziecie, panowie, mam jeszcze jedno pytanie dotyczące historii najnowszej, więc lepiej, żebyście odpowiedzieli na nie prawidłowo. 
Zaczęli nerwowo szeptać między sobą, gotowi na nowe wyzwanie. 
– Jeśli znacie odpowiedź, możecie po prostu powiedzieć ją na głos. Gotowi? W jakich okolicznościach możecie mnie dotknąć bez mojej zgody? 
Patrzyłam na nich wszystkich z kamienną twarzą, żeby sprawdzić, czy będą mieli czelność się roześmiać. Wymieniali spojrzenia, ale tylko Hale był dość odważny, by odpowiedzieć. – Nigdy! – zawołał. 
– Prawidłowa odpowiedź i postarajcie się wszyscy ją zapamiętać. Jacka Rangera spotkała tylko pięść mojego brata i wyrzucenie stąd w aurze skandalu. Jeśli ktoś jeszcze spróbuje mnie dotknąć bez mojej zgody, zostaniecie co najmniej wychłostani. Czy wyrażam się jasno? 
W sali panowała cisza. 
– Zakładam, że to oznacza „tak”. 
Wyszłam z nadzieją, że moje słowa utkwią im w pamięci. Zabawa się skończyła i nie chciałam, by mieli choćby najmniejsze wątpliwości w tej kwestii.

Po raz pierwszy muszę przyklasnąć tej krowie. Tu się absolutnie z nią zgadzam. 

Po lunchu tata nie przyszedł od razu do gabinetu, co bardzo rzadko mu się zdarzało, dlatego byłam sama, gdy zapukała lady Brice.
– Wasza wysokość – przywitała mnie. – Czy twój ojciec jeszcze nie przyszedł? 
– Nie. Nie wiem, co go mogło zatrzymać. 
– Hmm. – Wyrównała stos trzymanych dokumentów i zaczęła się zastanawiać. – Naprawdę muszę z nim pomówić. 
Lady Brice wyglądała wyjątkowo młodo – była oczywiście znacznie starsza ode mnie, ale jednak młodsza od taty. Nie miałam pojęcia, co o niej myśleć. Nie chodziło to, że jej nie lubiłam, ale zawsze zastanawiałam się, dlaczego jest jedyną kobietą wśród współpracowników taty. 

Pewnie z powodu seksizmu i durnych stereotypów, co mnie raczej nie dziwi. 

– Może ja mogę w czymś pomóc? – zaproponowałam. Spojrzała na mnie z namysłem. 
– Nie jestem pewna, na ile król chce się dzielić tymi informacjami, więc obawiam się, że nie. Przepraszam. Uśmiechnęłam się, bo wiedziałam, że mówi szczerze. 
– Nie ma za co. Lady Brice, czy mogę pani zadać pytanie? Jest pani bardzo inteligentna i miła, dlaczego nie wyszła pani nigdy za mąż? 
Roześmiała się lekko. 
– Wyszłam za mąż za tę pracę! To wiele dla mnie znaczy i wolę się tym zajmować niż poszukiwać partnera. Przewróciłam oczami. 
– Zgadzam się w zupełności. 
– Wiem, że wasza wysokość to rozumie. Poza tym jedyni ludzie, z którymi mam do czynienia, to inni doradcy, a nie sądzę, bym miała ochotę wiązać się z kimkolwiek z nich. Dlatego po prostu zajmuję się pracą. Skinęłam głową. 
– Podziwiam panią. Myślę, że ludzie zakładają, że kobieta nie może być szczęśliwa bez męża i dzieci, ale pani sprawia wrażenie zadowolonej z życia. 

O, to właśnie miałam na myśli. 


Osiemnaście lat to długi czas jak na pracę w pałacu, w szczególności w roli doradcy. Tata wymieniał zwykle doradców po pięciu-ośmiu latach, na podstawie rekomendacji i zależnie od nastrojów społecznych. Co sprawiało, że lady Brice była tutaj tak długo? 

Bo jest dobra w te klocki? 


Przyglądałam się, jak odrzuciła pasmo włosów na plecy i uśmiechnęła się. Czyżby tata pozwolił jej zostać, ponieważ była atrakcyjna?

Momencik, chwilunia. Jak chcesz odgrywać tutaj światłą feministkę, Edziu, to bez takich aluzji z łaski swojej. 

Iladian szybko się rehabilituje, stwierdza bowiem, że na pewno uroda nie jest powodem tak długiego stażu pracy lady Brice.


Lady Brice dygnęła i wyszła, a ja jeszcze długo wpatrywałam się w drzwi, ciekawa tej kobiety, którą najwyraźniej znałam przez całe życie, chociaż nie byłam tego świadoma. 

Ale kto by tam zwracał uwagę na plebs, no daj spokój. Edzia stwierdza, że jest zbyt zajęta Eliminacjami i byciem księżniczką, więc nie będzie sobie zawracała łba jakąś panną Brice. 

I tak kończy się rozdział. Za tydzień randek ciąg dalszy.

Do zobaczenia!

Statystyka:

Bułkę przez bibułkę: 46
Fabuła nie do poznania: 15
Jak mała Kiera wyobraża sobie…: 10
Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 35
Monty Python wiecznie żywy: 11
Nie posmarujesz, nie pojedziesz: 15
Samochwała w kącie stała: 20
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem: 4
Tylko Schreave może kochać Schreave'a: 15
Użyj mózgu, Luke: 23

Beige

26 komentarzy:

  1. Iladian był tym razem... całkiem znośny o.O Najwyraźniej jedynym sposobem na to, by czytelnik mógł jej... aż tak nie nienawidzić, jest postawienie obok niej jeszcze większego buca.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę, nie wierzę, że ja także dzielę urodziny z Iladianem :/
    Analiza, jak zawsze, świetna! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Śmiem twierdzić, że ten film mógłby być na poziomie twórczości Cass, choć Eadlyn mogła sobie przefiltrować treść w negatywny sposób- a nuż ograne motywy zemsty i bandziorów wykorzystano twórczo? Chodzi mi o to, że z jednej strony fabuła wydaje się mocno sztampowa, a z drugiej... No cóż, jest taka tylko po to, by Cass pokazała w jakże subtelny sposób bucerę Jacka. Sposób przedstawiania postaci na poziomie Michalak, ale to wiadomo od czasów Celeste Evil Biczy.
    BTW, przesiąknięta jestem miazmatem mafijnym:-P i rękoczyny Ahrena skojarzyły mi się z tym, jak Santino Corleone pobił szwagra za przemoc wobec siostry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdzie Corleone, a gdzie Schraeve... nie obrażaj biednych mafiozów xD

      Adria

      Usuń
    2. Masz rację, tam przynajmniej jakieś charaktery były:-D Zresztą, prawy sierpowy dla nieodpowiedniego kandydata jest jakiś taki... Niekrólewski, śmieszny po prostu w tym wypadku. To nie pasuje do rodziny królewskiej tylko do mafii właśnie albo bójki w saloonie na dziewiętnastowiecznym Dzikim Zachodzie.

      Usuń
  4. Po tym rozdziale zaczynam odnosić wrażenie, że z Eadlyn może jeszcze wyrosnąć godny następca Clarcksona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja. Obawiam się tylko, że Cass nie pozwoli, aby taka sytuacja trwała zbyt długo ;|

      Usuń
  5. Dobra, pan masochista był podniecony, ale puścił księżniczkę na jej rozkaz. Czy histeria panny nie była nieco nieadekwatna?
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie, była z nim sama w zamkniętym pomieszczeniu. To, że ja puścił nie oznacza jeszcze, że postanowił dać jej spokój. Edzia nigdy nie była w podobnej sytuacji, myślę, że mogła wpaść w panikę.

      pozdrawiam
      rose29

      Usuń
    2. Neh, też bym się wystraszyła, gdyby ktoś naruszył moją nietykalność. Edzia ma prawo mieć bardzo szeroką strefę osobistą i rozumiem ją w tej niechęci do kontaktów fizycznych. Tym bardziej, że zapewne wyrachowywana była zapewne w myśl zasady "Jesteś księżniczką i byle kto nie ma prawa nawet pomyśleć o tknięciu cię palcem". Myślę też, że Edzi po prostu nie przyszło nigdy do głowy, że ktoś może zachować się wobec niej w taki sposób (bo ta faktycznie głupi pomysł... Czego Jack się spodziewał?), więc pewnie była po prostu w szoku.
      Mnie bardziej poraża, jak bardzo przerysowany jest Jack. Na litość Boską, nawet największy fetyszysta/psychopata nie wpadałby na tak durny pomysł, by próbować coś uskuteczniać pod samym nosem straży!

      Usuń
  6. Ha, po scence z Jackiem to od razu mnie się gościu z kimś skojarzył. Nie z zachowania, a z czegoś o wiele prostszego. Jack. Jack the Ripper aka Kuba Rozpruwacz. Takie luźnie skojarzenie XD

    OdpowiedzUsuń
  7. Ahren jak ten rycerz broniący czci damy.. um, znowu doszukuję się niestosownych Schraeve'owych uczuć. ;D
    Scenka z braćmi byłaby urocza, gdyby nie fakt, że rzeczywiście EEDLYN miała ich w odwłoku całe życie (poza Ahrenem ;p)

    Szczerze mówiąc, chociaż generalnie rozumiem przesłanie - granice dotykania i przestrzeni osobistej są nienaruszalne etc. - to wydaje mi się, że reakcja E. była zbyt histeryczna - ostatecznie Jack ją puścił, a ona miała na zawołanie tabuny gwardzistów (może malo kompetentnych, ale jednak ;p).
    Z drugiej strony - dzięki Omowi, że Cass oszczędziła nam standardowej opkowej Sceny Gwałtu i Kile'a ratującego Marysue z opresji...

    Niespecjalnie ogarniam, o co chodzi z tą lady Brice, czy ona okaże się szpiegiem? Kochanką Maxona? Biologiczną matką kogoś tam? A może to jest ta narzeczona mojego ulubieńca Augusta, ta w kurtałce w kwiatki? xD

    Adria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, po prostu wedle kanonów literatury klasy B i opek kobieta współpracująca z facetem /sekretarka musi być jego kochanką. A że Edzia podejrzliwa jest, to zaraz musiała sobie powiązać niewiastę na stanowisku z czymś takim. Cass mogłaby pisać książki razem z Michalak, serioB-)

      Usuń
    2. Moim akurat zdaniem jej histeria w tym przypadku jest zupełnie uzasadniona. Dziewczyna absolutnie nie ma podstaw z samoobrony dla kobiet, facet jest od niej większy i silniejszy, a w dodatku bawi go jej opór. Tymczasem nasza księżniczka przebywa z nim sama w piwnicy...Gwardziści gwardzistami, ale poza pobiegnięciem do nich jaką miała alternatywę? Stać dumnie wyprostowaną i wezwać ich doniosłym głosem? Jak dla mnie to jej reakcja czyni ją (przynajmniej chwilowo) bardziej ludzką.
      A za tekst "Podobało ci się to!" i moje ukochane "sama tego chciałaś" to serio powinni sprowadzić z zasłużonej emerytury ikeańskiego kata i kazać mu robić z palantem co Beige powie.
      Sierpowy od księcia to zdecydowanie za mało...

      Sha

      Usuń
    3. @Ela - też mi się to z Michalak skojarzyło, brr.

      @Sha - dla mnie to po prostu dziwne, że Edzia ze swoim biczyzmem i pogardą dla plebsu w ogóle się boi Jacka, powinna go z automatu trzasnąć w mordę, kopnąć w klejnoty wzorem królewskiej mamusi i dorzucić jadowite kazanie. Z drugiej strony rozumiem, że ją zatchnęło totalnie.
      Teksty Jacka były przesadzone, wręcz karykaturalne i w sumie nie wiem, czy on był mocno into BDSM, czy był po prostu typowym opkowym gwałcicielem. Tak czy inaczej mnie ta scena jakoś zmęczyła i zostawiła takie "ale.. wtf Edziu?", po prostu wydawało mi się, ze EEDLYN Nieustraszona sobie poradzi z jednym bucem, piwnica czy nie. Nie wiem nawet, jak to wyjaśnić, po prostu to wyjątkowo niepasująca scenka (bo kto leci z łapami do swojej przyszłej królowej?)

      Adria

      Usuń
  8. O,akcja się rozkręca!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystko spoko tylko mam jedno pytanie. Czy jeżeli od ewentualnego dotkniecia zależałoby życie pani świata, na przykład wyrwać ją z rąk Jack'a albo złapać zanim powiedzmy spadnie z wieży, co wtedy? Też dostanie się po ryju? I nie odnoszę się tylko do tego rozdziału, bo we wcześniejszych potrafiła uciec tylko z powodu rozpoczęcia dyskusji na jakiś temat. Ta laska jest po prostu chora, ale gdyby naprawdę związała się z tym wyraźnie upośledzonych psychicznie typem, to w naszych oczach stała by się nawet znośna. Brawo Cass właśnie tak tworzy się pozytywne postacie.
    -Lys

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie o tym samym myślałam. Ok,rozumiem powagę sytuacji i fakt że Iladian o mało nie została zgwałcona. Tylko że tekst typu "NIGDY nie wolno wam mnie dotknąć" jest dosyć przesadzony i odnoszę wrażenie że przesadziłyście odrobinkę z tą kobiecą solidarnością. Bo gdyby królewna była w bezpośrednim zagrożeniu utraty życia i ktoś musiałby jej dotknąć by udzielić np. Pierwszej pomocy ale księżniczka nie byłaby w stanie wyrazić na to zgody to... Oh, wait. Zginęłaby. Nevermind :D Cass najwyraźniej sama pokazuje nam jak pozbyć się Antychrysta!

      Usuń
    2. Imo trochę przekombinowujecie. To znaczy nie wiem, może ja jestem przewrażliwiona na tym punkcie, ale reakcja Iladianu wydaje mi się zupełnie na miejscu i uważam, że należy podkreślać bardzo wyraźnie, że kobiety nie należy dotykać wbrew jej woli, bo wbrew pozorom to nie dla wszystkich jest takie oczywiste. Tutaj zebrało się raczej środowisko inteligentnych i rozwiniętych społecznie ludzi, ale wystarczy wejść chociażby w te gorsze rejony internetu, żeby natknąć się na ten cały nurt gimbusiarski (mentalnie, ale, co gorsze, niekoniecznie wiekowo), który święcie wierzy, że jak kobieta mówi "nie", to ma na myśli "tak" i w inne tego typu mądrości. Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak zbyt lekkie podeście do sprawy napaści seksualnej i to trzeba naprawdę maglować, bo dla wielu to naprawdę nie jest takie oczywiste i najchętniej zbyliby to wszystko "ojtam, ojtam, przecież jej się podobało", a ofiara nawet nie ma odwagi zaprzeczyć, bo victim blaming ma się w naszej kulturze kwitnąco. Dlatego nie odwracajmy kota ogonem, bo akurat ta kwestia podniesiona przez Iladian znalazła się tu bardzo słusznie, a wręcz powinna była zostać tak uwypuklona i imo czepianie się doboru słów jest naprawdę na siłę, bo doskonale wiadomo, o co chodzi.
      (Inna sprawa, że nawet wśród fanek Iladian jest chyba uważana za koszmarną zołzę, więc sądzę, że taki apel w jej wykonaniu nie odniesie takiego sukcesu wśród czytelniczek, jak gdyby był przedstawiony przez naprawdę pozytywną bohaterkę. Tym niemniej jestem w stanie uznać ten wątek za jedyny, jak do tej pory, pozytywny aspekt twórczości Cass).

      -marszałek Savignac

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Rozumiem powagę sytuacji, ale muszę przyznać, że bardzo rozbawiło mnie to w jaki sposób Antychryst powiedział o nieudanym gwalcie bratu:
      On, mnie dotknął.
      Dziewczyno ogarnij się nie to było w tym najgorsze! On dawał jawne sygnały, że może cię zgwalcic!

      -Lys

      Usuń
  10. Mnie z kolei bawi to, że niektórzy, śmiejąc się z Kasi Michalak, sami uważają, że nastolatka, która późnym wieczorem znalazła w pustej, podziemnej sali w towarzystwie natrętnego i silniejszego od niej faceta (którego w dodatku podnieca jej opór) przesadza i histeryzuje. I, że najlepiej powinna napluć na niego jadem, bo przecież jest jednowymiarową evil biczą i kropka.

    A co do formy, w jakiej Ea... Eay... Eya... bohaterka przekazała informację bratu, to ludzie pod wpływem gwałtowniejszych uczuć mówią chaotycznie, krótkimi, często niedokładnymi zdaniami. Nie oczekiwałabym w takiej chwili elokwencji od nikogo, ba, wyszłoby to sztucznie. Ona wyrzuciła z siebie dokładnie to, co myślała i co wzbudziło w niej panikę.

    Jak dla mnie, ta scena była akurat najnaturalniejszą w książce i nie ma co się jej czepiać na siłę. Zwłaszcza, że, wyjątkowo, próbuje nawet przekazać coś sensownego czytelnikom. Nie wiem tylko, jak to wszystko ma się do charakterów postaci, bo z główną bohaterką jest ten problem, że bywa zwyczajnie niekonsekwentnie prowadzona, a cała jej wielka przemiana jest pisana raczej nieporadnie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przydałby się punkt do "Tylko Schreave…" za bohaterską obronę siostry w wykonaniu Ahrena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że brat stara się obronić siostrę przed de facto obcym facetem, jest moim zdaniem całkiem normalne.

      Usuń
  12. Zabrzmię niepoprawnie politycznie, ale gdy tak nadęta, gardząca wszystkim co się rusza bohaterka Nie-Ma-Nikogo-Potężniejszego boi się nagle kogoś-kto-z-założenia-był-mniej-potężny, to można nawet odczuć satysfakcję. Antychryst wzywający rozpaczliwie strażników i uciekający - szkoda tylko, że to ani trochę nie zmieniło jej charakteru i skrajnego wzdęcia.

    OdpowiedzUsuń