sobota, 6 sierpnia 2016

Rozdziały V i VI


Dodaję analizę nieco wcześniej, albowiem jutro wyjeżdżam na wakacje.


Rozdział 5


Rozpoczyna się nowy dzień. Edzia spożywa śniadanie, jednocześnie przeglądając gazety:

W jednej znalazłam informacje o załamaniu pogody w pewnym regionie kraju, w innej spekulacje dotyczące tego, kogo poślubię, ale ogólnie wydawało się, że naród stracił ochotę na robienie czegokolwiek poza martwieniem się o mamę.

Tak, tak, Cass, wiemy – wszyscy drżą o losy Dobrego Mzimu, albowiem Illea doprawdy nie mogłaby dalej istnieć, gdyby zaszło Słońce Cassoversum. Ja chciałabym jednak nieśmiało przypomnieć, że spora część owego narodu jeszcze kilkanaście godzin temu najchętniej wywiozłaby obecnie panującą monarchię na taczkach, zatem średnio wierzę w ten wybuch zbiorowej histerii.

...No, chyba że Edzia postanowiła zrobić realny użytek ze swej niepodzielnej władzy i zawczasu oznajmiła prasie, że od teraz mogą ukazywać się wyłącznie artykuły zgodne z Jedyną Słuszną Linią Partii.

Eadlyn stwierdza, że jest wdzięczna losowi za taką a nie inną postawę krajan, była bowiem pewna, że lud ściągnie z emerytury Miecia i Henia w tej samej chwili, w której ogłoszona zostanie rodzicielska niekompetencja Maxona jej nagła zmiana statusu.

Edzia odrywa się od lektury, by odpowiedzieć na powitanie Henriego; przy okazji konstatuje, że przydupas jak zwykle tkwi wiernie u boku swego pracodawcy „niczym lina”, która łączy zawsze roześmianego Norwegofinoszweda z rzeczywistym, ponurym światem, Kile stara się rozbawić jej braci (idzie mu topornie, ale liczą się wszak intencje), Ean zaś najwyraźniej trzyma się z Project Runwayem i Foxem, bowiem przyszli razem na śniadanie.

Za nimi szedł Gunner, jakby przez wszystkich zapomniany.

… Cass, czy ty naprawdę musisz podkreślać na każdym kroku, jak dalece nieistotną dla fabuły postacią jest ten nieszczęśnik?

Ale wiecie co? Summa summarum ja nawet lubię tego gościa; jest tak ewidentnym piątym kołem u wozu, że nie mogę się powstrzymać od śmiechu, ilekroć natrafiam w tekście na jego imię.

Zatrzymałam go wśród Elity, ponieważ ciągle pamiętałam, jak rozbawił mnie jego wiersz, ale poza tym prawie go nie znałam.

Serio? To jest cała twoja motywacja? Cass, skoro nie Baden, to czy zamiast Pana Przezroczystego nie mogłaś zostawić w grze Leelanda? Naprawdę liczyłam na ten romans z ciotką May!

I proszę, przestań być własną metą, od wyliczania absurdów jestem tu ja i Beige.

Monty Python wiecznie żywy: 34

Kaden i Osten siadają przy stole; Eadlyn, widząc, jak zdołowani są jej bracia stara się rozbawić towarzystwo.

Osten? – Spojrzał na mnie, a ja czułam na nas wzrok Elity. – Pamiętasz, jak mama zrobiła nam naleśniki?
Kaden roześmiał się i odwrócił do pozostałych, żeby opowiedzieć tę historię.
Mama, kiedy była dzieckiem, często gotowała, a potem już nie.

Cóż, wierzę ci na słowo, bowiem bodaj jedyną kuchenną aktywnością Amisi, jaką mieliśmy okazję zaobserwować w trylogii było przygotowywanie na obiad niesławnego kurczaka.

Kaden opowiada anegdotkę, jak to Amisia po wielu latach kuchennego nieróbstwa postanowiła zrobić swym pociechom przyjemność i usmażyć im naleśniki, zdobione jagodami w fantazyjne wzory; niestety, skupiła się zanadto na części artystycznej i danie się przypaliło. Historia jest w sumie urocza, frapuje mnie jednakże ten fragment:

Zależało jej, żeby poukładać na nich [naleśnikach] jagody tak, by tworzyły gwiazdki, kwiaty i buzie, ale żeby to zrobić, zostawiła naleśniki za długo na patelni i kiedy je przewróciła, były całkiem spalone.

Jestem bardzo kiepskim kuchcikiem, możliwe więc, że czegoś nie chwytam, ale...America zamierzała przewrócić naleśniki na drugą stronę PO ozdobieniu ich jagodami? ...Cóż, w takim układzie obawiam się, że spalenizna nie była największym problemem tego dania.

Fortel się udaje, wszyscy przy stole wybuchają śmiechem; bracia żartobliwie wyrzucają Edzi, że nie chciała skosztować oryginalnej potrawy i twierdzą, że spalone naleśniki były całkiem smaczne (wybaczcie chłopcy, w obliczu tego, co napisałam wcześniej, nie bardzo wam wierzę). Do dyskusji włącza się Fox, który opowiada, że jego ojciec lubi przyrządzać „dobrze wysmażone” (czytaj: spalone) mięso z grilla.

Mój ojciec… – zaczął nieśmiało Erik. Byłam zaskoczona, że chciał się włączyć w rozmowę.

Wiecie co? Ten pozornie niewinny cytat jest dla mnie wreszcie okazją do wspomnienia o czymś, co od dawna mnie irytuje: sposobie, w jaki Cass portretuje Erika. Wszystko byłoby jak najbardziej okej, gdyby chłopak świadomie dystansował się od pałacowego życia z powodów zawodowych – jest profesjonalistą, został zatrudniony jako tłumacz, więc jego zadaniem jest tylko i wyłącznie pomaganie Henriemu w rozumieniu angielskich konwersacji, a nie włączanie się w nie i bratanie z kandydatami/rodziną królewską. Ale nie; przypomnijcie sobie chociażby dyskusję w „Następczyni”, w której przydupas stwierdza, że nie jest nikim specjalnym i ach, jej! z pewnością zostałby wykopany z pałacu pierwszego dnia, gdyby sam zgłosił się do Eliminacji. Biorąc pod uwagę, że nic w tekście nie uzasadnia owego poddańczego stosunku do reszty bohaterów, Erik jawi mi się mniej jako skromny, cichy chłopak (co zapewne było celem Cass), a bardziej jako najgorszy rodzaj attention whore, który stara się skoncentrować na sobie uwagę otoczenia, wmawiając temuż otoczeniu, iż absolutnie nie zasługuje na jakiekolwiek wyrazy sympatii, albowiem gdzież jemu, prostemu pastuszkowi, bratać się z wielkimi tego świata (którzy to wielcy, że tak tylko przypomnę, to nie tylko rodzina królewska, ale także chłopaki w tym samym wieku i o tym samym statusie społecznym, co on).

Okazuje się, że tata Erika, piekąc ciasto dla jego mamy, zagapił się i strasznie zasmrodził dom, w związku z czym rodzice chłopaka musieli wprowadzić się na dwa dni do jego mieszkania (które to mieszkanie mamusia postanowiła wysprzątać o szóstej rano, niepomna śpiącego syna). Atmosfera się rozkręca, wszyscy się śmieją i dowcipkują; Cass udało się nawet stworzyć dialog, który autentycznie mnie rozbawił:

Skoro o tym mowa, czy ktoś jeszcze się boi, co będzie, kiedy przegramy i będziemy musieli wrócić do domu po mieszkaniu w takim miejscu i w takich luksusach?
Ja nie – odparł Kile z kamienną twarzą, a pozostali ryknęli śmiechem.

Jest radośnie i głośno, aż tu wtem! Do sali wpada pokojówka z sensacyjną wieścią: Amisia się obudziła!

Edzia rzecz jasna rusza galopem do skrzydła szpitalnego, w którym zaiste zastaje bardzo słabą, ale przytomną matkę (oraz – jakżeby inaczej – przeszczęśliwego tatula).

Cześć, mamo. Jak się czujesz? – Zamknęłam palce na jej dłoni, starając się nie ściskać jej za mocno.
Troszkę mnie boli.
To znaczyło, że musiało ją bardzo boleć.

No no, patrzcie tylko, jak nam zhardziała nasza Amisia. Cass, pamiętasz jeszcze „Elitę” i Americę skarżącą się Aspenowi na podrapane nogi? Ja pamiętam.

Fabuła nie do poznania: 49

Odpoczywaj po prostu, aż poczujesz się lepiej, dobrze?
Co u ciebie?
Wyprostowałam się odrobinę z nadzieją, że ją przekonam.
Mam wszystko pod kontrolą. Kaden i Osten radzą sobie świetnie, jestem pewna, że zaraz tu będą. A wieczorem jestem umówiona na randkę.
Dobra robota, Eady. – Tata uśmiechnął się i znowu spojrzał na mamę. – Widzisz, kochanie? W ogóle mnie tam nie potrzebują. Mogę zostać tu z tobą.

Maxon?


Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 58
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem: 10

Amisia pyta o Ahrena; Edzia już – już ma oznajmić, że nie mają od niego żadnych wieści, gdy Maksio ni z tego, ni z owego wypala, że wyrodny syn zadzwonił, przejęty zawałem matki:

Ma nadzieję, że niedługo uda mu się przyjechać, ale powiedział, że są jakieś komplikacje, chociaż był trochę zbyt wytrącony z równowagi, by wyjaśnić dokładnie, o co chodzi.

Zapewne zaciął się zamek w drzwiach jego francuskiej rezydencji, a ślusarz może przyjechać najwcześniej w przyszły wtorek.

Nie, nie jestem niepotrzebnie złośliwa; sami w swoim czasie zobaczycie, skąd mój sceptycyzm co do „komplikacji” na drodze Ahrena.

Chcę mojego syna – powiedziała mama łamiącym się głosem.

Słuchajcie, nie winię tu absolutnie Amisi: serce matki i tak dalej, a poza tym kobieta jest wykończona fizycznie i psychicznie, nic zatem dziwnego, że się rozkleiła. Mnie bardziej interesuje, dlaczego WSZYSCY – od Coddly'ego przez Caesara po Edzię – traktują od dawna planowane małżeństwo Ahrena niczym jakiś zbrodniczy, niemożliwy do przewidzenia występek młodego gniewnego.

Do sali docierają książęta; Osten jest rozradowany, Kaden wzruszony, ale stara się to ukryć.

Byliśmy bardzo grzeczni – zapewnił [Osten].
Natychmiast przestańcie. – Mama uśmiechnęła się.

Wiecie co? Fragmenty takie jak ten umacniają mnie w przekonaniu, że Cass potrafi pisać całkiem udane scenki rodzajowe z życia (przynajmniej w założeniu) kochającej się rodziny. Dlaczego więc nie zajmie się czymś w tym guście, miast tworzyć kolejne potworki o miłosnych wielokątach nastolatków?

Amisia wyraźnie cieszy się z bliskości dzieci; Eadlyn komentuje, że z każdą chwilą spędzaną z nimi królowa wydaje się być żwawsza i weselsza.

Chcę, żebyście wiedzieli, że czuję się dobrze. – Jej pierś unosiła się szybko, ale uśmiech był cały czas promienny. – Myślę, że jutro wrócę już na górę.
Tata pokiwał szybko głową.
Tak, jeśli dzisiaj nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, wasza matka będzie mogła dochodzić do siebie w swoim pokoju.

Nie jestem lekarzem i zdaję sobie sprawę, że Amisia nie jest typową pacjentką, bowiem doktorzy de facto mieszkają w jej domu... Ale czy to nie zbyt nagły ruch?

Kaden bardzo się cieszy z tej wiadomości, Edzia zauważa jednak wątpliwość w jego oczach; chłopak, podobnie jak ona, nie bardzo wierzy w kompletne ozdrowienie Ami w tak krótkim czasie.

No dobrze – odezwał się tata. – Skoro już zobaczyliście się z mamą, chciałbym, żebyście wrócili do nauki. Ciągle mamy kraj do rządzenia.




Ich matka, która niedawno otarła się o śmierć, dopiero co odzyskała przytomność. Co robi Maksiu? Odsyła pociechy do książek (do których, dodajmy, sam nie miał nigdy wielkiego nabożeństwa) i rządzenia Illeą, jednocześnie przyklejając swój bezużyteczny zad do łóżka tejże matki.

Naprawdę, nie istnieje żaden gif, który mógłby wystarczająco wiernie oddać to, co czuję w tej chwili.

Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 59

…Chwila, moment.

Stan Ameriki jest stabilny – i to na tyle, że chcą ją przenieść do jej własnej sypialni bez aparatury medycznej. Królowa nadal jest słaba, ale jej życiu najwyraźniej nic już nie zagraża.

...Maxon?

CZY ISTNIEJE JAKIŚ POWÓD, DLA KTÓREGO NIE MOŻESZ WRÓCIĆ DO WYKONYWANIA SWOICH OBOWIĄZKÓW – POMIJAJĄC TEN NAJBARDZIEJ OCZYWISTY, MIANOWICIE ŻE BARDZO LUBISZ ZRZUCAĆ WSZELKĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ NA SWOJĄ PROGENITURĘ?!

Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 60
Monty Python wiecznie żywy: 35

Przyznaj, Cass – tak bardzo spieszyło ci się do podkręcenia zajefajności Edzi, iż nawet nie przeszło ci przez myśl, że Maksiu wychodzi w tej sytuacji na jeszcze większego leniwca niż zazwyczaj, prawda?

Eadlyn dała nam dzisiaj wolne – zaprotestował Osten.
Uśmiechnęłam się z poczuciem winy. Kiedy rano wstaliśmy z łóżka, to był mój jedyny rozkaz. Chciałam, żeby się bawili.

Maxon, powiedz, jak to jest: widzieć, że twoje dziecko jest lepszym rodzicem dla swego rodzeństwa niż ty sam?

Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem: 11

Wszystko jedno, wasza matka potrzebuje odpoczynku – wtrącił tata. – Dopilnuję, żebyście się mogli z nią zobaczyć przed pójściem spać.

Słów już też powoli zaczyna mi brakować.

Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 61

Amisia i córka w kolejnej ładnej scenie mówią sobie, że się kochają, po czym dziewczyna opuszcza pomieszczenie; wychodząc, natyka się na zapłakaną Marlee.

Wszystko w porządku?
Uśmiechnęła się.
W całkowitym porządku. Tak bardzo się bałam, że ona się nie obudzi i… szczerze mówiąc, nie wiem, co bym zrobiła bez niej. Bycie tutaj, z twoją mamą, jest dla mnie całym życiem.
Usiadłam i objęłam najbliższą przyjaciółkę mojej mamy, a ona przytuliła mnie, jakbym była jej rodzoną córką. Czułam smutek, ponieważ wiedziałam, że nie przesadzała, mówiąc te słowa. Jeden rzut oka na jej poznaczone bliznami dłonie wystarczył, by przywołać długą historię o tym, jak z godnej rywalki stała się odrażającą zdrajczynią, a potem wierną damą. W rozmowach o przeszłości pewne detale były zawsze przemilczane, a ja nigdy nie naciskałam, czując, że to nie moja sprawa. Ale czasem obawiałam się, że lady Marlee uważa, iż jej ułaskawienie przez moich rodziców nadal zależy od tego, czy ona i jej mąż będą się odpłacać wystarczającym oddaniem.

...Cass, nieładnie przypominać mi w ten sposób, że gdzieś tam w oddali czeka na mnie „Faworytka”.

Marlee oznajmia dziewczynie, że chciała się zobaczyć z królową, ale uznała, że rodzina ma pierwszeństwo (nie chcę cię martwić, kochana, ale Maxon nie lubi, gdy ktokolwiek przebywa zbyt długo w towarzystwie obiektu jego obsesji, więc najprawdopodobniej po minucie wizyty zostaniesz przegnana precz). Eadlyn uspokaja ją, że ona i bracia właśnie wychodzą, więc kobieta może śmiało odwiedzić Amisię.

No, idź już. Czy mogłabyś zaglądać do nich od czasu do czasu? Ja nie będę mogła tu przychodzić tak często, jak bym chciała.

* wzdycha ciężko * Wiemy, Edziu, wiemy.

Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 62
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem: 12



Nie martw się, będę ci mówić o wszystkim tak często, jak zdołam.
Dziękuję, lady Marlee.
Uściskała mnie i skierowała się do skrzydła szpitalnego. Westchnęłam i spróbowałam cieszyć się tym krótkim momentem spokoju. Przynajmniej w tej chwili wszystko zmierzało w dobrym kierunku.




Rozdział 6


Edzia urządza sobie nocny spacer z Kilem.

- Rano byłaś niesamowita – powiedział, potrząsając głową. – Wszyscy martwimy się o twoją mamę i strasznie dziwnie jest bez Ahrena. A Kaden? Nigdy nie widziałem go tak… zagubionego. (...) Myślałem, że będziemy musieli przecierpieć ten posiłek, nie mogąc mówić o tym, co się stało, a może nawet w ogóle rozmawiać. A wtedy ty tak po prostu otworzyłaś wszystkich. To niezwykłe. Nie zapominaj o tej umiejętności.

Nie posmarujesz, nie pojedziesz: 26

Jakiej umiejętności? Odwracania uwagi? – Roześmiałam się.
Nie. – Szukał odpowiedniego słowa. – Raczej łagodzenia sytuacji. Znaczy, robiłaś to już wcześniej.

… Niby kiedy? Tak, ja wiem, to jest nowa, ulepszona Eadlyn – ale Kile, należący wszak do tego uniwersum, nie powinien raczej zdawać sobie sprawy z faktu, że właśnie przeskoczyli do nowej książki. Tak więc ponawiam pytanie: niby kiedy Antychryst łagodził konflikty, zamiast je zaogniać?

Fabuła nie do poznania: 50

Na przyjęciach albo podczas Biuletynu.

Nope. Sorry, Kile, ale kompletne pudło. To, że Edzia raz wystąpiła w roli adwokata Henriego nie zmienia faktu, że przez resztę czasu podczas wspomnianych wyżej imprez zajmowała się słownym rozjeżdżaniem kandydatów i znajomków – na głos lub w myślach.

Fabuła nie do poznania: 51

Potrafisz zmienić nastrój, a to nie każdemu się udaje.

Nie mogę się nie zgodzić. Zmiana na gorsze nadal pozostaje zmianą.

Nie posmarujesz, nie pojedziesz: 27

Znaleźliśmy się na obrzeżach ogrodu, gdzie duża, otwarta przestrzeń graniczyła z lasem.

Pamiętacie? Tak, tak; to ten sam las, przez który w „Elicie” wdarli się buntownicy. Widzę, że po dwudziestu latach Maksiowi nadal nie zaświtała w głowie szczęśliwa myśl, by jakoś odgrodzić się od potencjalnej kryjówki antymonarchistów.

Monty Python wiecznie żywy: 36
Użyj mózgu, Luke: 54

Edzia zwierza się Woodworkowi, że bardzo się boi i pobieżnie nakreśla mu sytuację (lud jej nie lubi, a teraz musi tolerować ją jako regentkę).

- (...) A jeśli zechcą się mnie pozbyć?
A co, jeśli to zrobią? – zażartował. – Nie mamy wielu opcji. Można wprowadzić władzę dyktatorską, to utrzymałoby ludzi pod kontrolą. Jest też republika federalna, monarchia konstytucyjna… o, a może teokracja! Możemy przekazać całą władzę Kościołowi.

6:0 dla Cass.

Kile, mówię poważnie! A jeśli zostanę zdetronizowana?
Ujął moją twarz w dłonie.
Eadlyn, nic takiego się nie stanie.
Ale już raz się stało! Tak właśnie zginęli moi dziadkowie, ludzie wdarli się do pałacu i zabili ich. A przecież wszyscy uwielbiali moją babkę! – Poczułam łzy.

No, gwoli ścisłości: twoja babka miała (lichą, bo lichą, ale zawsze) szansę wyjść z tego żywa, gdyby nie rzuciła się osłaniać własną piersią męża. Ale tak czy inaczej, sam fakt że Południowcy włamywali się do pałacu co tydzień jest najlepszym dowodem na to, że nie, jednak nie wszyscy.

Posłuchaj, to była grupa radykałów. Ich już nie ma, a ludzie są za bardzo zajęci układaniem własnego życia, żeby tracić czas na mieszanie się w twoje.


JUŻ ICH NIE MA.


Chłopie, przespałeś ostatnie dziewiętnaście lat swojego życia? I niedawną paradę, na której przyszła królowa została obrzucona zgniłkami? Owszem, nie ma już zorganizowanych grup rebelianckich; teraz wkurzeni są niemal WSZYSCY obywatele. Jeśli skrzykną się do kupy, to wnet zaczniecie sobie życzyć, by na ich miejscu pojawili się na powrót Miecio i Henio.

Użyj mózgu, Luke: 55

Czy… – Urwał i popatrzył mi w oczy. – Czy chciałabyś teraz o niczym nie myśleć?

Oho, wygląda na to, że Kile przypomniał sobie, po co w ogóle jest w tej książce.

Przełknęłam ślinę i zastanowiłam się nad propozycją. Byliśmy tylko we dwoje, cichy i ciemny wieczór przypominał noc, kiedy pocałowaliśmy się po raz pierwszy. Tylko że tym razem nikt nie będzie patrzeć, nikt nie napisze o tym w gazecie. Naszych rodziców nie było w pobliżu, a gwardziści nie szli za nami krok w krok.

* wzdycha * Naprawdę, te płastugi nigdy się nie nauczą. Niech ich ktoś ustrzeli dla samej przyzwoitości.

Monty Python wiecznie żywy: 37

Zrobię wszystko, o co mnie poprosisz, Eadlyn – wyszeptał Kile.

Kiera, hamuj się, to czytają dzieci...

Ale, ale:

Ale nie mogę o to prosić.
Zmrużył oczy.
Dlaczego nie? Zrobiłem coś nie tak?
Nie bądź niemądry. – Odsunęłam się od niego. – Wyraźnie… – prychnęłam – zrobiłeś coś właściwego. Nie mogę po prostu całować się z tobą, jakby to nic nie znaczyło, ponieważ okazało się, że ty nie jesteś nikim.

Raduj się, Kile – oto oficjalnie awansowałeś z dmuchanej lali na potencjalnego tru loffa!

Tak przy okazji, to wszystko twoja wina! – rzuciłam oskarżycielsko i spiorunowałam go wzrokiem. – Odpowiadało mi, że cię nie lubię. Odpowiadało mi, że nikogo nie lubię.

Cass, ja wiem, że Antychryst był okropnym człowiekiem i tak dalej, ale spasuj, bo zaczyna się robić cokolwiek groteskowo.

Edzia wyznaje, że Kile nie wiadomo jak i kiedy stał się ważną częścią jej życia, co bardzo raduje młodziana. Chłopak oznajmia, że docenia szczerość Eadlyn – tym bardziej, że doskonale zdaje sprawę, jak trudne musiało być dla niej owo wyznanie, biorąc pod uwagę jej naturalne wycofanie.
Eadlyn zadaje Woodworkowi poważne pytanie: czy chłopak także czuje do niej coś więcej niż chuć? Owa kwestia jest dla dziewczyny zrozumiale istotna, bowiem od odpowiedzi Kile'a zależeć będą jej dalsze plany co do niego.

Okazało się, że też jesteś dla mnie ważna. Gdyby nie moje projekty, ostatnio cały czas bym o tym tylko myślał.
Yyy… to bardzo romantyczne.
Roześmiał się.
No, właściwie to jest romantyczne. Zwykle całkowicie pochłania mnie planowanie wieżowców i schronisk dla bezdomnych, czyli rzeczy, które mogą zostać zapamiętane albo być przydatne. Ale ostatnio złapałem się na tym, że projektuję letnią siedzibę dla ciebie, miniaturowy pałac, może z winnicą. A dziś rano wpadłem na pomysł willi stojącej nad brzegiem morza.
Westchnęłam.
- Zawsze chciałam mieć willę nad morzem!
I tak nie będziemy mieć czasu tam jeździć, skoro będziesz zajęta rządzeniem światem i tak dalej.

Ja wiem, że to miała być taka żartobliwa metafora, ale...

Nie posmarujesz, nie pojedziesz: 28

Ale mimo wszystko to miłe z twojej strony.
Wzruszył ramionami.
Po prostu ostatnio wydaje mi się, że wszystko, co robię, jest w jakiś sposób przeznaczone dla ciebie.

- Myślę o tobie nawet podczas cerowania skarpet!

Nie posmarujesz, nie pojedziesz: 29

Ostatecznie Edzia i Kile dochodzą do wniosku, że będą uważnie obserwować łączącą ich więź i zobaczą, co z tego wyjdzie; oboje zgadzają się, że jest o wiele za wcześnie, by owo delikatne uczucie nazwać miłością. Do czasu, gdy coś się ostatecznie wyklaruje, Edzia dalej będzie prowadzić Eliminacje, musi mieć bowiem pewność, że odnajdzie właściwego małżonka; Woodwork w pełni popiera ten projekt. Po osiągnięciu konsensusu nasze gołąbeczki udają się na wyżerkę, roześmiane i przytulone niczym najprawdziwsza para.


Przeskok!


Następnego ranka Eadlyn udaje się ponownie do skrzydła szpitalnego, chce się bowiem naocznie przekonać, że królowa czuje się już lepiej. Amisia jest przytomna, w przeciwieństwie do Maxona, który wykończony zasnął na kolanach żony, gdyż - wzorem Warda - spędził całą noc, obserwując ukochaną.

(...)Wyglądał na troszkę zmęczonego.
Mama uśmiechnęła się.
E, widywałam go w gorszym stanie.

Nie wątpię; kilka lat temu Maxon nie miał wszak na kogo zrzucać niewygodnej dla niego roboty.

Czy lekarze już cię badali?
Potrząsnęła głową.
Poprosiłam ich, żeby przyszli, kiedy on trochę odpocznie. Niedługo i tak wrócę do swojego pokoju.
Oczywiście. Oczywiście, że kobieta, która dopiero co przeszła zawał serca, może zaczekać z przeniesieniem się w przyjemniejsze miejsce, żeby tylko jej zmęczony mąż mógł się zdrzemnąć. Poważnie, nawet jeśli znajdę kogoś, czy będę mogła się kiedykolwiek porównywać do nich?

Przeniesienie jak przeniesienie – biorąc pod uwagę, że Amisia jeszcze wczoraj kręciła się nieśmiało przed Piotrową Bramą, lekarz naprawdę nie powinien był stawiać na pierwszym miejscu komfortu Maksia.

Użyj mózgu, Luke: 56

Edzia oznajmia Ami, że wczoraj wylała z pracy Coddly'ego; ta jest zrozumiale zaniepokojona i chce wiedzieć, co się stało.

Och, nic takiego. Chciał tylko, żebyśmy zaczęli wojnę.

Edziu, zmiłuj się, tego rodzaju wiadomość to ostatnia rzecz, której w tej chwili potrzebuje twoja schorowana na serce matka, ta kobieta nie może się przecież denerwować...

Zakryła usta i starała się opanować śmiech, gdy słuchała, jak bohatersko dyskutowałam o inwazji.

...aha.

Żebyśmy mieli jasność: America uznaje za zabawne, że jej kraj był o krok od zbrojnego konfliktu, który w rezultacie mógłby na dobre poróżnić ją z synem, doprowadzić do śmierci milionów i ostatecznie pogrążyć Illeę. A przecież nie jest to znów taki nieprawdopodobny scenariusz: Edzia jest wciąż młoda i niedoświadczona, więc gdyby Coddly wykazał się pewną charyzmą i talentem do manipulacji, mógłby ostatecznie przekonać ją do swojego stanowiska.

Istna karuzela śmiechu, nieprawdaż, Amisiu?

Monty Python wiecznie żywy: 38
Użyj mózgu, Luke: 57

Niestety, śmiech nie jest wskazany, gdy masz pozszywaną klatkę piersiową, więc Ami po chwili zaczyna krzywić się z bólu i macać w okolicach serca. Ów nagły ruch budzi Maxona, który rzecz jasna wpada w panikę, przekonany, że coś jest nie tak z jego kochaniem.

To tylko szwy. Nic mi nie jest.
Tata usiadł z powrotem na krześle, ale wyprostował się i nie miał na razie zamiaru zasypiać. Mama znowu zaczęła rozmowę, żeby zrobić cokolwiek, co odwróciłoby uwagę od niej.

No i dobra, Amisia jak na Amberly bis przystało musi być dzielna, bardzo dzielna i cierpieć w milczeniu, ale dlaczego Pan Zbędny i córka jeszcze nie rzucili się wołać lekarza? Przypominam, ta kobieta wybudziła się wczoraj po niezwykle ciężkiej operacji.

Użyj mózgu, Luke: 58

Ami chce wiedzieć, jak tam Eliminacje; Eadlyn obiecuje, że wkrótce zacznie się w nie bardziej angażować.

Wiesz, skarbie, nikt nie będzie miał do ciebie pretensji, jeśli to wszystko odwołasz. Przez ostatni tydzień wiele przeszłaś, a teraz jeszcze pełnisz obowiązki regentki. Nie jestem pewna, czy powinnaś się upierać, że poradzisz sobie z tym wszystkim.
To bardzo mili chłopcy – dodał tata – ale jeśli musisz poświęcać temu zbyt wiele uwagi…

Hej, Maxon, Ami! Zgadnijcie, dlaczego wasza córka ma obecnie strasznie dużo na głowie!

PONIEWAŻ JEJ OJCIEC NIE MA NAJMNIEJSZYCH CHĘCI WRÓCIĆ DO PRACY, POMIMO TEGO, ŻE ZGODNIE Z UMOWĄ EDZIA MIAŁA ZASTĘPOWAĆ GO DO...

… Zaraz, zaraz.

* wraca do rozdziału pierwszego *

Dlatego też powierzył mi funkcję regentki do czasu, gdy uzna za stosowne ponownie przejąć swoje obowiązki.”

do czasu, gdy uzna za stosowne”

DO CZASU, GDY UZNA ZA STOSOWNE”



… No tak, to wiele tłumaczy. Edziu? Przykro mi to mówić, ale obawiam się, że nieprędko będziesz mogła odpuścić sobie spotkania z dziwacznymi kolegami Coddly'ego.

Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 63
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem: 13

Edzia tłumaczy rodzicom, że nie może się teraz wycofać, bowiem krajanie za nią nie przepadają i musi ich do siebie przekonać wszelkimi możliwymi sposobami.

I uważasz, że wyjście za mąż pozwoli ci to osiągnąć? – zapytała mama z niedowierzaniem.
Tak. Chodzi o to, jak jestem postrzegana. Ludzie uważają, że jestem zimna, a najskuteczniejszym sposobem na zaprzeczenie temu będzie małżeństwo. Uważają, że jestem zbyt mało kobieca, a najskuteczniejszym sposobem na zaprzeczenie temu będzie stanie się panną młodą.

Pierwsze: no, niech ci będzie. Drugie: ...że co? Niby kiedy ktokolwiek z tłuszczy oskarżył Edzię o bycie babochłopem?

A teraz chciałabym Wam coś pokazać, drodzy czytelnicy.

Sama nie wiem. Nadal waham się, czy słusznie postępujesz, ciągnąc to dalej.
Czy powinnam ci przypomnieć, że Eliminacje były twoim pomysłem?
Mama westchnęła.
Słuchaj swojej córki – powiedział tata. – To bardzo mądra dziewczyna. Ma to po mnie.
Nie powinieneś się jeszcze przespać? – zapytała chłodno mama.
Nie, czuję się naprawdę odświeżony – odparł.
(…)
Tato, wyglądasz, jakby śmierć cię znokautowała.
To też na pewno masz po mnie.
Tato!
Roześmiał się, a mama poszła w jego ślady, unosząc dłoń, żeby przycisnąć pierś.
Widzisz? Twoje okropne dowcipy są teraz zagrożeniem dla życia. Masz natychmiast przestać.

Lubię ten fragment. Jest całkiem zabawny i uroczy; wkleiłam go po to, by udowodnić moją tezę z poprzedniego rozdziału: Cass dużo lepiej radzi sobie z opisywaniem szczęśliwej rodziny, niż młodzieżowych porywów serca (albo raczej: radziłaby sobie, gdyby przy okazji nie zamieniała rodziców w nieodpowiedzialne lenie). Dlaczego zatem przez poprzednie cztery tomy musieliśmy koncentrować się wyłącznie na drugim elemencie?

Tata wymienił z mamą uśmiechy.
Idź i zajmij się tym, co konieczne, Eadlyn. My będziemy cię wspierać, na ile zdołamy.

Mhm. Szczególnie ty.

Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 64
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem: 14

Dziękuję. Proszę, odpoczywajcie oboje.
Ona się naprawdę okropnie rządzi – jęknęła mama.

Eee...Nie. Eadlyn poprosiła, żebyście odpoczywali. Gdzie w tym jakiekolwiek szarogęszenie się?

Edzia żartuje jeszcze chwilę z rodzicami, po czym wraca do swojego gabinetu; tam zaś czeka na nią piękny bukiet kwiatów stojący na biurku. Neena stwierdza, iż ktoś musi doceniać wysiłki Edzi, ta zaś żartuje, że równie dobrze darczyńca mógł wierzyć, że lada chwila przekręci się od nadmiaru stresu i chciał być pierwszy z wiązanką; w głębi serca jest jednak wzruszona tym gestem. Po przeczytaniu bileciku okazuje się, że kwiaty pochodzą od Marida; widząc, jak przygnębiona jest księżniczka chciał rozjaśnić jej kolejny dzień. Zapewnia też, że dziewczyna może na niego liczyć. Do gabinetu wchodzi Aspen:

Kto przysłał te kwiaty? – zapytał generał Leger od drzwi.
Marid Illea – odparłam.
Słyszałem, że wpadł. Chciał tylko przynieść prezenty, czy może czegoś potrzebował? – zapytał generał bardzo sceptycznym tonem.

A to, kochasiu, to już kwestia, którą powinni byli wybadać twoi podwładni. Serio, Cass, wałkujemy tę kwestię od pięciu tomów: czy gwardziści robią zawodowo cokolwiek poza dłubaniem w nosie?

Monty Python wiecznie żywy: 39

Edzia oznajmia Legerowi, że Marid obiecał jej pomoc we wszelkich sprawach związanych z kontaktem ze zwykłymi obywatelami; były Amisi nie jest zbytnio zachwycony tym faktem, wie bowiem, jak mają się sprawy pomiędzy rodziną królewską a Augustem i jego familią, prosi zatem Eadlyn by uważała, kogo obdarza zaufaniem.

Neena jest zazdrosna o kwiatuszki swej chlebodawczyni, Mark nie przysłał bowiem nawet jednego kwiatka w ramach uczczenia jej awansu. Edzia pociesza byłą pokojówkę, że chłopak może równie dobrze planować wręczyć jej prezent osobiście, ta jednak nie ma na to większych nadziei; Mark jest bowiem zarobiony po uszy, a ponieważ przeprowadza swe ukochane badania daleko od pałacu jest mała szansa, by para mogła wkrótce się spotkać.

Edzia stwierdza, że bukiet jest bardzo ładny, ale ona potrzebuje miejsca na biurku, prosi więc Neenę, by gdzieś go przestawiła. Kobieta już ma wykonać polecenie, gdy:

Zaczekaj! – zawołałam trochę głośniej, niż zamierzałam. Neena podskoczyła.
Postaw je tu z powrotem.
Skrzywiła się, ale przyniosła wazon.
Dlaczego zmieniłaś zdanie?
Popatrzyłam na bukiet i musnęłam palcami płatki najniżej zwieszających się kwiatów.
Właśnie sobie uświadomiłam, że mogę rządzić i jednocześnie lubić kwiaty.

No nie, Cass, ZNOWU te bzdury? Eadlyn od początku była kreowana na dziewczynę, która lubi piękne stroje, makijaże, fryzury i diademy, kocha projektować suknie i generalnie uwielbia stereotypowe dziewczęce rozrywki w rodzaju relaksujących masaży i pachnących kąpieli z bąbelkami. Czy możesz mi wytłumaczyć, dlaczego nieustannie upierasz się, że kwiaty są czymś kompletnie niezgodnym z naturą naszej księżniczki?

...No, chyba że przyjmiemy, że stary, dobry Antychryst mógłby je spopielić jednym spojrzeniem, gdyby, dajmy na to, Marid wybrał gatunek, który nie odpowiadałby naszej bohaterce – w takim układzie pełna zgoda.




I to już wszystko na dziś, moi drodzy. A za tydzień: na scenę wraca część klanu Singer, prowadzimy nocne Illeańczyków rozmowy z przydupasem i żegnamy się z jednym z kandydatów.


Zostańcie z nami!


Statystyka:

Bułkę przez bibułkę: 53
Fabuła nie do poznania: 51
Jak mała Kiera wyobraża sobie…: 47
Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 64
Monty Python wiecznie żywy: 39
Nie posmarujesz, nie pojedziesz: 29
Samochwała w kącie stała: 31
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem: 14
Tylko Schreave może kochać Schreave'a: 25
Użyj mózgu, Luke: 58


Maryboo

19 komentarzy:

  1. ha! dobre miałam przeczucie, co do wcześniejszej analizy :D ale chyba jutro będę żałować, że już ją przeczytałam :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Baw się dobrze, Maryboo! Lecę czytać analizę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniałych,długich wakacji!
    Na Maxia mi ręce opadły..Ciągle mamy kraj do rządzenia - no to weź człowieku tyłek w troki i wracaj do pracy. Sceny rodzinne ładne.Reakcja Amisi na możliwość wojny -idiotyczna.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, choć nie wiem, czy można je zaliczyć do długich 😊

      Usuń
  5. Przez wiele lat wydawało mi się, że to ja jestem leniwa. Maksio podnosi mi samoocenę. W poprzedniej trylogii średnio rozumiałam tę wielką niechęć do tej postaci, ale w tej całkowicie ją popieram! Czego nie dotknie, to schrzani.
    Edzia to totalnie inna postać, jestem jednak bardziej ciekawa losów innych kandydatów po Eliminacjach niż czegokolwiek, co powinno mnie interesować.
    Dobrej zabawy na wakacjach, odpoczywaj i czekam na kolejne rozdziały!

    OdpowiedzUsuń
  6. "Chcę mojego syna" Czy tylko dla mnie zabrzmiało to... Dziwnie? "Chcę zobaczyć mojego syna" brzmiałoby zupełnie normalnie i jednoznacznie.
    Btw, czy te kwiaty od Marida to nie jest jakiś och-jakże-subtelny foreshadowing intryganckiej natury tej postaci? W sensie: dajemy kwiatki, ale robimy swoje?
    A sceny rodzinne całkiem fajne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybitnie zgrzytliwa kalka z "I want my son" prawdopodobnie. Ogólnie zauważyłam sporo takich przypadków, kiedy nawet nie przeczytawszy książek mogłam się natychmiast domyśleć jak dana kwestia brzmiała w oryginale, bo tłumaczowi urwało od naturalności języka.

      A przewracanie naleśników po dodaniu jagód akurat potwierdzam, widziałam to w wielu amerykańskich przepisach, a nawet wypróbowałam. Jagody trochę uciekają, ale jak ktoś jest zręczny to jak najbardziej wyjdzie.

      N.

      Usuń
    2. Ela: Marid, o czym się za jakiś czas przekonamy, jest generalnie postacią subtelną niczym radziecki czołg, więc... N: o, dziękuję, dobrze wiedzieć.

      Usuń
  7. A co jeśli Cass zorientowała się, że nikt nie lubi Edzi, bo jest wredna itd więc teraz zrzuca jej na głowę wszystko co najgorsze, byśmy jej współczuli i polubili? Serio w tej części prawie, że ją lubię.
    Świetna analiza jak zwykle. Miłych wakacji :)
    Nico

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Też mam wrażenie, że Cass próbuje odrabiać straty.

    OdpowiedzUsuń
  10. Poza tym zauważyłam jeszcze coś pozytywnego- Cass pokazuje, że kobieta kobieta nie musi umieć gotować. Inna sprawa, że jako królowa Amisia w ogóle nie musiała się tym zajmować, ale tak czy inaczej, to ogromny postęp w stosunku do "Zmierzchu" gdzie Bella musiała być kuchtą tatusia. Oczywiście nastolatkowie powinni uczyć się gotować -przydatna umiejętność- ale pamiętacie przecież, że Charlie palcem nie kiwnął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, Bella nie musiała być niczyją kuchtą - sama uparła się, że będzie gotować, Charlie do niczego jej nie zmuszał. W przeciwieństwie do Meyer jestem zresztą zdania, że facet, który od zawsze mieszkał i żywił się sam raczej poradziłby sobie ze zrobieniem sobie jajecznicy...

      Usuń
    2. Sorry Maryboo, zapomniałam, że ona tak sama z siebie. A że nieobycie Charliego jest nieprawdopodobne, to wiem dobrze. IMHO to, że sama chciała mu pomóc... Kurczę, znalazłam pierwszą pozytywną cechę u Bellaury!

      Usuń
  11. Fascynuje mnie, jak można nie zauważyć, że robi się ze swojej postaci takiego egoistycznego buca jak Maxon. Przecież to jest aż komiczne.

    OdpowiedzUsuń