niedziela, 28 sierpnia 2016

Rozdziały XI i XII

ROZDZIAŁ 11

Dzisiejszy odcinek niestety nie będzie zbyt dugi, a to z tego prostego powodu, że obydwa rozdziały zajmują łącznie pięć i pół strony w Wordzie i składają się wyłącznie z dialogów. Cóż, zaczynajmy.

Edzia schodzi na śniadanie. Widok jest raczej przygnębiający, bo nikogo z jej bliskich nie ma w jadalni.

    Mama i tata nadal byli na górze, a babcia wróciła do swojego pokoju. Osten nie czuł się dzisiaj dobrze, więc Kaden dotrzymywał mu towarzystwa, a od brata bliźniaka nadal dzielił mnie ocean i jeszcze kawałek lądu.
     Jedno spojrzenie na pusty główny stół i miałam ochotę się gdzieś schować.
    
Smutek Edzi natychmiast zauważa przydupas. Błękitne ślepka ukochanego (no co, to wszak już żaden spoiler) przywracają jej od razu chęć do życia.

     – Wszystko w porządku? – zapytał, a jego ton zdradził, że już raz o to pytał, ale ja nie dosłyszałam.
     – Tak. Czy mógłbyś wziąć te krzesła i postawić je przy głównym stole? Ty też, Ean? – Obaj poszli spełnić moją prośbę. – Hale, Fox? Możecie przenieść talerze?

Edzia siada na miejscu Maksia, a kandydaci zajmują miejsca wokół niej. Dziewczyna oznajmia, że następnego dnia Erik i Henri będą ich uczyć fińskiego.

    – Naprawdę? – zapytał podekscytowany Kile. Erik zarumienił się odrobinę i skinął głową.
     – Jaki będzie plan lekcji? – zapytał Fox.
     Erik uniósł oczy do sufitu, jakby nadal się nad tym zastanawiał.
     – Rozmawialiśmy o tym z Henrim i uznaliśmy, że możemy pominąć zwyczajowe podstawy, takie jak alfabet. W tej sytuacji najbardziej przydatne będą podstawowe rozmówki. Dlatego zajmiemy się przede wszystkim pytaniami o godzinę i podobnymi sprawami.
     – Świetnie – skomentował Hale. – Chociaż chciałem się nauczyć więcej. Ale to doskonały pomysł, Eriku.
     Erik potrząsnął głową.
     – To pomysł naszej przyszłej królowej. Jej się należą podziękowania.
     – Hej – zwrócił się do mnie Kile. – Możemy też pomówić chwilę o tym, jak świetnie wypadłaś w Biuletynie? Wiem, że już wcześniej wygłaszałaś komunikaty, ale poprowadzenie całego programu to jest coś.

Nie posmarujesz, nie pojedziesz: 36

Fox przyznaje, że cieszy się z tego, że może choć raz zasiadać przy głównym stole w pałacu. Henri po usłyszeniu tłumaczenia całej rozmowy wznosi toast za jakże wspaniałomyślną i cudowną Edzię. Dziewczyna jest wzruszona jak stary siennik wsparciem kandydatów, tym bardziej że prasa znowu wsiadła jej na zad.

Jump cut!

    Było mnóstwo pozytywnych rzeczy, na których mogła się skupić opinia publiczna, ale masowa eliminacja przeprowadzona w tym tygodniu i wyjazd Gunnera jeszcze przed emisją Biuletynu sprawiły, że znowu uznano, iż odtrącam ludzi. Przynajmniej tak pisano w gazetach. Zupełnie jakby nie zrozumieli tego, co Ean mówił – o tym, jak zastanawiałam się nad każdą decyzją. Cały program na żywo okazał się bezużyteczny z powodu kilku nagłówków.
     To zaskakujące, ale tym relacjom towarzyszyła przystojna twarz Marida zestawiona z moimi zdjęciami, a wszystko opatrzone jego komentarzem, jak bardzo żałuje, że przeoczył początek Eliminacji.

Cóż, biorąc pod uwagę, że i tak kandydaci mieli się wziąć z losowania, a nie z konkursu popularności, to nie wiem, czy zgłoszenie się Marida do Eliminacji coś by zmieniło, wszak mógł po prostu nie zostać wylosowany.

     – Oddaj mi to – powiedziała stanowczo Neena, zgniotła gazety w kulę i wepchnęła je do kosza. – Mam wrażenie, że ostatnio artykuły prasowe zawierają więcej plotek niż informacji.
     – Nie da się ukryć – zgodziła się lady Brice. – Nie koncentruj się na tym, co ludzie mówią, tylko na tym, co możesz osiągnąć.
     Pokiwałam głową, ponieważ wiedziałam, że ma rację. Mówiła mi rzeczy, które z pewnością powiedziałby tata, gdyby tylko był tutaj, i chociaż nie zawsze to było łatwe, czułam, że powinnam jej słuchać.
     – Nie jestem pewna, czy zdołam się skoncentrować na tym, co mogę osiągnąć, dopóki nie zapanuję jakoś nad opinią publiczną. Na razie wszystko, co zaproponuję, nawet jeśli to będzie pomysł mamy lub taty, spotka się zapewne ze sprzeciwem. Muszę wybrać męża – powiedziałam stanowczo. – Jestem pewna, że to poprawi moją pozycję w oczach społeczeństwa, i miejmy nadzieję, że się nie mylę, ponieważ jestem po prostu nielubiana.

Ludzie są ogólnie wściekli na monarchię, ale Edzia też sobie samodzielnie ostro nagrabiła swoim nieciekawym stosunkiem do ludzi i wstrętnym zachowaniem, więc jest to całkiem możliwe, że poddani jej po prostu nie znoszą dla jej samej, a nie tylko dlatego, że reprezentuje powód problemów szerzących się w państwie.

     – Eadlyn, to nie tak…
     – To prawda. Wiem, że to prawda, lady Brice. Doświadczyłam tego na własnej skórze. Czy mam przypomnieć, co było na paradzie?
     Lady Brice skrzyżowała ramiona.
     – Dobrze, niech ci będzie. Nie jesteś szczególnie popularna i rozumiem, że znalezienie życiowego partnera może to zmienić. Czy właśnie na tym mamy się dzisiaj skupić?
     – Przynajmniej przez najbliższe pięć minut. Mojej głowie ufam odrobinę bardziej niż mojemu sercu, więc pomóżcie mi. Spróbujmy to omówić.

Edzia, Neena i lady Brice zabierają się za omawianie kandydatów i ich zalet oraz wad, czyli czas na damskie ploteczki. Neena ma słabość do Kile’a, a Edzia żartobliwie przypomina, że Neena ma chłopaka. Eadlyn przyznaje, że lubi Woodworka, ale nie jest on jej faworytem. A co z resztą kandydatów? Cóż, co oczywiste, każdy ma jakieś wady i zalety.

    

     – Dobrze – odparła lady Brice. – Kto następny?
     – Hale. Ma świetny charakter i przysięgał, że każdego dnia zrobi coś dla mnie. Ani razu mnie jeszcze nie zawiódł. Poza tym swobodnie się przy nim czuję. To zresztą także jeden z powodów, dla których lubię Foxa.
     – Fox jest bardziej przystojny niż Hale – zauważyła Neena. – Nie chcę być płytka, ale takie rzeczy liczą się w oczach opinii publicznej.
     – Rozumiem, ale uroda to kwestia subiektywna. Wiesz, że czasem atrakcyjne w kimś wydaje ci się to, w jaki sposób potrafi cię rozbawić, albo to, że masz wrażenie, że czyta ci w myślach? To także chciałabym brać pod uwagę.
     Neena uśmiechnęła się.
     – Czyli z nich dwóch wybrałabyś Hale’a?
     Potrząsnęłam głową.
     – Nie do końca to miałam na myśli. Chciałam tylko powiedzieć, że wygląd to nie wszystko. Musimy skupić się na innych zaletach.
     – Na przykład? – zachęciła mnie lady Brice.
     – Na przykład Henri jest wiecznym optymistą. Niezależnie od okoliczności potrafi promieniować radością. Nie wątpię też ani odrobinę w uczucie, jakim mnie darzy.
     Neena przewróciła oczami.
     – To świetnie, ale on nie mówi po angielsku. Nie ma mowy, żebyście kiedykolwiek mieli okazję rozmawiać o czymś innym niż sprawy powierzchowne.

Nie ma to jak optymizm i wiara w chłopaka. Inna rzecz, że w tej chwili naprawdę ciężko uwierzyć, żeby kiedykolwiek uzyskał płynność w angielskim. Że też Edzi nic nie podpada z tą nieporadnością językową Henriego. Nawet nie podejrzewa, że powodem problemów chłopaka może być Erik. Ale Erik to truloff, więc jest święty i nietykalny.

Przynajmniej panna regentka nie poddaje się jeszcze w kwestii Henriego. Niestety jej pomysł jest niezbyt udany.

     – To… No cóż, to prawda. Ale jest niesamowicie uroczy i wiem, że byłby dla mnie dobry. Erik powiedział, że Henri kiedyś się nauczy języka, tyle że zajmie mu to trochę czasu. Od kiedy został w Elicie, codziennie do północy wkuwa angielskie słówka. A ja zaraz pójdę na lekcję fińskiego. Możemy nad tym pracować z obu stron, a Erik zostanie tak długo, aż będziemy się mogli porozumiewać.

Lady Brice zauważa, że to nie fair w stosunku do Erika, który wszak może mieć inne plany życiowe niż być uwiązanym na najbliższe lata jako osobisty tłumacz królewskiej pary.     


- A jeśli on też chciałby kogoś sobie znaleźć?
     Chciałam powiedzieć, że się myli… ale nie mogłam. Gdy Erik tu przyjeżdżał, nie wiedział, jak długo potrwają Eliminacje, z pewnością jednak nie zakładał, że będzie mieszkać w pałacu, aż jego podopieczny zacznie płynnie mówić po angielsku. Byłoby niegrzecznie oczekiwać tego od niego.
     – Zostanie, wiem o tym – powiedziałam tylko.

Pewne, że by został, jest kompletnie zadurzony w Edzi, ale to bardzo egoistyczne ze strony dziewczyny zakładać, że zostanie jej niewolnikiem na niewiadomo jak długo.

Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 69

     Po tych słowach zapadła cisza, jakby lady Brice wiedziała, że nie mam racji, i zastanawiała się, czy mi to wytknąć. Ostatecznie tylko westchnęła.
     – Kto jeszcze został? Ean? – zapytała.
     – Ean to trochę trudniejsza sprawa, ale możesz mi wierzyć, że jest dla mnie ważny.
     Neena zmrużyła oczy.
     – Czyli… wszyscy mają równe szanse?
     Westchnęłam.
     – Chyba tak. Nie jestem pewna, czy to znaczy, że wybrałam dobrze, czy źle.

Czyli w dalszym ciągu mamy impas. Jaka nuda.

     Lady Brice roześmiała się.
     – Wybrałaś dobrze, naprawdę. Mogę nie rozumieć, co takiego widzisz w Eanie albo jak chcesz poukładać sprawy z Henrim, ale wszyscy oni mają swoje zalety. Wydaje mi się, że na tym etapie należałoby dołożyć im więcej pracy, naprawdę zacząć formować z nich przyszłych monarchów. To z pewnością pozwoli niektórym z nich się wyróżnić.

Świetny pomysł. Czemu ci chłopcy snują się bezsensownie po pałacu i nikt ich niczego nie uczy? Przynajmniej Amisia i jej rywalki miały jakieś zadania i lekcje, kiepskie, bo kiepskie, ale nie siedziały tylko i pachniały.

     – „Formować”? Okropne słowo!
     – Nie o to mi chodzi. Chciałam tylko powiedzieć…
     Lady Brice nie zdołała dokończyć, ponieważ drzwi znienacka otworzyły się na oścież i stanęła w nich babcia.
     – Naprawdę powinna pani najpierw poprosić o pozwolenie – ostrzegł ją przyciszonym głosem gwardzista.
    
Monty Python wiecznie żywy: 44

Babcia Singer przyszła się pożegnać, bo nie może wytrzymać tego, jak Amisia się przy niej szarogęsi. Przyganiał kocioł garnkowi. Babcia na odchodnym prosi Edzię, żeby jak najszybciej wyszła za mąż, bo Magda chce jeszcze zobaczyć choć jednego prawnuka od niej.

    Stałam w milczeniu i próbowałam pojąć rozmiary szaleństwa mojej babki.
     Neena nachyliła się do mnie.
     – To jak myślisz, który z tej czołowej piątki będzie najbardziej chętny do robienia dzieci? Czy powinnyśmy dodać to do listy?
     Nawet to, że z furią spiorunowałam ją wzrokiem, nie zmniejszyło jej rozbawienia.
     – Nie zapominaj, że mogę w każdej chwili wezwać pluton egzekucyjny.
     – Możesz sobie wzywać ten pluton, ale mam po swojej stronie twoją babcię, więc nie muszę się niczego bać.

Monty Python wiecznie żywy: 45

Tym jakże zabawnym (no uśmiałam się jak norka po prostu…) akcentem kończy się spotkanie, a Edzia pędzi na lekcję fińskiego.

    – Przepraszam, przepraszam! – powiedziałam, wpadając do biblioteki. Chłopcy powitali mnie radośnie, a ja podbiegłam do pustego miejsca przy stole. – Obowiązki mnie zatrzymały.
     Erik roześmiał się i położył przede mną cienki plik kartek.
     – Usprawiedliwienie przyjęte. Nie przejmuj się, dopiero zaczęliśmy. Popatrz na pierwszą stronę, Henri pomoże ci z wymową. Ja sprawdzę, jak sobie radzą pozostali, a potem przejdziemy dalej.
     – Rozumiem. – Podniosłam kartkę, kserokopię odręcznych notatek Erika opatrzonych obrazkami na marginesie, i uśmiechnęłam się. Pierwszym zadaniem dzisiaj było nauczenie się liczb do dwunastu, żeby odpowiadać na pytanie o godzinę. Gdy popatrzyłam na to proste ćwiczenie, natychmiast poczułam się zawstydzona. Myślałam tylko o tym, że w słowach brakuje samogłosek, a jeśli już się pojawiają, to w złych miejscach.

Edzia stara się wymówić fińskie liczebniki, a Henri ją poprawia i zachęca do dalszych starań.
 

     – Dobrze, dobrze. Dalej kolme.
     – Kuulmi – spróbowałam.
     – Eeee – powiedział, nadal starając się zachować pozytywne podejście. – Kool-me.
     Znowu spróbowałam, ale widziałam, że kiepsko mi to wychodzi. Zostałam pokonana przez liczbę trzy. Henri, jak zawsze dżentelmeński, pochylił się, gotów poświęcić mi tyle czasu, ile będzie trzeba.
     – Mówi się oo. Kool-me.
     – Oo. Oo – próbowałam.
     Uniósł dłoń i lekko położył mi palce na policzkach, próbując ułożyć moje usta w odpowiedni kształt. Załaskotało, więc uśmiechnęłam się, niezdolna do wydania dźwięku, o jaki mu chodziło. Mimo to przytrzymywał moją twarz, a po chwili z jego oczu zniknęło rozbawienie, a ja rozpoznałam to spojrzenie. Widziałam je już wcześniej, w kuchni, gdy zrobił mi fartuch ze swojej koszuli.
     Było tak urzekające, że kompletnie zapomniałam o innych chłopcach.
     Aż do chwili, gdy Erik upuścił książkę na drugi stół.
     – Świetnie – powiedział, a ja odsunęłam się od Henriego tak szybko, jak mogłam, modląc się, by nikt nie zauważył tego, co właśnie zaszło.

Jakże subtelne, Eryś, doprawdy.

Przydupas prosi, żeby wszyscy skupili się na przykładach użycia liczb, jakie będzie podawał, więc intymny moment między Edzią i Henrim został bezpowrotnie stracony. 



Erik robi się coraz bardziej nieprofesjonalny i wręcz szkodzi swojemu podopiecznemu. Myślę, że nikt nie jest już tym zdziwiony. 

Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 70

Gdyby tylko przydupas był zazdrosny o Henrysia, a nie o Edzię. A to mógł być taki piękny ship...
    Chłopcy roześmieli się. Wyraźnie męczyli się z liczbami tak samo jak ja… i wyraźnie byli tym zbyt zajęci, by zobaczyć mój niemal pocałunek. Skoncentrowałam się na tablicy i spróbowałam zrozumieć wymowę słów, zamiast myśleć o tym, jak blisko mnie siedzi Henri.

ROZDZIAŁ 12

Po lekcji fińskiego Edzia udaje się do swojego gabinetu, żeby zadzwonić i do Marida.

Dziewczyna przeprasza za spekulacje, jakie na temat ich domniemanego związku wyciąga prasa. Marid stwierdza, że nic nie szkodzi (muahahahahahahaha, no baaa, jasne, że jemu to nie szkodzi). Następnie pan śliski proponuje, żeby zorganizować panel dyskusyjny z ludźmi z różnych klas, aby Edzia mogła dowiedzieć się z pierwszej ręki, co gnębi jej poddanych. Można też zaprosić dziennikarzy, którzy w ramach dobrego PR-u ukażą, jak to przyszła królowa słucha głosu ludu. Edzia jest zachwycona pomysłem. Marid proponuje, że to on wszystko zorganizuje. Eadlyn zgadza się i informuje Marida, że będzie się z nim kontaktować Neena w celu dopięcia grafiku. Przed rozłączeniem się księżniczka serdecznie dziękuje Maridowi za pomoc. Edzia ma nadzieję, że wreszcie uda się zmienić opinię ludu na bardziej dla niej korzystną. Cóż, nastroje we wszystkich grupach społecznych są napięte, jak skonfrontuje się ludzi różnych środowisk, może się zrobić gorąco. Niedługo sami zresztą zobaczymy.

I tak się kończy rozdział. Serio, jest długi aż na całą stronę z małym kawałkiem, więc już nawet nie wrzucam żadnych cytatów, bo nie ma sensu.


Za tydzień okaże się, że Hale ma jakąś tajemniczą tajemnicę. Odbędzie się też panel dyskusyjny.

Do zobaczenia!

Statystyka:

Bułkę przez bibułkę: 53
Fabuła nie do poznania: 54
Jak mała Kiera wyobraża sobie…: 53
Karny jeżyk potrzebny od zaraz: 70
Monty Python wiecznie żywy: 45
Nie posmarujesz, nie pojedziesz: 36
Samochwała w kącie stała: 31
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem: 16
Tylko Schreave może kochać Schreave'a: 25
Użyj mózgu, Luke: 64


Beige

10 komentarzy:

  1. Czy Erik jest jedynym tłumaczem w tym państwie? Czemu zakładać, że biedaczek będzie uwiązany do Henriego póki ten nie opanuje języka, skoro można wynająć kogoś zupełnie innego i przekazać pałeczkę? W ogóle od początku nie rozumiem, dlaczego w ogóle dopuszczono Erika do Eliminacji. To pałac powinien zapewnić Henriemu tłumacza, najlepiej takiego, który profesjonalnie nie będzie angażował się emocjonalnie w sprawy swojego klienta. I - choć to może źle zabrzmi - najlepiej takiego, który jest dużo starszy i średnio atrakcyjny, żeby nikt nawet nie wpadł na pomysł, że między nim i Edzią mogłoby coś teges.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zastanawiałam w trakcie tego rozdziału nad tłumaczem. Jakim prawem Eric dostał się do pałacu? Czy monarchia nie powinna mieć własnego, zaufanego tłumacza, skoro - jak wiemy - Amisia i Maksio nie wymagają od swoich dzieci, by rozumiały chociaż podstawę języków ważnych sprzymierzeńców? Bo dlaczego Eadlyn uczy się hiszpańskiego, a nie francuskiego? I czy nie boją się, że ktoś wpuszczony do pałacu "bo tak" nie będzie wtyką od Henia i Miecia czy im podobnych, skoro w przeszłości ataki zdarzały się tak często, a społeczeństwo nadal jest niezadowolone?

      Weronika

      Usuń
  2. Przydupas mnie rozczarował, szkodzi Henrysiowi. ;( No i dlaczego nie chce z nim mieć gejowskiego romansu, buu. Na pewno Henryś jest atrakcyjniejszy niż Iladian.
    A w ogóle to scena Henri x Iladian całkiem słodka. ;) Szkoda mi będzie, jeśli Edzia go oleje.
    Babcia Singer, nie, serio, nie rozumiem, nie ogarniam tej kuwety. Po co ona?

    Nawiasem, zawsze mi się wydawało, że w fińskim jest właśnie dużo samogłosek...?

    PS Madrid Znowu Knuje <3 chłopak jest subtelny jak taran.

    Adria

    OdpowiedzUsuń
  3. Najśmieszniejsze jest to, że nikt nie widzi tego, jak Erik się zachowuje. Średnio rozgarnięta ameba już by się zorientowała, że koleś się zabujał, a to tak jakby złamanie zasad całego teleturnieju. Gdyby stary Maxona nadal żył, Erik już dawno dyndał by na sznurze ku uciesze gawiedzi, a Henri miałby teraz jako tłumacza i korepetytora emerytowaną nauczycielkę fińskiego, żeby wyeliminować podobną sytuację w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Teoria o Eriku szkodzącym uczniowi jest mega prawdopodobna. A Edzia... Nie mam pojęcia, jak można było uwierzyć Maridowi na piękne oczka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta cała narada z lady Brice i Neeną była tak okropnie bezsensowna... Nie wniosło nic nowego, ani nie wyjaśniło nawet nic z wcześniejszych wydarzeń. Do tego ta Magda Singer już totalnie z czapy. Też macie wrażenie, że ona przyjechała, zniknęła w dziurze fabularnej, a teraz wyjechała? Co ona tam bombę zostawiła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda przyjechała, aby być elementem komicznym i poinformować nas, że Gerad i Kota nadal żyją, a ten drugi się ochajtał. Na tym jej rola w tej powieści się kończy.

      Usuń
    2. Jeżeli te informacje były na tyle ważne, że trzeba je było tak łopatologicznie czytelnikowi przekazać, to ciekawa jestem, czy te wieści będą miały później znaczenie...
      Choć nie liczę na zbyt dużo XD

      Usuń
  6. Bez Waszych komentarzy nie przebrnęłabym w życiu ..Jakie to nudne!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń