niedziela, 9 kwietnia 2017

„Gwardzista” - rozdziały IX i X


Rozdział 9


Usłyszałem, że król wydaje podwieczorek dla dam z Elity i wiedziałem, że Ameriki nie będzie w pokoju, kiedy do niego zapukałem.
Gwardzista Leger – powiedziała Anne, otwierając drzwi z szerokim uśmiechem. – Miło nam pana widzieć.
Te słowa sprawiły, że Lucy i Mary podeszły, żeby się przywitać.
Dzień dobry, gwardzisto Legerze – powiedziała Mary.

- Pan znowu tutaj?!

Słuchajcie, rozumiem – Anne i Lucy są zauroczone Aspenem, więc nawet nie kwestionują faktu, że facet ciągle kręci się wokół ich Dobrego Mzimu, ciesząc się z każdej chwili spędzanej w jego towarzystwie. Ale czy przynajmniej Mary nie mogłaby dać Legerowi do zrozumienia, że jego nadmierne zainteresowanie Amisią jest cokolwiek niestosowne?

Lucy tłumaczy Aspenowi, że Ami nie ma w pokoju; chłopak stwierdza, że w ogóle mu to nie przeszkadza, bowiem chciał porozmawiać z pokojówkami dziewczyny.

Podszedłem do stołu, a one pospiesznie odsunęły dla mnie krzesło.
Dziękuję – zaprotestowałem. – Niech panie usiądą.
Mary i Lucy zajęły dwa krzesła, a Anne i ja staliśmy.
Zdjąłem czapkę i oparłem rękę na oparciu krzesła Mary. Chciałem, żeby czuły się swobodnie, rozmawiając ze mną, i miałem nadzieję, że odrobinę nieformalne zachowanie w tym pomoże.

A swoją drogą, dopiero teraz uderzyła mnie pewna myśl – pomimo tego, że zarówno gwardziści, jak i pokojówki pracują dla rodziny królewskiej, te dwie grupy dzieli olbrzymia z perspektywy Cassolandu przepaść czterech klas. Spójrzcie na cytat wyżej – dziewczyny traktują Legera nie jak równego sobie, ale jak ważną osobistość, kogoś, komu trzeba usługiwać. I wszystko byłoby fajnie... gdyby nie scena w tej samej nowelce, podczas której widzieliśmy gwardzistów i pokojówki jedzących śniadanie przy jednym stole, w kuchni przeznaczonej dla pracowników. No to jak to w końcu jest, Cass – mamy do czynienia z elitą narodu, której zwykłe Szóstki muszą kłaniać się w pas, czy też rzeczywistość pałacowa dzieli się na władcę, jego rodzinę/ważnych gości i całą resztę? Bo w tym drugim przypadku naprawdę nie ma powodu, aby świta Ami traktowała Aspena jak kogoś wyjątkowego.

Robię obchód, sprawdzając bezpieczeństwo, i chciałbym się dowiedzieć, czy nie zauważyłyście niczego niezwykłego. To może brzmieć niemądrze, ale nawet najdrobniejsze szczegóły pomogą nam zapewnić bezpieczeństwo Elicie. – To była prawda, chociaż w zasadzie nie polecono nam gromadzenia tych informacji.

To trochę smutne, że Aspen zachowuje się jak prawdziwy strażnik pałacowy wyłącznie wtedy, gdy ma to być przykrywka dla jego rzeczywistych planów, związanych ze stalkowaniem panny Singer.

Pokojówki stwierdzają, że od czasu chłosty Marlee Amisia rzadko opuszcza swój pokój.

Czyli, jeśli nie liczyć schodzenia do Komnaty Dam i do jadalni, lady America najczęściej przebywa w pokoju?

Czy Wy też w tym momencie zwizualizowaliście sobie Aspena znacząco poruszającego brwiami?

Tak – potwierdziła Mary. – Lady America robiła to także wcześniej, ale te ostatnie kilka dni… zupełnie jakby chciała się po prostu schować.
Na tej podstawie mogłem się domyślić dwóch istotnych rzeczy. Po pierwsze, America nie spędzała już czasu sam na sam z Maxonem. Po drugie, nasze spotkania pozostawały niezauważone nawet przez osoby, które były najbliżej niej.

Co raczej nie potrwa długo, biorąc pod uwagę, iż twoje motywy nie mogłyby stać się jaśniejsze, nawet gdybyś przyniósł ze sobą wielki transparent z tekstem: „Mam ochotę przespać się z Amisią. Ps: Nienawidzę księcia Maxona”.

Czy powinnyśmy robić coś jeszcze? – zapytała Anne. Uśmiechnąłem się, bo dokładnie takie pytanie zadałbym na jej miejscu, próbując zorientować się, jak zapobiec możliwym problemom.

Nie wątpię; zadawanie pytań to raczej maksimum twoich możliwości, gdy w grę wchodzi ochrona rodziny królewskiej.

Nie wydaje mi się. Zwracajcie jak zwykle uwagę na to, co widzicie i słyszycie. Możecie się ze mną skontaktować bezpośrednio w każdej chwili, gdybyście uznały, że coś jest nie tak.
Ich twarze były pełne entuzjazmu, łatwo było zrobić na nich wrażenie.
Jest pan wyjątkowym żołnierzem, gwardzisto Legerze – powiedziała Anne.

...Cass, błagam cię, przestań. Motyle w brzuchu czy nie – czy naprawdę musisz portretować te dziewczyny jako głuptaski, podziwiające z otwartymi z wrażenia buziami genialnego Samca Alfa (nawiasem mówiąc, jeżeli w Cassolandzie oznaką bycia wyjątkowym żołnierzem jest zadawanie podstawowych pytań z zakresu bezpieczeństwa, to rozliczne sukcesy Miecia i Henia/krajów będących w stanie wojny z Illeą naprawdę nie powinny kogokolwiek dziwić)? Obecnie Anne, Mary i Lucy wizualizują mi się mniej więcej tak:



Potrząsnąłem głową.
Wykonuję tylko swoje obowiązki.

Nie da się zaprzeczyć. Serio, Cass; próby przedstawienia Aspena jako skromnego gościa nie działają, gdy facet stwierdza po prostu najprawdziwszą z prawd.

Poza tym, jak wiecie, lady America pochodzi z mojej prowincji, więc zależy mi szczególnie, żeby była bezpieczna.

Podkreśl to jeszcze kilka razy, aby wszyscy dokładnie zapamiętali, że łączy was więź inna od tej wynikającej stricte z wykonywanego przez ciebie zawodu.

Mary odwróciła się do mnie.
Wydaje mi się, że to zabawne, że pochodzi pan z tej samej prowincji, a teraz jest pan praktycznie jej osobistym strażnikiem. Mieszkaliście niedaleko siebie w Karolinie?
Mniej więcej. – Starałem się nie zdradzać, jak blisko.

Brawo, Mary! Walcz! Walcz z uporczywymi staraniami autorki, aby przedstawić cię jako groupie Aspena mieczem wykutym z logiki i podejrzliwości!

Lucy uśmiechnęła się radośnie.
Widywał ją pan, kiedy była młodsza? Jaka była jako dziecko?
Nie potrafiłem powstrzymać uśmiechu.
Wpadłem na nią kilka razy. Była strasznym łobuziakiem, zawsze biegała na dworze ze swoim bratem. Uparta jak osioł i, o ile pamiętam, bardzo, bardzo utalentowana.

Ja wiem, że to tylko zasłona dymna i Aspen może tu wygadywać dowolne bzdury – ale biorąc pod uwagę, iż zawsze zachwycał się talentem Ameriki sądzę, że ta wypowiedź jest mimo wszystko zgodna z prawdą. A w takim razie... z jakim znowu bratem? Geradem? Toć w czasie, gdy Amisia jako dziecko bawiła się na dworze, nie było go jeszcze na świecie. Kotą? Owszem, zanim został czarną owcą rodziny Singer, on i Ami rzekomo świetnie się dogadywali, ale mimo wszystko jakoś nie widzę go radośnie hasającego po drzewach.

Lucy zachichotała.
Czyli w zasadzie taka sama jak teraz – podsumowała i wszystkie się roześmiały.
Mniej więcej – potwierdziłem.
Te słowa sprawiły, że jeszcze bardziej zaczęła mnie przepełniać duma. America uosabiała tysiące zalet, które nadal były obecne pod tymi sukniami balowymi i biżuterią.

Aspen, przykro mi to mówić, ale „łobuziak” i „uparty jak osioł” to nie do końca komplementy.

Powinienem zejść na dół. Chciałbym obejrzeć „Biuletyn”. – Sięgnąłem obok dziewcząt, żeby zabrać czapkę.
Może pójdziemy z panem? – zaproponowała Mary. – Już prawie pora.
Oczywiście.
Dla personelu pałacowego „Biuletyn” był jedynym dozwolonym programem telewizyjnym, który można było oglądać tylko w trzech miejscach – w kuchni, w pracowni, gdzie pokojówki zajmowały się szyciem, i w dużej świetlicy, która zazwyczaj była wykorzystywana raczej jako dodatkowa pracownia niż jako miejsce spotkań towarzyskich.

I znów: gwardziści i pokojówki najwyraźniej dzielą przestrzeń do pracy/odpoczynku  – skąd zatem ta czołobitność w stosunku do Aspena?

Nasi bohaterowie zmierzają do kuchni; Leger dzieli się z towarzyszkami wiadomością, iż niedługo pałac odwiedzą dwie zagraniczne delegacje.

Cudownie – stwierdziła sarkastycznie Mary. – Jestem pewna, że znowu mnie posadzą do obrębiania obrusów. Anne, możemy się zamienić na to, do czego zostaniesz przydzielona?

Spójrzcie tylko: pokojówka, która ma swoje zdanie na jakikolwiek temat niezwiązany z głównymi bohaterami!

...Nic dziwnego, że za karę zakończyła te serię jako murzyn Amisi, upiększający swą panią po nocy sekszenia się z Maksiem.

Szliśmy dalej korytarzem. Kiedy Anne. Mary i Lucy dyskutowały o rzeczach do zrobienia i sukienkach, które wymagają wykończenia, uświadomiłem sobie, dlaczego niemal zawsze jestem najszczęśliwszy, spędzając czas z pokojówkami Ameriki.
Przy nich mogłem być Szóstką.

Szóstką, na którą wspomniane wyżej damy gapią się jak cielę na malowane wrota i której podsuwają krzesło do usadzenia zadu. Ale wmawiaj nam dalej, jaki to jesteś zwyczajny i kompletnie niezepsuty przez swój społeczny awans, czemu nie.

Za każdym razem, gdy kamera pokazywała kandydatki, widziałem, że coś jest nie tak. America sprawiała wrażenie zdruzgotanej. Co gorsza, widziałem, że stara się tego po sobie nie pokazać i kompletnie jej to nie wychodzi.
Czym się tak martwiła?
Kątem oka zauważyłem, że Lucy wykręca sobie palce.
Co się stało? – zapytałem szeptem.
Coś jest nie tak z panienką. Widzę to w jej twarzy.

Wiecie co? Już chyba wiem, jak zaczął się romans tych dwojga – usiedli sobie razem w kąciku i zaczęli wspólnie omdlewać nad wspaniałością Dobrego Mzimu.

Lucy podniosła dłoń do ust i zaczęła obgryzać paznokieć.
Co jej się stało? Lady Celeste wygląda jak kot, który napił się śmietanki. Co zrobimy, jeśli ona wygra?
Położyłem rękę na jej dłoni leżącej na jej kolanach i jakimś cudem uspokoiła się, patrząc z niedowierzaniem w moje oczy. Miałem przeczucie, że większość ludzi ignoruje jej nerwowe zachowania.

Aspen Leger – ręce, które leczą.

BTW, jedną z osób, które radośnie ignorują nerwicę Lucy jest twoje rudowłose kochanie, duszko.

Okazuje się, że Lucy nie tyle obawia się zwycięstwa Celeste, co przegranej Amisi, albowiem bardzo przywiązała się do swojej panienki i nie lubi, gdy bliscy jej ludzie odchodzą; Aspen dochodzi do wniosku, że pokojówka Ameriki musiała kiedyś stracić ukochaną osobę.

Cóż, mnie będziesz musiała znosić przez cztery lata. – Szturchnąłem ją lekko, a ona uśmiechnęła się, tłumiąc łzy napływające jej do oczu.
Jest pan bardzo miły. Wszystkie tak uważamy. – Otarła sobie rzęsy.

Matko kochana, niech ta nowelka się już skończy; mam naprawdę po dziurki w nosie obserwowania, jak statyści z Cassoversum mdleją z zachwytu nad tru loffem Amisi.

Cóż, ja sądzę, że wy jesteście niezwykle miłymi damami. Zawsze z przyjemnością się z wami widuję.
Nie jesteśmy damami – odparła, patrząc w podłogę.
Potrząsnąłem głową.
Skoro Marlee może nadal być damą, ponieważ poświęciła się dla kogoś, kto był jej drogi, w takim razie wy z pewnością także możecie nimi być. Moim zdaniem poświęcacie swoje życie każdego dnia. Dajecie komuś swój czas i energię, a to dokładnie to samo.
Zobaczyłem, że Mary patrzy w naszą stronę, a potem odwraca się znowu do telewizora. Możliwe, że Anne także usłyszała moje słowa. Wyglądała, jakby pochylała się lekko, żeby lepiej słyszeć.

Ja wiem, że Aspen jest tu obiektywnie bardzo miły, ale ostatnie zdanie wzbudza u mnie podejrzenia, iż miast skupiać się na jego słowach mamy raczej (wzorem Anne) nabożnie spijać z jego ust słowa pełne życiowej mądrości.



Jest pan wspaniały, gwardzisto Legerze.
Uśmiechnąłem się.
Kiedy jesteśmy tu, na dole, możecie mówić do mnie Aspen.




Rozdział 10


Wpatrywanie się w ścianę przestawało być zabawne jakieś trzydzieści minut po rozpoczęciu warty.
Było już dobrze po północy, a ja mogłem tylko liczyć godziny do świtu. Ale to, że się nudziłem, oznaczało przynajmniej, że America jest bezpieczna.

A swoją drogą... przy całej mojej sympatii dla Miecia i Henia – dlaczego rebelianci zawsze atakują pałac na zasadzie „kupą tu waszmościowie, kupą!”? Przecież to nie jest tak, że potrzebują stu par rąk do sforsowania wrót – pomiędzy pałacowymi ogrodami a lasem nie ma nawet muru. Byle dziecko byłoby w stanie dostać się do domostwa Maksia. Dlaczego zatem nikt nie wpadł na pomysł, aby pojedynczy zabójca wkradł się niepostrzeżenie do pałacu i pod osłoną nocy poderżnął gardła członkom rodziny królewskiej? Spójrzcie na Aspena – to chłopię, rzekomo najwybitniejszy gwardzista swego pokolenia, działa na zasadzie odruchu Pawłowa: krzyki i strzały = niebezpieczeństwo, brak zamieszania na korytarzach = można drzemać. Jakiś rebeliant mógłby właśnie zakradać się przez okno do sypialni Amisi, a Leger pozostawałby radośnie nieświadomy tego faktu dopóty, dopóki nikt nie zacząłby mazać kredkami po pałacowych ścianach.

Dzień upłynął bez większych wydarzeń, jeśli nie liczyć ostatecznego potwierdzenia przyjazdu dwóch delegacji.
Kobiety. Bardzo wiele kobiet.

Eee...wiem, że w przypadku włoskich gości słyszeliśmy tylko o dziewczynach (Nicoletta i jej towarzyszki), ale czy delegacja Federacji Niemieckiej także składała się wyłącznie z kobiet? A jeśli tak... to właściwie dlaczego? Czy to jakaś norma kulturowa w Cassoversum, zgodnie z którą mężczyźni nie udają się w dyplomatyczne wizyty (wątpliwe, Clarkson wyruszył do Nowej Azji), a szwagier z Norwegoszwecji jako jedyny dostąpił tego zaszczytu na skutek wieloletniej przyjaźni z ojcem Maxona? Jakieś wyjaśnienie, Cass?

...Nie? Ok. Na tym etapie analiz dodatkowa zagadka dotycząca świata przedstawionego serii naprawdę nie robi większej różnicy.

Po części cieszyłem się z tego. Damy przyjeżdżające do pałacu nie były zazwyczaj agresywne fizycznie.

...Sugerujesz, że panowie przyjeżdżający w odwiedziny (wyjąwszy, rzecz jasna, naszego ulubionego szwagra) mieli zwyczaj rzucać się na gospodarza z pięściami?...Cóż, to faktycznie pewne wytłumaczenie fenomenu jednopłciowych wizyt.

Ale wypowiedziane nieodpowiednim tonem słowa mogły rozpętać wojnę.
Damy z Federacji Niemieckiej były zaprzyjaźnione z rodziną królewską, co działało na korzyść ochrony. Włoszki stanowiły wielką niewiadomą.

Innymi słowy, panowie są agresywni, a panie obrażalskie – jak się nie obrócisz, rzyć z tyłu. Pozostaje w takim razie zastanawiać się, dlaczego rodzina królewska w ogóle zaprasza kogokolwiek na wizyty na stopie czysto towarzyskiej (znów: z jednym, oczywistym wyjątkiem).

Aspen się nudzi, rozmyśla o Amisi, nudzi się trochę bardziej, aż tu nagle podchodzą do niego Lucy i Mary, niosące koszyczek z wiktuałami. Aspen chce je wpuścić do pokoju Amisi, przekonany, iż przyszły nakarmić Dobre Mzimu, ale pokojówki wyjaśniają, że jedzenie jest dla niego:

Zauważyłyśmy tylko, że przez ostatnie dni wyjątkowo często jesteś na służbie. Pomyślałyśmy, że możesz być głodny.
Mary zdjęła serwetkę, odsłaniając nieduży wybór bułeczek, ciastek i kanapek, zapewne pozostałych z przygotowań do śniadania.

Och, Mary, lepiej odsuń się na bezpieczną odległość; jak wiemy z „Rywalek”, Aspen niezbyt dobrze reaguje na kobiety próbujące go nakarmić.

Wygląda jednak na to, że duma Samca Alfa zostaje zraniona tylko wtedy, gdy posiłek zapewnia mu luba, bowiem Leger z uśmiechem dziękuje za podarek:

To bardzo miło z waszej strony, ale po pierwsze, nie wolno mi jeść, kiedy jestem na służbie, a po drugie, może nie zauważyłyście, ale jestem naprawdę silnym facetem. – Napiąłem mięśnie wolnej ręki, a one zachichotały. – Potrafię zadbać o siebie.

Primo: obrazeczek!



Secundo: upupiania pokojówek Amisi ciąg dalszy:



Lucy przechyliła głowę.
Wiemy, że jesteś silny, ale przyjęcie pomocy też na swój sposób wymaga siły.
Jej słowa zaparły mi dech w piersiach. Żałowałem, że ktoś nie powiedział mi tego kilka miesięcy temu. Oszczędziłbym sobie mnóstwa rozpaczy.

Nie tylko sobie, kochaneczku, nie tylko sobie....Pomyślcie tylko: gdyby nie bucera Aspena, ta seria skończyłaby się gdzieś na etapie początkowych rozdziałów „Rywalek”.

Leger, wzruszony podarkiem, zgadza się nagiąć reguły gry i posilić się na służbie, jednak pod warunkiem, że dziewczyny zjedzą razem z nim.

No to jak tam wasze umiejętności w zakresie zapasów? – zażartowałem. – Trzeba będzie przecież dopilnować, żeby ta historyjka trzymała się kupy.
Lucy zasłoniła usta, chichocząc.
To dziwne, ale nie uczono nas tego w ramach przygotowania do zawodu.
Aż się zachłysnąłem.
Jak to? Mówimy tu o podstawowych rzeczach. Sprzątanie, usługiwanie, walka wręcz.

To chyba miał być żart, ale Aspen najwyraźniej nie wie, że w jego uniwersum pokojówki potrafią cerować skarpetki, jednocześnie grając na ukulele.

Nasi bohaterowie jedzą i dowcipkują; Mary pyta, czy po okresie obowiązkowej służby Aspen zamierza zatrudnić się na stałe jako gwardzista w pałacu, dziewczyna nie ma bowiem wątpliwości, że tego rodzaju prośba byłby rozpatrzona pozytywnie przez jego zwierzchników. Leger stwierdza, iż wolałby dostać przydział gdzieś w okolicach Karoliny, z racji swojej rodziny.

To wielka szkoda – szepnęła Lucy.
Nie musisz już zaczynać się martwić. Zostały mi jeszcze cztery lata.
Uśmiechnęła się blado.
To prawda.
Widziałem jednak, że nie potrafi się do końca z tym pogodzić. Przypomniałem sobie, jak mówiła wcześniej, że ludzie, na których jej zależy, znikają, i słodko-gorzkim uczuciem było to, że w jakiś sposób stałem się dla niej ważny. Ona oczywiście także była dla mnie ważna. Podobnie jak Anne i Mary. Ale tym, co je łączyło ze mną, była niemal wyłącznie America. Jakim cudem ja zacząłem coś dla nich znaczyć?

To proste, jesteś drugim Garym Stu tej powieści; nie godzi się, aby wzdychała do ciebie zaledwie jedna (choćby i pierwszoplanowa) niewiasta w tej serii. Niby jak czytelniczki miałyby zazdrościć Amisi tru loffa, jeżeli nie byłby on apetycznym kąskiem dla stu innych dam poza naszą Mary Sue?

Masz dużą rodzinę? – zapytała Lucy.
Skinąłem głową.
Trzech braci: Reeda, Beckena i Jemmy’ego, oraz trzy siostry: bliźniaczki Kamber i Celię, i jeszcze najmłodszą Ivy. Jest też moja mama.
Mary zaczęła przykrywać koszyk.
A twój tata?
Umarł kilka lat temu. – W końcu dotarłem do etapu, kiedy mogłem to powiedzieć, nie czując, że serce mi pęka. Dawniej ból wydawał się nieznośny, bo ojciec wciąż był mi potrzebny. Był potrzebny nam wszystkim. Ale miałem szczęście. Czasem ojcowie z niższych klas po prostu znikali, zostawiając rodzinę, żeby radziła sobie sama lub stoczyła się na dno.
Tata robił dla nas wszystko, co tylko mógł, aż do samego końca. Ponieważ byliśmy Szóstkami, nasze życie zawsze było ciężkie, ale on trzymał nas na powierzchni, pozwalał być choć trochę dumnym z tego, co robiliśmy i kim byliśmy. Ja także chciałem taki być.

...Wiecie co? Nie skomentuję tego fragmentu – nie teraz. Ale zapamiętajcie ten akapit i peany Legera na cześć swojego ojca, bowiem w przyszłym tygodniu będziemy miały dla Was coś specjalnego – coś, po czym ów fragment, miast wyciskać Wam łzy wzruszenia z oczu, spowoduje raczej mieszankę rozbawienia i irytacji.

W pałacu dostawałbym wyższy żołd, ale mógłbym się lepiej opiekować rodziną, gdybym był choć trochę bliżej domu.

Niby jak? Nie będziesz mógł prasować gaci czy chodzić na wywiadówki, bo niezależnie od miejsca pracy nadal będziesz zajęty obowiązkami gwardzisty. Twoja opieka – i sytuacja ta pozostaje niezmienna od początku serii – opiera się właśnie na pieniądzach; zgodnie z kanonem jesteś głównym żywicielem rodziny. Najlepsze, co możesz zrobić dla matki i rodzeństwa, to zatrudnić się w miejscu, które zapewni ci najwyższą możliwą pensję.

Na fali wyznań poznajemy jedną z przyczyn cierpienia Lucy; straciła matkę.

Życie nie jest już takie samo, prawda?
Potrząsnęła głową, nie odrywając wzroku od dywanu.
Ale mimo wszystko należy szukać w nim tego, co dobre. – Podniosła głowę, a na jej twarzy pojawił się ledwie widoczny cień nadziei. Nie potrafiłem oderwać od niej spojrzenia.
To zabawne, że to mówisz.
Popatrzyła na Mary, a potem znowu na mnie.
Dlaczego?
Wzruszyłem ramionami.
Tak po prostu.

No to jak, drodzy czytelnicy; domyśliliście się już, kim jest Mentalny Protoplasta Przydupasa, znany też jako Tajemniczy Stajenny?

Nasi bohaterowie kończą posiłek i dowcipkują jeszcze przez chwilę, po czym dziewczyny zbierają się z powrotem do Czarnej Dziury Fabularnej; Aspen prosi je, by ze względów bezpieczeństwa użyły tajnego przejścia. Mary raźno udaje się do miejsca odpoczynku Dla Postaci Na Dłuższą Metę Zawadzających, ale Lucy postanawia porozmawiać jeszcze chwilę z Legerem.

Ja… ja nie bardzo umiem ładnie mówić – przyznała, kołysząc się lekko na piętach. – Ale chciałam podziękować za to, że jesteś dla nas taki miły.
Potrząsnąłem głową.
Nie ma za co.
Dla nas to ma znaczenie. – W jej oczach była powaga, jakiej nie widziałem nigdy wcześniej. – Chociaż dziewczyny z pralni i z kuchni powtarzają nam, jakie mamy szczęście, tak naprawdę nie czujemy tego, jeśli nikt nas nie docenia. Lady America nas docenia, chociaż żadna z nas się tego nie spodziewała. Ale ty też nas doceniasz. Jesteście oboje życzliwi, nawet się nad tym nie zastanawiając. – Uśmiechnęła się do siebie. – Pomyślałam, że powinieneś wiedzieć, że to ma znaczenie. Może nawet najbardziej dla Anne, chociaż ona nigdy nie powie tego głośno.
Nie wiedziałem, jak na to zareagować.
Dziękuję – powiedziałem niepewnie.
Lucy skinęła głową i, niepewna, co jeszcze miałaby powiedzieć, skierowała się do przejścia.
Dobranoc, panienko Lucy.
Obejrzała się – wyglądała, jakbym dał jej najwspanialszy prezent na świecie.
Dobranoc, Aspenie.


Tęskniliście za peanami na cześć Dobrego Mzimu, prawda?

Ale furda z Amisią; ważniejszy jest tu fragment dotyczący Aspena. Cass...czy naprawdę musisz portretować relację Lucy i Legera jako układ „kocmołuch zakochał się w księciu”? Nie chodzi mi przy tym o klasową różnicę tych dwojga; między Maxonem i Ameriką jest równie wielka kastowa przepaść, ale mimo wszystko można sobie wyobrazić, że ci dwoje zdołają kiedyś stworzyć partnerski związek. Czytając o Aspenie i Lucy czuję się natomiast niezręcznie, bowiem pokojówka traktuje chłopaka bez mała jak bóstwo, które w swej łaskawości opromienia ją światłem swej łaski. Po lekturze tej nowelki ich przyszłe małżeństwo (któremu nie poświęcałam zbyt wiele uwagi, analizując sequele z punktu widzenia Edzi) zaczyna mi się jawić w nieco odmiennych barwach niż do tej pory: jako relacja, w której Lucy występuje z pozycji widza, który wciąż nie może uwierzyć w to, że zwróciła na nią uwagę gwiazda TEGO kalibru. Oczywiście, każdemu jego porno, ale mimo wszystko chciałabym, aby pojawiła się tu przynajmniej jedna scena, w której to Aspen byłby pod wrażeniem faktu, że zechciała go taka wspaniała istota, jak Lucy...

Kiedy zniknęła, zacząłem znowu myśleć o Americe. Wyglądała dzisiaj na naprawdę nieszczęśliwą, ale zastanawiałem się, czy w ogóle przeczuwa, jak jej zachowanie zmieniło ludzi wokół niej. Jej tata miał rację: była za dobra do tego miejsca.

...ale chyba raczej się tego nie doczekam (a przynajmniej nie w tej książce, ale nie uprzedzajmy faktów).

Swoją drogą – jesteśmy obecnie gdzieś w połowie „Elity”, a pomiędzy Aspenem i Lucy (przynajmniej z jego strony) nie ma nic poza powoli rodzącą się sympatią; myśli naszego gwardzisty nadal zaprząta America. To oznacza, że romans między tą dwójką rozwinął się najwcześniej pod koniec drugiego tomu – a więc (licząc do końca trylogii, kiedy to oficjalnie stają się parą) w ciągu maksymalnie dwóch miesięcy. Warto będzie o tym pamiętać, gdy przejdziemy do pewnych materiałów zamieszczonych w „Królowej i faworytce”.

Aż tu wtem!

Gwałtownie się obejrzałem i zobaczyłem trzech kamerdynerów, przebiegających koło mnie. Jeden z nich potknął się lekko. Miałem właśnie wyjrzeć za róg korytarza, żeby zobaczyć, przed czym uciekają, kiedy rozległa się syrena alarmowa.

Miecio i Henio wpadają w odwiedziny!

Nigdy wcześniej jej nie słyszałem, ale wiedziałem, co oznacza ten sygnał: rebelianci atakowali.

… Że co?

Nigdy wcześniej... nie słyszałeś syreny alarmowej?

Pomimo tego, że jesteś gwardzistą?

A ataki zdarzają się w każdy pierwszy wtorek miesiąca?

Mam rozumieć, że do tej pory gwardziści przekazywali sobie informacje o wizycie delegacji z Północy bądź Południa, grając w głuchy telefon?

Leger wpada do sypialni Amisi, każe jej zabrać szlafrok i ciepłe bambosze, po czym:

Przycisnąłem wargi do jej ust, przytrzymując ją przy sobie dłonią wplecioną w jej włosy. To było głupie. Bardzo, bardzo głupie. Ale jednocześnie z tysiąca powodów wydawało się właściwe. Miałem wrażenie, że minęła cała wieczność, odkąd całowaliśmy się tak namiętnie, ale bez trudu wróciliśmy do tamtego rytmu. (...)
Mogłem zostać tak całą noc i czułem, że ona myśli tak samo, ale musiałem pomóc jej ukryć się w schronie.

Przykro mi, ale komentuję głupotę tych dwojga od tak dawna, że skończyły mi się pomysły na to, jak jeszcze mogłabym się odnieść do ich absolutnego braku instynktu samozachowawczego.

No już, uciekaj – poleciłem i wypchnąłem ją na korytarz. Nie oglądając się, wyszedłem zza rogu, żeby stanąć twarzą w twarz z czymkolwiek, co mogło tam na mnie czekać.

.... i to wszystko? Po prostu wyrzucasz swoją ukochaną/pałacową własność, którą zobowiązałeś się chronić na korytarz, zmuszając ją do szukania schronu w pojedynkę... pomimo tego, że nie wiesz, gdzie są napastnicy i czy Amisia zdoła przebiec bodaj kilka metrów, zanim nie napatoczy się na jakiegoś rebelianta – mordercę i gwałciciela?

Panie i panowie, oto najwybitniejszy gwardzista w całej Illei!

Usłyszałem charakterystyczne odgłosy strzałów, więc pobiegłem korytarzem w stronę głównej klatki schodowej. Wydawało się, że rebelianci zostali zatrzymani na parterze, więc przyklęknąłem przy ścianie i obserwowałem zakręcające łukiem schody, czekając.

Primo: byłoby zabawnie, gdyby w stronę tej samej klatki schodowej pobiegła spanikowana i zdezorientowana Amisia.

Secundo: Zatrzymani przez co? Wyszkolony oddział ninja – pokojówek? Bo na pewno nie przez innych gwardzistów, biorąc pod uwagę, iż większość z was najwyraźniej nie ma pojęcia, do czego służy syrena alarmowa.

Chwilę później ktoś zaczął wbiegać na górę. W niecałą sekundę zidentyfikowałem mężczyznę jako intruza. Wycelowałem i strzeliłem, trafiając go w ramię. Rebeliant z jękiem poleciał do tyłu, a ja zauważyłem, że jakiś gwardzista rzuca się, żeby go złapać.

Rebeliant jest zatem postrzelony, a nie martwy. Macie jeńca. Co wy na to, żeby wykorzystać ten fakt i w swoim czasie urządzić małe przesłuchanko, aby odkryć, ilu ludzi liczą Południowcy/gdzie się ukrywają/jaką mają broń/kto ich wspiera?

...Ech, dajmy temu spokój, to Cassoland; zapewne wypuszczą faceta tuż po ataku, wręczając mu jeszcze kanapki na drogę.

Łoskot w głębi korytarza powiedział mi, że rebelianci znaleźli boczne schody i dotarli na pierwsze piętro.
Jeśli znajdziecie króla, zabijcie go. Zabierzcie wszystko, co możecie unieść. Niech się dowiedzą, że tu byliśmy! – krzyknął jakiś głos.
Tak cicho, jak tylko mogłem, zacząłem się skradać w stronę, z której dobiegały donośne wiwaty. Chowałem się za narożnikami i bezustannie rozglądałem się we wszystkie strony. Kiedy za którymś razem się obejrzałem, zauważyłem dwóch umundurowanych mężczyzn, więc dałem im znak, żeby zwolnili i starali się nie rzucać w oczy.

Wiecie co? To jest śmieszne. Tak zwyczajnie, po ludzku śmieszne. Naprawdę, kochani, rozrysujcie sobie powyższą scenę: rebelianci wchodzą do pałacu jak do obory, głośno komentując zamiary królobójstwa, baraszkują po piętrach niczym niegrzeczne dzieci na koloniach – a gwardziści bawią się w szpiegów z Krainy Deszczowców, skradając się za nimi na paluszkach i dając znaki (najwyraźniej niczego nieświadomym) kolegom, żeby byli ciszej, bo zepsują konspirację pod tytułem: „Nas tu wcale nie ma”.

...Jakim cudem Clarkson przeżył w tym środowisku na tyle długo, by spłodzić syna i doczekać jego dziewiętnastych urodzin?

Kiedy się zbliżyli, zobaczyłem, że to Avery i Tanner. Nie mógłbym dostać lepszego wsparcia – Avery był doskonałym strzelcem, a Tanner zawsze robił wszystko, co w jego mocy, ponieważ miał więcej niż większość z nas do stracenia, gdyby się niedostatecznie starał.

Cóż, jeżeli nie będziecie się dostatecznie starać, TO ZA CHWILĘ WSZYSCY ZGINIECIE, radziłabym zatem, aby reszta gwardzistów przyjęła filozofię życiową Tannera i zaczęła bardzo angażować się w swoją pracę.

Tanner był jednym z nielicznych gwardzistów, którzy byli żonaci w chwili powołania do armii. Opowiadał nam w kółko, jak jego żona narzeka, że nosi obrączkę na kciuku, ale należała do jego dziadka i nie stać ich było, żeby ją zmniejszyć. Obiecywał jej, że to będzie pierwsza rzecz, jaką załatwi po powrocie do domu, a przy okazji kupi lepszą obrączkę także dla niej.
Ona była jego Americą. Zawsze był skoncentrowany ze względu na nią.

To miło, ale nie przesadzajmy z dramatyzmem; Tanner, jeśli wykopią go z pałacu, będzie musiał zadowolić się starą obrączką. Dla porównania, wykopanie z pałacu Cartera (zresztą na skutek jego własnej głupoty) zaowocowało pozbawieniem środków do życia jego familii Siódemek.

Wybacz, Cass, najwyraźniej nie jestem zbytnio romantyczna, ale naprawdę nie sądzę, aby to właśnie Tanner miał najlepszy powód, by kurczowo trzymać się intratnego stanowiska.

Co się dzieje? – zapytał szeptem Avery.
Wydaje mi się, że słyszałem ich przywódcę. Rozkazywał swoim ludziom zabić króla i ukraść tyle, ile zdołają.
Tanner wstał, podnosząc pistolet do ucha.
Musimy ich znaleźć i dopilnować, żeby nie zbliżali się do schronu.
Skinąłem głową.
Może ich być za dużo, żebyśmy mogli sobie poradzić, ale jeśli nie będziemy się wychylać, to myślę…

Dobra, poważne pytanie – gdzie, do diabła, jest reszta gwardzistów? Jeśli podejrzewacie, że we trzech nie dacie sobie rady, to może... no nie wiem... wezwijcie posiłki?! Nie macie krótkofalówek? Czegokolwiek, co umożliwiłoby wam komunikację na odległość?!

Na końcu korytarza drzwi otworzyły się gwałtownie i wybiegł z nich kamerdyner, ścigany przez dwóch rebeliantów. To był młody chłopak, ten sam, którego widziałem w kuchni. Wyglądał na zagubionego i przerażonego. Rebelianci byli uzbrojeni w coś, co wyglądało jak narzędzia rolnicze, więc przynajmniej nie mogli do nas strzelać.

...Rebelianci mają widły.

Rebelianci mają widły...a wyposażeni w pistolety gwardziści chowają się przed nimi po kątach.

Cass, to już nawet nie jest po prostu zabawne; teraz zaczynamy niebezpiecznie zbliżać się do granicy, za którą zaczyna się autoparodia.

Padnij! – wrzasnąłem, a kamerdyner posłuchał. Wystrzeliłem, trafiając jednego z rebeliantów w nogę. Avery trafił drugiego, ale jego strzał, celowo lub nie, zadał znacznie poważniejszą ranę.
Ja ich obezwładnię – rzucił Avery. – Znajdź ich przywódcę.

O patrzcie, kolejni jeńcy do kolekcji; ciekawe, czy ci z kolei otrzymają na drogę herbatę w termosie.

Usłyszałem kolejne krzyki i dalsze strzały. Zrozumiałem, że to będzie jeden z tych gorszych ataków, więc skoncentrowałem się, żeby zachować jasność myślenia.

Cass, sama to przed chwilą napisałaś: rebelianci mają widły. Jedynymi osobami, które w takiej sytuacji mogą oddawać strzały, są gwardziści. A skoro tak... to jakim cudem ten atak nadal trwa? Na tym etapie ciała większości agresorów powinny być podziurawione jak sitka.

Razem z Tannerem zakradliśmy się na drugie piętro, gdzie znaleźliśmy część stolików, dzieł sztuki i roślin doniczkowych kompletnie zniszczonych. Rebeliant za pomocą czegoś, co wyglądało jak pełna grudek farba, którą musiał ze sobą przynieść, pisał coś na ścianie.

...Wiecie co? Te napisy na ścianie były głupie same w sobie, ale obserwowanie owego ataku od kuchni czyni je już kompletnie groteskowymi. Naprawdę, nawet gdybym bardzo się postarała, nie byłabym w stanie opisać tak idiotycznie zabawnego ataku na pałac, jak w niniejszym rozdziale zrobiła to Cass.

Chwilę później kolejna fala wystrzałów dobiegła z drugiego końca korytarza, a Tanner wciągnął mnie za przewróconą kanapę. Kiedy hałas ucichł, wyjrzeliśmy, żeby ocenić zniszczenia.
Naliczyłem sześciu – powiedział.
Ja tak samo. Mogę zdjąć dwóch, może trzech.
To wystarczy. Pozostali mogą tu przybiec. Mogą mieć broń palną.

Przed chwilą twierdziłeś, że widły; trzymaj się, u diaska, jednej wersji.

Rozejrzałem się, a potem podniosłem odłamek lustra i wyciąłem nim kawałek obicia kanapy, żeby owinąć szkło.
Użyj tego, gdyby się za bardzo zbliżyli.
Dobry pomysł – skomentował Tanner i wycelował pistolet. Zrobiłem to samo.

Okej, teraz to już kompletnie się zgubiłam. Czy ktoś może mi wyjaśnić szczwany plan Aspena? W razie, gdyby rebelianci podeszli za blisko (na litość, ten śmieszny gadżet, który wypluwa z siebie kule nosisz właśnie po to, aby wróg nie miał szans się do ciebie zbliżyć), zamierza...udusić ich obiciem od kanapy? Zadźgać ich na śmierć odłamkiem lustra, owiniętym w kwiatową tapicerkę? O co tu chodzi?

Strzały padło szybko i każdy z nas trafił dwóch rebeliantów, zanim dwóch pozostałych odwróciło się i pobiegło w naszą stronę, zamiast uciekać. Pamiętałem o rozkazach, żeby brać rebeliantów żywcem w celu dalszych przesłuchań, więc celowałem w nogi, ale poruszali się tak szybko, że pudłowałem za każdym razem.

Przypominam: najlepszy gwardzista w pałacu.

Ale swoją drogą, widzę, że jednak znacie instytucję jeńców. Czyżby w takim razie pałacowy kat był wzywany tylko wtedy, gdy para nastolatków pójdzie w tango?

Obaj z Tannerem zobaczyliśmy, jak zwalisty mężczyzna kieruje się w stronę Tannera, podczas gdy starszy, chudy i z płonącymi oczami, rzucił się na mnie. Schowałem pistolet, szykując się do walki wręcz.

W twoją stronę biegnie nieuzbrojony szaleniec. Masz pistolet. Co robisz? Grzecznie chowasz urządzenie i szykujesz się do sparringu; nieelegancko byłoby wykorzystać przewagę, jaką daje ci broń palna.

...Cass, ten rozdział to tylko taki żart, prawda?

Szlag, masz szczęście – zauważył Tanner, a potem zerwał się i przeskoczył nad oparciem kanapy, biegnąc do swojego przeciwnika.

Obaj macie, pyszczku. A wiesz, dlaczego?

PONIEWAŻ W PRZECIWIEŃSTWIE DO PRZECIWNIKÓW, POSIADACIE PISTOLETY.

Ja ruszyłem z miejsca ułamek sekundy później. Starszy rebeliant rzucił się na mnie z krzykiem, wyciągając ręce z palcami zagiętymi jak szpony. Złapałem go za ramię i zaimprowizowanym ostrzem ciąłem go w pierś.

Cass, serio: jeden powód. Daj mi jeden powód, dla którego Leger nie może po prostu go zastrzelić.

Nie ma znaczenia, że Clarkson wolałby mieć ich żywych; skoro nie potraficie postrzelić rebeliantów w nogi, strzelajcie gdziekolwiek. Na szali jest ponoć życie rodziny królewskiej – to naprawdę nie czas na to, by bawić się w zapasy.

Nie był szczególnie silny i jakaś część mnie naprawdę zaczęła go żałować. Kiedy złapałem go za ramię, zdecydowanie za dobrze czułem wszystkie jego kości.
Jęknął i upadł na kolana, a ja wykręciłem mu ręce do tyłu, związując nadgarstki i nogi. Kiedy byłem tym zajęty, ktoś złapał mnie od tyłu i uderzył mną o wiszący obok portret, którego szkło rozcięło mi czoło.

Najlepszy gwardzista w pałacu, odsłona druga.

Zakręciło mi się w głowie, a krew od razu zaczęła zalewać mi oczy, sprawiając, że trudniej mi było walczyć z przeciwnikiem. Poczułem ukłucie paniki, ale zaraz przypomniałem sobie, czego uczono mnie na treningach. Ugiąłem nogi, kiedy złapał mnie od tyłu, i użyłem ciężaru swojego ciała, żeby rzucić go przez ramię.
Chociaż był ode mnie znacznie większy, upadł ciężko na pokrytą odłamkami szkła i szczątkami mebli podłogę. Sięgnąłem, żeby go związać, ale w tym momencie przewróciłem się, kiedy rzucił się na mnie kolejny rebeliant.
Zostałem przyciśnięty do podłogi, a potężny mężczyzna, siedzący mi na brzuchu, przytrzymywał mi ręce.

To chyba najbardziej wypełniony akcją fragment w całej serii i nie, niestety – nie jest to komplement.

Zostałem przyciśnięty do podłogi, a potężny mężczyzna, siedzący mi na brzuchu, przytrzymywał mi ręce.
Jego oddech był cuchnący i nieświeży, kiedy otworzył usta tuż koło mojej twarzy.
Zabierz mnie do króla – rozkazał chrapliwym głosem.
Potrząsnąłem głową.
Wypuścił moje ręce i złapał mnie za kurtkę, a ja sięgnąłem, żeby odepchnąć jego twarz, ale przyciągnął mnie za ubranie i uderzył moją głową o podłogę, sprawiając, że ramiona natychmiast mi zwiotczały. W głowie mi wirowało, oddychałem płytko. Mężczyzna przyciągnął moją głowę, zmuszając mnie, żebym na niego spojrzał.
Gdzie. Jest. Król?
Nie wiem – jęknąłem, walcząc z bólem głowy.

No i teraz mam zagwozdkę: kłamie, wykazując się bohaterstwem, czy naprawdę nie wie, gdzie w czasie ataków powinna ukrywać się rodzina królewska?

No dalej, pięknisiu – zadrwił. – Daj mi króla, a może pozwolę ci żyć.
Nie mogłem wspomnieć o istnieniu schronów. Nawet jeśli nienawidziłem króla za to, co robił, zdradzenie go oznaczałoby zdradzenie Ameriki, a to nie wchodziło w grę.
Mogłem skłamać. Może zdołam zyskać dość czasu, żeby jakoś się uratować.

No proszę, czyli jednak kłamie. Szkoda tylko, że jego jedyną motywacją dla powstrzymania mordercy jest, jak zwykle zresztą, jego panna.

Na trzecim piętrze – skłamałem. – W ukrytym pokoju we wschodnim skrzydle. Maxon też tam jest.
Uśmiechnął się, a ja poczułem znowu jego obrzydliwy oddech, kiedy roześmiał się krótko.
No widzisz, to nie było takie trudne, co?
Milczałem.
Może gdybyś mi od razu powiedział, nie musiałbym tego robić.
Brutalnie zacisnął mi ręce na szyi i ścisnął. Dołączając do tego bolącą wcześniej głowę, to była prawdziwa tortura. Moje nogi drgnęły, szarpnąłem biodrami, próbując go z siebie zrzucić. To się na nic nie zdało, był po prostu zbyt duży.

...chyba nie powinnam była w tym momencie z całej siły trzymać kciuków za rebelianta.





Czułem, jak ręce i nogi odmawiają mi posłuszeństwa, cały tlen ucieka z mojego organizmu.
Kto powie o tym mojej matce?
Kto zaopiekuje się moją rodziną?
przynajmniej pocałowałem Americę po raz ostatni.
po raz ostatni.
ostatni.
Jak przez mgłę usłyszałem huk wystrzału i poczułem, że zwalisty rebeliant wiotczeje i przewraca się na bok. Moje gardło wydawało dziwne dźwięki, pompując na nowo powietrze do płuc.
Leger? Nic ci nie jest?
Pociemniało mi w oczach, więc nie zobaczyłem twarzy Avery’ego. Ale słyszałem jego głos i to mi wystarczyło.


I to już wszystko na dziś. A w następnym odcinku: ostatni rozdział „Gwardzisty” i materiały dodatkowe.


Zostańcie z nami!


Maryboo

27 komentarzy:

  1. Odświeżałam od rana, czekając na nowy wpis. Teraz, mając tak zacną lekturę, mogę zasiąść do śniadania :)
    A.

    OdpowiedzUsuń
  2. Narzekałam na brak akcji? Zostańmy przy braku akcji. Ataki z punktu widzenia kogoś, kto teoretycznie powinien potrafić walczyć, bolą moją logikę i moje czoło, choć to drugie chyba po prostu odczuwa efekty headdeskowania przy lekturze. Aspen dogadałby się z Płowym Bucem - obaj są najlepsi chyba tylko dlatego, że potrafią trzymać broń w ręku.

    A Aspen/Lucy jest okropne. Facet znalazł sobie kogoś zapatrzonego w siebie tak, jak Maxon w Amisię. Gdyby Lucy interesowała się fotografią, Aspen też doczekałby się kapliczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Aspen dogadałby się z Płowym Bucem - obaj są najlepsi chyba tylko dlatego, że potrafią trzymać broń w ręku."

      Cóż, jak mieliśmy dziś szansę zaobserwować, w przypadku Aspena różnie z tym bywa.

      Usuń
    2. Oj tam, to była sytuacja stresowa, zupełnie jak absolutnie nieoczekiwany atak Wyklętego! :P

      Usuń
  3. Jakbym miała szczerze oceniać, to więcej chemii niż między Aspenem i Lucy jest w slashu Aspen/Avery...
    Jakie te sceny akcji są nudne, mój boru...

    OdpowiedzUsuń
  4. Aspen Leger – ręce, które leczą.
    No ba! ale to jest przesłodzone!
    domyśliliście się już, kim jest Mentalny Protoplasta Przydupasa, znany też jako Tajemniczy Stajenny?
    To będzie brat pokojówki?
    Rebelianci mają widły...a wyposażeni w pistolety gwardziści chowają się przed nimi po kątach.
    Komedia!
    Jakim cudem Clarkson przeżył w tym środowisku na tyle długo, by spłodzić syna i doczekać jego dziewiętnastych urodzin?
    Miał szczęście...
    Najlepszy gwardzista w pałacu,
    Jak inni wyjadą..

    Ale fajna analiza!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzisiejszy odcinek był naprawdę kwikaśny. Pozakulisowe jadanie razem u gwardzistów i służby pałacowej stanowi tylko kolejny dowód, że Cass jest jednym z tych twórców, którzy w teorii piszą o podziałach, nierównościach itp, ale nie mają pojęcia, jak mogłoby to funkcjonować w praktyce.
    Rebelianci z widłami - KWIIIK! Taka mnie teraz refleksja naszła, że oni są jak potwory w niektórych RPG, pojawiają się dla urozmaicenia, bez składu i ładu.
    Motyw kobiety zapatrzonej w faceta jak w księcia z bajki - wymiotować się chce i wymową, i wyświechtaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to jedzenie w jednym pomieszczeniu nie musi swiadczyc o tym, ze pokojowki i gwardzisci sa rowni i tak siebie widza. Zawsze moga siedziec oddzielnie, wedlug przepisow i nawet ze soba nie rozmawiac, nie przesiadac sie do siebie itp. Moze pomieszczenie jest wspolne, ale stoliki nie? Albo nawet jedzenie jest inne?
      Nie wiem, szukam logiki xD

      Usuń
    2. Gwardziści i pokojówki siedzą razem przy jednym stole i plotkują. Widzimy to w rozdziale drugim (choć z przytoczonych tam przeze mnie cytatów może być to faktycznie ciężkie do wywnioskowania).

      Maryboo

      Usuń
  6. "Jakim cudem Clarkson przeżył w tym środowisku na tyle długo, by spłodzić syna i doczekać jego dziewiętnastych urodzin?"

    Jest twardzielem.

    Jakie to szczęście, że opuścimy niebawem głowę Aspena. Mam dosyć. Sposób pokazywania jego relacji z Lucy jest po prostu smutny.

    A rebeliantom wcale się nie dziwię, że przychodzą do pałacu z widłami. Po co mają marnować amunicję, przecież i tak żadna krzywda im się nie stanie. Gwardziści są dobrze wychowani i szanują zasady fair play. Chowają broń palną gdy widzą, że ich przeciwnicy nie są tak dobrze uzbrojeni. Postawa godna pochwały.

    rose29

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jakie to szczęście, że opuścimy niebawem głowę Aspena. Mam dosyć. Sposób pokazywania jego relacji z Lucy jest po prostu smutny."

      Cóż, nie chcę spoilerować, ale... opuszczenie głowy Aspena bynajmniej nie uwolni nas na dobre od obserwowania jego relacji z Lucy. Powiem więcej - istnieje spore prawdopodobieństwo, że w swoim czasie zatęsknimy za patrzeniem na ów związek przez filtr w jego mózgownicy.

      Usuń
    2. Och, nie. Będzie gorzej?
      Ale z drugiej strony, czy może być tak źle jak w Intruzie albo w Zmierzchu...
      rose29

      Usuń
    3. Nie, tak źle nie będzie. Status 'związek level Meyer' jest w tej serii zarezerwowany dla innego pairingu.

      Maryboo

      Usuń
    4. O nie, czyżby to był związek Clarksona i Amberly? :<< W sumie to nie wiem dlaczego, ale takie połączenie napawa mnie mniejszym obrzydzeniem niż w Zmierzchu. Może dlatego, że nasz ulubiony król rzeczywiście jest przedstawiany jako bad guy i wszelkie dowody, że jest "evil!" jakoś mi nie przeszkadzają. A że przy tym ma mózg - bardzo dobrze.

      Usuń
    5. Iracel - w przypadku tego związku problem tkwi mniej w sposobie, w jaki Cass przedstawia króla, a bardziej w tym, w jaki sposób portretuje Amberly.

      Maryboo

      Usuń
  7. Związek Lucy/Aspen zaczął mi przypominać Amberly/Clarkson z "Królowej". Dammit, Cass, ja tu myślałam, że do czasu tej nowelki trafię najwyżej na jakieś pocieszne głupoty, a nie ;p

    Poza tym analiza cudna, nie wiem, czy bardziej ukwikła mnie wizja gwardzistów duszących Południowców obiciem kanap, czy zagranicznych dyplomatów rzucających się z pięściami na Clarksona :DD

    OdpowiedzUsuń
  8. Hahahahahahaha xD nie jestem w stanie na razie jakoś konstruktywniej skomentowac tej komedii ;p dzieki za poprawienie mi humoru ;* Aspen jako Gwardzista Pokolenia jest prześmieszny
    Adria

    OdpowiedzUsuń
  9. Walka z rebeliantami, przypomina mi trochę moją drużynę w sesji RPG, gdzie granaty są niezbędne do założenia podsłuchu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal logiczniejsze niż chowanie się po kątach przed widłami, gdy dzierży się w dłoniach broń palną.

      Maryboo

      Usuń
  10. To tak serio-serio? Znaczy, wiem, że tak, ale nadal nie ogarniam. Dlaczego mając broń palną schował ją - a siedzący na nim południowiec czemu jej nie zabrał i nie skasował tej cipy? Boże, Cass chyba żyje w Disneylandzie i nie wie, że świat wygląda nieco inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "A siedzący na nim południowiec czemu jej nie zabrał i nie skasował tej cipy?"

      Najwyraźniej pociągają go zabawy a'la BDSM.

      Maryboo

      Usuń
  11. Co kierowało Cass, że napisała tak beznadziejną scenę akcji? Nie mogła, nie wiem, odpalić sobie jakiegoś hollyłódzkiego filmiszcza i przerżnąć od początku do końca? Nie byłoby o wiele mądrzej, ale mielibyśmy przynajmniej tyle. Szczęka mi opadła o_o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, może inspirowała się "Piękną i Bestią" - tam, o ile pamiętam, któregoś z wieśniaków przygniata na śmierć szafa...

      Maryboo

      Usuń
    2. To było bardziej wiarygodne. To była ciężka szafa.

      rose29

      Usuń
  12. O jeżu kulczasty, jak dobrze że to ostatni odcinek za tydzień. Strasznie nudne te nowelki! Liczę, że Królowa będzie ciekawsza, przynajmnije jakiś nowy kontent - zakładam że nie będzie miała snów proroczych o Maksiu ani Amisi xD

    Ale -ale - wiecie pewnie że Meyer wydała nową książkę? :D "The chemist" - sensacja jakowaś!

    OdpowiedzUsuń