niedziela, 23 kwietnia 2017

„Królowa” - rozdziały I i II


Tak, kochani czytelnicy; wreszcie nadszedł ten moment. Czas pochylić się nad konkretną nowelką.

Zanim jednak przejdziemy do właściwego dzieła, czeka nas jeszcze krótki wstęp, w którym autorka wyjaśnia, co zainspirowało ją do stworzenia książeczki z perspektywy Amberly. I wiecie co? Owa przedmowa – mówię tu absolutnie poważnie – jest bodaj najważniejszą częścią całej „Królowej”. Chcecie wiedzieć, dlaczego? W takim razie serdecznie zapraszam do wspólnego przedzierania się przez kolejny koszmarek autorstwa Kiery Cass.

Zaczynamy!


Tej historii sama byłam niezwykle ciekawa. Uwielbiałam Amberly i jako matka patrzyłam na nią z podziwem.

...Dlaczego?

Nie, Cass, pytam absolutnie serio. Dlaczego? Amberly przez całą serię występuje w różnych rolach – ładnego rekwizytu, arm candy Clarksona lub guru członkiń Elity – ale nigdy nie widzimy jej jako matki. Potrzeba było „Księcia”, abyśmy mogli zaobserwować jakiekolwiek interakcje tej kobiety z jej synem i nawet wtedy cała rzecz ograniczyła się do wątpliwej jakości „prezentu urodzinowego”, kiedy to królowa obiecała Maksiowi, że ślepo poprze dowolną upatrzoną przez niego kandydatkę na żonę. Czym zatem zasłużyła sobie na tytuł mamci roku?

Była czarująca, inteligentna, pełna wdzięku i urody, a chociaż w życiu spotkało ją wiele smutku, starała się zachować pogodę ducha.

Hej, Cass! Wiesz co? Byłoby super, gdybyśmy mieli szansę to zaobserwować na przestrzeni serii. Nieodsłanianie od razu wszystkich kart, tak, aby czytelnicy mogli dowiedzieć się czegoś nowego o danej postaci w materiałach dodatkowych to jedno – ale Amberly przez wszystkie tomy jest jedną wielką białą plamą, której jedynymi cechami charakterystycznymi są: mamejowatość, zapatrzenie w Clarksona i uroda. Gdzie niby, na litość, byliśmy świadkami wydarzeń, podczas których królowa zaprezentowała rzekomą inteligencję czy pogodę ducha? Autorko, po raz setny: nie ma znaczenia, jakie to wspaniałe biografie wymyślasz dla swych pacynek, jeśli zapominasz przelać owe pomysły na papier.

Jak więc ta niezwykła kobieta zakochała się w kimś takim jak Clarkson Schreave?

Niestety, już wkrótce przekonamy się, jak. Naprawdę, drodzy czytelnicy: przygotujcie sobie spory zapas alkoholu.

I znów, Cass: w czym niby przejawia się owa niezwykłość Amberly?

Powiem tylko, że było niezwykle interesujące zobaczyć nie tylko Amberly, ale i Clarksona w wieku nastoletnim. Przemoc, jakiej był świadkiem, i troski, jakie go trapiły, pokazały mi, jak czas i wewnętrzne lęki mogły ukształtować człowieka, którego pod wieloma względami należy nazwać złym.

...Oooch. Widzę, że nie zamierzasz tracić czasu na subtelności.

Cass? Clarkson nie jest zły. Naprawdę. Pogódź się wreszcie z tym faktem: nic, co robi król w oryginalnej trylogii (nie licząc lania Maksia, który to wątek został doklejony kompletnie z rzyci i pasował do tej postaci jak kwiat do kożucha) nie kwalifikuje go do worka z napisem „czarny charakter”. Jest oschłym, rzeczowym, pracowitym mężczyzną, który stara się zrobić z syna – ciamajdy godnego następcę tronu. To wszystko. Pozwólcie, że zabrzmię jak zdarta płyta: jeśli chciałaś, abyśmy na tym etapie uważali Clarksona za antagonistę, to trzeba było zadbać o to, aby jego przewinienia wykraczały poza niechęć do leniwego i głupiego potomka.

Niesamowite było także obserwowanie, jak Amberly z całych sił stara się znaleźć jaśniejsze strony zarówno w nim, jak i w jego matce, z którą miała jak najgorsze doświadczenia. Myślę, że Amberly szczerze uważała, iż nikt nie jest celowo zły, że w każdej duszy kryje się dobro – i stale go poszukiwała.

Innymi słowy, zjawisko znane w świecie pod nazwą: 'I can change him, mama!'

Cass? Właśnie w tym momencie docieramy do etapu, w którym twoja pisanina przestaje być rozczulająco głupiutka i zabawna, a staje się zwyczajnie niebezpieczna. Tak, należy szukać w ludziach dobra i nie skreślać nikogo na starcie; nie, wiara w to, że toksyczny partner przemieni się w pluszowego misia, jeśli tylko będziemy wystarczająco mocno go kochać, nie jest właściwym modelem postępowania w związku.

* wzdycha ciężko * Kochani, właśnie dlatego tak bardzo nie chciałyśmy się zabierać za tę nowelkę; to będzie dokładnie tak bolesne, jak wam się w tej chwili wydaje.

To wyjaśniało wiele chwil z czasów jej własnych Eliminacji, a także pozwalało lepiej zrozumieć, dlaczego była gotowa bezwarunkowo zaakceptować żonę, którą wybierze jej syn, nawet jeśli jej mąż (podobnie jak większość społeczeństwa) skreślił tę dziewczynę.

Może i wyjaśnia, ale nie usprawiedliwia. Cass, czy zdajesz sobie sprawę, iż właśnie napisałaś, że Amberly na skutek własnej traumy poprze każdą decyzję syna – nawet, jeśli ten zdecyduje się poślubić całkowicie toksyczną dziewczynę, przed którą będzie go ostrzegać całe otoczenie?

...I że kilka zdań wcześniej określiłaś tę kobietę mianem matki na medal?


A teraz uwaga, moi drodzy. Skupcie się. Czas na ostatni i najważniejszy fragment.

Jedną z moich obaw podczas pisania tego opowiadania było to, że w jakiś sposób umniejszy ono postać Amberly. Martwiłam się, że wyda się niemądra, ponieważ ignoruje słowa i czyny Clarksona i mimo wszystko chce z nim być. Myślę, że to dobra okazja, by powiedzieć to wprost: celem tego opowiadania nie było usprawiedliwianie przemocy w związku. Mam nadzieję, że podobnie jak wszystkie moje utwory, ten także będzie po prostu uczciwy. Wiemy, że Clarkson miał swoje wady. Amberly miała je także. Teraz mamy okazję zajrzeć za kulisy związku dwojga niedoskonałych ludzi.

Kiedy dzieliłyśmy się materiałami do analizy, z góry poprosiłam Beige, aby oddała mi pierwsze dwa rozdziały „Królowej”; chodziło mi właśnie o ten cytat.

Cass? To dobrze, że widzisz, jak wielką patologię prezentuje ta nowelka. Mówię absolutnie serio: przedzieranie się przez nią z podejrzeniem, że uważasz związek Clarksona i Amberly za miłość idealną byłoby torturą.

Tylko wiesz co? To niczego nie zmienia. A to dlatego, że mam wszelkie podstawy, by podejrzewać, że wcale nie wierzysz w to, co napisałaś powyżej; ten cytat to nic więcej jak koło ratunkowe, które przygotowałaś sobie na wypadek, gdyby ktoś zaczął cię oskarżać o promowanie chorych relacji.

Cass, nie jesteś reporterem; jak sama przyznałaś powyżej:

Jedną z moich obaw podczas pisania tego opowiadania było to, że w jakiś sposób umniejszy ono postać Amberly. Martwiłam się, że wyda się niemądra, ponieważ ignoruje słowa i czyny Clarksona i mimo wszystko chce z nim być.”

Ty LUBISZ Amberly. Nie patrzysz na nią z pozycji obiektywnego obserwatora; podziwiasz królową i chcesz, aby podobnym podziwem darzyli ją czytelnicy, nieustannie podkreślając jej (rzekome) rozliczne zalety. I właśnie dlatego owo dopisane na marginesie usprawiedliwienie, jakobyś pełniła zaledwie rolę bezstronnego świadka wydarzeń jest cokolwiek niewiarygodne, chcesz bowiem jednocześnie mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko: przedstawić Amberly jako istotę wplątaną w toksyczny związek i radośnie ignorującą rozliczne czerwone flagi, a równocześnie promować ją jako skończony ideał, krynicę mądrości i wcieloną dobroć. I tak – Cass, wbrew temu, co próbuje nam wmówić w ostatnim zdaniu, uważa Amberly za chodzącą perfekcję; mamy na to dowód, choć pochylimy się nad nim dopiero za kilka tygodni (swoją drogą, to w sumie niesamowite, jak bardzo autorka zaprzecza sama sobie na przestrzeni tej książki, ale nie uprzedzajmy faktów).

I właśnie dlatego, drodzy czytelnicy, „Królowa” będzie źródłem wielu analizatorskich frustracji. Nasz stosunek do głównej bohaterki (i książki samej w sobie) byłby zupełnie inny, gdyby dzieło to było niezależnym bytem, poświęconym tematowi poplątanych związków; niestety, mając za sobą oryginalne tomy „Selekcji” (a także wypowiedzi Cass) i wiedząc, jak – zgodnie z autorskim założeniem – powinniśmy patrzeć na Amberly, „Królowa” staje się dokładnie tym, od czego odżegnuje się Cass: historią o dziewczynie, która decyduje się „zmienić” otaczającą ją rzeczywistość siłą swej miłości.


...No i co, zachęciłam Was do dalszej lektury? Tak właśnie myślałam. Ale cóż, nikt nie obiecywał, że będzie lekko. Przygotujcie dużo miękkich poduszek i wszelakich trunków: czas zmierzyć się z właściwym dziełem.

Panie i panowie – oto „Królowa”.




Rozdział I


W ciągu ostatnich dwóch tygodni po raz czwarty bolała mnie głowa. Jak mogłam przyznać się do tego przed księciem?

W zasadzie poruszałyśmy już tę kwestię przy okazji Kriss – wtyki rebeliantów i Jacka – niedoszłego gwałciciela, ale...Cass – jakim cudem nikt nie prześwietla przeszłości i rodzin kandydatów? Mówimy tu o potencjalnej małżonce/potencjalnym małżonku przyszłego władcy/władczyni kraju. Nawet jeśli machniemy ręką na rzekomo autorytarne rządy Schreave'ów w rzekomo dystopicznej Illei, zwykły rozsądek nakazywałby sprawdzić, czy przyszła członkini/członek rodziny królewskiej nie był/a karany/a, nie ma związków z anarchistycznymi organizacjami czy też – spoiler alert – nie choruje. Było nie było, stawką jest bezpieczeństwo i ciągłość królewskiego rodu.

Wystarczająco okropnie czułam się z tym, że prawie wszystkie pozostałe w pałacu dziewczyny były Dwójkami. Pokojówki wręcz zamęczały się, żeby doprowadzić do porządku moje spracowane dłonie.

Co mówicie? Pytacie się, co dokładnie robiła w fabryce Amberly – Czwórka, że do tego stopnia zniszczyła sobie ręce? Och, kochani; Amberly – pracownica fabryki to realia jeszcze z „Rywalek”. Nie spodziewacie się chyba, że autorka będzie pamiętać, co powypisywała tyle księżyców temu, prawda?

W jakimś momencie będę musiała mu powiedzieć o tych falach znużenia, które ogarniały mnie bez żadnego powodu. To znaczy, o ile kiedykolwiek mnie zauważy.

Ech, pomyślcie tylko, ilu cierpień by nam oszczędzono, gdyby Clarkson odesłał Amberly precz (istnieje szansa, że potomstwo zrodzone z innej kobiety byłoby nieco bardziej ogarnięte).

Królowa Abby siedziała na drugim końcu Komnaty Dam, zupełnie jakby celowo trzymała się na dystans od dziewcząt. Lekkie wzdrygnięcie jej ramion podpowiedziało mi, że jeśli o nią chodzi, nie jesteśmy mile widzianymi gośćmi. Wyciągnęła dłoń do pokojówki, która polerowała jej paznokcie, ale nawet w trakcie tego zabiegu królowa wydawała się poirytowana.

O, patrzcie, trucicielka wnuczka Grzesia! Jestem pewna, że okaże się niejednoznaczną, wielowymiarową postacią o pogłębionej psychice.

Nie rozumiałam jej, ale daleka byłam od jakichkolwiek ocen. Może jakaś część mojego serca także by stwardniała, gdybym tak młodo straciła męża. Miała szczęście, że Porter Schreave, kuzyn jej zmarłego męża, ożenił się z nią i dzięki temu mogła zatrzymać koronę.

Że co?

Nie, nie chodzi mi o tę fałszywą historyjkę, jest jasne, że Porter i Abby musieli sprzedać tłuszczy jakiś kit. Ale Abby była żoną króla Justina Illei; niby dlaczego po jego śmierci nie mogła funkcjonować jako królowa wdowa? Czy w Illei zgon władcy z automatu oznacza utratę wszelakich przywilejów dla małżonki?

Amberly obserwuje swoje konkurentki z różnych klas i komentuje, czym planują zająć się w przyszłości (znajdują się tam przyszłe: kucharka, gimnastyczka, panie weterynarz, aktorka).

Część obecnych tu Dwójek nie wybrała jeszcze zawodu. Myślę, że gdyby ktoś płacił moje rachunki i zapewniał mi dach nad głową, także nie martwiłabym się przyszłością.

No właśnie, skoro już o tym mowa – co dzieje się z Dwójkami/Trójkami/Czwórkami, które najzwyczajniej w świecie nie chcą pracować, bowiem kasa nagromadzona przez przodków gwarantuje, że będą ustawieni do końca życia? Zostają celebrytami? Są odgórnie zmuszani do wyboru profesji i pracują na pół gwizdka, doskonale wiedząc, że regularne źródło dochodów nie jest im do niczego potrzebne? A jeśli postanowią zabawić się w jakimś wypasionym klubie i zażyć coś nielegalnego – czy przykleja im się łatkę narkomanów i wyrzuca na ulice jako Ósemki?

...To w sumie niesamowite – tkwimy w tym uniwersum od trzech lat, a ja NADAL nie znam odpowiedzi na tak podstawowe pytania.

Potarłam bolące skronie i poczułam, że spękana skóra i zgrubienia na zniszczonych pracą palcach drapią mnie w czoło. Cofnęłam ręce, żeby się im przyjrzeć. Nawet na mnie nie spojrzy.

Cóż, możesz nosić eleganckie rękawiczki, przynajmniej dopóki pokojówki nie doprowadzą twoich dłoni do stanu używalności.

Zamknęłam oczy i przypomniałam sobie pierwsze spotkanie z księciem Clarksonem. Wciąż pamiętałam silny uścisk jego dłoni, gdy się ze mną witał. Na szczęście pokojówki znalazły dla mnie koronkowe rękawiczki, bo inaczej zostałabym pewnie natychmiast odesłana do domu.

A nie mówiłam? Spraw sobie dodatkowe dwadzieścia par i udawaj, że traktujesz je jako akcesoria.

Był opanowany, uprzejmy i inteligentny, dokładnie taki, jaki powinien być książę.

O, patrzcie, Cass wreszcie uczciwie opisała Clarksona!

...Ciekawe, kiedy się dowiemy, że Amberly patrzy na niego całkowicie nieobiektywnie z powodu motyli w brzuchu.

Przyszła królowa rozpływa się jeszcze przez chwilę nad błękitnymi oczami i złocistymi włosami księcia, po czym postanawia napisać list:

Kochana Adelo,”

Spójrzcie tylko, stara, znajoma gęba – toć to siostra-pijaczka z „Rywalek”! Ciekawe, czy swoje cameo będzie miał też nasz ulubiony szwagier.

Coraz lepiej czuję się w pałacu. Jest prześliczny. Jest nawet więcej niż prześliczny, ale nie wiem, czy potrafię znaleźć właściwe słowa, by go opisać. W Angeles jest ciepło, ale inaczej niż w domu, i też nie wiem, jak mam to opisać. Czy nie byłoby cudownie, gdybyś mogła przyjechać i sama poczuć to ciepło i zapach? Tak, tutaj prześlicznie pachnie.”

* przypomina sobie Maksia, krytykującego w myślach ograniczony zasób słownictwa jednej z kandydatek *

* wybucha szatańskim chichotem *

Jeśli chodzi o same Eliminacje, nie spędziłam jeszcze ani sekundy sam na sam z księciem.”

Poczułam bolesne ukłucie w sercu i zamknęłam oczy, oddychając powoli.

Jesteś tu od dwóch tygodni; w pałacu (jak się za chwilę dowiemy) znajduje się obecnie dwadzieścia siedem dziewcząt. Nawet, jeśli książę poświęca każde popołudnie na randkę z wybraną panną (co wcale nie jest pewne), nie ma szans, by w tak krótkim czasie spotkał się z każdą z was. Eliminacje mogą trwać całymi latami, więc radziłabym ci, duszko, uzbroić się w cierpliwość.

Jestem pewna, że widziałaś już w telewizji, jak książę Clarkson odesłał do domu osiem dziewcząt, wszystkie Czwórki i Piątki, i tę jedną Szóstkę. Zostały jeszcze dwie Czwórki poza mną i kilka Trójek. Zastanawiam się, czy oczekuje się od niego, że wybierze Dwójkę. Przypuszczam, że to miałoby sens, ale serce mi się kraje na myśl o tym.”

Primo: coś tu się chyba wzajemnie wyklucza.

Secundo: Żadna z dotychczasowych królowych nie należała do kasty niższej niż Trójka, więc obawiam się, że możesz mieć rację. Swoją drogą, biorąc pod uwagę, jakimi karykaturami są Porter i Abby i jaką rolę w tej serii ma pełnić Clarkson, szczerze zdumiewa mnie, że stanowisko przyszłej królowej już od dawna nie jest zaklepane dla najbardziej obiecującej z dziewcząt.

Czy mogłabyś coś dla mnie zrobić? Możesz zapytać mamę i tatę, czy nie mamy jakichś kuzynów lub kogoś innego z rodziny pochodzącego z wyższej klasy? Powinnam była zapytać o to przed wyjazdem. Myślę, że ta wiadomość bardzo by mi się przydała.”

I jakie to niby ma znaczenie? Ja wiem, że tonący brzytwy się chwyta, ale choćbyś miała stryja – piosenkarza i kuzynkę – kulomiotkę, nie zmieni to faktu, że sama jesteś Czwórką i to taką, której status jest – jak się wkrótce przekonamy – dosyć wątpliwy sam w sobie.

Muszę już kończyć, jestem tu bardzo zajęta.”

Ciekawam, czym; twoje Eliminacje, podobnie jak miało to miejsce w przypadku Amisi, polegają głównie na pierdzeniu w stołek i czekaniu, aż jaśnie pan raczy zwrócić na ciebie uwagę.

Postaram się niedługo znowu napisać. Całuję cię bardzo, bardzo mocno, Amberly”
Było mi słabo. Złożyłam list i zamknęłam go we wcześniej zaadresowanej kopercie. 


Nawiasem mówiąc, poczta illeańska musiała mocno zdrożeć na przestrzeni lat, skoro dla Ami wysłanie listu do rodziny było nie lada wydarzeniem.

Amberly czuje się coraz gorzej, postanawia zatem opuścić Komnatę Dam i udać się do łazienki w celu ochlapania oblicza zimną wodą. Niestety, po drodze dopadają ją potężne zawroty głowy, jest zatem zmuszona na chwilę przycupnąć pod ścianą:

To nie miało sensu. Wszyscy wiedzieli, że na południu Illei powietrze i woda są brudne. Nawet mieszkające tam Dwójki miewały problemy ze zdrowiem.

To faktycznie nie ma sensu. Cass, zechcesz mi wytłumaczyć, dlaczego śmietanka towarzyska Illei gniecie się w ichnim odpowiedniku Czarnobyla?

Amberly jest załamana; z powodu swojego kiepskiego stanu zdrowia może nie mieć siły brać udziału w pałacowych zabawach (popołudniowy mecz krokieta), co w oczywisty sposób zmniejsza jej szanse. Dziewczyna rozważa, czy nie wycofać się z Eliminacji tu i teraz i nie oszczędzić sobie wstydu, gdy nagle:

Co tu robisz?
Oderwałam się natychmiast od ściany i zobaczyłam, że książę Clarkson patrzy na mnie z góry.
Nic takiego, wasza wysokość.
Źle się czujesz?
Ależ skąd! – zapewniłam go i wstałam, co okazało się błędem. Nogi ugięły się pode mną i upadłam na podłogę.
Przepraszam – szepnęłam. – To upokarzające.
Wziął mnie na ręce.
Zamknij oczy, jeśli kręci ci się w głowie. Idziemy do skrzydła szpitalnego.

Tru loff bieży na ratunek! Trzeba podkreślić, że póki co Clarkson zachowuje się całkiem ładnie; ciekawe, kiedy dla równowagi zacznie pożerać żywcem małe kaczuszki.

Cóż za piękną historię będę miała do opowiadania moim dzieciom: pewnego razu król niósł mnie przez cały pałac, jakbym nic nie ważyła. Było mi dobrze w jego ramionach, zawsze zastanawiałam się, jakie to uczucie. 
– O mój Boże! – zawołał ktoś. Otworzyłam oczy i zobaczyłam pielęgniarkę.

Ją też dobiła ta narracja rodem z Harlequina?

Clarkson tłumaczy, że Amberly „chyba zemdlała” (cóż, nie do końca, ale niech mu będzie), po czym sadza dziewczynę na szpitalnym łóżku. Pielęgniarka wypytuje kandydatkę o to, czy coś jadła i piła, a także o generalne samopoczucie. Przyszła królowa, nie chcąc opuścić popołudniowego meczu, kłamie, że ów napad słabości to głupstwo, ale nierozważnie podkopuje swoje stanowisko dodając, że jest to dla niej zupełnie normalne.

Nie chciałam się do tego przyznawać. Westchnęłam, zastanawiając się, jak mam to wyjaśnić. Teraz książę dowie się, jak bardzo zniszczyło mnie życie w Honduragui.

Rychło w czas. Naprawdę, Cass; kandydatka pochodząca z rejonu, który najwyraźniej jest jedną wielką bombą biologiczną. Jakim cudem nie odesłano jej pod byle pretekstem już pierwszego dnia Eliminacji?

Amberly wymienia dręczące ją od lat dolegliwości (migreny, zawroty głowy, przemęczenie) a także dodaje, że jej siostrze często z nosa leci krew.

Czy twoja rodzina jest chorowita? – zapytał Clarkson z cieniem niesmaku w głosie.

Uff. Przez ostatnie dwie strony książę był podejrzanie grzeczny; już się bałam, że autorka zapomniała, iż celem tej nowelki jest odmalować go jako głównego antagonistę Cassolandu.

Tylko wiesz co, Cass? Niezależnie od tego, jak niemiły musi być ów „niesmak” w jego głosie – patrząc z perspektywy przyszłego władcy, niespecjalnie mnie dziwi, iż książę nie reaguje przesadnym entuzjazmem na wieść, że jedna z kandydatek na księżniczkę Illei od dawna przewlekle choruje. Mam wręcz teorię, że jego niezadowolenie jest skierowane nie tyle na samą Amberly, co twórców show, którzy dopuścili, by tego rodzaju sytuacja w ogóle miała miejsce.

Nie – odparłam. Jednocześnie chciałam się usprawiedliwić i czułam się zawstydzona tym wyjaśnieniem. – Mieszkam w Honduragui.
Uniósł brwi, rozumiejąc wszystko.
Aha.
Wszyscy wiedzieli, do jakiego stopnia skażenie ogarnęło południe kraju. Powietrze było zanieczyszczone. Woda była zanieczyszczona. Rodziło się wiele kalekich dzieci, wiele kobiet było bezpłodnych, wiele osób umierało młodo. Gdy pojawiali się rebelianci, zostawiali na murach napisy z pytaniami żądającymi odpowiedzi, czemu pałac nic z tym nie zrobił. To cud, że cała moja rodzina nie była tak chora, jak ja. Albo że mój stan nie był jeszcze gorszy.

...Cass, błagam, miej litość. Ponawiam pytanie: jakim cudem Porter nie nakazał synowi pierwszego dnia Eliminacji, by ten wykopał z pałacu dziewczynę, której dziadek z dużą dozą prawdopodobieństwa miał trzy ręce? To ma być przyszła królowa kraju i matka przyszłych dziedziców tronu, u diaska!

Co, na litość boską, tutaj robiłam? Spędziłam tygodnie poprzedzające Eliminacje, wymyślając w głowie własną baśń, ale żadne marzenia ani sny nie miały mnie uczynić godną mężczyzny takiego jak Clarkson.

To prawda.

Przykro mi – to prawda. Nie ma znaczenia, jak uroczą osobą jest Amberly i jak bardzo kocha ona Clarksona; z punktu widzenia rodziny królewskiej jest ona – wybaczcie brutalne określenie, ale jesteśmy rzekomo w dystopicznej monarchii absolutnej, zarządzanej w dodatku przez parę potworów – całkowicie wybrakowanym towarem, nie posiadającym żadnych zalet poza uroczą facjatą. Naprawdę, Cass; postaraj się pamiętać, czym w teorii miała być Illea i przynajmniej spróbuj dostosowywać reakcje otoczenia do z góry ustalonych zasad świata przedstawionego. Nie chodzi mi o to, że nie powinnaś pisać o dziewczynie walczącej o miłość księcia pomimo braku jakichkolwiek atutów – przeciwnie, to bardzo interesujący pomysł. Ale na litość, tego rodzaju scenariusz wymaga czegoś więcej niż pustych deklaracji, jak to naszej heroinie jest niezwykle ciężko w życiu.

Amberly prosi Clarksona, by zostawił ją sam na sam z pielęgniarką; ten grzecznie opuszcza pomieszczenie, a nasza bohaterka wybucha płaczem.

No już, już, skarbie, wszystko będzie dobrze – starała się mnie pocieszyć pielęgniarka. Miałam złamane serce, więc przytuliłam się do niej tak mocno, jak do mojej matki lub sióstr. – Taka rywalizacja to ogromny stres, a książę Clarkson wie o tym. Poproszę doktora, żeby zapisał ci coś od bólu głowy, to powinno pomóc.

...Właśnie o tym mówię, Cass. Ta kobieta należy do personelu medycznego i przed chwilą dowiedziała się, że Amberly wywodzi się ze strefy X. Zamiast cmokać ze współczuciem nad „stresem” Amberly, powinna - w zależności od tego, jak zamierzałaś przedstawić tę postać:

a) szczerze poradzić dziewczynie, żeby wycofała się z gry już teraz, zanim książę/król odkryje jej liczne defekty i skaże ją za zdradę stanu (ukrywanie przed władcą kluczowych informacji, mogących mieć wpływ na linię sukcesyjną)

b) obiecać Amberly, że zrobi, co w jej mocy, by pomóc jej utrzymać się w Eliminacjach, jednocześnie podkreślając, że będzie to gra zarówno niebezpieczna, jak i beznadziejna

c) po fałszywym słodzeniu natychmiast pobiec do króla i poinformować go, że jedna z kandydatek zdecydowanie nie nadaje się do udziału w Eliminacjach.

Dystopiczna monarchia absolutna, autorko.


A teraz...

...och.

Jestem w nim zakochana, odkąd miałam siedem lat. Co roku na jego urodziny śpiewałam mu „Sto lat” szeptem w poduszkę, żeby siostra nie śmiała się ze mnie, że o tym pamiętam. Kiedy zaczęłam się uczyć kaligrafii, ćwiczyłam ją, zapisując nasze imiona razem… a teraz, gdy pierwszy raz się do mnie odezwał, zapytał tylko, czy jestem chorowita. – Umilkłam na chwilę i zaszlochałam znowu. – Nie jestem dość dobra.

Ja...Cass, dlaczego? Dlaczego?!

To nie jest urocze. To jest... przerażające. Spójrzcie tylko: Amberly nie zakochała się w Clarksonie – zakochała się w jego medialnym wizerunku. W dzieciństwie zbudowała sobie własny obraz księcia – obraz, który z dużą dozą prawdopodobieństwa nie miał nic wspólnego z rzeczywistym człowiekiem – po czym latami karmiła swoje wyobrażenia, aż w końcu doszła do etapu, kiedy straciła głowę dla owego mitycznego księcia z bajki.

Który nie jest i zapewne nigdy nie będzie rzeczywistym Clarksonem.

Cóż, trzeba przyznać, że ten akapit tłumaczy bardzo wiele zjawisk, z którymi zetkniemy się na przestrzeni kolejnych rozdziałów. Mnóstwo rzeczy stanie się logiczniejszych, kiedy przyjmiemy, że Amberly wcale nie kocha Clarksona jako takiego; ba, Clarkson jako taki nie za wiele ją nawet obchodzi. Ten chłopak jest po prostu manekinem, na którego Amberly projektuje swoje marzenia i sny; nie ma znaczenia, co robi i myśli książę, bowiem nasza bohaterka i tak nie jest zainteresowana rzeczywistym człowiekiem – chodzi jej tylko o to, by dorwać w swoje łapki latami konstruowany w wyobraźni mityczny ideał.

...Wow. Brawo, Cass; muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Chyba żadna z twoich dotychczasowych książek nie zawierała w sobie tylu ciekawych psychologicznych wątków.

Szkoda tylko, że - jak zwykle - wszelakie dystopiczne elementy wyszły ci kompletnie przez przypadek i wbrew twoim oryginalnym założeniom.



Pielęgniarka nie próbowała zaprzeczać. Pozwoliła mi się wypłakać, chociaż pobrudziłam jej fartuch makijażem.
Czułam się okropnie zawstydzona. Clarkson zapamięta mnie tylko jako dziewczynę słabego zdrowia, która kazała mu wyjść. Byłam pewna, że straciłam szansę na zdobycie jego serca. Do czego jeszcze mogłabym mu się przydać?



Rozdział 2


Mecz krokieta; jako że w tym samym czasie może grać sześć osób, Amberly obserwuje całą rzecz z boku wraz z innymi kandydatkami, które nie załapały się na boisko. Dziewczyny plotkują o umięśnionych ramionach Clarksona i zastanawiają się, czy dałoby się sfingować kontuzję, aby mógł je nimi objąć w opiekuńczym geście.

(...)Clarkson spojrzał w ich stronę z cieniem uśmiechu na ustach. Zawsze tak to wyglądało: tylko cień. Jak się nad tym zastanowić, nigdy nie słyszałam, jak się śmieje. Zdarzało mu się krótkie parsknięcie z rozbawienia, ale nigdy nie był tak szczęśliwy, by po prostu wybuchnąć śmiechem.

Spokojnie, nadrobi to za kilkanaście lat (choć będzie to raczej śmiech przez łzy), obserwując intelektualne zmagania swego syna.

Clarkson przesuwa się na boisku tak, by znaleźć się blisko Amberly:

Tam stoi stół z przekąskami – powiedział cicho, nie patrząc na mnie. – Może powinnaś napić się wody.
Czuję się doskonale.
Brawo, Clementine! – zawołał do dziewczyny, która z powodzeniem zmarnowała kolejny strzał. – Mimo wszystko. Odwodnienie pogarsza ból głowy. Może ci dobrze zrobić.
Tym razem spojrzał na mnie, a w jego oczach coś było. Nie miłość, może nawet nie życzliwość, ale coś o stopień czy dwa cieplejszego od obojętnego zainteresowania.

Swoją drogą, wbrew swemu tytułowi Naczelnego Złola Serii Clarkson póki co wykazuje się głównie troskliwością wobec kandydatek; naprawdę, Cass, powinnaś jaśniej dawać nam do zrozumienia, że mamy do czynienia z kompletnym potworem. Niby jak czytelniczki mają podziwiać Kojącą Moc Miłości Amberly, skoro nie podkreślasz wystarczająco mocno okropnego charakteru naszego drogiego księcia?

Wiedziałam, że kompletnie nie potrafię mu odmówić, więc wstałam i podeszłam do stołu.

Co, zaczynają Was niepokoić podobne wstawki? Nie martwcie się, najgorsze dopiero przed nami.

Amberly próbuje nalać sobie wody, ale pokojówka wyjmuje jej naczynie z rąk, bezgłośnie przypominając, że to ona w pałacu zajmuje się tego rodzaju prozaicznymi czynnościami. Następnie częstuje kandydatkę owocami; Amberly zachwyca się faktem, iż w pałacu do jedzenia winogron używa się widelczyka.

Clarkson kilka razy spojrzał w moją stronę, wyraźnie upewniając się, czy postąpiłam zgodnie z jego zaleceniami. Nie potrafiłam powiedzieć, czy to jedzenie, czy też poświęcana mi uwaga sprawiły, że humor mi się poprawił.

Ja tam myślę, że było to poczucie dobrze spełnionego obowiązku, związane z wypełnieniem polecenia swego Pana i Władcy. Nie zaprzeczajcie – wiecie, że mam rację. A jeśli jednak nie wiecie...cóż, w takim razie czas przeskoczyć do następnego fragmentu, rozgrywającego się trzy dni później.



Obiad dobiegał końca. Król bezceremonialnie opuścił salę, a królowa w pojedynkę wypiła niemal całą butelkę wina. Część dziewcząt zaczęła dygać i wychodzić, ponieważ nie chciały patrzeć, jak królowa ciężko opiera się na łokciach.

Cass, błagam, przynajmniej trochę subtelności.

Clarkson podchodzi do naszej bohaterki i przez chwilę uskuteczniają mowę – trawę na temat wzajemnego samopoczucia.

Zauważyłem właśnie, jak długie masz włosy – stwierdził.
Och! – roześmiałam się lekko i spojrzałam w dół. Miałam włosy sięgające niemal do pasa. Chociaż ich czesanie było kłopotliwe, dzięki temu mogłam je związywać w najróżniejszy sposób, a to się bardzo przydawało podczas pracy w polu lub w fabryce. – Tak, dzięki temu łatwo je zapleść w warkocz, co było wygodne w domu.

Do diabła, Cass, czy możesz wreszcie zacząć się trzymać jednej wersji...



...I wtedy następuje TO.

Mają wyjątkowo piękny kolor. Wydaje mi się, że wyglądałyby ładniej, gdyby były krótsze. – Wzruszył ramionami i zaczął się oddalać. – Tak się tylko zastanawiałem – rzucił przez ramię.
Siedziałam przez chwilę i namyślałam się, a potem zostawiłam ciastko i wróciłam do pokoju. Jak zawsze, czekały tam na mnie pokojówki.
Martho, czy umiałabyś mi skrócić włosy?
Oczywiście, panienko. Centymetr czy dwa u dołu, żeby wyrównać końcówki – powiedziała i skierowała się do łazienki.
Nie – odparłam. – Chciałabym, żeby były krótsze.
Zatrzymała się.
O ile?
Cóż… Chyba za ramiona, tak gdzieś do połowy łopatki?


…Taaak.

To właśnie fragmenty takie jak ten sprawiają, że pomimo tkwienia w Cassolandzie czuję się, jakbym powróciła do Meyerversum.
Pod koniec nowelki wrócimy jeszcze do kwestii nowej fryzury Amberly i uwierzcie mi – z owej perspektywy ten fragment będzie brzmiał jeszcze koszmarniej. Ale nawet skupiając się wyłącznie na powyższym cytacie, scena ta jest dosyć... smutna w swej wymowie.

A przecież wystarczyło tak niewiele; jedno zdanko, z którego wynikałoby, że Amberly spodobała się propozycja Clarksona i postanowiła sprawdzić, jak też będzie prezentować się w nowej fryzurze. Ale nie, nic z tego. Clarkson rzuca, że dziewczyna podobałaby mu się bardziej w krótszych włosach... więc Amberly posłusznie idzie się obciąć. W imię przypodobania się upatrzonemu mężczyźnie postanawia zmienić się zgodnie z jego widzimisię i gustem. I ponownie: nie dotarliśmy jeszcze nawet do najgorszego aspektu wątku pt. „koafiura Amberly”.

Żebyśmy mieli jasność: nie chodzi mi tu o sam akt ścięcia włosów. Nie ma nic złego w tym, że pod wpływem przyjaznej sugestii drugiej osoby decydujemy się na metamorfozę. Ale w tej scenie chodzi o coś zupełnie innego: podkreślenie, iż Amberly w imię MiłoŹDZi gotowa jest kompletnie zmienić się dla swojego tru loffa. Cały ten fragment ma na celu pokazać nam, jaką to idealną przyszłą małżonką jest Amberly, dla której priorytetem jest uszczęśliwienie swego wybranka.

...Przypominam, kochani: sami twierdziliście, że nudzi Was „Gwardzista” i macie ochotę na zmianę. Cóż, mam nadzieję, że dobrze się bawicie – przynajmniej Wy.

To ponad trzydzieści centymetrów, panienko!
Wiem, ale czy umiałabyś to zrobić tak, żebym dalej wyglądała ładnie? – podciągnęłam grube pukle na ramionach i wyobraziłam sobie, jak będą wyglądać po obcięciu.
Oczywiście, panienko. Ale dlaczego panienka to robi?
Wyminęłam ją i poszłam do łazienki.
Uznałam, że pora coś zmienić.

Och, gdyby to była prawda... Niestety, akurat ty miałaś w tej kwestii najmniej do powiedzenia.

Pokojówki pomogły mi zdjąć suknię, a potem zarzuciły mi ręcznik na ramiona. Zamknęłam oczy, gdy Martha zaczęła pracę – nie byłam do końca pewna, co robię. Clarkson uważał, że będzie mi ładniej w krótszych włosach, a Martha dopilnuje, by pozostały na tyle długie, żeby w razie potrzeby można je było upinać. Niczego nie ryzykowałam.

To nie jest kwestia ryzyka, a faktu, że – jak widać na załączonym obrazku – wcale nie jesteś przekonana do tego pomysłu i robisz to wyłącznie po to, aby zadowolić swój obiekt zainteresowania.

Martha tnie i tnie, aż w końcu:

Co panienka o tym myśli? – zapytała z niepokojem.
Otworzyłam oczy. W pierwszej chwili nie widziałam różnicy, ale gdy odrobinę obróciłam głowę, pasmo włosów przesunęło mi się po ramieniu do przodu. Przełożyłam także pasmo po drugiej stronie – wyglądałam, jakby twarz okalała mi mahoniowa rama. Miał rację.
Prześlicznie! – westchnęłam, raz za razem poprawiając włosy.

Innymi słowy, zmiana na plus, Clarkson powinien otworzyć salon fryzjerski. Fantastycznie, tylko znów: nie w tym rzecz.
Naprawdę Cass: jedno zdanie w rodzaju „to może być niezły pomysł, spróbuję” uczyniłoby tę scenę tysiąc razy znośniejszą.

Jedna z pokojówek wpada na pomysł, by położyć Amberly na głowie niezwykle strojny naszyjnik, który umiejscowiony w ten sposób nieco przypomina diadem:

Od wielu lat marzyłam o tym, że książę Clarkson zostanie moim mężem, ale ani razu nie widziałam w nim chłopca, który uczyni ze mnie księżniczkę. Po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że tego także pragnę. Nie miałam licznych znajomości, układów ani bogactwa, ale wyczuwałam, że w tej roli nie tylko mogłabym występować, ale sprawdziłabym się idealnie. Zawsze wyobrażałam sobie, że pasowałabym do Clarksona, ale może mogłabym pasować także do monarchii.

I właśnie dlatego Eliminacje to całkowicie chybiony pomysł.

Pisałyśmy o tym z Beige wielokrotnie podczas analiz oryginalnej trylogii: Cass zdaje się kompletnie nie rozumieć, że te dziewczęta walczą o pozycję przyszłej władczyni. Osoba męża – króla powinna tu być zaledwie miłym dodatkiem. Nawet, jeśli jakaś część nastolatek zgłosiła się do konkursu wyłącznie z uwielbienia dla Clarksona/świecidełek/możliwości brylowania w świetle reflektorów, to przynajmniej część z nich powinna mieć świadomość, o co naprawdę toczy się gra – i albo odczuwać strach przed stojącym przed nimi wyzwaniem, albo aktywnie walczyć nie tyle o obrączkę, co o możliwość wpływania na losy Illei, choćby i wyłącznie zza kulis i przez osobę współmałżonka.

Tymczasem niemal wszystkie niewiasty, jakie obserwowałyśmy na przestrzeni tej serii, są motywowane tylko i wyłącznie pięknym licem lubego i możliwością noszenia ładnych sukienek; nawet Kriss, wystawiona przez rebeliantów, ostatecznie myślała wyłącznie o tym, jakby tu wykosić Amisię i zdobić serce Maksia. Cass może twierdzić, że w całej tej zabawie chodzi o wejście do rodziny królewskiej, ale umówmy się: gdyby nie wtrącane co jakiś czas zwroty w rodzaju „król” i „pałac” ciężko byłoby odróżnić Eliminacje od jakiegokolwiek reality show, w którym główną nagrodą jest osoba bogatego, przystojnego kawalera; i tu, i tu wszystko rozbija się o chłopa i jego piękną rzyć.




Popatrzyłam na siebie w lustrze i wyobraziłam sobie siebie, noszącą nazwisko Schreave z poprzedzającym je słowem „księżniczka”. W tym momencie zapragnęłam jego i korony – wszystkiego – jak nigdy wcześniej.


I to już wszystko na dziś. A za tydzień: kolejny list do siostry i pierwsza randka z Clarksonem.

Zostańcie z nami!

Maryboo

27 komentarzy:

  1. O matko,kretynka! Nic dziwnego,ze ją wybrał! Słodziutka i bez charakteru.
    Nie żeby od razu trzeba było po jajach władcę,ale z tymi włosami to banał straszny...Szkoda,ze nie powiedział,że ma za długi nos...
    Z tym regionem to idiotyzm, wywaliliby ją od razu.
    Ale lepiej się czyta niż tego nudnego "Gwardzistę".
    Dziękuję! Śnieg za oknem,można usiąść z herbatką i poczytać.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej, jakie to cudownie... toksyczne.
    Clarksona zawsze było mi szkoda - nijaka żona, bezmózgi syn, synowa z fistaszkiem miast mózgu - ale do tego dochodzi jeszcze Porter-morderca i Abby co za kołnierz to nie, nie...
    Nie dziwię się, że wyszło jak wyszło, ale w całym tym bajzlu on jeden myśli rozsądnie. Więc niby czym zasłużył sobie na tytuł Głównego Złola?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubi Maksia. W tym uniwersum to w zupełności wystarczy (no, Aspen też nie lubi Maksia, ale on jest drugim z tru loffów, więc mu wolno).

      Usuń
  3. To jest patologia. Amberly chyba bierze inspiracje z Belli Swan pod względem mentalnego uzależnienia od chłopa. I w ogóle wiadomo, co konkretnie zniszczyło ekologicznie Hondaraguę? Wybuch jądrowy, zanieczyszczenia z fabryk, wyciek ropy, whateva? Na chorobę popromienną objawy Amberly jeszcze mi nie wyglądają, ale lokalny Czarnobyl (abstrahując już od tego, jaka była to tragedia) byłby najbardziej dramatyczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, no przecież wiarygodne, bo byla wojna, a poza tym tam był kiedyś MEKSYK. Meksyk, rozumiesz? Albo jakaś inna Ameryka Środkowa, co to za różnica, i tak jakiś plebs tam żyje, No powiedz kochana, czy to nie oczywiste, że tam musi być bieda i skażenie.

      Małe a glupie

      Usuń
    2. Selection Wiki podaje wyłączne enigmatyczne 'The province is suffering from pollutions.' W następnej analizie dowiemy się nieco więcej o prowincji Amberly, jednak można się spierać, czy/na ile owe informacje będą dla nas znaczące, nie licząc faktu, iż otrzymamy ostateczne potwierdzenie, że Cass gubi się we własnym kanonie.

      Usuń
    3. Ja bym stawiała na Smog. Chociaż nie jestem pewna dlaczego miałoby to wpływać na płodność...

      Usuń
    4. A dalej nie ma czegoś o zatruwanych przez złych rebeliantów studiach, które są częściowo winne takiemu stanowi rzeczy...?

      Usuń
    5. Cóż, zgodnie z tym, czego uczy nas powyższa analiza, rebelianci (najprawdopodobniej z Południa, to w końcu ich okolice) są bardzo obrażeni na pałac z powodu takiego,a nie innego stanu rzeczy w Honduragui. Z drugiej strony, jak się wkrótce przekonamy, Cass ma problem z ustaleniem raz na zawsze nawet tak podstawowych elementów kanonu, jak praca wykonywana przez główną bohaterkę, więc...

      Usuń
    6. Maryboo, po twoim ostatnim komentarzu wyobraziłam sobie Południowców jako fanatycznych ekologów... Coś w stylu: ścinajmy ludzi, nie drzewa!

      Usuń
  4. O wiele ciekawiej byłoby gdyby Clarkson był synem Justina Illei. Choćby i jako pogrobowiec. Wiedziałby o tym, ale nie robiłby głupstw jak Hamlet. Bałby się jednak o siebie, dlatego też szukał na żonę takiej właśnie uległej, zapatrzonej w niego idiotki jak Amberly. WTEDY to miałoby odrobinę sensu. Ale tylko odrobinę. No, chyba że lęk przed podzieleniem losu papy byłby silniejszy niż rozsądek, dlatego wybrał Ameberly (literówka celowa) zamiast jakiejś mniej podejrzanej genetycznie, ale i mającej silniejszą osobowość kandydatki. To (plus neoniasto czerwony napis "MONARCHIA ABSOLUTNA") tłumaczyłoby, czemu do tego stopnia lubił kontrolować otoczenie, zapewniając sobie poczucie bezpieczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie! Kiedy doszło do tej rozmowy między Amberly i Clarksonem, i ona ścięła włosy,to natychmiast stanęła mi przed oczami taka sytuacja że Clarkson zaczyna łączyć fakty i zauważa że z Amberly mógłby robić co mu się podoba a ona posłusznie by to czyniła. Wtedy gdyby tylko chciał mógłby zrobić z jej życia piekło i to za jej własnym przyzwoleniem. I dopiero tak Clarkson mógłby stać się faktycznie złym człowiekiem na jakiego kreuje go Cass.
      No i o ile byłoby to ciekawsze i realniejsze. I trochę tłumaczyłoby po części romans króla i jego niecne zagrania z upijaniem żony (chociaż na tym etapie Clarkson ledwie kiwa palcem a Amberly bez namysłu leci by spełnić jego rozkazy).

      Usuń
  5. Jaki zły niedobry Clarkson!

    Jak on śmiał skomplementować kolor włosów jednej z ponad dwudziestu goszczących w pałacu dziewczyn! Fe! Na pewno miał coś zdrożnego na myśli!
    Zauważył, że jedna z jego panienek źle się poczuła i sam zaniósł ją do lekarza zamiast wyręczyć się jakimś gwardzistą! No jak on mógł, zwyrodnialec jeden.
    Zapamiętał która to taka wrażliwa i troszczył się później o to, żeby nie poczuła się gorzej! A może ona właśnie chciała czuć się gorzej! Podły drań.
    Zna się na fryzjerstwie. Potwór bez duszy.

    Póki co w rankingu na "sympatyczną postać pierwszoplanową" bije Amberly na głowę.

    rose29

    OdpowiedzUsuń
  6. Wreszcie jakaś porządna patologia <3 Stęskniłam się za Waszym punktowaniem patologii w toksycznych związkach, tak mówiąc szczerze.^^

    Ja myślę, że Clarkson, jako ten zły, zrobił test - szuka laski jak najbardziej uległej, skoro kazał jej ściąć włosy, a ona pobiegła po nożyczki, znaczy że się nadaje. A tak naprawdę C. gówno obchodzi długość jej włosów.

    btw Meksyk jako latino-Czarnobyl <3

    Clarkson póki co jest taki miły i uroczy, to aż dziwne. xD

    Adria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Latino-Czarnobyl" :) wspaniałe. Od teraz tak powinniśmy nazywać miejsce urodzenia królowej.

      rose29

      Usuń
    2. SPOILER ALERT ON
      Adria, trafiłaś w sedno jądra, dokładnie tak było.
      SPOILER ALERT OFF

      A Latino-Czarnobyl jest piękny <3

      Usuń
    3. mój Boże, Cassoland jest taki przewidywalny, a Clarkson taki evil. ^^

      Adria

      Usuń
  7. Mam wrażenie, że Amberly na tym pierwszym obrazku ma coś nie teges z ręką.

    "Przyszła królowa rozpływa się jeszcze przez chwilę nad błękitnymi oczami i złocistymi włosami księcia" - Z jakiegoś powodu zawsze wyobrażałam sobie Clarksona jako szarookiego szatyna i teraz odczuwam dysonans poznawczy. Amberly z kolei zawsze widziałam jako bezbarwną wypłowiałą blondynkę.

    Patrząc po liście Amberly chyba już wiem, po kim nasz Maksiu ma swoją wybitną inteligencję. Znaczy, no, nie żeby po pozostałych fragmentach czy samym obrazie Clarksona w oryginalnej trylogii tego nie było widać, ale list wyjątkowo rzucił mi się w oczy. Kurczę, nie sądziłam, że dożyję takiej okazji, ale żałuję, że Clarkson nie urządził ekspresowych eliminacji a la Maksiu, Amberly by poleciała, a kraj doczekałby się pewnie następcy tronu o IQ przekraczającym średnią dowolnej kałuży.

    W ogóle zapamiętałam z tej nowelki głównie obraz Amberly jako durnego cielęcia radośnie lecącego w toksyczny związek i dorabianie gęby Clarksonowi, ale teraz z każdym kolejnym akapitem coraz bardziej mnie uderza, o ile gorzej od swojego przyszłego męża wypada Amberly, i nie chodzi tylko o jej bycie bezwolną idiotką. Z drugiej strony imo naprawdę jej postać taka, jak jest tu przedstawiona, ma znacznie większy potencjał niż taka Amisia - ale zdecydowanie *nie* na och, ach, jakże idealną protagonistkę YA.

    OdpowiedzUsuń
  8. BTW, wizja Clarksona jako fryzjera, jeszcze najlepiej pogwizdującego przy strzyżeniu Henia i Miecia, jest nader upojna C:

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja czuję się trochę w obowiązku bronić Amberly z tym ścinaniem włosów. Możemy się zastanawiać czy to z miłości czy czego innego, ale ona bardzo chce wygrać ten teleturniej. Zdaje sobie sprawę, że jedyne co ma to swój wygląd i to cud, że jeszcze jej nie wywalili. (możemy założyć, że przyjęcie biednej i chorowitej dziewczyny ma sprawiać pozory losowania). No i gość który decyduje o tym czy w programie zostaje czy nie mówi jej, że lepiej wyglądałaby z krótszymi włosami. To strategicznie myśląc, przypodobanie się księciu może być sposobem na doczłapanie się do korony.

    Inna sprawa, która mnie zastanawia: ilustracje. Teoria głosi, że Amberly powinna mieć skórę ciemniejszą trochę od białego. Tylko dlaczego ilustracje tego nie podkreślają?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo te obrazki w ogóle są...specyficzne. Dość powiedzieć, że przy kartach tytułowych Królowej i Celeste można by spokojnie zagrać w "znajdź dziesięć róznic." A moja ulubiona ilustracja przedstawiająca Amberly wciąż przed nami.

      Maryboo

      Usuń
  10. Swoją drogą, co do tego, czemu wyższe kasty miałyby mieszkać w latynowskim Czarnobylu...

    Gregory Illea postukał fajką w rozłożoną na stole mapę. Gest ten, podpatrzony u jednego z dyktatorów żyjącego przed wiekami, bardzo mu się spodobał, został więc włączony do królewskiego wizerunku.
    - Tutaj. Nie podoba mi się niski poziom zagospodarowania tej prowincji - oznajmił. Łysiejący doradca z kozią bródką pochylił się w stronę stołu.
    - Honduragua, wasza wysokość. - Zauważył z uśmiechem przywodzącym na myśl zbitego kojota. - Praktycznie bezludna...
    - Wobec tego należy ją zaludnić, Felixie. - Przerwał Illea z nutką irytacji w głosie. Felix zmieszał się. I tak jak na tak bliskiego współpracownika króla miał dość długi staż. Spojrzał przez ramię na stojącego za nim szefa policji politycznej. Światło złowróżbnie odbijało się w szkłach jego okularków. Odpowiedzialny za gospodarkę doradca zmieszał się jeszcze bardziej, po czym podjął jeszcze jedną, rozpaczliwą próbę powstrzymania pana i władcy przed tym szaleństwem.
    - Wciąż panuje tam wysokie skażenie radiacyjne, to niemożliwe, by ktokolwiek chciał...
    - Ależ drogi Felixie, przecież nie wola ludu stanowi prawo... - Szef policji nagle pojawił się u jego boku i przyjaźnie poklepał go po ramieniu (ten gest go bynajmniej nie uspokoił), po czym zwrócił się do króla. - Poza tym, powracając do mojego pomysłu z obowiązkiem meldunkowym i wprowadzeniem paszportów wewnętrznych, to mogłoby zapewnić nam to, że ludzie, którzy do tej pory byli przydatni lub nieszkodliwi, a obecnie nie są w stanie docenić nowego, wspaniałego porządku, poznaliby swoje miejsce w społeczeństwie i pozostali na nim.
    Słowa gładko wypływały z jego ust. Felix poczuł, że jest już stracony. Przed oczami zaczęły migotać mu plamki. Czyżby niedługo role miały się odwrócić? Nie, to nie do pomyślenia, by jeden incydent przeważył jego liczne zasługi, prawda?
    - Felixie - Gregory znowu przemówił, przerywając perliste (i w widoczny sposób zadowalające go) wywody swojej prawej ręki. - Czy dobrze się czujesz? Jesteś blady, druhu.
    Druh mimo woli zbladł jeszcze bardziej. Źrenice króla przypominały wyloty luf karabinów, a jego ciepły ton mógł oznaczać wszystko. On sam w końcu był równie życzliwy dla swoich kolegów, którzy wkrótce potem zastanawiająco często umierali, najczęściej z powodu ataku serca.
    - To tylko zmęczenie, wasza wysokość. - Zapanował nad głosem. Najwyższy prawodawca Illei niemal ojcowskim gestem objął go ramieniem. W zębach trzymał swój ulubiony rekwizyt.
    - W takim razie idź odpocząć, jutro czeka cię pracowity dzień.
    - Tak jest, wasza wysokość. - Felix skłonił się i wyszedł. Zalała go ulga. Skoro czekało go jutro, to chyba mógł się uznać za bezpiecznego. Co za głupota, jak w ogóle mógł pomyśleć, że Illea, stary druh, mógłby się go pozbyć? "Już prędzej ja wyeliminuję ciebie, stary pryku. Beze mnie gniłbyś pod ruskim butem", odgrażał się w myślach.
    Tymczasem Illea spojrzał na zamykające się za swoim doradcą drzwi z niechęcią.
    - Nasz biedny towarzysz. - Powiedział tym dobrodusznym tonem, który nie takich jak Felix przyprawiał o dreszcze. Zwrócił się do szefa aparatu bezpieczeństwa. Jego oczy były zimne. - Obawiam się, czy z tego wszystkiego nie dostanie ataku serca.
    - Tak, wasza wysokość. - Skłonił się nisko. Starannie wypastowane lakierki odbiły chytry uśmiech.

    Nie zwracajcie uwagi, takie historyczne zboczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rilmar, jestem pełna podziwu, ale próżny Twój trud. Cass zemdlałaby z przerażenia po samej lekturze Twojego wpisu; w rzeczywistości rodem z Cassolandu najmroczniejszy aspekt grzesiowego życia stanowiło czarne pióro, którym pisał w swoim pamiętniczku.

      Usuń
    2. Rilmar, to jest piękny kawałek dystopii, a przecież napisany ot, tak, na kolanie. <3 Wyślemy Cass do Cb na jakieś korki. ;D

      Adria

      PS publikujesz coś gdzieś? Chętnie bym poczytała. ;)

      Usuń
    3. przyłączam się, gdzie można przeczytać więcej?

      rose29

      Usuń
    4. Na dobrą sprawę to publikuję praktycznie tylko wiersze, prozę zazwyczaj radośnie porzucam po kawałku mniej więcej takiej długości jak powyższy.
      I, tak między nami, tym razem praktycznie nie pisałam mając w głowie nie Grzesia, a Stalina, Dzierżyńskiego i Berię. Taki mój patent, poziom absurdu w zarządzaniu państwem podobny. Niedola obywateli, przynajmniej z założenia, również...
      Aczkolwiek więcej może stworzę, majówka idzie etc.

      Usuń
    5. *pisałam, mając w głowie nie Grzesia

      Tak to już jest, gdy w środku zdania zmienia się to, co się zamierzało powiedzieć.
      Dodam jeszcze, że charakter Grzesio-Stalina udało mi się odwzorować dość wiernie dzięki znajomości licznych anegdotek. W przypadku nie-Berii i nie-Dzierżyńskiego to już czysta fantazja. Tak tylko dodaję, a nuż są tu inni historycy-nerdzi i zaraz mnie zjedzą.

      Usuń